W Cuence i w domu.

Wirus nie tylko pokrzyżował nam plany podróżnicze ale równie skomplikował nam trochę życie tutaj. Zasadniczo bardzo utrudnił nam tylko robienie zakupów. Jednym z posunięć władz było zawieszenie komunikacji miejskiej a bez niej, nie mając pojazdu, nijak nie jesteśmy w stanie wybrać się do sklepu.

Na szczęście nasz sąsiad dentysta specjalizujący się w leczeniu kanałowym codziennie ma jakiego pacjenta. Jego obostrzenia nie dotyczą.

Wybraliśmy się zatem i o mało nie musieliśmy wracać. W samochodzie może być tylko dwie osoby. Na szczęście mundurowiec nie był z tych nieugiętych.

Na ulicach ruch minimalny i niemal wszyscy w maskach.

Prawie jak burka

Za to w domu hulaj dusza piekła nie ma.

Może coś by zarobił na tej reklamie Angory. 😃

W krainie teorii…

Jak świat długi i szeroki, wirus szaleje w najlepsze. Jedne kraje dotyka bardziej inne mniej. Co bardziej optymistyczni fachowcy przewidują, że wiele się nie zmieni przez najbliższe trzy miesiące. Pesymiści mówią natomiast o osiemnastu miesiącach.

Na dzień dzisiejszy trudno o jakąkolwiek diagnozę perspektywiczną. W Ekwadorze długo nic się nie działo, aż się dziać zaczęło. Jak to się mówiło w naszym kraju „ zima zaskoczyła drogowców”, wirus zaskoczył tutejsze władze.

Uwijają się teraz jak w ukropie aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli, zwłaszcza, że zostali napiętnowani w mediach światowych tym co się dzieje w Guayaquil. Na nogi postawione zostały wszystkie możliwe służby. Mam więc nadzieje, że wkrótce w tym największym ekwadorskim mieście sytuacja się unormuje.

Wraz z ciągle nieopanowaną sytuacją pojawia się coraz więcej różnego rodzaju teorii spiskowych. Niekoniecznie wszystkie zasługują na poświęcenie im czasu. Zastanowiło mnie jednak to, że gdy cokolwiek dzieje się ze światem, to w tego typu „opracowaniach” pojawiają się w rolach głównych sprawców starzy znajomi, zawsze podejrzani o kreowanie strachu i chaosu. Trzeba mocno podpaść żeby do kogoś przykleiła się taka łatka. Widać ci ludzie nie mają czystych sumień skoro ich nazwiska łączone są z każdą światową zawieruchą.

Te dwa memy właśnie do tej kasty nawiązują.

To niejaki Rothchild. Pyta jak nam się podoba zastopowanie naszego życia. Sam odpowiada, że to tylko ćwiczenie, którego zadaniem jest przygotowanie nas do Nowego Świata. Aby to osiągnąć najpierw rozplenią po świecie plagę, która spowoduje zablokowanie i zastopowanie wszystkiego. Potem doprowadzą ziemie do bankructwa, wprowadza stan wojenny i zaczną budować Trzecią Świątynie.

A zatem rozsiądzie się wygodnie i cieszcie się tym przedstawieniem.

Ten pan to Bill Gates. Wyłożył podobno krocie na rożnego rodzaju szczepionki. Wielu twierdzi, że jego głównym motywem działania jest ograniczenie populacji.

Coś w tym jest skoro znowu załapał się do podejrzanych. Ten mem mówi co następuje:

„Jeśli myślicie, że mój Coronowirus powoduje smierć, to poczekajcie na efekty mojej obowiązkowej szczepionki przeciwko niemu”

To tak przy niedzieli żeby się nie nudzić.

Ziuta i Ziutek

W trakcie swojego ponad dwudziestoletniego pobytu w Stanach poznałem mnóstwo moich krajan. Większość z nich to byli emigranci z lat osiemdziesiątych. Z wieloma z nich utrzymuje kontakt do dziś. Z innymi drogi nam się rozeszły z różnych przyczyn. Jak to w życiu.

Ziutę i Ziutka poznałem zaraz po przyjeździe. Mieliśmy tego samego sponsora. Mieszkaliśmy razem w domu przejściowym. Oni musieli się z niego wyprowadzić przede mną. Znaleźli sobie apartament relatywnie niedaleko. Ziuta, jak to kobieta dbająca o dom, miała swoje preferencje szczególnie w zakresie wykładziny podłogowej. Chciała aby była jasna. W przeciwieństwie do Ziutka, on chciał coś ciemnego na podłodze. Stanęło oczywiście na jej. On nie bardzo mógł to przeboleć i często utyskiwał jak to jego własna żona go potraktowała.

Kiedyś razem ze znajomymi odwiedziliśmy ich. Ziutka umiała stworzyć wspaniała atmosferę i parzyła cudowną kawę. Ziutek też zawsze był towarzyski. Stąd lubiliśmy ich odwiedzać. Podczas tej pierwszej wizyty w pewnym momencie dyskusja zeszła na tą nieszczęsną wykładzinę. Ziutek, dawaj znowu zaczął się żalić, że chciał ciemną, że po całym dniu pracy nie może się przy tej jasnej zrelaksować. Ziutka z uśmiechem słuchała swojego chłopa. Wreszcie wskoczyła mu w słowo. Mówisz, że cały dzień pracujesz i jesteś poza domem? No tak, odpowiedział Ziutek. To po chuj ci ta ciemna wykładzina jak i tak cały dzień ciebie nie ma. Szczęka chłopu opadła. Więcej tematu wykładziny już nie poruszał. Tu muszę dodać, że o ile Ziutek nie stronił od przekleństw o tyle Ziutka nigdy nie klęła. Przynajmniej przy gościach.

No i czego wam to opowiadam. Już wyjaśniam.

Niewątpliwie sytuacja z koronowirusem wymyka się naszym wybrańcom spod kontroli. Coś tam mamlają, że jest wprost przeciwnie. Gołym okiem jednak widać, że to kolejne kłamstwa. Bronią się jak umieją. Jak im już brakuje argumentów to sięgają zawsze po test sam, który dociera do najciemniejszych warstw naszego społeczeństwa. Zwalić na poprzedników.

Bryluje w tym zespół nawiedzonych hip-hoperek Trzy Beaty. Co jedna to mądrzejsza. Co gorsza gdyby się nie odzywały to mało kto by zauważył, że istnieją. Problem w tym, że muszą dzielić się swoimi opiniami z nami wszystkimi. Niedawno była premier nokautowana wszędzie gdzie się pokaże, z wyjątkiem kół gospodyń wiejskich, walnęła z grubej rury pytaniem, ile testów na koronowirusa zakupił za swojej ośmioletniej kadencji poprzedni rząd. Typowa pani Broszka. Nie musieliśmy długo czeka aby odezwała się druga Beata ta od pomocy humanitarnej dla Syrii. Ta też obruszona do żywego zadała konkretne pytanie dotyczące masek ochronnych. No ile zakupił ich poprzedni rząd w trakcie swojej kadencji?

Pozwolę teraz ja sobie zadać pytanie wszystkim ślepym wyborcom partii prezesa. Ile przypadków koronowirusa mieliśmy w trakcie rządów Platformy Obywatelskiej. Tylko proszę ruszcie sami głową, nie czekajcie na ociemniających was pseudo dziennikarzy z wiadomości. Pozwolę sobie pomoc wam, głosujący na PiS, w odpowiedzi na to pytanie. Otóż nie była żadnego przypadku koronowirusa w tamtym okresie. Nie dajcie z siebie zrobić durniów.

Jeszce raz. Nie było żadnego przypadku koronowirusa.

To teraz czas na pytanie Ziutki dla nawiedzonych Szydło i Kempy – to po chuj nam były wtedy potrzebne maski i testy na tego wirusa?

Ktoś zna odpowiedź?

Aha i jeszcze jedno. Ja tez rzadko przeklinam. Czasami się nie da.

Wirus w Ekwadorze.

Wiadomości ze świata dotyczące wirusa zdominowały wszystkie doniesienia. Nie da się tego wszystkiego czytać bo i zrozumieć to jest dość ciężko. Przede wszystkim sposób w jaki się do niego podchodzi w różnych krajach mocno zaskakuje.

Dzięki blogerom, żyjącym po całym świecie wiele z tych informacji można zweryfikować jako, że media już dawno przestały używać obiektywnego języka. Wręcz odwrotnie. Wiele tytułów pojawia się na zamówienie rządzących. Ci natomiast chcą w nas wzbudzić albo strach i lęk, albo wręcz namawiają do bagatelizowania owego wirusa. Co kraj to obyczaj.

Do tej pory najbardziej zaskoczyły mnie informacje z blogu https://2catspopolsku.blogspot.com/ , gdzie jego twórczyni opisuje sytuacje w Japonii. Czas zatem na garść informacji z mojego podwórka.

Ekwador podobnie do Polski powstał z trzech różnych części. Quito, Guayaquil i Cuenca stanowiły samodzielne prowincje. Różnic ekonomicznych z tego powodu zbytnio nie widać. Jednak warunki klimatyczne powodują, że prowincja Guayas, której stolicą jest Guayaquil, jest w stosunku do prowincji Azuay, której stolicą jest Cuenca i Pichinchi ze stolicą w Quito, odrobine bardziej zaniedbana. Gorący klimat nad oceanem spowodował inny styl życia na wybrzeżu.

To dość ważne. W tej chwili w całym Ekwadorze jest około dwóch tysięcy potwierdzonych zarażeń. Zmarło około stu osób. Jednak niemal osiemdziesiąt procent wszystkich przypadków miało i ma miejsce w prowincji Guayas. W przeciwieństwie do Quito i Cuenki na wybrzeżu ludzie nie bardzo się stosują do zakazów i ograniczeń. Ich stosunek do życia zamyka się dniem dzisiejszym. Co będzie jutro? Po co się martwić skoro dzisiejszego dnia mogą nie przeżyć. Stąd Guayaquil i Guayas zawyżają znacznie statystyki. Dodatkowo wyglada na to, że pani major tego miasta sama podłapała wirusa i straciła kontrole nad miastem. Guyaquil to ponad dwu milionowe miasto. W takim miejscu codziennie ktoś się żegna z tym światem. Niestety, jak to bywa w krajach trzeciego świata, służby i ich koordynacja nie zawsze działają. Podobnie jest tutaj. Niezbyt czytelne przepisy doprowadziły do tego, że wielu zmarłych nie ma kto odebrać z domu, bo przecież nikt nie wie co było przyczyną zgonu. I tak rodziny zamknięte w domach ze swoimi zmarłymi nie mając innego wyjścia, zaczęli wynosić zwłoki na ulicę. Poszło to w świat jako wynik zarazy. Jednak to nie do końca prawda. Od początku tygodnia do akcji włączył się również rząd i wyglada na to, że powoli sytuacja wraca do normy.

W Cuence spore obostrzenia. Sklepy spożywcze, jedyne które mogą być otwarte, zamykają się już o dwunastej w południe. Od drugiej po południu obowiązuje zakaz wychodzenia z domów. Komunikacja miejska zamknięta. W samochodach mogą być tylko dwie osoby. W sklepach może być do dziesięciu czy piętnastu osób. Obowiązkowo maski i rękawiczki, które spryskuje sie środkiem odkażającym przed wejściem do sklepu. Na punktach wjazdowych do miasta ścisłe kontrole. Azuay graniczy z Guayas. Obowiązuje zakaz wpuszczania pojazdów z tamtej prowincji. Obostrzenia te podobno wprowadzono do dwudziestego kwietnia. Potem mają przyjrzeć się rozwojowi sytuacji. Ano czekamy.

Wybory odwołane

Jak podaje Biuro Prasowe Polskiej Zjednoczonej Partii Pomylonych i Spełnionych wraz z Kancelaria Prezydenta, po długich i rzeczowych rozmowach obie strony podjęły decyzje o odwołaniu wyborów prezydenckich.

Jak się dowiaduje nasz wysłannik w dniu wyborów w Dupapeszcie odbędzie się pokaz najnowszych trendów męskiej mody w polityce.

Patronat nad imprezą objął Pierwszy sekretarz Węgierskiej Partii Ludowej niejaki Orban. Polskę będą reprezentować Naczelni wraz z Długopisem.

Na ten cel,przygotowano dla nich specjalne stroje w firmie Banaś, Kamiński i spółka. Trzymamy kciuki za nasze modelki.

A serio mówiąc wczoraj mój zegar wybił kolejną zmianę cyfr w mojej rubryce z napisem wiek. Dobrze, że już na drugi dzień jest prima aprilis.

Chłopaki prezentują się …znakomicie, żeby być politycznie poprawnym.

Właśnie leci internecik

Wiem, że to nie czas żartów. Ja jednak spróbuje, dla własnej higieny psychicznej. Zwierzaki zdają się nie zdawać sprawy z tego co się wokół nas dzieje. Oddaje im zatem głos.

Tytuł wpisu powinien nasuwać wszystkim jednoznaczne skojarzenia. Niech żyje kabaret.

Mój kogut nawet rano nie daje głosu. Przy jedenastu kurach…

Warto o tym pomysleć zanim….

Trzymajmy się zdrowo.

O lotach jeszcze słowo

Na tą niedzielę czekałem pewnie ponad dwa miesiące. Z takim bowiem wyprzedzeniem kupujemy nasze bilety lotnicze. Okazuje się, że mniej więcej właśnie wtedy są one relatywnie najtańsze.

Znając termin lotu i czas nieobecności w domu, przygotowujemy go tak aby ten okres przetrwał jakoś bez nas. W tym roku dogadaliśmy się nawet ze Słowakiem ze Słowacji. Miał dopilnować naszego dobytku, tak jak my to robimy z jego, w trakcie jego wojaży.

Milańskiemu udało się dojechać nam zabrakło trzech dni do wylotu. W normalnych warunkach dzisiaj właśnie miałem katapultować się przez Atlantyk do ziemi ojczystej. Nic z tego nie wyjdzie. Nawet gdybyśmy dojechali do Trumpolandii to dalsza podróż i tak nie doszłaby do skutku.

Widać tak miało być. Patrząc jednak z punktu widzenia bezpieczeństwa to pewnie w mojej oazie spokoju powinienem tutaj obawiać się czegokolwiek najmniej.

Pisałem już o moich próbach odzyskania kasy za przelot do Stanów, który został odwołany. Agencja, przez którą kupiłem bilety, Hotwire, ślicznie umyła łapki i nawet nie odebrała mojego telefonu. Walka z liniami JetBlue skończyła się częściowo pomyślnie bo coś tam sobie potracili.

Lot do Polski też został, zgodnie z oczekiwaniami odwołany. Nawet nie próbowaliśmy dzwonić na Kayak, pośrednika w zakupie tego biletu. Odrazu skierowaliśmy nasze kroki w kierunku Lufthansy. Nie miałem najlepszych przeczuć bo i te linie zawiodły mnie kilka razy w zakresie traktowania klienta z klasy ekonomicznej. Stąd jest nam trudno się dodzwonić gdziekolwiek. Musimy używać połączeń internetowych. Te nie zawsze funkcjonują na tyle dobrze aby czekać na linii w nieskończoność. Wielokrotnie połączenie po prostu ginie i od nowa Polska Ludowa. Pomaga nam w takich sytuacjach nasz drugorodny dzieciak ze Stanów.

Przekazałem mu wszystkie dane i ze sporym niepokojem oczekiwałem na wieści z północy. Przyszły niespodziewanie szybko i niespodziewanie pozytywne. W przeciwieństwie do JetBlue, Lufthansa podeszła do sprawy tak jak powinien podejść każdy inny w okresie świrusa. Cały mój bilet zostanie zrefundowany. Widać są jeszcze ludzie i kompanię myślące.

Na temat Lufthansy pisałem już kilkakrotnie i były to uwagi krytyczne. Żeby nie było, że ograniczam się tylko do wytykania. Tak właśnie wyobrażam sobie szacunek do pasażera, szczególnie tego z klasy ekonomicznej. To przecież dzięki niemu te loty mają sens. Tych ludzi jest najwięcej. My latami za swoje w przeciwieństwie do pasażera z biznes klasy, który zapewne nawet nie wie ile kosztuje jego bilet. Dzisiaj a raczej wczoraj Lufthansa okazała ludzką twarz w tych nieludzkich czasach. Za dwa tygodnie zobaczymy jak Luśkę potraktuje nasz rodzimy przewoźnik.

Fotka z czterdziestej drugiej

Manhattan, serce miasta Nowy Jork. Najczęściej odwiedzana dzielnica. Jego centrum to oczywiście Time Square i Broadway. Miałem przyjemność odwiedzić te miejsca parę razy.

Manhattan robi spore wrażenie. Jednak w nocy potrafi kompletnie zaskoczyć. Po wyjściu ze spektaklu teatralnego, który na Broadwayu zwykle zaczyna się o ósmej wieczorem i trwa niespełna trzy godziny, wydawałoby się, że ulice będą o tak późnej godzinie już spokojne. Nic z tych rzeczy. Manhattan nie śpi. Pootwierane kafejki i morze ludzi dookoła namawia do dalszego imprezowania.

Nie lubię dużych miast i pewnie nie potrafiłabym żyć w tym zgiełku. Jednak te raz na jakiś czas wypady do teatru zawsze mnie ekscytowały i pozostały mocno w mojej pamięci.

Jedną z głównych ulic tej dzielnicy jest ulica 42. Większość ich jest ponumerowana. Jedne zwane są alejami inne znów ulicami. Czterdziesta druga prowadzi do tunelu pod rzeka Hudson, stąd trafik zawsze tutaj jest wręcz niemożliwy. To też swego rodzaju centrum rozrywkowe z różnymi atrakcjami. Jazda tą częścią miasta nigdy nie należała do przyjemności.

Aż zjawił się świrus. Dopadł on Nowy Jork dość mocno. Spowodowało to wprowadzenie określonych restrykcji dla całego miasta.

Nie, ja wciąż w Ekwadorze. Znajomy syna wybrał się na Manhattan i zrobił fotkę z czterdziestej drugiej. Znając ową ulice z autopsji już sam jej dzisiejszy wygląd przyprawia o ból głowy. Zdawać by się mogło, że to niemożliwe, że nic nie jest w stanie utrzymać nowojorczyków w domach. A jednak.

Wyborcy Wuja D.

Pamiętacie „Kochaj albo rzuć”, trzecią i ostatnią części sagi o Kargulach i Pawlakach? To w tym epizodzie sympatyczni bohaterowie wyprawiaja się za ocean. Tam czekają na nich Stany lat siedemdziesiątych.

Te lata to zapewne okres największej dominacji USA. Dzięki temu życie tam toczyło się bezstresowo i z wielkimi nadziejami na przyszłość. Rynek pracy był bardzo chłonny. Młoda Pawlaczka w trakcie swego pobytu zmieniała prace kilkakrotnie. Dolar był walutą dominującą. Benzyna była tania jak woda dzięki czemu każdy rozbijał się po drogach krążownikami spadającymi galony na sto kilometrów. Nawet najpodlejsza praca dawała jej posiadaczowi relatywnie spokojne życie. Gdzieś czytałem, że w tamtych czasach młodzi ludzie pracujący w sektorze fast food byli w stanie z tych pieniędzy opłacić sobie edukację.

Niestety ja tego nie pamietam bo przybyłem do kraju Donka pod koniec lat osiemdziesiątych. Ekonomia wciąż była dość dobra choć zaczęły pojawiać się pierwsze sygnały nadchodzących zmian.

Pokolenie nastolatków z lat siedemdziesiątych to dzisiejsi emeryci lub wchodzącym w wiek emerytalny. Z przerażeniem stwierdzają, że tamta Ameryka to już tylko wspomnienie. Ich bezkrytyczne i bezrefleksyjne życie w nadziei jak to pięknie będzie na emeryturze w zderzeniu z obecnymi realiami to dla wielu z nich szok, z którym ciężko sobie poradzić.

I nagle zjawia się Donek, który zapewnia ich, że ten sen może wciąż się stać jawą. Ameryka może być znowu wielka.

Ludzie czyli suweren, albo wyborcy, co prawda słyszeli to wielokrotnie i już przyzwyczaili się do tego, że to taka wyborcza paplanina. Tym razem jednak wypowiada je biznesmen, który do tej pory nie zajmował się specjalnie polityką. Donald Trump nie cieszy się szczególnym uznaniem w społeczeństwie amerykańskim. Wielokrotny bankrut, naciągacz prawa, wmieszany w wiele podejrzanych transakcji na pierwszy rzut oka gdy staje do kampanii wyborczej wydaje się być bez szans, nawet jeśli chodzi o nominacje republikańską.

No i staje się cud na Potomakiem. Najpierw pokonuje wszystkich republikanów i staje się ich kandydatem a potem w bezpośredniej rozgrywce wygrywa z Hilary Clinton. Pamiętam tamte wybory. Komentatorzy i analitycy przecierali oczy ze zdumienia. W przedwyborczych ankietach mało kto dawał mu szanse. A jednak wygrał zaskakując całe rzesze politologów i znawców amerykańskiego podwórka. Ja się do tych ludzi nie zaliczam. Kiepsko się na tym wszystkim znam. Dla mnie wybór Busha Juniora był totalnym zaskoczeniem.

W Stanach bardzo popularnym powiedzeniem w odniesieniu do polityków jest „Washington as usual” co można przetłumaczyć jako niezmienny Waszyngton, albo wciąż ten sam Waszyngton. Latami wyborcy słyszeli paradę obietnic od swoich reprezentantów. Całymi latami politycy krzyczeli, że Waszyngton musi się zmienić. I co? Nic z tych rzeczy. Jak już wleźli w te waszyngtońskie układy, zapominali o swoich deklaracjach wyborczych.

Hilary Clinton reprezentowała właśnie ten Washington as usual. W przeciwieństwie do Trumpa, który nie tylko mówił językiem wyborców ale też i zdawał się być na nich cięty za degradację USA. Takich zawiedzionych są całe rzesze. Do nich przemawia retoryka Trumpa. Ci zaś, dla których jest on mało przekonywującym, nie ufają również Hilary. Wolą zatem nie głosować niż poprzeć kogokolwiek.

To mój personalny odbiór tamtych wyborów. Wcale nie znaczy, że mam rację.

Reszta jest już historią. Czy Donald spełnił mocarstwowe oczekiwania swoich wyborców? Wielu z nich myśli, że świat się znowu liczy ze Stanami. Specjalnie tego nie widzę. Mogę się jednak mylić. A odpowiedź na pytanie czy Donald sprawdził się w roli prezydenta i nie zawiódł swoich wyborców poznamy już w listopadzie jeżeli oczywiście wirus pozwoli.