Fotka z czterdziestej drugiej

Manhattan, serce miasta Nowy Jork. Najczęściej odwiedzana dzielnica. Jego centrum to oczywiście Time Square i Broadway. Miałem przyjemność odwiedzić te miejsca parę razy.

Manhattan robi spore wrażenie. Jednak w nocy potrafi kompletnie zaskoczyć. Po wyjściu ze spektaklu teatralnego, który na Broadwayu zwykle zaczyna się o ósmej wieczorem i trwa niespełna trzy godziny, wydawałoby się, że ulice będą o tak późnej godzinie już spokojne. Nic z tych rzeczy. Manhattan nie śpi. Pootwierane kafejki i morze ludzi dookoła namawia do dalszego imprezowania.

Nie lubię dużych miast i pewnie nie potrafiłabym żyć w tym zgiełku. Jednak te raz na jakiś czas wypady do teatru zawsze mnie ekscytowały i pozostały mocno w mojej pamięci.

Jedną z głównych ulic tej dzielnicy jest ulica 42. Większość ich jest ponumerowana. Jedne zwane są alejami inne znów ulicami. Czterdziesta druga prowadzi do tunelu pod rzeka Hudson, stąd trafik zawsze tutaj jest wręcz niemożliwy. To też swego rodzaju centrum rozrywkowe z różnymi atrakcjami. Jazda tą częścią miasta nigdy nie należała do przyjemności.

Aż zjawił się świrus. Dopadł on Nowy Jork dość mocno. Spowodowało to wprowadzenie określonych restrykcji dla całego miasta.

Nie, ja wciąż w Ekwadorze. Znajomy syna wybrał się na Manhattan i zrobił fotkę z czterdziestej drugiej. Znając ową ulice z autopsji już sam jej dzisiejszy wygląd przyprawia o ból głowy. Zdawać by się mogło, że to niemożliwe, że nic nie jest w stanie utrzymać nowojorczyków w domach. A jednak.

Chyba się przekonałem

Staramy się prowadzić wegetariański tryb życia. Tak nam radzi nasz ajurwedyjski medyk. Wciąż mam ciągoty to czegoś mięsnego. Jednak po przeczytaniu w Angorze, a jakże, poniższych statystyk chyba zostałem przekonany.

Daleki jestem od krytykowania jedzących mięso. Biorąc jednak pod uwagę te dane i fakt, że jednak są miejsca gdzie ludzie głodują widzi mi się, że coś jest nie tak.

Człowiek rocznie zabija:

67 miliardów ptaków

2.74 biliona ryb

3 miliardy ssaków

Hodujemy 200 milionów zwierząt na futra z tego w Polsce 9 milionów

Hodowla zwierząt na potrzeby żywnościowe

58,1 miliarda kurczaków

2,8 miliarda kaczek

654 miliony indyków

649 milionów gęsi

517 milionów owiec

430 milionów kóz

296 milionów bydła

24 miliony bizonów

Myśliwi zabijają 200 milionów zwierząt

Kłusownicy również 200 milionów

Jest nas na świecie 7,7 miliarda

Przeciętny człowiek ( o ile nie jest wegetarianinem czy weganinem) zjada średnio ponad siedem tysięcy zwierząt przez całe swoje życie

11 krów

27 świń

30 owiec

80 indyków

2400 kurczaków

4500 ryb

Rocznie w Polsce zabija się około 869 milionów zwierząt w celach konsumpcyjnych

Około 5 do 6% ludzi nie je mięsa

Człowiek stanowi zaledwie 0,01 całkowitej biomasy. Doprowadził jednak na przestrzeni kilku tysięcy lat do wyginięcia 83% populacji dzikich ssaków oraz połowy roślin. Na przestrzeni ostatnich 42 lat populacja kręgowców zmniejszyła się o 58%.

Źródło: Angora nr. 22 2 czerwca 2019. Zabójcza cywilizacja.

Na odludziu

Siarczyste ścierwo i splunięcie w swoją stronę usłyszał i doświadczył jeden z blogerów. Podpadł kupującej Gazetę Polską tym, że kupował Tygodnik Powszechny. Dostało się też kioskarce. Możecie o tym przeczytać sami https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2020/02/15/jeszcze-obled/

Zbieram się do podróży w rodzinne strony i mam mieszane uczucia. Jestem daleki od generalizowania, mam jednak wrażenie, że stopień schamienia naszego społeczeństwa jeszcze nigdy nie był na tak niskim poziomie. Nie sądzę aby to była tylko nasza przywara. Mało mnie jednak interesuje jak jest w innych krajach. Przerażajace jest to co się dzieje w moim domu.

Nie ulega wątpliwości, że za taki stan rzeczy odpowiadają przede wszystkim ludzie i instytucje, które kiedyś bardzo dawno temu cieszyły się względnym autorytetem społecznym. To właśnie one schamiały w pierwszej kolejności a lud przyjął ten stan rzeczy jako normę i standard.

Walka o władze przestała być wymianą argumentów a stała się bezlitosnym linczowaniem kontrkandydata. Nikt już nie kontroluje słów ani gestów. Nikt nie sprawdza wiarygodności zasłyszanych informacji. Wszystko polega na tym aby dobić, zgnoić, ośmieszyć, opluć i obrzucić błotem. To się sprzedaje, to właśnie kupuje ulica, ze swoją świetoszkowatą mentalnością pozbawioną samokrytyki.

Mieszkam na prawie odludziu. Wielu z tych, którzy nas tutaj odwiedzili pyta nas czy nie tęskno nam do ludzi. Nie, zdecydowanie nie. Męczą mnie ludzie swoim brakiem akceptacji, że ktoś może być inny od nich, że można myśleć inaczej. Męczy mnie fałszywe bohaterstwo i takiż patriotyzm. Przyprawia mnie o mdlenie przedefiniowanie wszystkich wartości, które kiedy kojarzyły mi się z czymś pozytywnym. Bezzasadna nienawiść, niczym nieuzasadniona wrogość do inności na jednym biegunie i przyklaskiwanie oszustom i oportunistom, hipokryzja, akceptacja kłamstwa na drugim to dzisiejsza codzienność w postępowaniu tak zwanych ludzi. Wyjątki tylko potwierdzają regułę.

Podejrzewam, że podobne problemy mają miejsce w wielu krajach w tym i w Stanach, i w Ekwadorze. Nikt jeszcze jednak nie nazwał mnie ścierwem ani nie splunął w moją stronę tylko dlatego, że czytam inny periodyk.

Tak, czuje się dobrze na odludziu.

Człowiek żyjący w małej grupie żyje w większym świecie.

Mieszanka wybuchowa

Wyglada na to, że życie powoli wraca do normy. Drogi odblokowane, protestanci wrócili do domu. Czy osiagnieto porozumienie? Jeszcze nie wiem. Nasz słowacki sąsiad też wrócił do domu ale i on nie wie czy to tylko weekendowe zawieszenie broni, czy to oznacza, źe strony konfliktu się dogadały. Pewnie poniedziałek wiele wyjaśni.

Świat jest oczywiście piękny. My jednak robimy wszystko co w naszej mocy aby go sobie obrzydzić. Z dość dobrym skutkiem.

Na internecie znalazłem takie oto hasło: czasami ci którzy nie lubią utrzymywać kontaktów towarzyskich, nie są zasadniczo przeciwko nim. Generalnie nie mają tolerancji do dramatyzujących, głupich i fałszywych ludzi.

Chyba właśnie dlatego mieszkam z dala od tej mieszanki wybuchowej.

Nic tylko podziwiać

I podziwiać

Pasma oddziela rzeka

A dookoła cisza.

Samounicestwiacze

Może mi ktoś pomoże i wytłumaczy sposób myślenia ludzi pchających się na eksponowane stanowiska. Czy ci ludzie mają choć odrobine samokrytyki, czy może im się wydaje, że z racji pełnionej funkcji nikt nie może się do nich doczepić.

Gdy się przy tym sami ośmieszają to jeszcze pal ich diabli, ale gdy przez swoją głupotę niszczą ważny ruch społeczny to to dla mnie jest niewybaczalne.

Do Grzegorza Schetyna wciąż nie dociera, źe z niego taki lider jak ze mnie kosmonauta. Ośmiesza już nie tylko siebie ale i partie, na której czele stoi. W dalszym ciągu chyba wierzy, że Jarosław albo ktoś z jego prominentnych kolesiów gdzieś się dadzą nagrać i to odwróci jego kartę. Żyjąc w jakimś urojonym świecie ciągnie to swoje ugrupowanie razem ze sobą w nieuchronną przepaść. Mi to nawet nie przeszkadza tyle, że z takim lidera szansę pogonienia Kaczyńskiego w skali od 1 do 10 określiłbym na minus 20, będąc przy tym bardzo zachowawczym.

Na szczęście Petru wziął się do robienia swetrów i przypadł gdzie gdzie już nikt nawet nie zagląda. To gdzieś to chyba ramiona pewnej posłanki. I w tym przypadku z chęcią bym wysłuchał opinii licencjonowanego psychiatry, który w sposób przystępny wypowiedziałby się na tamat motywów działania pana Ryszarda. Zniszczył samodzielnie ruch i partie, która przecież w pewnym momencie były drugą siłą polityczną w państwie.

Mateusz Kijowski przy powyższych osobnikach nie wyglada ani odrobine lepiej. Wiele ludzi poświęciło swój czas i uwierzyło w ruch pod szczytnym tytułem Komitet Obrony Demokracji. No bronili tą demokracje a przy okazji jej szef płacił ze składek swoje faktury. Ja nawet nie wiem czy ten komitet wciąż istnieje. Wiem natomiast, że przez głupotę i chciwość upadło coś co mogło znaczyć wiele. Nie zdażyło jednak bo dla kogoś ważniejsza była prywata niż sam ruch i jego cele. Mało mnie obchodzą tłumaczenia Kijowskiego. Ktoś kto zgodził się stać na czele czegoś takiego winien zdawać sobie sprawę, że ta władza będzie szukać na niego haków. Chyba, że ma się nierówno pod sufitem.

Gdy już myślałem, że szczyty zadufania w sobie zostały osiągnięte, gdy pojawił się nijaki Marek Lisiński. No temu odurzonemu chwilą popularności kompletnie się pomieszało w łepetynie. Wreszcie udało nam się wleźć z skórę skostniałym i znudzonym z nadmiaru przywilejów hierarchom kościelnym. Ich ukrywanie pedofilów w sukienkach udało się pokazać światu zewnętrznemu. Na fali coraz większej ilości skandali powstał ruch o wdzięcznej nazwie „Nie lękajcie się”, na którego czele staną rzeczony Lisiński, sam molestowany przez książęcego pedofila. Szczytne cele fundacji miały się jednak nijak do celów prywatnych jej prezesa. Jego niebywała chciwość i domaganie się pieniędzy od innych pokrzywdzonych wyszły na wierzch bo wyjść musiały i rozlały się po mediach niczym fala powodziowa po ostatnich opadach. Ucierpiał wizerunkowo na tym cały ruch dając oskarżonym pedofilom kościelnym odrobine wiatru w żagle.

Czy w tym kraju jest jeszcze jakiś porządny człowiek? Ktoś kto rozumie konsekwencje swojej głupoty i odpowiedzialność jaka spoczywa na jego barkach? Jedyny, który przychodzi mi na myśl to Jurek Owsiak. Raz krzyknął ze sceny Qurwa i oczywiście doniesiono na niego. Polowanie na niego trwa w najlepsze, widać jednak ani Kijowski, ani Lipiński tego nie dostrzegli. Sam już nie wiem czy przypadkiem nie podstawił ich prezes na te stanowiska, żeby zniszczyć jakiekolwiek oddolne inicjatywy.

Z takim ludźmi o podejrzanym morale nasze możliwości odsunięcia od władzy oligarchy z Żoliborza są znikome, rzekłbym żadne.

Pogoda dla bogaczy

Świat nie idzie w dobrym kierunku. Dysproporcje, konflikty, nienawiść, egoizm, hipokryzja plenią się z szybkością światła. W szczególnie przerażającym tempie pogłębiają się różnice w posiadaniu. Milionerzy to już średniacy. Elita to miliarderzy kontrolujący całe państwa za pomocą lobbystów.

Angora z 11 listopada ubiegłego roku podaje ich rozmieszczenie. Na koniec 2017 roku na świecie było 2158 miliarderów, których majątek stanowiło 8,9 biliona dolarów. Najwiecej z nich żyło w Ameryce Północnej czyli w Stanach i Kanadzie bo aż 631. Przeciętny majątek to nieco ponad 5 miliardów na twarz. W Europie rządzą Niemcy, kto by pomyślał, że to przegrana w II wojnie światowej nacja. Mieszka tam 123 miliarderów, którzy kontrolują 579 miliardów dolarów. W Wielkiej Brytanii żyje 54 miliarderów a dalej idą Włosi 43, Francją 40, Szwajcarią 36. W naszym kraju mamy ich sześciu i w 2017 roku ich majątek był szacowany na 13.8 miliarda zielonych. W Rosji było ich 101 a na Bliskim Wschodzie 52. W tej dziedzinie największe postępy poczyniły Chiny. W 2000 roku żył tam tylko jeden miliarder. W 2017 było ich już 318 a ich majątek szacowano na 1,12 biliona dolarów. W porównaniu z 2016 rokiem wzrost o 39 %. Gdy dołożymy do tego Tajwan, Hongkong i Makau to ilość chińskich miliarderów zwiększy się do 475. Na tym tle Japonią prezentuje się dość ubogo ze swoimi 35 miliarderami. Ponoć super bogaczy przybywa co roku, tak samo jak i super nędzy.

Najbogatsi oczywiście z nami nie podróżują. Ale już milionerów można spotkać na pokładach samolotów. Oni nie podróżują oczywiście w klasie ekonomicznej. Dla nich linie lotnicze mają klasę pierwszą. Taki bilet lotniczy to w zależności od dystansu minimum sześć tysięcy dolarów a jeśli ktoś leci z Chicago do Hongkongu to koszt biletu zbliżony jest do 70 tysięcy złotych. W najnowszych samolotach pierwsza klasa oferuje trzypokojowy apartament z salonem, sypialniane podwójnym łóżkiem i łazienkę z prysznicem. Z Abu Zabi do Nowego Jorku można się przelecieć za jedyne 32 funtów brytyjskich w jedną stronę. Nic tylko latać. W tych lotach dla krezusów przodują linie Emirates, British Airwais, Lufthansa, Singapore, Cathay Pacific, Air France i Qantas. LOT póki co stara się utrzymać na powierzchni.

Jeśli już stać nas na taki lot to na miejscu czeka na nas hotel a w nim apartament, o którym nikt nie wie bo jest on tylko dla ludzi z określonym, portfelem. The Retreat at the Blue Lagoon pod Rejkiawikiem to pięciogwiazdkowy hotel, który ma 62 ogólnie dostępne apartamenty i ten jeden tylko dla specjalnych gości. Jedna doba to jedyne 40 tysięcy polskich patroli. Masz człowieku za to trzykrotnie większą powierzchnie, dwa piętra, kuchnie, jadalnie, ukryty taras, saunę, spa, sypialnie z ogromnym łożem. Jest on przy tym usytułowany przy ukrytej części laguny, można więc pływać samemu i nie być przez nikogo widzianym. Apartament ma osobne wejście a niedaleko znajduje się lądowisko, można zatem z lotniska przeflancować się na miejsce helikopterem w kilka minut.

Wkrótce wybieram się w podróż. Wcisną mnie w klasę ekonomy bo przecież tacy podróżnicy jak ja to nie są ludzie tylko upierdliwi pasażerowie. Z nogami na szyi jakoś wytrzymam te osiem godzin. Najważniejsze, że na miejscu mam dach nad głową.

Źródło Angora Nr. 45, 11 listopada 2018.

Frycowe czyli pomocnicy z klasy średniej.

Klasa średnia to już wyższa i bardziej przemyślana kombinacja związana z naciąganiem naiwniaków. Niestety i ja się dałem na to nabrać. Tyle, że do czasu. Cały wic polega na jak najszybszym załapania języka. To do końca nie chroni przed naciągaczami ale daje możliwość przynajmniej sprawdzenia ceny u kogoś innego. Mam swojego taksówkarza, który zna sporo rzemieślników i on służy mi jako osoba zaufana. Niezależnie od tego mam paru innych znajomych, którzy rownież do tej pory mnie nie zawiedli.

Jak sobie pomyśle o początkach to wciąż ciarki mi biegają po plecach. Mam jednak inne podejście do życia i przyznam, że nie ma we mnie nienawiści do tych, którzy mnie wykorzystali. Jest natomiast wiecej złości do siebie samego za obdarzanie ludzi zbyt wielkim zaufaniem. Myśle rownież, że takie rzeczy to nie jest kwestia Ekwadoru lecz ludzi, a ci wszędzie są tacy sami. Gdziekolwiek byśmy nie próbowali swoich sił, trzeba zapłacić frycowe. Czasami kosztuje wiecej, czasami mniej, uciec od tego jednak niepodobna.

Gdy zdecydowaliśmy się na kupno apartamentu, Cuenca nie była tak znanym miejscem wsród obcokrajowcow jak teraz. Nasz budowlaniec czy deweloper jak to się teraz modnie mówi, dbał o klienta bo przebierać nie było w czym. Wraz ze wzrostem zainteresowania miastem i pojawieniem się większej ilosci przybyszów, ceny wszystkiego poszły do góry. My wciąż byliśmy w trakcie wykańczania naszego apartamentu no i oczywiście korzystaliśmy z pomocy naszego „przyjaciela” budowlańca. On zarzekał się na wszystkie wiary, że najbardziej zależy mu na tym abyśmy nie byli wykorzystani. Gościu był dość przekonujący zwłaszcza, że zafundował nam jednodniową wycieczkę po Cuence z przewodnikiem. Nie znam kosztu tego naszego poznawania miasta ale gdy nam pokazał rachunki za ekstra pomoc to wtedy poznaliśmy jego prawdziwą twarz. Juz pisałem poprzednio, że dniówka niewykwalifikowanego robotnika to około dwadzieścia zielonych. Kupiliśmy żyrandol za, jesli pamiec mnie nie myli, mniej więcej trzy dychy. Poprosiliśmy o założenie. Rachunek sto pięćdziesiąt dolców. Czyli mniej wiecej siedem i pół robotnika pracowało nad tym projektem i to cały dzień. Już wtedy znaliśmy realia robocze. Spytaliśmy go ilu ludzi i jak długo nad tym pracowało. Wyłapał sarkazm, obniżył do pięćdziesięciu dolców czyli dwaj pół robotnika instalowało nasz żyrandol cały Boży dzionek. Frycowe. On stracił nas bezpowrotnie, choć na płaszczyźnie czysto towarzyskiej wymieniamy ukłony. Takich przyjaciół, którzy „martwili” się naszym portfelem w pierwszej fazie mieliśmy kilku. Niestety największy zawód sprawił nam architekt/nadzorca budowy domu. Jego żona, która chętnie przyjmowała podarunki od nas, okazała się jeszcze bardziej wyrachowana. Frycowe. Nie pytajcie, czy nie mam dość w związku z tym Ekwadoru, bo ludzie wszędzie są lepsi i gorsi. Początki nigdy i nigdzie nie są łatwe. Za naukę trzeba płacić. Nie wyszliśmy na tym najgorzej bo słyszałem, że wielu dawało solidne zaliczki, które stracili bezpowrotnie. W tym kontekście nie mam prawa narzekać.

Porównując zatem moje doświadczenia na płaszczyźnie świadczenia usług okazuje się, źe bycie Amerykaninem dla wielu tutaj brzmi jak cziczing czyli dźwięk maszyny wyrzucającej pieniądze. Jesli jednak robotnik narżnie cię na kilka dolców udając, że pracuje to średniak w tym kontekście jest o wiele bardziej bezwzględny. Prawdę mówiąc aktualnie to juz tylko smutno-śmieszna historia bo cały wic polega na tym aby jak najszybciej poznać realia…no i oczywiście ten cholerny język. No i na zakończenie przyznam, źe mam więcej sentymentu do mojego robotnika niż do wielu zatroskanych o mnie i nazywających siebie moimi przyjaciółmi rekinów z klasy średniej.

Jak Bill wygrał wybory

George Carlin był jednym z najlepszych komediantów scenicznych jakich słuchałem. Jego skecze chociaż bogate w słownictwo popularnie zwane wulgarnym, miały to do siebie, że nie były zbytnio politycznie poprawne. Prawdziwe za to. Często mówił o życiu w Ameryce, o politykach, o głupocie. Nie owijał w bawełnę, o ludziach z nadwagą mówił grubasy, tłuściochy, jednak tylko w kontekście ich skłonności do fast foodu. W jednej ze swoich humoresek mówił, że widząc dwoje takich grubasów z hamburgerami w rękach przyglądał im się ze zdziwieniem a umysł jego zawładnęła tylko jedna myśl; czy to jest fizycznie możliwe aby ci ludzie mogli mieć sex. Był doskonały w swoich spostrzeżeniach, stąd wiele rzeczy adresowanych do publiczności jemu przechodziło płazem, bo ośmieszał oczywistą głupotę.

Mi mocno utknęła jedna z jego historyjek, która niewątpliwie jest prawdziwa do dzisiaj. Bill Clinton ubiegając się o reelekcję miał za przeciwnika republikanina Boba Dole. Był on starszy i próbował wykorzystać ten fakt ukazując siebie jako człowieka z zasadami.

Politycy oczywiście zawsze starają się ocieplić swój wizerunek, kłamiąc przy tym jak najęci. Ludzie zatem coraz rzadziej w te banialuki wierzą. George Carlin tak właśnie widział Boba Dole’a, jako kłamcę odnoszącego się do wartości, w które wierzy tylko powierzchownie. Parodiując jedno z jego wystąpień, w którym padały słowa o szczerości, oddaniu, rodzinie i innych zbrukanych przez polityków wartościach, dostrzegł oczywistą próbę ocieplenia wizerunku. Ludzie oczywiście przejrzeli to na wylot zgodnie przyznając, że ten kandydat jest „full of shit” czyli, że nie jest szczery i, że próbuje im sprzedać gówno tyle, że ładnie opakowane.

Bill Clinton obrał zgoła inną taktykę. Według George’a walił prosto z mostu i nie udawał. Mówił, że nie zamierza nic zmienić, że bardzo kocha to waszyngtońskie szambo, że Ameryka mało go obchodzi, że tak naprawdę paplanie się w tym gówienku sprawia mu wielką przyjemność. Tu George przystanął naśladując publikę, która niby to miała słuchać wystąpienia swojego kandydata. Słuchali w osłupieniu i w pełnym zdumieniu, że wreszcie ktoś jest z nimi szczery i niczego nie udaje.

Kto wygrał wybory nie będę przypominał. Bill dotrzymał słowa oferując Monice „cygara”. Zrewolucjonizował pojęcie sexu oralnego, którego nie zaliczył do stosunku. Nazwał go po prostu niestosownym zachowaniem. Swój chłop, szczery do bólu. Jak tu nie lubić takiego, konkludował kabareciarz.

Latanie na wesoło.

Ten blog rozpocząłem kierując się dwoma swoimi potrzebami. Ważniejsza oczywiście była ta aby nawiązać kontakty z innymi ludźmi i podzielić się z nimi swoimi spostrzeżeniami na różne tematy. Większość moich wpisów ma właśnie taki charakter. Są jednak i notki wynikające z potrzeby pozbycia się złych emocji. Opisanie i zdefiniowanie ich pozwala mi na rozliczenie się z nimi i o nich zapomnienie. Klawiatura przyjmie wszystko, zatem czemu nie.

Taki więc będzie charakter tego wpisu. Przy okazji zamknę temat mojej podróży do kraju.

Większość z nas w dobie internetu kupuje swoje bilety w wirtualnych agencjach podróżnych. Ja tak robię od lat. Mam parę tych, które zawsze sprawdzam. Niezależnie od tego przeglądam oferty innych biur, bo cena biletu dla mnie jest dość ważna. Tak się więc stało, że mój ostatni bilet zakupiłem na portalu pod nazwą Justfly. com, kierując się przede wszystkim ceną. Nie było zresztą w niej żadnych ograniczeń, które mogłyby mieć dla mnie jakieś znaczenie. Zanim jednak ja dokonałem zakupu, linie lotnicze, zapewne w poszukiwaniu większych zysków, wprowadziły do swojej oferty nową taryfę. Jest ich już tyle, że z niecierpliwoscią czekam na bilet w ofercie na stojąco. Nowa taryfa, cenowo zbliżona do ofert klasy ekonomicznej z ubiegłego roku, oferuje latanie bez bagażu. I tak zaczęła się moja przygoda. Nie świadom nowych rozwiązań, zjawiłem się na lotnisku z walizkami. Kto w końcu lata przez Atlantyk bez tychże? A tu masz babo placek. Sześćdziesiąt zielonych za mój bagaż i żony i możemy go zabrać. Musu nie ma, można go oddać odprowadzającym. Polska przecież od momentu upadku PRL-u zaopatrzeniowo nie różni się od innych państw. Zatem majtki, skarpety, podkoszulki to wszystko można już kupić na miejscu. Skalkulowaliśmy szybko i zdecydowaliśmy się pokryć koszt bagażu. Zapomniałem już o tym gdy potwierdzałem nasz odlot z Polski. No i masz, od nowa Polska Lusowa. Dwie walizki w cenie sześć dych zielonych jeśli chcemy je zabrać ze sobą. Cóż było robić? Przyzwyczaiłem się do swoich majtek a i Luśka lubi swoją bieliznę. Bilet tam i z powrotem kosztował nas w tym momencie o sto dwadzieścia dolarów więcej. Teoretycznie mogę mieć pretensje tylko do siebie. Zadam jednak ponownie pytanie: kto lata przez ocean, zwłaszcza gdy jest to podróż paromiesięczna, bez bagażu? No chyba tylko ci co mają prywatne samoloty i chaty po całym świecie, umeblowane, z szafą pełną ubrań. Ja się do nich jeszcze nie zaliczam, dlatego szuka qu…a jak najtaniej. To był komentarz przeznaczony do JustFly.com, może przeczytają. Chociaż nawet jeśli to zrobią, sądzę, że przy najbliższej okazji też będą chcieli mi wcisnąć coś co dobrze wyglada licząc na moją głupotę. Słuchajcie zatem gamonie z JustFly.com, od was już nigdy nic nie kupię. Odrazu poczułem się lepiej jak im mogłem tak nawrzucać.

Z innych fascynujących przygód na trasie mojego powrotu spieszę donieść, źe było w sumie fajnie. Straty, poza kasą, objęły rownież walizkę podręczną, którą musiałem nadać na trasie z Rzeszowa do Monachium. Oddali mi ją bez rączki. Zachowali się przy tym bardzo fair, bo rączkę położyli obok walizki tak na wszelki wypadek na pamiątkę lotu chyba, naprawić tego bowiem się nie da. Lufthansa to takie fajne chłopy z poczuciem humoru. Ponieważ nie miałem nawet siły na jakiekolwiek kłótnie, w nagrodę wyznaczyli mnie do wyrywkowej kontroli bagażu. A, że ciągnąłem swoją walizeczkę i Luśki a na plecach jeszcze jeden bagaż, to rozpakowanie tego wszystkiego było super zabawą. Zaglądnęli też wyrywkowo do moich butów. Zaoferowałbym im striptease tyle, że czasu było mało. No i wreszcie dostało się mojemu bagażowi, temu za który musiałem zapłacić. Albo obsłudze w Monachium albo w Waszyngtonie moja walizka nie przypadła do gustu. Odebrałem ją w stolicy USA tylko na trzech kółkach. I tym razem to musiał być ktoś z poczuciem humoru bo kółko leżało tuż obok walizki. Też pewnie na pamiątkę. No i na koniec Newark, cel mojej podróży. Tu goście jeszcze chyba świętowali po ostro zakrapianej imprezie. Nasze walizy wywalili na karuzelę, na której miały znajdować się bagaże samolotu, który przyleciał z Minnesoty. Dobrze, że karuzele były obok, dzięki czemu zupełnie przypadkowo udało nam się je namierzyć.

No mówie wam fajnie było. Dawno się już tak dobrze nie ubawiłem. Tylko latać.