Zdani na siebie

Mała Górka przywitała nas temperaturą, której już dawno nam brakowało. Pomimo szóstej wieczór na zewnątrz wciąż było czuć dobrze rozgrzane powietrze. Naszym założeniem było odpocząć tu po podróże, zastanowić się co dalej i znowu w drogę. Na ten cel przeznaczyliśmy całe dwa dni.

Tylko tutaj mieliśmy wcześniej zarezerwowane dwa noclegi. Nie znając zbytnio bazy hotelowej zdaliśmy się na opinie innych. I tak padło na Kundalini hotel. Trochę w kierunku wyższej półki ale jeszcze nie ta najwyższa. Miejsce okazało się świetne. Bezpośrednie wyjście na plaże, śniadanie w cenie noclegu. Wyjątkowo zadbane i gustownie urządzone. Nie przypadkiem nazywało się to Kundalini. Nazwa ta wiąże się z rodzajem jogi, której poznanie i udział w ćwiczeniach za drobną opłatą umożliwiała recepcja. Póki co odpuściliśmy tą szanse. Mamy wśród znajomych zapaloną joginkę o zabarwieniu właśnie kundalini. Jak do nas zjedzie to na nią napadniemy.

Montañita to jedna z bardziej znanych miejscowości na ekwadorskim wybrzeżu. Niemal każdy mieszkaniec tego kraju wie, źe jak chce się poszaleć z marychą to właśnie w Monañicie. W tym szaleństwie można się nawet zapomnieć bo zabawa na niektórych częściach plaży trwa do rana. Nic wam nie opowiem jednak, bo pierwsze padliśmy zaraz po zachodzie a po drugie średnia wieku zabawowiczów to mniej więcej nasze dzieci.

Dwa dni okazały się balsamem na nasze sfatygowane ciała. Słonko rownież dopisało, powiem nawet więcej przeszło moje oczekiwania. Korzystając garściami z kąpieli w Pacyfiku przy sympatycznej bryzie nie zorientowałem się, że moje plecy się zaczerwieniły. Dopiero wieczorem szczypanie dało znać o sobie. Już kiedyś przez to przechodziłem. Mam jednak słabość do gorącej planety nad nami i pewnie nigdy się nie nauczę, że należy brać jej działanie pod uwagę i chronić odrobine swoje ciało. Nie będę ukrywał, że przypiekłem się lekko przez te dwa beztroskie dni.

Następny przystanek Puerto Lopez. Byliśmy tutaj, w przeciwieństwie do Małej Górki, parę lat temu. Chcemy zobaczyć zmiany, bo od naszego ostatniego pobytu te okolice nawiedziło solidne trzęsienie ziemi. Teraz będziemy zdani już tylko na siebie i swoje pomysły. W tym wszystkim będzie nam pomagać lokalna komunikacja. Na tym będzie polegać nasza przygoda.

Żegnamy zatem Montañitę bo czeka na nas Puerto Lopez. To tylko jakiejś pięćdziesiąt kilometrów bardziej na północ, wzdłuż drogi, która kiedyś nazywała się Drogą Słońca. Zmienili jednak tą nazwę na coś czego ni cholery nie mogę zapamiętać. Szkoda bo oryginalna nazwa była po pierwsze bardzo zachęcająca, a po drugie łatwa do utrwalenia w pamięci.

Nic to, że zmienili. My Drogą Słońca poruszać się będziemy.

Zachód po przyjeździe

Jedna z ulic miasteczka

Hotelowe otoczenie

Jeszcze jeden zachód.

To już chyba moja pasja, znowu zachód

I na koniec kundaliniści przed hotelem.

34 myśli na temat “Zdani na siebie

Dodaj własny

        1. Witamy witamy zwycięzców i posiadaczy większej wiedzy o miejscu, gdzie cieszyć się będą każdym dniem, a kiedyś ich duch i kości osiądą. Ekwador!

          Polubione przez 1 osoba

        2. Ożeż, taka tajemnicę uchować. Postaram się. A Cecylie kroczą z podniesiona głową i dumną miną. Pewnie Twoja też, czy jeszcze za malutka?

          Polubione przez 1 osoba

        3. Ojej i dasz radę takie maleństwo przewijać.. itd? Toż ledwo kroczki stawia. Brawo dziadku. Ale porywać, Ty się zastanów, czy to Ci się opłaca. Hi hi

          Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

NA SATURNIE

jestem na innej orbicie, a tu jest chaos

Pisane Kobiecą Duszą

Witryna Internetowa Pisana Kobiecą Duszą*** The website has a google translator

Listy i [inne] brewerie.

"Plus ratio quam vis".

kosmiczne lata

papa was a rolling stone

Pielgrzymi

Z głową w chmurach po bezdrożach

Architektura doświadczeń

Proste doświadczenia i skomplikowana rzeczywistość

notatki na mankietach

mysli szybkie, mysli smiale, wszystkie mysli duze i male...

𝓛𝓾𝓼𝓽𝓻𝓸 𝓬𝓸𝓭𝔃𝓲𝓮𝓷𝓷𝓸ś𝓬𝓲 - 𝓴𝓪𝓵𝓲𝓷𝓪𝔁𝔂

𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝒷𝓎ł𝒶𝓂 𝐸𝓌ą 𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝓈𝓀𝓇𝒶𝒹ł𝒶𝓂 𝓃𝒾𝑒𝒷𝑜 𝒞𝒽𝑜𝒸𝒾𝒶ż 𝒹𝑜𝓈𝓎ć 𝓂𝒶𝓂 ł𝑒𝓏 𝑀𝑜𝒾𝒸𝒽 ł𝑒𝓏, 𝓉𝓎𝓁𝓊 ł𝑒𝓏 𝒥𝑒𝓈𝓉𝑒𝓂 𝓅𝑜 𝓉𝑜, 𝒷𝓎 𝓀𝑜𝒸𝒽𝒶ć 𝓂𝓃𝒾𝑒

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat

FacetKA

... bo ktoś musi nosić spodnie!

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

rymki i nie tylko

Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,

Burgundowy Kangur

Zawiłości codzienności

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

Bursztynka

Cała ja:)

Spisane na kolanie

We and nature

%d blogerów lubi to: