Kto nam to zgotował?

Nigdy nie byłem specjalnym zwolennikiem Donalda Tuska. Z im dalszej perspektywy patrzę na okres jego sprawowania władzy tym bardziej wzrasta we mnie do niego niechęć. Sposobem w jaki zarządzał Platformą Obywatelską definitywnie niczym nie różnił się od Jarosława Kaczyńskiego. Otaczając się lizusami zniszczył wewnątrzpartyjną opozycje i nie zrobił nic w kierunku pozostawienia po sobie kogoś zdolnego do przejęcia sterów. Ze szczególną ostrością widać to właśnie teraz. Nijaki Grzegorz Schetyna, bez cienia charyzmy, przepracowana na stanowisku marszałka Sejmu Ewa Kopacz, bufoniasty Radosław Sikorski, który dodatkowo dał się podsłuchać, to mniej więcej cała partyjna elita. Z coraz liczniej pojawiających się opracowań na temat okresu, w którym Donald Tusk dochodził do władzy, jednoznacznie wynika, że wypłynął na wielkiej fali niechęci do Jarosława Kaczyńskiego. Nie było innej alternatywy, wybraliśmy więc mniejsze zło. Nie ulega watpliwości, że za jego rządów Polska  była postrzegana na arenie międzynarodowej w znacznie lepszym świetle. W polityce wewnętrznej nie wsłuchiwał się jednak zbytnio w to o czym mówili zwykli ludzie, dzięki czemu mógł rosnąć elektorat bezwzględnie grającego na ich uczuciach prezesa. Można dzisiaj gdybać czy świętej pamięci Lech Kaczyński zostałby wybrany na drugą kadencje. Można się  też zastanawiać, czy gdyby Donald Tusk został w Polsce, to czy on i jego partia wygraliby w następnych wyborach. W obu sytuacjach odpowiedz zdaje się być negatywna. O ile tragicznie zmarły Lech Kaczyński nie miał wpływu na swoją absencje w kolejnych wyborach, o tyle osobiście odnoszę wrażenie, że były premier uciekł z tonącego okrętu. Niby dostał propozycje nie do odrzucenia, której niewielu z nas potrafiłoby powiedzieć nie. Nawet gdybym chciał to zrozumieć to dręczy mnie myśl, że nic nie zrobił aby przeciągnąć na swoją stronę przeciętnego Kowalskiego. Pozostawił po sobie niechęć do swojej partii i wręcz pchnął lud w zgłodniałe ramiona prezesa. Co gorsza on i jego rząd nie zrobili nic aby zabezpieczyć kraj przed zawłaszczeniem przez obecną klikę. Przewidywał to kontrowersyjny Janusz Palikot ale ktoś jego wystąpienie w Sejmie w 2014 roku olał. Słuchając tego wystąpienia, nie mam watpliwości, że to z czym mamy do czynienia dzisiaj jak rownież i skala porażki Platformy w wyborach sprzed dwóch lat to jest niestety wyłączna zasługa pana Tuska. Polecam posłuchanie przemówienia Janusza Palikota bo dzisiaj nabiera ono szczególnego znaczenia.

https://youtu.be/gaHfH0US0JU

Reklamy

Nowy premier, stara władza

Jeśli ktoś wierzy lub chociaż ma nadzieję, że wraz z odejściem byle jakiej, kompletnie nie pasującej do zajmowanego stanowiska, zaściankowej byłej już pani premier, coś się zmieni, to sądzę, że warto poczekać do ogłoszenia składu Rady Ministrów. Trochę nawet współczuje pani Beacie. Niedość, że ona sama nie nadawała się do pełnienia powierzonej sobie funkcji, to na dodatek otoczono ją bandą w większości kiepskich nieudaczników. Jeszcze wtedy, gdy wręczono jej na papierze, skład zespołu oliwiarzy majestatu żoliborskiego, na którego czele miała stanąć, mogła grzecznie podziękować za współpracę, spakować manatki i wypalić na San Escobar. O przepraszam, to miejsce pan Witold odkrył znacznie pózniej. Zamiast tego postąpiła w myśl powiedzenia „zadzieram kiecę i lecę”. Otrzymała zatem, to na co sobie zasłużyła, czyli prezesowego kopniaka w czułe miejsce. Przynajmniej zdążyła , jak to powiedział pan poseł  Stefan Niesiołowski, wyasfaltować drogę do swojej zagrody ku uciesze sąsiadów i okolicznych mieszkańców. W moim przekonaniu główną przyczyną wyrzucenia premierowej z zajmowanego stanowiska był jej spadek popularności w ankietach. Właśnie dlatego szanowny władca nie chce stanąć na czele rządu, bo gdyby tak się stało to notowania całej partii poszłyby na pysk. Stąd też nowa gwiazda w osobie pana Morawieckiego. Nie daje on najmniejszych szans w ankietach pozostałym członkom rządzącej partii. Czytam dzisiaj na Onecie, że jednym z powodów dla, których nasz watażka tak sobie ceni nowego premiera jest jego wojujący antykomunizm. W kolejnym artykule zaś stoi jak byk, że to Biuro Polityczne prezesowej partii desygnowało pana Mateusza do objęcia funkcji premiera. Skojarzenia nasuwają się same, zwłaszcza, że prezes niczym pierwszy sekretarz i tak będzie najważniejszą osobą w państwie. Zaczynajac ten artykuł jeszcze nie wiedziałem, że nasz nowy na świeczniku jeszcze przed objęciem władzy w pierwszej kolejności pojedzie wyspowiadać się do Torunia, tfu na psa urok, pojedzie udzielić wywiadu wielebnemu ojcu dyrektorowi. Jak to zwał, tak to zwal, najważniejszą jednak wiadomością z tego spotkania na szczycie jest to, że pan Mateusz nie przewiduje większych zmian w rządzie. Taka wypowiedz tylko potwierdza, że to nie on będzie decydował kto obejmie, które ministerstwo. Ta decyzja należy oczywiście do ….Biura Politycznego przewodniej siły narodu.

I po co to pani było?

Premierowa rządu zdaje się przeżywać ciężkie chwile. Poniewierana przez prezesa, zdradzona przez prezydenta znalazła się w ślepej uliczce. Zanim do tego doszło nie była szczególnie znana poza swoim środowiskiem, w którym zdobyła uznanie jako działaczka terenowa. Stanowiska lokalne widać nie zaspokajały jej ambicji. Oryginalnie chciała zasilić szeregi platformersów ale nie przypadła im do gustu. Poglądy można zmienić, co uczyniła zgłaszając akces do prawych i sprawiedliwych, tylko z nazwy.  Nic nie wróżyło jej wielkiej kariery i pewnie by takiej nie było gdyby, Bronisław Komorowski nie zapadł w niedźwiedzi zimowy sen podczas prezydenckich wyborów dwa lata temu. Kompletnie nieprzygotowany do walki o reelekcję tylko się ośmieszył i zasłużenie przegrał z mało znanym Andrzejem Dudą. To właśnie w trakcie tych wyborów rownież wypłynęło nazwisko Beaty Szydło, będącej szefem kampanii wyborczej przyszłego prezydenta. Wszyscy uważają, że to właśnie zwycięstwo kandydata, którego była współpracownicą zaowocowało namaszczeniem jej na funkcje premiera, w przypadku wygrania kampanii wyborczej do parlamentu. Nie pozostało to zapewne bez wpływu, jednak uważam, że ważniejsza dla prezesa była możliwość kontrolowania przyszłego szefa rządu. Oligarcha partyjny nie szukał drugiego Marcinkiewicza, który nie do końca był podporządkowany partyjnej wierchuszce. On potrzebował ślepego betonu, który dodatkowo rownież miałby rachunki do wyrównania z Platformą. Szydłowa spełniała te zapotrzebowania, sądząc jednocześnie, że skoro kiedyś była burmistrzem to i z funkcja premiera sobie poradzi. Nie wzięła jednak pod uwagę, podobnie jak Andrzej Duda, że partia nie oczekuje od niej myślenia tylko ślepego wykonywania poleceń partyjnego guru. Już sam skład rządu pokazał gdzie będzie jej miejsce w szeregu. Chora ambicja i, co gorsze, brak szacunku do samego siebie doprowadziły i ją, i prezydenta do punktu, którego przekroczenie może mieć nieodwracalne skutki dla ich przyszłości. O ile Andrzejowi Dudzie przestała odpowiadać rola marionetki, wreszcie zajrzał do konstytucji, którą już tyle razy złamał, i zdał sobie sprawę, że daje mu ona pewne prawa, o tyle premierowa tkwi w jakimś dziwnym śnie i wciąż wierzy, że dobra zmiana to nie jest prywatna wojna Kaczyńskiego tylko realna polityka zmierzająca do lepszego funkcjonowania kraju. Tymczasem Napoleona z Żoliborza nie interesuje kraj tylko budowa stosów, na których mógłby palić wszystkich i każdego kto mu stanie na drodze. On sam wie, że twarz Beaty Szydło zapewnia mu poparcie i pewnie tak długo będzie wykorzystywał jej wizerunek jak długo ona sama no to pozwoli. Czas spojrzeć prawdzie w oczy pani Beato, na obrazie, który maluje szanowny władca jest pani niestety nikim, potrzebna teraz i tylko teraz ku zadowoleniu pospólstwa.  I po co to było pani potrzebne? Często praca na dole daje więcej satysfakcji niż bezmyślne wykonywanie poleceń megalomana na samej górze.

Pomieszanie z poplątaniem

Czy nasza premierowa potrafi sklecić chociaż jedno zdanie, w którym nie zawarta byłaby krytyka poprzednich rządów? Obawiam się, że jest wręcz niemożliwe. Przeglądałem pare jej ostatnich wypowiedzi i nie udało  mi się znaleźć ani jednej takiej, w której odnosi się do jakiekolwiek zagadnienia bez przywołania poprzedników do tablicy. Nie mogło być inaczej podczas ostatniej debaty na temat odwołania hetmana koronnego czyli pierwszego specjalisty od obronności kraju. Nie cieszy się on się żadnym zaufaniem wsród naszych sojuszników a na arenie krajowej uważany jest za najgorszego ministra w rządzie pani Beaty tfu pana Jarosława. Zakup limuzyn, stłuczka w drodze do spowiedzi, doradcy bez kwalifikacji i przygotowania w wieku przedszkolnym, nadęty rzecznik, medale, nagrody i premie za zasługi dla tegoż, nalot na komórkę NATO w nocy, dymisje i odejścia generałów to tylko pare wpadek pana Antoniego z okresu ostatnich paru miesięcy. Nie będę tutaj już wspominał o jego bzdurnych teoriach spiskowo-zamachowych w Smoleńsku i wpływie jednego z członków komisji na śmigłowcowy kontrakt. Hetman ma się dobrze bo drugiego takiego znawcy w obronności jeszcze nie mieliśmy. Naszej premier łatwo zaimponować wiedzą na temat wojskowości bo jeśli jest ktoś w tym rządzie kto się zna na tym gorzej niż pan minister to to zapewnię będzie to właśnie ona we własnej osobie. Niejaki Andrzej Duda, bliżej nieznany nieco ponad dwa lata temu, ubiegając się o prezydenturę uczynił panią Beatę szefem swojej kampanii wyborczej. Dzięki jego wygranej i jej nazwisku przewijającym się w trakcie tych wyborów została mianowana przez prezesa na stanowisko szefowej rządu. Prezydent, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych rownież dostaje bólu głowy z powodu swoich relacji z hetmanem, który wyraźnie go lekceważy. Nie przeszkodziło to premierowej zasłaniać piersią niechcianego ministra, przy okazji wylewając potok żółci na poprzedni rząd. To przecież niewątpliwa jego wina, źe nie było w ministerstwie limuzyn, że nie wprowadził obowiązku miesięcznej spowiedzi wszystkich pracowników, że nie dał szans przedszkolakom w podnoszeniu gotowości bojowej armii, że powoływał generałów na dowódcze stanowiska bez uzgodnienia z kimkolwiek. Teraz to wszystko zdeterminowany minister musi naprawiać. Idzie mu jak po grudzie bo z wykształcenia będąc historykiem bardziej mu odpowiada grzebanie w pewnych teczkach z przeszłości. Najpewniej dzięki jednej takiej właśnie teczuszce z aktami jest dzisiaj nietykalny. Z drugiej strony może to i lepiej bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby go odwołali to nowym szogunem mogłaby zostać na przykład kolejna Beata chociażby Kempa i to już zapewne byłby koniec naszej armii. Żeby jednak nie być jednostronnym muszę koniecznie stwierdzić, że wnioski opozycji dotyczące wotum zaufania dla kogokolwiek w tym rządzie uważam za przejaw kompletnego braku wyobraźni i wyjątkowej głupoty. Wiedząc z góry, że każdy taki wniosek zostanie przegłosowany zgodnie z wolą prezesa, marnotrawią tylko czas i pieniądze podatników. Ich to jednak nic nie kosztuje. Dodatkowo tak się zachłysnęli zajechaniem Misiewicza, że teraz wydaje się im, że mogą doprowadzić do usunięcia każdego. Portal Oko.press odlicza czas do następnych wyborów. Pozostało nieco ponad osiemset dziewięćdziesiąt dni. Z taką tępą opozycją obawiam się, że w kolejnych wyborach niewiele się zmieni.

Kraj w ruinie

Kłamstwo, jak mówi stare porzekadło ma krótkie nogi. Wszyscy pamiętamy jak to po objęciu władzy Prawo i Sprawiedliwość z nieukrywaną „troską” dawało ludziom znać w jak to beznadziejnej sytuacji gospodarczej był nasz kraj. Kompletna ruina do, której oczywiście doprowadziło osiem lat rządów poprzedniej koalicji. Ciągnący się w nieskończoność audyt tylko potwierdził rozrzutność poprzedników i ich kompletny brak troski o dobro kraju. Miliardy złotych przepadły niewiadomo gdzie i niewiadomo jak. Nie inaczej było z audytem po prezydencie Komorowskim. Poginęły rzeczy, kancelaria sprzeniewierzyła wszystkie pieniądze, ze prawie ich zabrakło na uposażenie nowego prezydenta. Inaczej miało być za nowej władzy. Tyle, źe to inaczej to były puste słowa bez pokrycia. Zaraz po objęciu władzy pan Terlecki stwierdził, że eliminowanie stanowisk w administracji państwowej byłoby na obecnym etapie niewskazane i mogłoby tylko pogłębić kryzys. Niczego oczywiście eliminować nie zamierzali bo głodnych do koryta w ich ugrupowaniu tak jak i w każdym innym nie brakuje. Nikt nawet nie obraził się na pana Terleckiego bo każdy juz wie, że przeciętny polityk to zwykły kłamca, który będąc w opozycji krytykuje i wytyka a będąc po drugiej stronie barykady robi dokładnie to samo. Kraj w ruinie to hasło, które przewijało sie w wystąpieniu każdego pisowskiego dygnitarza. Przy każdej okazji podkreślali w jak fatalnej kondycji odziedziczyli kraj. No i po co to było wytykać? Dzisiaj do każdego chyba dotarło, że kraj nie jest aż tak bardzo zrujnowany skoro stać nas na podwyżki dla PiS eztabliszmentu i to podwyżki nie jak dla emerytów czyli parę złotych na miesiąc. Podwyżki rzędu kilku tysięcy złotych na głowę przepracowanych polityków. Nawet pani premier poczuła się zazenowana skala podwyżek a szanowny prezes podobno o mało nie dostał wylewu. Skąd się wzięły te pieniądze tak niespodziewanie? Przecież nikt mi nie wmówi,  że nasz super oszczędny rząd wypracował to w ciagu tych kilku miesięcy bycia u władzy. Dodatkowo skala podwyżek miała odzwierciedlać sytuacje gospodarcza kraju a raczej wzrost rozwoju. Wychodzi mi na to, ze chyba nasz kraj nie był w aż takiej ruinie jak to rządzący chcieli abyśmy widzieli. Mało mnie interesuje, że projekt został odrzucony. Jestem pewny, że nikt by tego nie zaproponował gdyby nie było funduszy. Skoro są to znaczy, ze albo kraj nie był w takiej strasznej sytuacji albo to jakieś toruńskie czary. Może ktoś zna odpowiedz na to pytanie. I jeszcze jedno spostrzeżenie. Przez tyle lat żony prezydentów stały u boków swoich mężów nie pobierając z tego tytułu wynagrodzenia. Co nagle się stało, że pani Agacie się ono należy? Nie dość, że funkcja prezydenta w naszym systemie nie ma żadnego uzasadnienia to jeszcze będziemy płacić wynagrodzenie jego żonie. I to nas właśnie doprowadzi do ruiny. To jest właśnie bezkrytyczne szastanie pieniędzmi podatników. W międzyczasie sztandarowy projekt partii rządzącej o obniżeniu wieku emerytalnego musi poczekać do października przyszłego roku. Funduszy na ten cel póki co nie ma i pewnie w przyszłym roku nie będzie bo przecież kraj jest w ruinie. 

Wypowiedzi, pomysły i ankiety

Staram się trzymać z dala od politycznych dywagacji bo ten dział naszego życia społecznego przesiąknięty jest zgnilizną na wskroś i w poprzek. W dużej mierze pomogły mi w tym mistrzostwa w piłce nożnej i występ naszej reprezentacji. To jest jednak już za nami i czy chce czy nie, nie sposób zatrzymać się na jakimś artykule dotyczącym sprawujących władze. A, że moi „ulubieni” politycy maja wyjątkowe parcie na szkło toteż było co czytać. Na największą uwagę swoimi wypowiedziami zasłużył sobie oczywiście Jarosław Kaczyński, któremu od nadmiaru władzy juz kompletnie się wszystko miesza. Prezes znany ze swojego eurosceptycyzmu nagle zdecydowanie ma zamiar namawiać Brytyjczyków do pozostania w unii, chociaż ci w referendum wypowiedzieli się przeciwko w niej pozostaniu. Nasz eksportowany znawca spraw wszelkich od razu znalazł winnego, a jakże, nijaki Donald Tusk sprawił, że unia rozsypuje się jak zamek z piasku. Nie należę do zwolenników byłego premiera ale wypowiedzi pana prezesa na jego temat, nawet gdyby były zasadne, są tak przesiąknięte nienawiścią, że bardziej powodują zakłopotanie i żałosny smutek niż jakiekolwiek uznanie. Przecież nie wypada panu Kaczyńskiemu powiedzieć, że jednym z głównych  powodów, dla którego Brytyjczycy nie chcą być w unii jest ten dzięki, któremu partia prezesa wygrała wybory i z którego sam pan prezes jest tak dumny czyli imigranci. Wyspiarze mają dość przybyszów z krajów postkomunistycznych i innych imigrantów i mało ich obchodzi jaki wpływ ci ludzie mają na ich ekonomie. Niechęć partii rządzącej do uchodźców z bliskiego wschodu była uzasadniona, niechęć „brytoli” do europejskich imigrantów to już oczywiście wina Tuska. No ale te słowa wypowiada w końcu człowiek i ekonomista roku czyli coś w tym musi być. Brr. Zastępca prezesa w partii nasz minister obrony tez nie pozwolił zapomnieć o sobie. Nawiedzony Antoni zdecydował, że w uroczystościach państwowych będzie odczytywany apel smoleński. Przyklasnęła pomysłowi swojego ministra sama premierowa bo przecież pamięć o zmarłych w katastrofie smoleńskiej musi być kultywowana. Jak tu się nie zgodzić z taką logiką? Pomyślałem sobie zatem, że może by tak pójść o jeden krok dalej. Czego ograniczać się tylko do uroczystości państwowych? Każdego dnia w szkołach przed rozpoczęciem zajęć, bum apel smoleński. Każdy uczeń już od pierwszej klasy ma znać na pamięć nazwiska zaginionych a jeśli któryś by nie znał rodzica na tydzień do pierdla. Posiedzenia wszystkich organów władzy terytorialnej tez powinny zaczynać się od apelu. Program telewizyjny tez powinien rozważyć swój grafik i o godzinie o której doszło do katastrofy nadawać apel smoleński a każdego dziesiątego miesiąca listę zaginionych powinien odczytywać sam minister obrony. Co pan na to panie Antoni? Można by to zabezpieczyć ustawowo: panowie Kuchciński i Karczewski przepchną to przez sejm i senat pan prezydent podpisze a premierowa opublikuje, masz to pan jak w banku. Premierowa też postawiła dać upust swojemu intelektowi i na pytanie marnego dziennikarzyny co myśli o wypowiedzi Baracka Obamy  na temat sytuacji wokół trybunału konstytucyjnego, warknęła że naród jej nie płaci za interpretowanie czyichś wypowiedzi tylko płaci jej za rządzenie. Bez przesady pani Beato, po pierwsze pani nie rządzi, od tego jest człowiek roku. Takie poglądy mogą się źle dla pani skończyć. Po drugie naród nie płaci pani za łamanie prawa i zapisów konstytucji i jakoś z tym nie ma pani problemu. Mało mnie interesuje, że prezesowi konstytucja się nie podoba. Ktoś to tak wymyślił aby sprawującym władze nie pomieszało się w głowach. Jak widać mało to panią obchodzi. Pani chyba sama nie bardzo wie za co naród jej płaci a za co nie. Ze zdumieniem przeczytałem wyniki ankiety zaufania społecznego wsród polityków. Największym cieszy się nasz wielce szanowny pan prezydent. Prawdę mówiąc wcale się temu jednak nie dziwie. Taką mamy awangardę polityczną w naszym kraju, że wystarczy nic nie robić i udawać, że się ma wiele do powiedzenia i już stajesz się najbardziej zaufanym politykiem w społeczeństwie. Andrzej Duda przypomina mi pod tym jednym tylko względem Billa Clintona. Za czasów prezydentury tego ostatniego wszyscy wiedzieli, źe małżonka szanownego prezydenta ma bardzo duży wpływ na jego decyzje. Ten wpływ się jeszcze zwiększył po aferze rozporkowej. Bo Hilary to taki Jarosław, który stoi z boku z pałeczką dyrygenta. Gwoli przypomnienia, jeśli dobrze pamietam Bronisław Komorowski też się cieszył olbrzymim zaufaniem i juz go dziś nie ma, nie będzie i pana Andrzeja za cztery lata.

Ostatnio na YouTube oglądałem sporo starych kabaretów w szczególności Zenona Laskowika. Świetne teksty, z których nawet jeszcze dzisiaj można się śmiać. Z naszych obecnych włodarzy nawet dobrego kabaretu nie da się zrobić.

Łupu cupu niech nam żyje prezes klubu

Zwymiotował Prezes żarcie

Bo ogromne miał zaparcie
Trybunału strawić wciąż nie może
I ten trzewia jego orze
Opuchnięty jest juz cały
Z oczodołów wyszły gały
Łypie nimi na każdego
Żeby na czyszczenie dał mu czegoś 
Pan prezydent juz próbował
Ale się skompromitował
Prezesowi taki lek polecił
Który zamiast sraczki go podniecił
I z tego właśnie powodu
Przezesunio dostał wzwodu
Dobrze, że sprzątaczka w okolicach była
I cierpienie ugasiła
Zatwardzenie jednak pozostało
Jasne wszystkim się więc stało
Ze ten problem musi zostać rozwiązany
Żeby prezes ich kochany
Nie oczadział całkowicie 
Tak jak baca po góralskiej okowicie.
„Problem rozwiążemy ustawowo
Mamy przecież premierową”
Rzekł był pan Antoni
Co prezesa zawsze broni.
I tak wyszła spod ich pióra 
Jeszcze jedna ustawowa bzdura
Nasz trybunał na jej mocy
Może strzelać sobie z procy
Chociaż burzą się sędziowie jego
Nie było wyjścia innego
Prezes wreszcie zrobił kupę
Pokazując konstytucji dupę
Tak jest teraz dumny ze swej sfory
Że już wcale nie jest chory.

I po co było od razu rezygnować

Ze zdziwieniem przyjąłem wiadomość o Brexicie ale jeszcze bardziej zaskoczyła mnie rezygnacja premiera Wielkiej Brytanii ze stanowiska. Emocjonalne decyzje to złe decyzje. Trzeba było trochę pomysleć i na chłodno ocenić sytuacje i napewno wyjście by się znalazło. Sam juz widzę parę możliwych posunięć rodem z naszego kraju, które mógł dumny Brytyjczyk uskutecznić. Prezes znanego stronnictwa w naszym kraju po przegranych wyborach zawsze oskarżał wygranych o fałszerstwa podczas i wszędzie w trakcie elekcji. I tak właśnie powinna postąpić była już głowa rządu brytyjskiego. Oskarżyć o fałszerstwa i kazać przeliczyć głosy tym razem ręcznie. W tym samym czasie  rozpętać propagandę, wzorem prezesa z Polski, że miliony głosów chcących pozostania w unii nie zostały oddane jako, że bojówki zwolenników wyjścia z Europy opanowały punkty wyborcze i nie dopuszczały ludzi o innych poglądach do oddania głosu. Przecież nie głosowało ponad 10% obywateli, Dlaczego? Ano dlatego, że ich nie dopuszczono. Powtórne liczenie głosów powinno się przeprowadzić bardzo dokładnie i bez pośpiechu, niech ludzie uwierzą w fałszerstwa. Sądzę, że po pewnym czasie, co juz dzisiaj widać, naród zrozumiałby pomyłkę i odwrotny wynik referendum przyjąłby spokojnie. Pomyłka o trzech sędziów czyli o trzy punkty procentowe przyniosłaby zwycięstwo zwolennikom unii z Europą, pozwoliła zachować stanowisko i dobić opozycję. I niech sobie wrzeszczy tak jak w polskim sejmie i senacie mało kto tego słucha. Tak panie Cameron zamiast gniewać się i porzucić naród było wykręcić numer telefonu na Żoliborz, tam mieszka główny strateg partii rządzącej u nas, krynicki ekonomista roku, „konstytucyjny” reformator naszego kraju. Zapewniam pana, że po jego radach w kraju nad Tamizą zapanowałby wreszcie ład i porządek.

Och gdyby nasz prezydent i premierowa byli tacy dumni jak pan Cameron, pomarzyć mozna.

Zabawy w kotka i myszkę.

Chociaż mam zdecydowanie więcej czasu to czuję niepochomowaną niechęć do pisania czegokolwiek na jakikolwiek temat. I nie jest to związane z jakąś melancholią czy innym stanem depresyjnym. Polska polityka, którą intereseję się na codzień jest bardzo przygnębiająca. Ci sami bohaterowie każdego dnia, ten sam stek bzdur i kłamstw. Nie pojmuje i nie jestem w stanie zrozumieć tego życia przeszłością jakie aplikują nam każdego dnia, to ciągłe poszukiwanie czarownic i odpowiedzialnych za coś co stało sie dawno temu i nie ma nic wspólnego z dniem dzisiejszym. Gloryfikowanie jednych, brak szacunku do innych tylko dlatego, że mają bądź mieli inne poglądy. Prezydent mówi o wzajemnym wybaczeniu, prezes o wcześniejszym ukaraniu, premierowa sama już nawet nie wie co jest grane. W Sejmie parlamentarzyści nie znają nawet swoich obowiązków i głosują sobie za nieobecnych bo ci o to ich prosili. Żenujący brak honoru i profesjonalizmu. Nikt już kompletnie nie wie jaki jest skład Trybunału Konstytucyjnego bo prezydent zaprzysięgła kogo mu się podoba i kto jest polecony przez prezesa. Prezes trybunału nie bierze pod uwagę „zaprzysiężonych” i nie może powołać wybranych przez poprzedni rząd sędziów bo oni nie są na rękę prezydentowi czytaj prezesowi. Bawi się zatem ta banda 560 nawiedzonych, 460 w Sejmie i 100 w Senacie, w kotka i myszkę ku uciesze i tak juz podzielonego pospólstwa. W oczach świata rząd łamie zasady demokracji, ten jednak uważa, że działa w imieniu swoich wyborców i gwiżdże na to co sobie rezta świata o nim myśli. Nie ma w tym żadnej logiki. Partia rządząca chce być przewodnią siłą narodu a jednocześnie kiedysiejszą przewodnią siłę narodu uważa za organizację przestępczą. Sami uważają siebie za orędowników tradycji narodowych, patriotycznych i chrześcijańskich. W tym duchu przemawiają do ludu, starając siė go kupić hasłami żywcem wziętymi z czasów słusznie minionych. Odrzucają pojęcie demokracji ludowej, dla zasady, jednocześnie drugimi drzwiami starają się ją wprowadzić. Osobiście nie widzę żadnej różnicy pomiędzy PRL-em a tym z czym mamy dzisiaj do czynienia. Nie mam tu na myśli oczywiście sektora prywatnego. W sektorze państwowym mamy dokładnie to samo co przed laty: nomenklatura stanowisk, telewizja rządowa, kumoterstwo, nepotyzm, brak szacunku dla opozycji, żenujące kwalifikacje osób sprawujących funkcje kierownicze. Czy mozna jeszcze coś dodać? Pewnie tak tyle, że musiałbym siegnąć do słownika słów niecenzuralnych. Słowo murzyn jest uważane za określenie pejoratywne. Nasi wybrańcy w swoim tępym zadufaniu doprowadzą wkrótce do tego, że słowo Polak będzie miało podobne zabarwienie. Obym się mylił. 

Rządzenie po wódce 

Wymyśliła nasza premierowa

Że Trybunał sobie schowa
Tam gdzie słońce nie dochodzi
Bo jej na urodę szkodzi
Chciała z nimi po dobroci
Ale oni to idioci
Nie chcą poddać się rządowi
Ani nawet Andrzejowi
Co się prezydentem zowie
Chociaż pustki ma w swej głowie
Wymyślili więc ustawy,
Że jednostki tej rozprawy
Mają moc li tylko klozetową,
Żeby nie rzec rozrywkową.
Problem jednak się pojawił mały
Że to prawo w swoim brzmieniu całym
Pozostaje w rażącej sprzeczności
Z konstytucją naszej społeczności
Oni jednak wciąż udają
Że to właśnie oni dbają
O ustawę naszą zasadniczą
Aby się nie stała przyrodniczą
W swej głupocie są gotowi
Oddać wszystko prezesowi.
On to bowiem za tym wszystkim stoi
I niczego się nie boi
Funkcji żadnej nie piastuje
Rządem oraz prezydentem tak manipuluje
Że Ci są dla niego dziś gotowi
Stanąć przeciw prawu oraz narodowi.
Oni za to odpowiedzą wkrótce
Bo rządzenie jak po wódce
Nie może się inaczej skończyć
Dla tych, którzy nie chcą przestać błądzić.