Cel odgórny

Wszystko już zapewne zostało powiedziane o strajku pracowników oświaty. Nie będę zatem się powtarzał. Otrzymałem natomiast w poczcie zgrabny wierszyk w temacie i nim się postanowiłem podzielić.

Źródło.http://facebook.com/pokojnauczycielski

Reklamy

Dobra piosenka o niedobrych ludziach.

Domyślam się, że sprofanowałem ten utwór. Ale nich tam skoro już sobie go po swojemu przetłumaczyłem

Wiem, wiem nie jest to modlitwa

Wiem, wiem rządzi nami sitwa

Wiem, wiem na jej czele stoi

Wiem, wiem człowiek co się boi

Wiem, wiem czego nie rozumie

Wiem, wiem chowa się za tłumem

Wiem, wiem swoich małych ludzi

Wiem, wiem po co ma się trudzić

Władzę mają same trutnie

Okłamując nas okrutnie

Cechą dla nich wspólną jest głupota

Jak nie kretyn to znowu idiota

Prześcigają się w swojej tępocie

Aby w tyłek wleźć pewnej miernocie

Która chce być wielkim wodzem

Niszcząc wszystko na swej drodze

Wiem, wiem Jaro rządzi w kraju

Wiem, wiem Rysiek jest na haju

Wiem, wiem Krycha je na sesjach

Wiem, wiem żarcie to jest jej obsesja

Wiem, wiem marszałków jest dwoje

Wiem, wiem obaj to opoje

Wiem, wiem Tosiek pali skręty

Wiem, wiem przez co jest nadęty

Władzę mają same trutnie

Okłamując nas okrutnie

Cechą dla nich wspólną jest głupota

Jak nie kretyn to znowu idiota

Prześcigają się w swojej tępocie

Aby w tyłek wleźć pewnej miernocie

Która chce być wielkim wodzem

Niszcząc wszystko na swej drodze

Wiem, wiem Witold świat odkrywa

Wiem, wiem w San Escobar bywa

Wiem, wiem u nas wykpiwany

Wiem, wiem tam jest dobrze znany

Wiem, wiem Janek rządzi w lesie

Wiem, wiem czasem coś przyniesie

Wiem, wiem przyszedł raz z kopertą

Wiem, wiem i stał się legendą

Władzę mają same trutnie

Okłamując nas okrutnie

Cechą dla nich wspólną jest głupota

Jak nie kretyn to znowu idiota

Prześcigają się w swojej tępocie

Aby w tyłek wleźć pewnej miernocie

Która chce być wielkim wodzem

Niszcząc wszystko na swej drodze

Wiem, wiem sądy nie istnieją

Wiem, wiem ludzie z kraju wieją

Wiem, wiem bezprawie kraj toczy

Wiem, wiem otwierają oczy

Wiem, wiem od gór aż po morze

Wiem, wiem Bóg nam więc pomoże

Wiem, wiem bowiem Jarku w niebie

Wiem, wiem dość już mają Ciebie.

Dlaczego psy szczekają?

Kto obecnie rządzącym najbardziej leży na żołądku, stoi w gardle, jest kamieniem w prezesa bucie? Idę o zakład, że po ostatnich wydarzeniach na stu zapytanych wszyscy zgodnie odpowiedzą – Jerzy Owsiak.

Nigdy głębiej się nie zastanawiałem nad powodem tej nagonki na prezesa WOŚP. Drażni ich, bo coś robi. Znaleźli więc Przystanek Woodstock jako powód tej ich niechęci. Nigdy tam nie byli, nic nie widzieli, jednak wiedzą wszystko. Raz jakiś nadgorliwy policjant usłyszał „kurwa” ze sceny wykrzyknięte przez Jurka i to wystarczyło żeby mu wytoczyć sprawę. Na przystanku często zatrzymują się księża, którzy nigdy nie powiedzieli nic złego o imprezie a wręcz odwrotnie, czuli wspaniałą atmosferę.

Dla cnotliwych i bogobojnych wyznawców Radia Maryja, impreza ocieka seksem. W narkotycznym uniesieniu każdy śpi z każdym, chodzą na golasa i jeden Pan Bóg wie do jakich jeszcze bezeceństw tam dochodzi. Najwięcej o tym wiedzą pewna posłanka, biegła w sprawach seksualnych i ojciec dyrektor specjalista od palenia, też dokładnie niewiadomo czego ale na narkotykach się zna jak nikt inny.

Zarzucili więc WOŚP jakieś powiązania finansowe z Przystankiem i uczepili się ich niczym łysy grzebienia. Nic nie szkodzi, że kontrole nic nie znalazły, skoro toruński pyszałek miał sen znaczy się prawda to jest.

Od momentu obalenia poprzedniego systemu jeszcze żaden rząd nie miał takich sukcesów na polu niszczenia autorytetów. Gnoją, plują, rzucają oszczerstwa bez względu na to czy mają, czy nie mają dowodów. Skompromitowali się pluciem na Donalda Tuska podczas jego ponownego wyboru. Plują na Wałęsę, choć już nawet nie zachodzi potrzeba bo każdy ma już na temat byłego prezydenta wyrobione zdanie. Żadne teczki i dodatkowe dokumenty prawdziwe czy nie, nic już nie zmienią. Tym poniżaniem Wałęsy odnieśli odwrotny skutek, bo jego popularność teraz wzrasta miast maleć. Sponiewierali Rzeplińskiego i wszystkich innych sędziów Trybunału. To samo zrobili z prezes Sądu Najwyższego. Oczernianie autorytetów wychodzi im równie dobrze jak Pietrzakowi ośmieszanie PZPR-owskiej nomenklatury. Szkoda, że pan Jan nie dostrzega żadnych paraleli miedzy tym z czego szydził a tym czego obecnie broni.

Na placu pozostał już tylko Owsiak. Próbują, szukają, knują, podkopują. Nie lubią gościa. Koniec, kropka.

Kiedyś przechodziłem koło ujadającej po drugiej stronie płotu małej suni. Szczekała w obronie swojego terytorium. Ponoć psy tak mają. Szczekają bardziej ze strachu w nadziei, że odgonią intruza.

Otóż to. To ujadanie władzy to zwykły strach. Owsiak to wciąż autorytet, który jak zechciałby „zaszczekać” mógłby pociągnąć całe rzesze ludzi. Narazie tylko się broni. Gdyby jednak zechciał przejść do ataku to swoją pozycją mógłby całkiem realnie zagrozić tym wszystkim przywiązanym do swoich stołków.

Jerzy Owsiak póki co nie jest zainteresowany polityką. Gdyby jednak wpadł mu taki pomysł do głowy to wtedy…..To ich przeraża, powoduje brak snu, doprowadza to całe kółko wzajemnej adoracji do trwogi. Nie mają innego planu. Odmawiają mu wszystkiego o co poprosi w nadziei, że go zajadą i zniechęcą. Omal im się to udało.

Jurek jednak odszczeknął i wyglada, że nie zamierza przestać.

Mowię wam szczerze.

Mówię wam szczerze,

Że śmiech mnie bierze

Na tych bałwanów

Co chcą waćpanów

Przed nami zgrywać

I siebie nazywać

Głosem narodu

Be żadnych powodów

Mówię wam szczerze

Ja w to nie wierzę,

Że jedna czwarta

Jest tego warta

Aby trzy ćwierci

Przestały się wiercić

Żądając posłuchu

Nie tylko w duchu

Mówię wam szczerze,

Że tutaj pacierze

Choć nie zawadzą

To nic nie poradzą

By przyszłą jesienią

Tych co się mienią

I rządzą krajem

Przegnać nahajem

Mówię wam szczerze

Nie pod pręgierzem

Tu trzeba czynów

By do kretynów

Zaliczyć się nie dać

I kraju nie sprzedać

Jeśliś poważny

Każdy głos ważny

O ludzie i rządach

Życie mi się nie udało

Na przeszkodzie mi w nim stało

Tyle barier, ograniczeń

Że ich wszystkich wręcz nie zliczę

Kiedyś w filmie raz zagrałem

Lecz aktorem nie zostałem

A marzyła mi się duża sława

Taka wielka jak Warszawa

Juz widziałem siebie w świetle fleszy

I jak po autograf każdy do mnie spieszy

Jak panienki za mną gonią

I przed niczym się nie bronią

Wyszły z tego jednak nici

Gdyż mój talent się nie liczył

Innych wzrost i rozmiar w klacie,

Z których tylko moje gacie

Mogły konkurować śmiało

Och jak bardzo to bolało

Potem małym miałem być rycerzem

Już umowa na papierze

Podpisana dla mnie była

Gdy partyjna się zjawiła

Kontrkandydatura Tadeusza

Co z Wiesława wyszła kapelusza

I tak on Wołodyjowskim został

I choć roli całkiem nieźle sprostał

Mnie się ona należała

O czym wtedy już mówiła Polska cała

Zemstę tedy poprzysiągłem,

Że jak tylko coś osiągnę

Zrazu się mianuje pułkownikiem

Jeszcze lepiej, całej Polski naczelnikiem

Wtedy Bolek właśnie płot przeskoczył

I tak krąg historii się zatoczył

I choć gamoń ten szemrany

Pokrzyżować pragnął moje plany

Dzisiaj ja rozdaję wszystkim karty

Myślisz może, że to żarty?

Że się cofnę, że posłucham?

Pierwej sam wyzionę ducha

Zanim przyznam się do błędu

Z tego właśnie względu

Otoczyłem się miernotą,

Która chociaż mierzi mnie głupotą

Wykonuje jednak co jej każe

Mnie wynosząc na ołtarze

Zemsta się powoli dokonuje

Co ja rzeknę, lud kupuje

Zakochany on jest w darowiznach

Więc co chwile coś mu przyznam

A na tyle jest on głupi

Że mi wierzy, że bogatych łupi

Niech tak myśli, o to chodzi

I niech ktoś spróbuje mi przeszkodzić

W byciu wielkim, dla odmiany,

Przeciwnikiem dobrej zmiany

Wszem i wobec go ogłoszę

Po czym ciepłe swe bambosze

Włożę na swe spracowane nogi,

Reszty niech dokona lud mój drogi

I w tym właśnie sekret moich rządów,

Że lud broni mych poglądów

Bo się czuje zapomniany

I przez innych wyszydzany

Czarno widzę.

Przez wiele lat mieszkałem w Polsce i w Stanach. Ciągle w obu krajach mam trochę powiązań rodzinnych. Bywam często i tu, i tu, stąd zapewne interesuje się sytuacją w obu krajach. Nie aż tak, żeby to spędzało sen z moich powiek, bardziej chyba z ciekawości i sentymentu niż z jakichkolwiek innych pobudek. W obu krajach w ostatnim czasie nastąpiła zmiany władzy. Niestety w obu przypadkach skutki tej zmiany doprowadziły do mocnych podziałów wewnętrznych. Trump i Kaczyński stosują w swoim sposobie sprawowania władzy podobne metody, odwołując się do uczuć narodowo-nacjonalistycznych. W dobie coraz większych różnic w dochodach i powiększającej się coraz bardziej grupy ludzi żyjących od pierwszego do pierwszego takie hasła trafiają na podatny grunt. A jest na kogo zwalić taki stan rzeczy bo przecież mamy do czynienia z wszelkiej maści uchodźcami i nielegalnymi przybyszami, którzy zabierają wszystkim miejsca pracy. Budowa muru na granicy z Meksykiem czy niechęć w przyjmowaniu uchodźców to nic innego jak wynik właśnie takiej polityki, która przemawia do mas. Jeszcze raz potwierdziło się, że politycy zadufani w sobie tracą często kontakt z wyborcami co przełożyło się w obu przypadkach na wyborze alternatywnej opcji. Mamy zatem w bardzo podobną sytuacje zarówno w Polsce jak i w USA. W naszym kraju dodatkową siłę stanowi kościół, który przestał już udawać, że ani polityka, ani pieniądze go nie interesują. Te ostatnie stały się motorem determinującym walki do utrzymania władzy za wszelką cenę. Dziwi zapewne, że wielu ludzi wciąż sądzi, że zarówno Kaczyński jak i Trump dążą w swojej polityce do polepszenia bytu przeciętnego obywatela. Ochłapy rzucane na lewo i prawo to tylko żenująca próba utrzymania się przy władzy. Niestety politycy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje czyny i postępowanie a czasy ludzi z honorem już dawno minęły i mało kto o nich pamięta. Wszystkich się nie da uszczęśliwić, chodzi jedynie o to żeby tych co idą głosować było więcej zadowolonych niż tych co nie. I tak się będzie kręcił ten burdel na kółkach bo tak chcą bandyci zwani politykami. Żeby się coś zmieniło trzeba by zacząć od podstaw czyli solidnej edukacji. O tym jednak nie ma mowy. Amerykańskie szkolnictwo już dawno nie kształci a co robi w tym zakresie partia rządząca w Polsce, sami widzimy. Suweren już tylko z nazwy jest tymże i nikt się go nie już o nic nie pyta. Czy to nam się podoba czy nie.

Rząd rządzi czy błądzi?

Powoli kolesiostwo i mianowanie na odpowiedzialne stanowiska ludzi bez przygotowania merytorycznego i fachowego zaczyna odbijać się rządzącym coraz większa czkawką. Ludzie roku Krynickiego Towarzystwa Wazeliniarzy z panią Beatą i panem Jarosławem na czele wyglądają równie żałośnie jak i rzeczona organizacja. Czego ci wprowadzacze dobrej zmiany się nie dotkną, kończy się kompromitująco.

Totalny rozgardiasz zapanował w sadownictwie, zniszczono niezależność Trybunału Konstytucyjnego czas na sądy niższego szczebla. Póki co postawił się prezydent, ale czy on kieruje się dobrem państwa czy własnym interesem, ciężko w tej chwili zdeterminować. Walka jednak trwa i każdy ciągnie w swoją stronę oczywiście dla naszego dobra.

Hetman Wielki Koronny ośmiesza nasz kraj w zakresie jego obronności gdzie się da i jak się da. Skonfliktował nas z całą Europą bo on podobnie jak Portoryko chciałby abyśmy stali się kolejnym stanem Wielkiego Brata. I tu prezydent nie zgadza się z posunięciami agresywnego inspektora od spraw lotniczych, tyle że ten niewiele sobie z tego robi. Kto jest zwierzchnikiem wojska? Nikt nie bardzo wie, domyślamy się jednak, źe jest to….prezes. Idźmy dalej.

Niejaki pan Szyszko co to niby miał chronić środowisko kompletnie pomylił ochronę z niszczeniem i tnie wszystko co wpadnie mu pod siekierę. Niby winien temu kornik, którego poza nim niewiele osób widzi. On jednak dostrzega olbrzymie zagrożenie dla lasów, z taką samą ostrością jak minister obronności zamach w Smoleńsku. Proponuję zatem powołanie komisji sejmowej do spraw kornika i wciągniecie do niej paru specjalistów komisji do spraw zamachu na wschodzie, po tylu burzach mózgów ci ludzie powinni być już wprawieni w opowiadaniu bajek.

Nieprawdopodobne osiągnięcia mamy w sprawach zagranicznych. Tutaj nasz pierwszy dyplomata zasłynął nawiązaniem stosunków z San Escobar. Poprzednikom przez osiem lat to się nie udało, nic tylko piać z zachwytu. Prawdę mówiąc nie wiem czy jeszcze jakiekolwiek inne sukcesy były udziałem pana Witolda. Zdaje się jednak, że za marazm w dyplomacji według pana ministra odpowiadają mianowani przez poprzedników pracownicy. Postanowił zatem odwołać kogo się da i skąd się da, oczywiście poza San Escobar, tam bowiem siedzi szczyt inteligencji ministerstwa.

W ministerstwie od edukacji przypomnieli sobie o modelu osiem plus cztery. Kiedyś to był wrzód komunistyczny. Teraz ten sam system stanie się filarem i pomostem do lepszego kształcenia. Przy okazji zmieni się program, zwłaszcza historyczny, bo prawdziwych patriotów i bohaterów w poprzednim pominięto. Trzeba będzie się uczyć na nowo od dzieciaków. Dobrze, źe wiem kto jest królem Polski, póki co to powinno wystarczyć.

W sprawach wewnętrznych wszystko rownież działa bez zarzutu. Ochrona przysługuje lepszemu sortowi a gorszy musi się liczyć, źe wszystko co robi jest najprawdopodobniej bezprawne. Przekonał się o tym gorszy sort skatowany na posterunku policji, a potem policjanci, którzy przez pomyłkę chcieli zmusić lepszy sort do zachowania porządku. Dlatego zgodnie z wytycznymi wodza mamy te dwie grupy, bo gdyby ich nie było to kogo miałaby bić policja.

W swoich rozważaniach nie mogę pominąć specjalisty od zdrowia rodaków. Ten znawca tematu nie ma zamiaru pozostawać w tyle za innymi członkami wszechwiedzącego rządu. Stopień jego ignorancji dotyczący odkryć w medycynie jest wręcz nie z tego świata. I on sobie z tego zdaje sprawę wprowadzając nakaz szczepienia wszystkiego co chodzi na dwóch nogach i jest wyższe od metra pięćdziesiąt. Dzięki temu już wszyscy wkrótce otrzymamy zastrzyk w ramie na znieczulenie i przestaniemy się czepiać. Chore stosunki w lecznictwie dopiekły młodym lekarzom podobnie jak coraz większej liczbie ludzi dobra zmiana.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że ludzie wciąż wierzą, że zero jest większe od dwudziestu siedmiu, na co wskazują badania opinii publicznej. Z taką matematyką – oj będzie się działo.

I po co to pani było?

Premierowa rządu zdaje się przeżywać ciężkie chwile. Poniewierana przez prezesa, zdradzona przez prezydenta znalazła się w ślepej uliczce. Zanim do tego doszło nie była szczególnie znana poza swoim środowiskiem, w którym zdobyła uznanie jako działaczka terenowa. Stanowiska lokalne widać nie zaspokajały jej ambicji. Oryginalnie chciała zasilić szeregi platformersów ale nie przypadła im do gustu. Poglądy można zmienić, co uczyniła zgłaszając akces do prawych i sprawiedliwych, tylko z nazwy.  Nic nie wróżyło jej wielkiej kariery i pewnie by takiej nie było gdyby, Bronisław Komorowski nie zapadł w niedźwiedzi zimowy sen podczas prezydenckich wyborów dwa lata temu. Kompletnie nieprzygotowany do walki o reelekcję tylko się ośmieszył i zasłużenie przegrał z mało znanym Andrzejem Dudą. To właśnie w trakcie tych wyborów rownież wypłynęło nazwisko Beaty Szydło, będącej szefem kampanii wyborczej przyszłego prezydenta. Wszyscy uważają, że to właśnie zwycięstwo kandydata, którego była współpracownicą zaowocowało namaszczeniem jej na funkcje premiera, w przypadku wygrania kampanii wyborczej do parlamentu. Nie pozostało to zapewne bez wpływu, jednak uważam, że ważniejsza dla prezesa była możliwość kontrolowania przyszłego szefa rządu. Oligarcha partyjny nie szukał drugiego Marcinkiewicza, który nie do końca był podporządkowany partyjnej wierchuszce. On potrzebował ślepego betonu, który dodatkowo rownież miałby rachunki do wyrównania z Platformą. Szydłowa spełniała te zapotrzebowania, sądząc jednocześnie, że skoro kiedyś była burmistrzem to i z funkcja premiera sobie poradzi. Nie wzięła jednak pod uwagę, podobnie jak Andrzej Duda, że partia nie oczekuje od niej myślenia tylko ślepego wykonywania poleceń partyjnego guru. Już sam skład rządu pokazał gdzie będzie jej miejsce w szeregu. Chora ambicja i, co gorsze, brak szacunku do samego siebie doprowadziły i ją, i prezydenta do punktu, którego przekroczenie może mieć nieodwracalne skutki dla ich przyszłości. O ile Andrzejowi Dudzie przestała odpowiadać rola marionetki, wreszcie zajrzał do konstytucji, którą już tyle razy złamał, i zdał sobie sprawę, że daje mu ona pewne prawa, o tyle premierowa tkwi w jakimś dziwnym śnie i wciąż wierzy, że dobra zmiana to nie jest prywatna wojna Kaczyńskiego tylko realna polityka zmierzająca do lepszego funkcjonowania kraju. Tymczasem Napoleona z Żoliborza nie interesuje kraj tylko budowa stosów, na których mógłby palić wszystkich i każdego kto mu stanie na drodze. On sam wie, że twarz Beaty Szydło zapewnia mu poparcie i pewnie tak długo będzie wykorzystywał jej wizerunek jak długo ona sama no to pozwoli. Czas spojrzeć prawdzie w oczy pani Beato, na obrazie, który maluje szanowny władca jest pani niestety nikim, potrzebna teraz i tylko teraz ku zadowoleniu pospólstwa.  I po co to było pani potrzebne? Często praca na dole daje więcej satysfakcji niż bezmyślne wykonywanie poleceń megalomana na samej górze.

Polzuela i Kaczduro.

Kiedy zdecydowaliśmy, że sytuacja w Stanach zmienia się na tyle, że trzeba pomyśleć o możliwości następnej emigracji, braliśmy pod uwagę wiele czynników. Ten sentymentalny krzyczał do nas Polska. Musieliśmy jednak zastanowić się nad innymi naszymi potrzebami, z których jeden, czyli poznanie czegoś nowego, mocno o sobie dawał znać. Padło zatem na Amerykę Południową, z uwagi na klimat, koszty utrzymania no i wreszcie możliwość zaspokojenia potrzeb poznawczych. Sporo słyszałem dobrego na temat Wenezueli, ona więc stała się moim pierwszym wyborem. W USA turyści znają wyspę Santa Margarita, która na każdym zrobiła bardzo duże wrażenie. Zanim jednak wspólnie z Alicją udaliśmy się na podbój nowego kontynentu, przed nami zrobiła to nasza córka. Po powrocie z podróży po Kolumbii, Wenezueli i Ekwadorze jej zdaniem Wenezuela była najmniej zachęcającym miejscem. W tym czasie rządził tam Hugo Chavez a ceny ropy naftowej jeszcze nie były tak niekorzystne. Ówczesny prezydent był rownież bardziej otwartym człowiekiem na świat niż to mu przypisywano. Nie lubili go oczywiście w USA bo nacjonalizacja zasobów naturalnych nigdy tam nie jest po drodze władzy. Zorganizowali nawet na niego zamach i przez dwa dni pro-amerykański rząd przejął władze. Musieli jednak po czterdziestu ośmiu godzinach uciekać bo protesty ogarnęły cały kraj i Chavez powrócił do władzy. Wkrótce jednak zmogła go choroba i przeniósł się do krainy wiecznych łowów. Jego następcą, którego on sam namaścił, został Nicolas Maduro. Nie spełnił on pokładanych w nim nadziei a spadek cen głównego surowca kraju wpędził Wenezuelę w kryzys gospodarczy. Nowy prezydent nie umiał z tym walczyć ale jednocześnie nie chciał i postanowił nie oddać władzy. Rządzi do dzisiaj a kraj stacza się w tempie przyspieszonym w stan niekontrolowanego chaosu. Brakuje żywności, waluta straciła swoją wartość, protesty i domaganie się rezygnacji Maduro są na porządku dziennym. On za to wszystko oczywiście obwinia wszystkich dookoła z wyjątkiem samego siebie. W 2015 rozpisano wybory parlamentarne, które doprowadziły do klęski obozu prezydenta. Oto co na ten temat pisze Wikipedia. 

Zgodnie z przewidywaniami sondażowymi wybory okazały się klęską rządu który utracił władzę na rzecz Koalicji Jedności Demokratycznej. Rząd Maduro, utraciwszy większość w parlamencie, zaczął lekceważyć parlament i rządzić z pominięciem władzy ustawodawczej, a Sąd Najwyższy unieważniał wszystkie uchwały parlamentu i zatwierdzał dekrety prezydenta. Władze doprowadziły też do niezgodnego z konstytucją zablokowania procedury wszczęcia referendum ws. odwołania prezydenta.  Przeciw polityce rządu mieszkańcy kraju protestowali wielokrotnie, m.in. opozycyjne wiece z 26 października 2016 r. zgromadziły ok. 5 mln ludzi. 29 marca 2017 r. podporządkowany prezydentowi Sąd Najwyższy ogłosił delegalizację parlamentu pod pretekstem ignorowanie wcześniejszych wyroków i przejmując władzę ustawodawczą oraz wzywając prezydenta do ogłoszenia stanu wyjątkowego. Wyrok został przez opozycję demokratyczną uznany za zamach stanu, a parlament w odpowiedzi ogłosił, że uznał Sąd Najwyższy za nielegalny w związku z wielokrotnym łamaniem przez niego konstytucji. Od tego czasu w kraju codziennie miały miejsce demonstracje i protesty z żądaniem ustąpienia prezydenta i rozpisania wyborów, w których w ciągu pierwszych trzech tygodni zginęło 21 osób.
Czyż nie brzmi to znajomo? Posłanka Pawłowicz już zamyka w więzieniu, a poseł Kaczyński odgraża się opozycji, że „pójdzie siedzieć”. Proponuje sprawdzać sytuacje w Wenezueli na bierząco póki jeszcze nie jest za późno i nie musimy tego przerabiać na własnej skórze. Czy naprawdę chcemy Polzueli i Kaczduro?

Amerykańskie uzależnienie.

Podczas gdy w naszym kraju zapanowała wsród rządzących euforia związana z wizytą prezydenta wolnego świata, w Wielkiej Brytanii głowią się jak wymigać się z zaproszenia pana Trumpa do ich ojczyzny. Nie cieszy się on tam zbyt wielką popularnością w związku ze sposobem w jaki potraktował premier tego kraju oraz Majora Londynu. Najchętniej cofnęli by zaproszenie, na co nie chce  zgodzić się królowa. Najprawdopodobniej dojdzie do wizyty ale już dzisiaj można założyć, że będzie ona miała charakter bardziej kurtuazyjny niż jakikolwiek inny. Donald Trump traci rownież popularność we własnym kraju uwikłany w coraz to większą ilość konfliktów, które sam sprowokował swoją nadpobudliwością. Sprawa odwołania szefa FBI zaczyna nabierać tempa i jakie może mieć konsekwencje trudno dzisiaj przewidzieć. Przesłuchiwany przez specjalną senacką komisje James Comey potwierdza, że prezydent wywierał na niego naciski i podpowiadał co powinien zrobić z niewygodnym dla niego śledztwem dotyczącym powiązań z Rosją jego współpracowników. Zgodnie z badaniami opinii publicznej w USA więcej ludzi dzisiaj jest za odwołaniem prezydenta z jego stanowiska niż tych, których sympatią wciąż się cieszy, a to dopiero piąty miesiąc sprawowania przez niego władzy. Nie zjednał sobie rownież przyjaciół wycofując się z porozumień paryskich dotyczących emisji gazów cieplarnianych. O ile jest to zrozumiałe, że Europa poczuła się oszukana jego decyzją o tyle fakt, że niektóre stany USA zdecydowała się wbrew decyzji prezydenta przestrzegać zapisy paryskie świadczy o coraz bardziej malejącej jego popularności we własnym kraju. Przyjeżdża zatem do nas polityk, z którym niewielu chce rozmawiać a jeżeli już muszą to tylko z powodu kraju, który reprezentuje. My natomiast pękamy z dumy, ze pojawi się u nas zanim odwiedzi Francje i Niemcy. Uzależnienie naszych władz od amerykańskiego „powietrza” budzi niesmak i zdziwienie. Ślepa wiara w dobro płynące z naszego służalczego stosunku do Ameryki nie podniesie naszego wizerunku ani na świecie, ani tym bardziej w Europie. W Portoryko zakończyło się właśnie referendum na temat przyłączenia tego kraju do Stanów. Większość opowiedziała się za, upatrując w byciu kolejnym stanem USA więcej korzyści niż strat. Oby się nie przeliczyli. Podobny stan umysłu reprezentują nasze władze, które w świecie coraz bardziej zdominowanym przez antyamerykański sentyment nie przestają patrzeć w tamtą stronę niemal ze ślepa pobożnością. Zachowując się jak poddani Wuja Sama tak też będziemy traktowani. Póki co piejmy z radości, że będziemy gościć tzw lidera wolnego świata. To nic, że on tyle ma wspólnego z wolnym światem co Putin z demokratyczną Rosja. W celu podniesienia doniosłości tej wizyty proponuje Apel Smoleński w trakcie uroczystości powitalnych. Czy on coś z tego zrozumie? Wątpię.