Wybory odwołane

Jak podaje Biuro Prasowe Polskiej Zjednoczonej Partii Pomylonych i Spełnionych wraz z Kancelaria Prezydenta, po długich i rzeczowych rozmowach obie strony podjęły decyzje o odwołaniu wyborów prezydenckich.

Jak się dowiaduje nasz wysłannik w dniu wyborów w Dupapeszcie odbędzie się pokaz najnowszych trendów męskiej mody w polityce.

Patronat nad imprezą objął Pierwszy sekretarz Węgierskiej Partii Ludowej niejaki Orban. Polskę będą reprezentować Naczelni wraz z Długopisem.

Na ten cel,przygotowano dla nich specjalne stroje w firmie Banaś, Kamiński i spółka. Trzymamy kciuki za nasze modelki.

A serio mówiąc wczoraj mój zegar wybił kolejną zmianę cyfr w mojej rubryce z napisem wiek. Dobrze, że już na drugi dzień jest prima aprilis.

Chłopaki prezentują się …znakomicie, żeby być politycznie poprawnym.

Cudak

Cudak na haju

Lata po kraju

I brzęczy nieznośnie

Coraz to głośniej

Kto może się chowa

Bo jego mowa

I wyraz twarzy,

Że się poparzył,

Świadczą niezbicie.

Gdy rąk swych myciem

Każdy zajęty

Bo wirus przeklęty

Ogarnął krajem

Cudak udaje

Że łapy ma czyste

I życie wieczyste

Już obiecuje

Gdy zachorujesz

Bo wszyscy w tej sitwie

Biegli w modlitwie

Do swego Boga

Gdy przyjdzie trwoga

A ta nadchodzi

Myślisz, że chodzi

Tu o wirusa?

On ich nie rusza

Ta banda nadęta

Chce prezydenta

Zrobić ze łgarza

Co kłamstwem zaraża

Niczym wirusem

Tyś dlań fallusem

I ulicznicą

Do których krzyczą

„Plagowe potwory

Przegonią wybory”

Tedy do urn się głupcze wybieraj

A chwile potem śmiało umieraj.

Postscriptum do „Dnia z życia…”

Pewnie robię się nudny z tym nalotem na Adriana. Znalazłem jednak całkiem ciekawe zdjęcie, które dość zdaje się być dobrą kontynuacją do mojego ostatniego wpisu.

Przy okazji krótka rymowanka.

Prezydencka jedzie ciężarówka

A w niej wyborcza jest parówka

Pseudo mięsem wypełniona

I w saletrze zanurzona

Anżej mówi, ze to szynka

Lecz to w jego stylu taka kpinka,

Humoreska, żarcik mały

Lecz niestety masy si nabrały

Widać smaku szynki zapomniały.

Pierwsze posiedzenie

W dniu dzisiejszym odbędzie się długo oczekiwanie pierwsze posiedzenie nowego Sejmu. Adrian zwlekał z wyznaczeniem tej daty licząc, że Stachu Karczemny przeciągnie w Senacie kogoś na stronę rządową lub, że w wyniku ponownego przeliczania głosów okaże się, że jednak gdzieś tam wygrał przydupas prezesa. Póki co pudła na obu frontach.

Tak czy inaczej przed pierwszym posiedzeniem Prezydent spotkał się z prezesem w celu wyznaczenia marszałka seniora.

Rozmowa przebiegała w rzeczowej i konstruktywnej atmosferze i obaj politycy wyznaczyli na to stanowisko Antoniego Smoleńczyka Macierewicza. To kultowa powstać w polskiej polityce. Wielokrotny minister, bezgranicznie oddany krajowi.

Nieprawdą okazały się rozpowszechniane informacje jakoby prezydent nie darzył szczególnym szacunkiem pana Antoniego. Okazało się, że krytykując MON, prezydent miał na myśli innego ministra.

Marszałek senior otworzy zatem kolejna kadencje naszego parlamentu. W trakcie swego wystąpienia Pan Antoni zadeklarował się, że uaktualni wszystkich posłów i telewidzów odnośnie prac pewnej komisji, która działa już od ponad dziewięciu lat. Właśnie odkryto nowe okoliczności wypadku w Smoleńsku.

Po przedstawieniu niepodważalnych dowodów, marszałek senior z chęcią odpowie na wszystkie pytania, również te dotyczące październikowych wyborów.

Inauguracyjne posiedzenie zakończy wspólna modlitwa za wszystkich szalonych..tfu na psa urok, do wszystkich świętych.

Opozycja wg Hołdysa

Już po wyborach. Miałem przestać na chwile o polityce. Wypowiedz Zbigniewa Hołdysa jednak bardzo mnie zainteresowała. Kopiuje ja zatem, ciekaw waszych opinii.

Wynik wyborów mnie nie zaskoczył. Co gorsze – nie rozczarował. Może jedynie wywołał refleksję, która dla opozycji nie jest miła – to wszystko. Podczas wieczoru wyborczego tylko raz opadły mi ręce: kiedy usiłujący udawać zwycięzcę Grzegorz Schetyna powiedział „Przed nami kolejne wybory, prezydencie, wygramy je”. Gdy to mówił w chwili porażki zrozumiałem, że nic do niego nie dotarło Że ściskanej w garści żądzy władzy nie wypuści, póki nie zatopi PO całkiem.

Posłużę się wstrętnym retorycznym zwrotem „Platforma w ciągu ostatnich czterech lat nie zrobiła nic”. Ktoś na zwycięstwo PiS-u pozwolił. Wszystkie poważne kryzysy w wojnie z niszczącym demokrację ugrupowaniem Kaczyńskiego, wywołali zbuntowani obywatele, nie politycy. Czarny protest, wielkie marsze KOD-u, ruch oporu w obronie TK i sądów, wsparcie dla Pani Gersdorf, strajki lekarzy rezydentów i nauczycieli, koszulki z napisem „Konstytucja”, samospalenie Piotra Szczęsnego, marsze w obronie Puszczy, przywiązywanie się do wycinanych drzew, walka z nielegalnymi miesięcznicami na Krakowskim Przedmieściu, barwne parady równości w całej Polsce, protesty pod sejmem opozycji ulicznej i ostatnie wystąpienie Olgi Tokarczuk – to były akcje obywatelskie, bez udziału polityków. To one miały moc. Politycy nie wygenerowali ani jednej. (Przepraszam, była okupacja sejmu po akcji z Michałem Szczerbą i jego „Panie marszałku kochany”, spontaniczna, bez konceptu, zakończyła się podkulonym ogonem.)

Jeśli politycy opozycji zjawiali się w pobliżu akcji obywatelskich, to po cichutku, dla czystości sumienia. Niekiedy też tylko po to, by się pokazać w kamerach TV, na przykład wejść na schody kolumny Zygmunta podczas protestu Pawła Kasprzaka i Obywateli RP (żałosny Ryszard Petru). Stali ze świeczkami w proteście sądowym, który nie był ich. Żadnego z tych wydarzeń nie poparli organizacyjnie – jakby się bali jawnych powiązań, bo było za duże ryzyko. W żadnym nie byli istotnym uczestnikiem, paliwem czy motorem, do ludzi nie wyszli, nie pojednali się z nimi, nie podeszli do organizatorów, nie rozmawiali, nie zaprosili ich na spotkanie jednoczące siły, nie wysłali misji do nawiązania współpracy i udzielenia pomocy (organizacyjnej i finansowej). Ale gdy była okazja, wskakiwali na podest i gadali do mikrofonu – tak widzą bycie wśród ludzi. Wiem, co mówię, bo w połowie kadencji sam ich do tych kontaktów namawiałem, umawiałem ich ze sobą, dawałem numery telefonów, z których skorzystało dwoje posłów prywatnie, to wszystko. Partie nigdy. Protesty obywateli ich nie porywały, bali się ich, traktowali je jako stany zapalne, do ewentualnego wykorzystania, a i to im nie wyszło (na szczęście). Lud został porzucony.

Gdy policja wywlekała opozycjonistów ulicznych, tylko Bogdan Klich, Michał Szczerba i Joanna Scheuring -Wielgus zjawiali się, by ich chronić własnym immunitetem. Jako partie z wielkimi funduszami nie udzielili skazanym pomocy finansowej. Nie wezwali społeczeństwa do powszechnej zbiórki na cel pomocowy. Ludzie zostawali sami, z niekiedy przerastającymi ich możliwości wyrokami grzywien. Jedynie Bogdan Klich jeździł na procesy, gdzie ludzi skazywano.

Co więc politycy opozycji robili? Kłócili się w sejmie z posłami PiS, uważając to za sedno swego istnienia. Jakby brali udział w jakimś telewizyjnym show, a nie w realnym życiu społecznym. A i to czynili nieudolnie i bezproduktywnie. Patrzyłem, jak się pchali do mikrofonu, ściskali, by się załapać do kadru, nie mogli skończyć mówić, bo ten jeszcze słówko, jeszcze ona słówko i jeszcze ja na koniec – amatorka. Nie wygrali ani jednej batalii, pozwolili złamać konstytucję i odebrać sobie głos na mównicy sejmowej przez duet politycznych gangsterów Kuchciński-Terlecki. Zalegalizowali bezprawny Sejm. Kiedyś mnie zapytali „A co mieliśmy zrobić?”. Wyobraziłem sobie profesora Religę podczas operacji, który pyta ludzi w poczekalni „Co teraz powinienem zrobić?”.

Polityka, podobnie jak każda inna dyscyplina, wymaga talentu. Błysku, pomysłu, brawurowej riposty, akcji i natychmiastowej reakcji na to, co się dzieje. Strategii. Finezji. Potrzeba talentu szachisty, takiego Bobby Fischera, a nie stolarza, który opowiada, że mu konia szachowego ktoś źle wystrugał. Nie da jej się uprawiać na korytarzach sejmowych, ględząc niekończące się monologi żalu przed kamerami, bo to zajęcie dla dziewczyn opisujących działanie suszarki do włosów, a nie człowieka mającego porwać tłumy i stanowić prawo. Nie da się polityki uprawiać awanturując się na hałdzie śmietnika, jakim jest Twitter. Twitter to wielka hałaśliwa knajpa, a nie agora do dyskusji. Trump pisze swoje piorunujące posty i każdy jego wpis ma potężną siłę rażenia, ponieważ jest chamski i poniewierający. On nie polemizuje. On wie jak to robić. To jego oręż. To facet, który ma ogromne doświadczenie celebryckie, ekscytujące niczym przemowy bokserów przed walką. Prowadził show obrażające setki ludzi, na tym zbudował swoją potęgę medialną. Zarobił na tym setki milionów dolarów. Twitter stał się dla niego trampoliną medialną do wielkiej polityki. Nasi uznali, że to jest idealne dla nich miejsce. Rzecz w tym, że w tej nikczemnej dziedzinie Trump ma talent. Czy jest jakiś tweet polityka polskiej opozycji, który mu przyniósł coś więcej, niż poklepanie po plecach przez kumpla z partii? Przeniknął gdzieś dalej, niż do Pudelka?

Politycy opozycji sejmowej nie mają talentu, co piszę z trudem, bo wielu z nich znam i lubię. Ale znam też muzyków, którzy są święcie przekonani, że ich słaba piosenka jest super hitem i tylko brak układów nie uczynił ich sławnymi. Nie rozumieją czym jest czynnik X-Factor. PiS robił z opozycją to, co robi stacja radiowa z nieudaną piosenką. Zmiótł ją z eteru. W pojedynku na chamstwo i na na kompetencję (jeśli chodzi o rozgrywki sejmowe) okazali się bezpardonowym Andrzejem Gołotą. Opozycyjni nie poradzili sobie z nocnymi głosowaniami i nielegalnym posiedzeniem w sali kolumnowej, gdy ich nie wpuszczano na głosowanie (a potem fałszowano kartki z liczonymi głosami). Bezradność i płacz. Protest wobec prowadzącego w haniebny sposób posiedzenia komisji konstytucyjnej Piotrowicza, który również fałszował głosowanie i zmieniał jego wyniki, a oni piszczeli jak przerażone myszy, by potem w amoku brać udział w kolejnych bezprawnych głosowaniach, przez co im nadać status legalności – przygnębiające. Nieuczestniczenie w kluczowych głosowaniach komisji i obrad plenarnych – tośmy też obserwowali, jako obywatele.

Sama kampania wyborcza opozycji nie istniała. Kampania nie polega na rozdawaniu ulotek, choć to wdzięczne i do pewnego stopnia skuteczne działanie. Nie polega na tym, że sam kandydat wiesza swoje banery i potem zdjęcie z tego wydarzenia wrzuca na Twittera. Kampania wyborcza ma poderwać tłumy do lotu. To akcja poważniejsza, niż promocja nowego modelu samochodu Tesla. Tego nigdzie na świecie nie robią politycy – robią to fachowcy od promocji, gdyż to polityk jest obiektem promocji. To jego się lansuje. Tu jednak za kampanię odpowiadał bardzo fajny poseł Krzysztof Brejza, gdzie indziej Robert Biedroń. Nie chcę im sprawiać bólu, ale jakie mają doświadczenie w tej materii? Jaki koncept kampanii wymyślili? Jaka była jej idea? Jakie hasła? Jakie tricki zastosowali? Jakie wydarzenia wykreowali? Czy firma Airbus powierzyłaby im promocję nowego modelu samolotu?

Gdy Lech Wałęsa objeżdżał Polskę w 1981 roku, witały go stadiony pełne rozentuzjazmowanych ludzi. Tak działa osobowość. Gdy Grzegorz Schetyna zapowiedział „marsz miliona” szybko zdał sobie sprawę z tego, że nikt nie pójdzie w tym marszu, poza nim i nawet go nie odwołał, tylko wrzucił w zapomnienie. Gdy Obama powiedział swoje „Yes We Can” – internet zalany został tysiącami grafik, memów i piosenek, z udziałem najznakomitszych talentów z całej Ameryki. Wszystkim udzieliła się nadzieja, którą rozpalał swoimi charyzmatycznymi przemówieniami. Czy jakiekolwiek przemówienie do narodu Grzegorza Schetyny ktokolwiek zapamiętał? O czym jest „szóstka Schetyny”?

Niezadowoleni obywatele, kiedy nie mają za kim pójść, nie mają porywającego przywódcy, nie widzą pomysłu – nie idą. Nie stawiają krzyżyka tam, gdzie trzeba. Albo stawiają tam, gdzie jest konkret, na przykład 500 plus. Na to też nie znaleziono remedium. Nikt ich nie wyrwał z marazmu, nie rozmawiał z nimi, nie dodał im otuchy. Słyszeli zdania-majstersztyki w rodzaju „Mamy scenariusz na pokonanie PiS, tylko musimy ten scenariusz znaleźć” i opadały im ręce. Jak ktoś chce, w tej chwili trwa kampania wyborcza w USA i można ją poobserwować i porównać z naszą. Zobaczyć, jak jedna Elizabeth Warren pogodnie rozprawia się z Facebookiem. Jak opozycja demokratyczna zdobywa głosy republikanów w walce o impeachment dla Trumpa. Można sobie przypomnieć, jak Obama poderwał całe młode pokolenie, do którego w Polsce nikt się teraz nie odezwał, więc nie poszło na wybory.

Wyjaśnijmy coś: nie jestem członkiem PO, ani żadnej innej partii. Nie do mnie należy ustalanie, kto w której jest liderem i w jakim kierunku ją prowadzi. To sprawa członków tych partii. Jestem jednak obywatelem i to z moich (między innymi) podatków politycy dostają subwencje partyjne. Z nich żyją. Obserwowałem kampanię nie krytykując jej od wielu tygodni ani razu. Nie chciałem być Brutusem. Ale to nie znaczy, że nie widziałem co się dzieje. Widziałem pustkę i zero pomysłu. Widziałem brak osobowości i przepastne listy kandydatów, wśród których były nazwiska odpychające. Widziałem kolejne tabuny pchających się do Sejmu ludzi pozbawionych talentu. Wiem, że kolejne cztery lata będą podobne, do poprzednich, choć bardziej brutalne. Mikrofon nadal będzie wyłączany, nocne machlojki ustawowe będą kontynuowane, niszczenie ludzi będzie trwało. Trudno to będzie znieść, chyba że ktoś nowy się poderwie i porwie za sobą miliony Polaków, nie dalszym kłamstwem i szczuciem, a nową ideą. Oby nie brunatną.

Źródło:https://www.newsweek.pl/polska/wybory-parlamentarne-2019-zbigniew-holdys-krytykuje-kampanie-opozycji/psvmvqy

Na gorąco.

Emocje powoli opadają. Niedziele mamy za sobą. Początkowe wyniki nie napawały optymizmem. Opozycja po raz kolejny okazała się słaba, skłócona i co gorsza bez wizji, która mogłaby porwać zaczadzone pisowskimi obietnicami uboższe warstwy społeczeństwa. Lud od dawna mało interesowały pisowskie afery i przekręty. Nie mogę uwolnić się od myśli, źe jednak Donald Tuski, być może osobowość w polityce zagranicznej, kompletnie zbagatelizował masy. Do tych odwołał się Kaczyński i udało mu się je przekupić. Zasadniczo było to dość łatwe, bo z pomocą przyszedł toruński watażka. Reszta to już historia.

Nie jestem oczywiście zadowolony z ostatecznego wyniku wyborów ale w moim przekonaniu, w aktualnej sytuacji, gdy opozycja nie prezentuje żadnej jedności, wyrwanie Senatu z łapek Jarosława należy uznać za niespodziankę i spory sukces. Cieszy mnie to również z tego powodu, że zawsze Karczewskiego uważałem za wyjątkowego błazna, hipokrytę i człowieka bez honoru. Mam nadzieje, że zgodnie z tym co radził lekarzom rezydentom teraz on pójdzie precz pracować dla idei. Nie bardzo to widzę ale warto mu przypomnieć jego słowa pełne szacunku skierowane do młodych lekarzy.

Na okoliczność stracenia większości w jednej z izb, pewnie zostało przesunięte ostatnie posiedzenie Sejmu i Senatu. Zapewne będą chcieli na tych posiedzeniach przepchnąć jakieś podłe prawo. Będą jednak musieli się nad tym zastanowić żeby Sejmowi nim nie związać rąk. Najchętniej by odwołali Senat, tylko czy to możliwe. Prawdę mówiąc wiele rzeczy przed dojściem PiS-u do władzy wydawało się mało prawdopodobne a jednak okazało się możliwe. Senat też można przepędzić i dać władze strażnikowi żyrandola albo powołać jakieś inne ciało pomiędzy Sejmem a długoPiSem. Nie mam złudzeń, że lud i masy palcem w bucie nie ruszą gdyby naczelnikowi wpadł taki pomysł do głowy.

Wybory jeszcze raz udowodniły jak bardzo głębokie są podziały między nami. Praktycznie nie istnieje żadna płaszczyzna porozumienia. Jak tak dalej pójdzie to w kolejnym etapie możemy się pozabijać.

W przyszłym roku walka o Belweder. Chyba najwyższy czas postawić na wspólnego kandydata na prezydenta by przegonić obecnego „konstytucjonalistę”. Czas na zmiany w przywództwie opozycji i wyłonienie wspólnego kandydata, który mógłby stawić czoło Dudzie. Wielu myśli, że Kidawa-Blońska byłaby lepszym prezydentem niż premierem. Skoro już zaistniała w świadomości ludzi to chyba warto to wykorzystać i budować jej rozpoznawalność i wizerunek póki nie jest za późno.

Ucieszyła mnie bardzo wiadomość o klęsce szanownego tatusia prezydenta. Chyba dotarło do niego, że Adrian nie jest aż tak popularny jak może mu się wydawało. Jakoś mało komu udaje się wyjechać na plecach prezydenta.

Póki co mam nadzieje, że obejdzie się bez niespodzianek na przełożonych sesjach Sejmu i Senatu.

O sytuacji w Ekwadorze w następnym wpisie.

Dajmy kopniaka

Masy są chciwe

Zazdrosne i mściwe

Więc wybierają

Tych co im dają

Darmowe życie

I kasę na picie

Wie o tym złodziej

Niby dobrodziej

Co szuka poparcia

Bo mało mu żarcia

I sam jest chciwy

Zazdrosny i mściwy

Wespół z masami

Chce rządzić nami

I pewnie będzie

Póki narzędziem

Lud w jego rękach

Budżet już pęka

Kochane masy

Juz wkrótce kasy

Dla was zabraknie

Bo pan co kradnie

Myśli o sobie

Wmawiając tobie,

Że jest odwrotnie

Ostanie spodnie

Przegrywasz ludzie

Wierząc obłudzie

Kłamcy i łgarza

Co ciągle powtarza

Jak lud jest głupi

Że dał się kupić

Pustym sloganom.

Tym zimnym draniom

Co nas skłócili

I przeciwstawili

Dajmy kopniaka

Na drogę ziemniaka

I pięćset złotych

I niech do roboty

Zmuszeni zostaną

Gdy władać przestaną

I poczytajcie jeszcze to.

http://netinfo24.pl/2019/10/11/prezydent-nowej-soli-odpalil-bombe-jego-wpis-wywolal-poploch-w-pis-tak-ostro-jeszcze-nie-bylo/

Robin Hood czy Al Capone

Przeglądając ostanie sondaże przedwyborcze obwieszczające jednoznacznie zwycięstwo obecnie rządzących, pomyślałem sobie o zrobieniu rachunku sumienia dotyczącego mojej pamięci z ostatnich czterech lat.

Dziele się zatem nim na tych stronach dla pewności, że może czegoś nie pamietam, może coś zapomniałem co obecna władza zrobiła a co uprawniałoby ich do kontynuowania rządzenia.

Oto co ja pamietam, zaczynajac od pozytywów.

-Obniżenie wieku emerytalnego. Niewątpliwie poprzednicy kompletnie zlekceważyli nastroje społeczne podnosząc go. Prawda jest jednak taka, że to jest trend ogólnoświatowy związany z przedłużającą się średnią życia ludzi. Czy to jest rzeczywiście konieczność? To już rozważania na inny artykuł.

-Pięćset plus, program zmierzający do wzrostu narodzin dzieciaków. I tu można dyskutować na temat jego korzyści. Lud jednak coś dostał, czego nigdy nie dali mu poprzednicy.

-Krańcowo przyciśnięty do muru mógłbym jeszcze nieprzyjęcie uchodźców rozważać w kategoriach plusowych. Nie jestem przeciwko nim. Uważam jednak, że polityka Unii Europejskiej względem nich jest błędna. To jednak też dyskusja nie na teraz.

I to już wszystko co mógłby zaliczyć na korzyć ugrupowania prezesa.

A teraz to co pamietam z przeciwnego bieguna wątpliwych osiągnięć rządzącej partii:

-Broszka z nagrodami czyli pierwszy objaw chciwości tego rządu.

-Marny western czyli jak wykończyć stadniny

-Do jednej bramki czyli 27:1 i klęska polskiej dyplomacji przy wyborze Tuska

-Nowe lądy czyli Witold na San Escobar

-To idzie młodość czyli Antoniego doradcy w MON.

-Ołowiani Żołnierze czyli Bandy WOT w terenie

-Zdradzieckie Mordy czyli patriotyczna nowomowa

-Gorszy sort czyli siedemdziesiąt pięć procent mieszkańców naszego kraju

-Miska ryżu czyli pomysł premiera jak wyżywić naród

-Srebrna Gate czyli pomnik dla Larego i Jerrego

-Kryptonim Ojciec czyli jak zadowolić Toruń

-Kryptonim Północ czyli Adrian w piżamie podpisuje ustawy

-Kępa w akcji czyli co się wyciera wyrokami TK

-Papier toaletowy czyli czym jest konstytucja

-Darowizna czyli jak przejąć majątek państwowy

-KastaWatch czyli Emilka z Ministerstwa Sprawiedliwości

-Mazurek w akcji czyli nie popieram ale się nie dziwię

-Swój człowiek czyli prokurator Piotrowicz

-Złotousta Krycha czyli język miłości

-Kraj w ruinie czyli wina Tuska

-Doradczynie czyli sekretarki prezesa NBP

-Paralizator czyli przesłuchanie

-Brudne łapy prezesa czyli jak prawie przestępca został ministrem

To wszystko jest jednak drobnicą wynikłą z mojego poczucia humoru. Afer w trakcie istnienia tego rządu było ponad dwieście pięćdziesiąt jak podają różne źródła. Zniszczono wszystko co stało na drodze prezesa. Sejm i Senat stały się zakładnikami marszałków obu izb. Trybunał Konstytucyjny nie istnieje. Sądownictwo to prywatny folwark Ziobry. Staliśmy się wasalem Wuja Sama. Z punktu wodzenia religii zmierzamy w kierunku fundamentalizmu islamskiego. To tylko te najważniejsze osiągnięcia obecnych włodarzy.

Ja jednak pamietam jeszcze coś o czym w kontekście afer mało się mówi. Pamietam dwa samozapalenia na znak protestu przeciwko tej władzy zakończone śmiercią. Pamietam też morderstwo na prezydencie Gdańska, które było wynikiem odmowy udzielenia środków bezpieczeństwa przez aktualnie rządzących.

Dziwi mnie, że tak mało znaczą powyższe fakty wobec marnych pięciuset złotych. Dziwi mnie, że pospolici przestępcy stali się bohaterami ludowymi.

Masy wciąż wierzą, że partia prezesa to zastępy Robin Hooda. Tymczasem to mafia Al Capone’a.

Drogie panie i dziewczyny

Kampania wyborcza wchodzi w ostatnią fazę. Nie czuję tego tak jak ci co mieszkają nad Wisłą. Przeglądam jednak portale i coś tam zawsze się dowiem i coś tam zawsze wyczytam.

Ponoć w Pruszkowie odbyła się jakaś debata kandydatów na posłów z udziałem gościa od koperty córki leśniczego. Fakt, że ten gość wciąż kandyduje odrobine mnie zdumiał. Z drugiej jednak strony, zahartowany w boju z kornikiem drukarzem, takie drobne potyczki jak jakaś debata to dla niego pic na wodę.

Chociaż ten bezczelny owad wygryzł byłego ministra środowiska ze stanowiska, ten jednak się nie poddaje. Ma w końcu doświadczenie nie tylko na polu ochrony natury w walce ze szkodnikami wszelkimi ale i w zakresie prac kurierskich a prezes przecież potrzebuje ludzi z doświadczeniem, że tak powiem ogólnym. Gość coś tam wie, coś tam słyszał ale, w którym kościele tego sam nie jest pewien. No i generalnie nie musi tego wiedzieć. On jak większość sług prezesa nie jest od myślenia tylko wykonywania poleceń.

Okazało się zatem, że były już na szczęście minister zna się również na sprawach rodzinnych. Nie mam złudzeń, że o tych dowiedział się w domach rozrywki prezesa NIKu. Mniejsza jednak o to.

Pan Jan z rodziny Szyszków tak widzi politykę społeczną państwa:

To jest podstawowy obowiązek państwa w tej chwili. Co zrobić, żeby dzietność kobiet była powyżej 2,5. I w ten sposób trzeba zadać pytanie. I tu mamy w gruncie rzeczy dwie koncepcje. Jedną, którą żeście tu bardzo mocno skrytykowali, żeby budować żłobki i przedszkola. Ale druga alternatywa jest taka, żeby budować zdrową rodzinę, gdzie ta rodzina ma możliwość wychowania trójkę czy czwórkę dzieci przy odpowiednim zarabianiu przez męża odpowiedniej pensji. To jest chyba jedyne wyjście w tym układzie. A nie poprzez budowanie żłobków i przedszkoli, kobieta pracuje, mąż pracuje, mają oboje niską pensję. To jest jakiś obłęd zupełny!

I dalej,

To jest podstawowa rzecz, która powinna zostać zapewniona. A nie w sposób sztuczny pomagać w budowie żłobków, przedszkoli i tych innych rzecz. To są sprawy chwilowe… To spuścizna po poprzednim systemie, no, komunistycznym, ale również po rządach Platformy Obywatelskiej i PSL.

Osobiście jestem trochę zawiedziony tezami pana Szyszki. Poszedłbym o krok dalej. Zlikwidować szkoły. Po co komu nauka, to też jakiś komunistyczny przeżytek. Dobre jednak i to. Przedszkola i żłobki do lamusa, o szkołach pomyślimy potem.

Co wy na to dziewczyny? Mi wychodzi na to, że awangarda rządzącej partii widzi w was maszyny do rodzenia dzieci. Jeśli wam się takie rozwiązanie podoba to głosujcie na partię Jarosława, bo to zapewne nie Jan Szyszko jest głównym strategiem tego ugrupowania.

Jeśli jednak macie marzenia o byciu czymś więcej to proponuje się zastanowić.

A młodszemu pokoleniu gwoli przypomnienia. PRL nie był państwem komunistycznym to po pierwsze. Po drugie nie upadł przez nadmiar szkół, przedszkoli czy żłobków. Upadł bo rządziła nim jedna partia nieznosząca krytyki.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,25282215,jan-szyszko-uwaza-ze-nie-powinno-sie-budowac-zlobkow-i-przedszkoli.html