Śmiej się śmiej

Powodowany dzisiejszym zachowaniem prezesa prezesów w sejmie zdecydowałem się na powtórzenie mojej rymowanki sprzed nieco ponad trzech lat.

Śmiej się, śmiej bałwanie

Wkrótce przed trybunałem staniesz

I prezydent ci pomóc już nie da rady

Bo sam namówiłeś go do zdrady

Za którą przyjdzie zapłacić mu drogo

A i historia oceni go srogo

Choć przyrzekał być samodzielnym

To wybrał bycie kundlem twym wiernym

Robi wszystko co mu rozkażesz

I widzi tylko co mu pokażesz 

Żałośnie obaj się prezentujecie

Bo chcecie wszystko a nic nie wiecie

Czy można bardziej niż wy nienawidzieć?

Trzeba być ślepym i nic nie widzieć

Żeby narzucać wszystkim swe zdania

Miast zadać sobie ważne pytania

Jak skończyć te głupie waśnie?

Co zrobić by kraj nasz właśnie

Stał się przykładem dla innych nacji?

Jak wysłuchać wszystkich racji

By podjąć najlepszą decyzje

Rozsławiając przy tym naszą ojczyznę

Wy jednak kłócić wolicie

Z nikim i niczym się nie liczycie

Bo najważniejsze są wasze ambicje głupie

A innych zdanie macie dziś w dupie

Krótkie więc będą te wasze rządy

I wkrótce ścigać was będą sądy

Bo arogancję zacząć karać należy

Żeby każdy kto w prawo wierzy

Mógł zawsze zasypiać spokojnie

I śnić o pokoju a nie o wojnie.

 

Reklamy

Blond czupryna.

Nie wiem dokładnie jaka jest geneza dowcipów o blondynkach. Nie wiem dlaczego niby mają być głupsze od kobiet o innym kolorze włosów. Nigdy nie gustowałem specjalnie w blondynkach, choć skłamałbym, że nigdy żadna nie zrobiła na mnie wrażenia.

Dawno temu pracowałem z jedna taką. Rzeczywiście warunki miała jak na mój gust niezłe i jak to mówią chłopy grzechu warta była. Mężczyźni, wbrew obiegowym wyobrażeniom też maja swoje zasady. Kiedyś rozwiązywaliśmy krzyżówkę. Siedzieliśmy przy stole z ową atrakcyjną blondynką. Ona czytała hasła a my asystowaliśmy, w sile trzech chłopa, z odpowiedziami. Rasa psa, takie była pytanie, pierwsza litera o. Nie czekając na nasze podpowiedzi, koleżanka pospieszyła ze swoją. Ogier walnęła z grubej rury. Nie pamietam czy pasowało czy też nie, dość powiedzieć, że jeden z nas tylko warknął, że trzech siedzi przed nią. Niespecjalnie się speszyła, tkwiąc w przekonaniu, że ogiery między psami też się trafiają.

To tyle z moich personalnych przeżyć z tym kobiecym kolorem włosów. Nigdy potem nie miałem przyjemności z kimś o równie wybujałej wyobraźni choć poznałem jeszcze parę atrakcyjnych pań w kolorze blond.

Jeszce do wczoraj to pytanie o złą sławę blondynek mogło mnie zastanawiać. Wczoraj jednak nastąpił ten punk przełomowy. Przepraszam z góry wszystkie panie blondynki ale gdy zobaczyłem w internecie zdjęcie nabuzowanego prezesa NBP w towarzystwie swoich asystentek to nagle mnie oświeciło. Choć nie wiem co one tam mają pod sufitem, to jednak na czole miały wytatuowany znak PLN, sprawiając wrażenie, że mało je obchodzi co i kto sobie o nich pomyśli. Wyglądały one na owym zdjęciu wyjątkowo tępo, przy czym muszę zaznaczyć, że jeśli ten głupek sprawujący funkcje prezesa myślał, że wyglada jak macho, to mu się już całkiem w głowie zaczadziło. Żałosny prostak bez odrobiny dobrego smaku w towarzystwie równie żałosnych kreatur a wszystkim im, sądząc po zdjęciu, atrybut myślenia zjechał windą w okolice krocza.

Żal mi inteligentnych kobiet z czupryną blond, to zdjęcie było jednak mocno żenujące.

Kończąc, dodam zatem dowcip, który umieściła na swoim blogu anglojęzyczna internautka.

Pewna blondynka nie mogła zajść w ciążę. Wreszcie udało się. Z wielką radością oznajmiła to swojej przyjaciółce. Ta jej serdecznie pogratulowała. Blondynka dodała, że będzie miała bliźniaki. To trochę zaskoczyło jej koleżankę bo to przecież był początek ciąży. Skąd wiesz? Zapytała zatem. Na to blondynka: w zestawie ciążowym była dwa wskaźniki, oba wykazały, że jestem w ciąży.

Ostrożnie panie prezes bo może się okazać, że z tego asystowania będą czworaczki. I idę o zakład, że w to uwierzysz bo wyglądasz nad wyraz jak szejk tyle, że nie tym arabski jeno z owoców w blenderze zrobiony.

Efekt „cieplarniany”.

Gdzieś koło wtorku

Burza w rozporku

Dopadła Jarka

„To pewnie fujarka

Znowu przygrywa

I gacie rozrywa”

Pomyślał dumnie

I bezrozumnie

Złapał za krocze

By myśli prorocze

Dotykiem potwierdzić

„Coś mi tu śmierdzi”

Pomyślał gniewnie

I spojrzał niepewnie

W dłoni kierunku

Szukając ratunku

Gdy na nią patrzył

Dojrzeć był raczył

Przyczynę odoru

Z rozporka otworów

Syczało gazem,

Który tym razem

Nie mając ujścia

Na zewnątrz pójścia

Sprawiał wrażenie,

Że jest pragnieniem

Był on tymczasem

Węglem z potasem

Co się wydostał

I w miejscu pozostał

Gdy dłoń Jarkowa

Do czynu gotowa

Z impetem natarła

Rozporek rozdarła

Gaz uwalniając

Smród zostawiając

I tak zatruty

Jarek zepsuty

Będąc na haju

Mści się na kraju.

Warszawskie wybory

Rzecze Jontek do Patryka

„Ty nie będziesz mnie tu fikał,

Jak ja mówię burzyć trzeba

Znaczy polecenie to jest z nieba

Skąd ja swą sprawuje władze

Zatem dobrze tobie radzę

Jeśli wygrać chcesz wybory

Na właściwe wracaj tory”.

I rzucając gniewne mu spojrzenie

Sycił się Patryka ciała drżeniem.

I tak oto na początek

Hetman Wielki, Szogun Jontek

Zdradził partii swej zamiary,

Że w Warszawie zrobią czary mary

I z pałacu co ich drażni

Pomnik zrobią dla odważnych.

Tylko dla tych, których on szanuje

Bo ta reszta to sowieckie….zbóje

Coś w tym musi być na rzeczy

Skoro prezes też nie przeczy,

On się za obłędem Jontka chowa

Z niego przecież tęga głowa

I on rownież o pomniku myśli

Chociaż inny mu się przyśnił

Komu zatem tęskno do pomnika

Niech głosuje na Patryka

Pamiętajcie wszyscy jednak o tem,

Że on w rękach ich przedmiotem

Tak jak premier z prezydentem

On następnym delikwentem

Co na ichnim sznurku będzie chodził

A wyborców za nos wodził,

Że on taki niezależny strasznie

I to nie na żarty, lecz poważnie,

A to tylko są androny

Dobre dla wierzących w zabobony.

Kilka bowiem lat do tylu

Taki jeden co to powstał z pyłu

Tez obiecał wszystkich poprowadzić

A on tylko dymem przed oczami kadził

Patryk to powtórka właśnie tego

Z tej przyczyny nie głosuje więc na niego

Prawdą po oczach.

Dochodzę do wniosku, że niesprawdziliśmy się jako Europejczycy. Może to jakieś upiory przeszłości związane z minionym systemem? Wydawałoby się, że po jego upadku i otwarciu się naszego kraju na Europę i entuzjastyczne jej do nas nastawienie, staniemy się częścią wielkiej europejskiej rodziny wolnych krajów. Otwarcie granic, dostęp do zachodnich rynków pracy, możliwość osiedlania się i zakładania rodzin niemal w całej Europie pozwoliło nam poznać inny sposób życia, inne kultury. Mogliśmy wreszcie poznać różnice miedzy prawdziwą wolnością a tą tylko z nazwy. Spełniły się marzenia jednego albo nawet dwóch pokoleń naszych rodaków, którym totalitarny system ograniczał swobody i możliwości rozwoju osobistego. Światło zwane wolnością rozbłysnęło nad naszym krajem i pewnie by świeciło z każdym rokiem coraz mocniej gdyby nie….No właśnie gdyby nie odezwały się w wielu z nas dawne demony tak charakterystyczne dla naszej nacji szczególnie. Zawiść, zazdrość, brak tolerancji, brak samokrytycyzmu, źle pojęta wiara to zasadnicze ograniczenia w sposobie naszego myślenia, przez które daliśmy się podzielić, i które pchają nas w szpony nowego totalitarnego systemu. Wielu z nas wciąż wzdycha za PRL-em i jego opiekuńczością, nie pojmując dlaczego dzisiaj na to nie starcza pieniędzy. Każdemu się marzy dwa tysiące za stanie lub leżenie i niech państwo się martwi skąd wziąć na to kapitał. To niestety utopia i czas to zrozumieć. Z dużym zażenowaniem stwierdzam, że pomimo faktu bycia obecnymi w europejskiej rodzinie, do wielu ludzi nie dotarło dlaczego zachód jest od nas bogatszy. Idea dwóch tysięcy za stanie czy leżenie jest tam obca. Przeżyłem w amerykańskim systemie pracy ponad dwadzieścia lat i nic nie dostałem od niego za darmo. Takie są zachodnie realia. Obecna ekipa rządząca naszym krajem sprzedając iluzje, zdobyła poparcie ludzi, którym wmówiono, że to wina bogatych, że im się wiedzie gorzej. Chciwość lepiej sytuowanych bywa czasami przerażająca lecz obarczanie ich za nasz brak pomysłu czy idei na polepszenie własnego bytu jest aktem zazdrości. Najprostszą metodą ukrycia osobistych problemów jest obwinianie nimi kogoś innego. Niczego nie nauczyliśmy się przez te lata olbrzymich możliwości skoro wielu z nas dało się omamić bandzie pospolitych oszustów, którzy jedyne co potrafią to grać na naszych emocjach i uczuciach. Burzą i niszczą wszystko dla własnej prywaty podrzucając zaczadzonym ludziom resztki z pańskiego stołu. Co gorsze, wykorzystują do tego wiarę, która była czymś co nas zawsze jednoczyło.  W ciagu dwóch lat swoich rządów zawładnęli wszystkimi instytucjami wmawiając ludowi, że to dla jego dobra. Ten ciągle w to wierzy, bo pochłonięty nienawiścią do inaczej myślących, zachłysnął się słowami bez pokrycia. Lud dał sobie wmówić, że partia prezesa to jak kiedyś partia robotnicza „lud wyżywi, go obroni i ubierze”. To niestety brednie i oszustwo a ci, którzy sądzą inaczej wkrótce sami się o tym przekonają gdy którego dnia obudzą się z tego snu z gołym tyłkiem. Wszystkiego najlepszego.

Bez szacunku do samego siebie.

Jesli ktoś wierzył lub choćby miał nadzieję na przebudzenie prezydenta i postawienie się prezesowi, to spotkała go chyba niezbyt miła niespodzianka. Po zawetowaniu oryginalnych ustaw o SN i KRS, niektórzy sądzili, że oto Andrzej Duda staje się samodzielnym politykiem. Nic z tych rzeczy. Prezydent „wszystkich” Polaków nie jest nawet strażnikiem belwederskiego żyrandola, lecz zwykłym szarym szeregowym wartownikiem interesów kasty żandarma z Żoliborza. Próba tłumaczenia przyczyn jego decyzji w oświadczeniu to żenujące wmawianie ludziom kolejnych kłamstw, które być może przemawiają do słuchaczy TVP lecz do nawet przeciętnie inteligentnego wyborcy już nie. Co ciekawe w owym oświadczeniu pan Prezydent używa słów „nie rozumiem” w odniesieniu do zarzutów krytykujących nowe prawo. Nie rozumie on rownież decyzji Unii wstrzynającej postępowanie przeciw Polsce. Nie dociera do Andrzeja Dudy krytyka autorytetów prawa, włącznie z jego profesorami z UJ. Poniżany i ośmieszany przez prezesa od samego początku swojej prezydentury staje się coraz większym pośmiewiskiem nie tylko w Polsce ale i poza granicami naszego kraju. On tego jednak nie rozumie. W hierarchii władzy jego wpływ na kluczowe ministerstwa jest powszechnie znany. Drwią z niego Waszczykowski, Macierewicz, Ziobro i nowy filar intelektualny naszego rządu Suski. Andrzej Duda jest szóstym prezydentem od czasu ponownego wprowadzenia tego urzędu i napewno najgorszym. Żaden z jego poprzedników nie był, bo by sobie na to nie pozwolił, tak przedmiotowo traktowany przez obóz, z którego się wywodził. Można wiele każdemu z jego poprzedników zarzucić, nie można jednak żadnemu z nich wytknąć braku szacunku do samego siebie, co zdaje się powinno być podstawą każdego zdrowo myślącego człowieka. Sposób w jaki jest traktowany i do tego jego bierna postawa dowodzą już nie tylko o jego braku respektu dla siebie samego ale rownież i dla urzędu, który piastuje. Czyż można się zatem dziwić, że tak mało rozumie? Czyż można się dziwić, że jest wyśmiewany skoro dał się zredukować do roli dlugoPiSu prezesa? Wszyscy popełniamy błędy i pomyłki. Sztuką jest się do nich przyznać i wyciągnąć wnioski. Bezkrytyczne w nich trwanie zwykliśmy nazywać głupotą.

Quo vadis ludu?

Z przerażeniem i nijakim niedowierzaniem czytam informacje na temat poparcia opinii publicznej dla sprawujących władzę. Minęła właśnie kolejna rocznica ogłoszenia stanu wojennego, który był ostatnią deską ratunku rządzącej partii robotniczo-chłopskiej. Próba podporządkowania sobie społeczeństwa nie udała się. Zmiany były konieczne i nieuniknione. Po trzydziestu sześciu latach od tamtych wydarzeń, Lech Wałęsa zastanawia się czy warto było. Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: oczywiście, że tak. Nikt już nie chciał przecież przewodniej siły narodu, cenzury, partyjnej, zakłamanej telewizji, nomenklatury stanowisk, kłamców i nieudaczników u sterów władzy, partyjnych związków zawodowych, wyborów na jedynie słusznych kandydatów, przekłamań historycznych, fałszywych przyjaciół, że nie wspomnę o pustych półkach w sklepach. Wielu z nas pamięta tamte czasy i wielu z nas do dzisiaj nie bardzo może uwierzyć, że potrafiliśmy obalić  i daliśmy radę znienawidzonemu systemowi. Polska od tego czasu zmieniła się nie do poznania. Staliśmy się krajem, który w porównaniu z innymi państwami bloku wschodniego, był przykładem do naśladowania. Nie wszystko oczywiście było dobre. Zwycięstwo jak zwykle wielu ma ojców i każdy z nich chciał coś dla siebie. Z Solidarności pozostało już tylko hasło bo ludziom, którzy ją tworzyli zaczęły marzyć się stanowiska. I tak rozpoczęła się walka o stołki, która trwa do dzisiaj. Niestety ta wojna przybiera coraz gorsze rozmiary. Od dwóch lat narzuca nam się sposób sprawowania władzy, który pod każdym względem przypomina to z czym walczyliśmy od czasu zakończenia drugiej wojny światowej aż do upadku PRL. Przewodnia siła narodu czyli partia prezesa uzurpuje sobie prawo do wszystkiego, wmawiając nam, że to dla naszego dobra. Sowicie nagradzając biznesmena z Torunia, okradli nas rownież z wiary. Co jest najciekawsze to to, że im bardziej w swoim stylu sprawowania władzy są chamscy i bezwzględni tym większe zdobywają uznanie wsród wyborców, o czym może świadczyć wzrastające poparcie, które podobno sięgnęło już pięćdziesięciu procent. Okazało się jednak, że owe badanie opinii publicznej nie było do końca prawdziwe. W ustaleniu procentu wzięto bowiem tylko tych, którzy byli zdecydowani w swoich poglądach. Siedemnaście procent wciąż jest niezdecydowanych co daje poparcie prezesowej partii na poziomie czterdziestu procent. Czyżby ludzie naprawdę już zapomnieli do czego doszliśmy dzięki kierowniczej roli partii? Już wkrótce, po karze dla TVN24, nie będzie można źle powiedzieć o władzy. Nawet Departament Stanu USA wyraża tym faktem zaniepokojenie. Pojęcie wolności dla zaczadzonych TVP i Trwam zdaje się być abstraktem, którego kompletnie nie rozumieją. Kiedy dotrze do nich wreszcie ta smutna prawda to może być już za późno.

Nowy premier, stara władza

Jeśli ktoś wierzy lub chociaż ma nadzieję, że wraz z odejściem byle jakiej, kompletnie nie pasującej do zajmowanego stanowiska, zaściankowej byłej już pani premier, coś się zmieni, to sądzę, że warto poczekać do ogłoszenia składu Rady Ministrów. Trochę nawet współczuje pani Beacie. Niedość, że ona sama nie nadawała się do pełnienia powierzonej sobie funkcji, to na dodatek otoczono ją bandą w większości kiepskich nieudaczników. Jeszcze wtedy, gdy wręczono jej na papierze, skład zespołu oliwiarzy majestatu żoliborskiego, na którego czele miała stanąć, mogła grzecznie podziękować za współpracę, spakować manatki i wypalić na San Escobar. O przepraszam, to miejsce pan Witold odkrył znacznie pózniej. Zamiast tego postąpiła w myśl powiedzenia „zadzieram kiecę i lecę”. Otrzymała zatem, to na co sobie zasłużyła, czyli prezesowego kopniaka w czułe miejsce. Przynajmniej zdążyła , jak to powiedział pan poseł  Stefan Niesiołowski, wyasfaltować drogę do swojej zagrody ku uciesze sąsiadów i okolicznych mieszkańców. W moim przekonaniu główną przyczyną wyrzucenia premierowej z zajmowanego stanowiska był jej spadek popularności w ankietach. Właśnie dlatego szanowny władca nie chce stanąć na czele rządu, bo gdyby tak się stało to notowania całej partii poszłyby na pysk. Stąd też nowa gwiazda w osobie pana Morawieckiego. Nie daje on najmniejszych szans w ankietach pozostałym członkom rządzącej partii. Czytam dzisiaj na Onecie, że jednym z powodów dla, których nasz watażka tak sobie ceni nowego premiera jest jego wojujący antykomunizm. W kolejnym artykule zaś stoi jak byk, że to Biuro Polityczne prezesowej partii desygnowało pana Mateusza do objęcia funkcji premiera. Skojarzenia nasuwają się same, zwłaszcza, że prezes niczym pierwszy sekretarz i tak będzie najważniejszą osobą w państwie. Zaczynajac ten artykuł jeszcze nie wiedziałem, że nasz nowy na świeczniku jeszcze przed objęciem władzy w pierwszej kolejności pojedzie wyspowiadać się do Torunia, tfu na psa urok, pojedzie udzielić wywiadu wielebnemu ojcu dyrektorowi. Jak to zwał, tak to zwal, najważniejszą jednak wiadomością z tego spotkania na szczycie jest to, że pan Mateusz nie przewiduje większych zmian w rządzie. Taka wypowiedz tylko potwierdza, że to nie on będzie decydował kto obejmie, które ministerstwo. Ta decyzja należy oczywiście do ….Biura Politycznego przewodniej siły narodu.

Prezes i spółka (PiS).

Angora, a zasadniczo jej czytelniczka dostarczyła mi materiał na ten wpis. Widać z niego, że coraz więcej ludzi zaczyna być zmęczonymi ekipą rządzącą.

 Sytuacja śmieszno-straszna, to słowa, których użył Andrzej Duda, które jednocześnie doskonale oddają sens jego prezydentury. Faktycznie, ułaskawienie w świetle prawa człowieka niewinnego, jako że prawomocnym wyrokiem nieskazanego, jest i śmieszne, i straszne. Straszne jest to, że bez sądu wydał wyrok skazujący na swojego kumpla, bo przecież człowiek niewinny nie potrzebuje żadnej łaski. I na nic się zdają tu słowa „kompetentnych inaczej” ludzi pokroju Mazurek czy Piotrowicza (słowa pani, pan mi tu przez usta nie chcą przejść). PAN prezydent (Adrian) mówi, że „niektórzy się zaczynają wypierać swych własnych poglądów”. Jak nigdy zgadzam się z nim. Ma rację, wystarczy przypomnieć działalność Piotrowicza jako komunistycznego prokuratora w Krośnie. Słuchając Beaty Mazurek, zastanawiam się często skąd ją wykopano. Na rzecznika też trzeba się nadawać. Może nieco przewyższa urodą Jerzego Urbana, ale jeśli chodzi o inteligencję, to mu do pięt nie dorasta. Nie mam pretensji do polskiego niby-prezydenta, że nie stosuje się do Konstytucji. Kiedy ten człowiek zdawał maturę, nie było jeszcze obowiązku wykazania się umiejętnościami czytania ze zrozumieniem. Moja babcia nie umiała się podpisać, ale modliła się z książeczki, co mnie fascynowało. Przecież jak pisać nie umie, to i czytać chyba też. A ona naprawdę czytała! Nasz Adrian przeciwnie – podpisać się umie, co wielokrotnie udowodnił, kłopot niejaki ma z czytaniem. Ale to młody człowiek, pozwólcie mu się uczyć. Krzysztof Kieślowski w swojej biografii zawarł myśli, które w tej chwili warto przytoczyć ku przestrodze: „zawsze znajdą się ludzie, którzy <wiedzą>. Niestety, czasami działalność niektórych tych ludzi kończy się takimi tragediami, jak druga wojna światowa, stalinizm czy im podobne. To jest właśnie fanatyzm wynikający z poczucia absolutnej wiedzy. I w związku z tym za chwilę zaczyna się zawiązywanie sznurowadeł w wojskowych butach. Zawsze tak samo się kończy”. Czyżby Macierewicz to czytał, skoro mając poczucie absolutnej wiedzy, tworzy oddziały, które bezpieczeństwa narodowi nie zapewnią, ale władzę przed gniewem suwerena obronią? Czy o to w tej zabawie w wojsko chodzi? Ja większość życia mam już za sobą, ale boje się, autentycznie, jak nigdy dotychczas, o los moich dzieci i wnuków. Co im zgotuje ta szajka nieuków? Przecież to oni tylko wiedzą, że białe róże są symbolem głupoty i nienawiści. Zawsze biel kojarzyła się z niewinnością! Ale nie u nich. Jest jeszcze jedna rzecz, w której się całkowicie z Adrianem zgadzam. Nie może tak być, żeby potomkowie esbeków i ubeków zajmowali zaszczytne stanowiska. Mój ojciec był w AK; dowiedziałam się o tym po wielu latach, wcześniej musiał to ukrywać. Takim jak on nie dawano willi w Warszawie, stanowisk na uczelniach, ich dzieci też nie miały tam wstępu. Ojciec słynnego prezesa był wykładowcą na politechnice, jego synowie też bez przeszkód na studia się dostali, ba, nawet prawo ukończyli. Jakie? To komunistyczne? W Starachowicach, gdzie ostatnio ulicę nazwano imieniem Jadwigi Kaczyńskiej, nikt o jej rzekomym wojennym bohaterstwie nie słyszał. Kłamstwo ma krótkie nogi, nawet to powtarzane setki razy nie stanie się prawdą. A więc: albo Medice, cura te ipsum (Lekarzu, lecz się sam), albo przestańmy ludziom (wszystkim – nie tylko wybrańcom) wystawiać rachunki za ro, co robili ich przodkowie. Kiedy Gierek przebywał w domowym areszcie, mówiono, że się boi pokazywać, bo ludzie by go w ślinie utopili, plując za to, co narodowi zgotował. Słowa te mi się przypominają, ilekroć widzę naszego nadętego „dobrego pana” w otoczeniu goryli. Tak go naród kocha, że aż do drzwi sali sejmowej musza go w kilku holować! I najdroższy, bo za nasze, także żyjących na skraju nędzy emerytów, pieniądze. Oglądając migawki z ostatniej „miesięcznicy”przed prezydenckim lokum, policyjną akcję usuwania tych, którzy śmieli znowu przyjść tam z różami, zaczęłam się zastanawiać, kiedy wyjadą na ulice czołgi? Może wtedy uda się i Jarkowi załapać do internowania. Zauważyłam rownież, jak starannie młodzi policjanci zasłaniali twarze daszkami czapek. Nie widziałam, żeby pan Frasyniuk szarpał policjanta, ale wyraźnie widać, jak szarpani są przez policjantów demonstrujący. Kto naruszał tu zatem czyją nietykalność? Czym różni się Błaszczak od Kiszczaka? Tylko pierwszą sylabą nazwiska, jak widzę. Kaczyński co miesiąc zapewnia, że odkryje prawdę. Czekam na to i jestem przekonana, że tak się stanie. W końcu się przecież dowiemy, jeśli nie my, to nasze dzieci, na czyje polecenie musieli ci ludzie zginąć. Być może ten zleceniodawca już wtedy będzie tam, gdzie ich wysłał. Ale do historii przejdzie jako zbrodniarz. 

 

Sytuacja śmieszno-straszna. Eliza. 

 

Angora Nr. 27 2 lipca 2017. Ludzie listy piszą: „Sytuacja śmieszno-straszna”.

I niech stanie się światło

Czyżby kościół zwątpił w dobrą zmianę? Słowa księdza Lemańskiego na temat premier rządu nie mogą o tym świadczyć z uwagi na jego pozycje w hierarchii kościelnej. Co innego jednak Biskup Tadeusz Pieronek. To już nie pierwszy lepszy klecha, lecz uznany i respektowany przedstawiciel tej instytucji. Jemu rownież nie spodobały się ostatnie pociągnięcia rządzącej partii. Dostało się zatem wszystkim po kolei począwszy od wszechmogącego, wszystkowiedzącego szanownego prezesa. Nazwany przez biskupa naczelnikiem państwa został porównany pod względem zachowania do kogoś kto nadużywa narkotyków. To i tak bardzo łagodne określenie bo szanowny naczelnik już dawno stracił poczucie rzeczywistości a co gorsza razem z nim otaczający go klakierzy. Nie szczędził słów krytyki Biskup Pieronek pod adresem pierwszego obywatela, któremu bez ogródek zarzucił łajdactwo wynikające z bezprzykładnego łamania konstytucji. Krytykant prezydenta ma szczęście, że nie jest byle pierwszym Kowalskim z ulicy, bo za takie słowa nasz wymiar sprawiedliwości mógłby wszcząć dochodzenie przeciwko niemu. Kościół i jego zwierzchnicy w Polsce nadal znaczą wiele i mogą wiele. Z drugiej strony kubeł zimnej wody powinien dobrze zrobić mieszkańcowi Belwederu. Naraził się biskupowi rownież, wielka gwiazda młodego pokolenia, Patryk „Bylejaki” Jaki. Swoimi słowami na temat tortur i kary śmierci dla zboczeńców z Rimini. Jako członek rządu, nie przysporzył mu ani sobie chwały. Jest to jednak tylko potwierdzeniem, że myślenie i branie odpowiedzialności za swoje słowa nie jest najsilniejszą stroną tej władzy. Wielokrotnie pisałem już o Lechu Wałęsie, jego wadach i jego niepoprawnej wierze o swojej wielkości. Bez względu jednak na wszystko, czy się to podoba kaczystom czy nie, to pozostanie on symbolem zmian w Europie wschodniej. Kompletny brak szacunku dla przywódcy Solidarności i konsekwentne mieszanie go z błotem graniczy z obłędem i świadczy o braku kultury i respektu nie tylko dla niego ale i dla całego naszego kraju i jego historii. Cieszy mnie zatem opinia biskupa w tej sprawie, który uważa, że nagonka na Wałęsę nie znajduje żadnego usprawiedliwienia i ktoś na jego zgliszczach chce postawić swój pomnik. 

„To dramat Polski. Ludzie, którzy wybili się na wielkość, jak Lech Wałęsa, i byli na ustach całego świata, u nas jest niszczony, bo komuś przychodzi do głowy, że można stanąć na piedestale, niszcząc tego człowieka. To dramat całej „Solidarności”, bo kto inny zabrał nazwę i znaczek „Solidarności” i dyktuje kto może do niej należeć, kto może z nimi się modlić – powiedział Pieronek. – Nie potrafię tego zrozumieć, jak można wyzbyć się swoich bohaterów?”

Osobiście chciałbym wierzyć, że ta wypowiedź jest początkiem zmiany w sposobie myślenia w kościele. Zła nie można usprawiedliwiać kolejnymi dotacjami ze skarbu państwa. Słuchacze stacji ojca dyrektora powinni uważnie wysłuchać tego co powiedział Biskup Pieronek. Posłuchać i pomyśleć. Być może i wsród nich nastanie światło. 

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/bp-tadeusz-pieronek-straznik-konstytucji-chce-ja-zmienic-zeby-usprawiedliwic-swoje/64r8snp