Awaria na pokładzie

Zgodnie z oczekiwaniami Panama, okazała się najtrudniejszą częścią naszego lotu. To właśnie tam zmienialiśmy samoloty. Widać wciąż trwa jakiś alarm antyterrorystyczny bo to małe lotnisko zostało podzielone na części. Dla odlatujących do kraju marzeń wszystkich Ziemian wydzielono kilka bram odlotowych. Przed nimi kolejne prześwietlanie bagażu oraz każdego pasażera. Nie ma znaczenia czy to tranzytowy podróżnik czy taki, który wsiada na samolot w Panamie i przed chwila przeszedł już przez te wszystkie urządzenia bezpieczeństwa przed wejściem w strefę odlotów. Wszyscy jak jeden mąż jeszcze raz razem z bagażem podręcznym do prześwietlenia. Przecież na lotnisku w strefie bezcłowej można kupić bombę, karabin maszynowy, podręczny granat, przenośną wyrzutnie rakietową czy inną broń masowego rażenia i nigdy nie wiadomo co takiemu nawiedzonemu, lecącemu do Stanów strzeli do głowy. Na wszelki wypadek parę ekstra promieni rentgenowskich, tak dla pewności i sprawa załatwiona. Zapomniałem dodać, że ta kontrola wymaga ściągnięcia obuwia. Ponoć bramy przez, które przechodzi delikwent nie są dostatecznie dokładne.

Nasz samolot przyleciał na czas ale tłok był z odlotami i przetrzymali nas chwile na płycie zanim udostępnili nam rękaw. Szukamy naszej bramy. Jest. Mamy około czterdzieści pięć minut. Pędem w stronę wskazanego miejsca. A tam kolejka jak za mięsem w czasach słusznie minionych. Wiadomo bez nas nie odlecą. Trochę jednak człowiek czuje się jak domowy bomb majsterkowicz.

Rozglądasz się dookoła ludzie wsiadają lecąc w różnych kierunkach bez tego całego cyrku. Żadnego dodatkowego sprawdzania przy lotach do Europy, Ameryki Południowej czy w innych kierunkach. No cóż na samolot do Stanów pchają się sami terroryści. Na kogo nie spojrzysz wygląd ma podejrzany, twarz śniada na czole napis drukowanymi literami, Jestem Członkiem ISIS, czy jak tam nazywa się to państwo pełne terrorystów.

Pomimo tych wszystkich podejrzeń nikogo o dziwo nie cofnęli. To było najbardziej zaskakujące. Może dobrze, że wśród kontrolujacych zabrakło prezydenta USA wtedy pewnie nikt by nie wlazł na samolot. Zdziwiło mnie również, że na lotnisku zabrakło muru na wzór tego jaki chce na granicy z Meksykiem. Myśle, że to poważne niedopatrzenie i pewnie rząd panamski będzie się musiał z tego wytłumaczyć.

No ale ja tu tak obśmiewam zacnego prezydenta a tymczasem okazało się, że jego ostrożność i dbanie o nasze bezpieczeństwo było i jest słuszne. Gdy wreszcie nasz odrzutowiec został odprawiony, ruszył z grubej rury w kierunku pasa startowego. Po chwili jednak zatrzymał się. Po kolejnych paru minutach przemówił kapitan. Jakieś światełka w kokpicie nie chciały zgasnąć i trzeba było wracać do bramy. Technicy mieli wszystko sprawdzić. Po około dwóch godzinach radosna wiadomość, to nie była bomba ani nic w tym rodzaju po prostu awaria systemu chłodzenia. Coś tam wymienili i już z powrotem na pas startowy. W sumie ucieszyłem się, że to na przykład nie odpadło jakieś skrzydło czy inny element lotny bo wtedy następne przesiadka i kolejna kontrola bo przecież nigdy nic. Ile wiadomo.

Zastanawiałem się dlaczego ludzie czekają do ostatniej chwili z wejściem na poczekalnie przy branie odlotowej zamiast odwalić to i mieć święty spokój później. No i zdałem sobie sprawę, że jak już przejdziesz przez tę kontrole toś bracie uziemiony. Chce ci się na ten przykład do kibla, sorry trzeba wyjść na zewnątrz i potem kolejna kontrola. Ludzie czekają zatem do ostatniego momentu by oddać nadwagę i wtedy już na spokojnie walą na spotkanie z agentami od bezpieczeństwa.

Polecam zatem lot do USA każdemu kto lubi sceny krew w żyłach mrożące. Hm chyba coś mi się pokręciło, polecam raczej tym z poczuciem humoru.

Reklamy

Jak szaleć to szaleć

W domu zapanowała przedwyjazdową gorączka. Ni stąd ni zowąd spadło na mnie pare rzeczy, przed wykonaniem, których broniłem się dość skutecznie. Nie tym razem. Dom musi być odświeżony i pozostawiony w stanie niemal przedświątecznym. W takich sytuacjach szanse na ugranie czegokolwiek są raczej marne. Sprzątamy zatem. A ja postanowiłem w miejsce swoich dywagacji skopiować z mojej skrzynki jeszcze pare dowcipów.

W Zwiazku Radzieckim umiera babcia, Dziadek wzywa różnych lekarzy i ma

nadzieję, że babcię wyleczą. W końcu udaje sie do lekarza medycyny

alternatywnej, a ten mu radzi, aby czym predzej zaspokoił babcię

seksualnie.

Dziadek się wymawia: „Ależ jestem już na to za stary, dawno już tego

nie robiłem, Na moich rękach umarł towarzysz Lenin. Już seks nie jest

dla mnie. Lekarz był jednak nieubłagany i obstawał przy swoim. W końcu

dziadek skapitulował i się zgodził. Poszedł do domu i umierającą

babcię porządnie zaspokoił. Potem zmęczony zasnął.

Kiedy rano się obudził, zobaczył, że babci nie ma w łóżku, a jest w

kuchni i smaży naleśniki, usmiecha się, wesoło podśpiewuje, mało brakuje by tańczyła.

Dziadek chorobliwie uderzył kilka razy glową o scianę. – Jaki ze mnie dupek,

mogłem uratować towarzysza Lenina.”.

Amerykanin, Francuz, Turek i Polak rozmawiają o dumie narodowej.
– Ja jestem dumny z CIA – zaczął Amerykanin. Oni wiedzą wszystko o świecie, często zanim się to wydarzy.
– Ja jestem dumny z naszych kobiet – kontynuuje Francuz. To najpiękniejsze i najbardziej eleganckie kobiety na świecie, a do tego wcale nie łatwo zaciągnąć którąś do łóżka.
– Może to głupio zabrzmi – mówi Turek – ale ja jestem dumny z naszych dywanów. To najbardziej okazałe dywany na świecie. Mało kto może sobie na nie pozwolić, dlatego ozdabiają największe rezydencje i pałace.
Polak siedzi cicho.
– A ty, Polaku – dopytują pozostali – z niczego nie jesteś dumny?
– Ja jestem dumny z siebie.
– Jak to?
– W zeszłym tygodniu przeleciałem śliczną Francuzkę na tureckim dywanie  i dam sobie rękę uciąć, że CIA o tym nie wie.

Ojciec chrzestny mafii zorientował się, że jego księgowy ukradł mu 10 milionów.

Guido, księgowy jest jednak głuchoniemy. Mafioso specjalnie go zatrudnił aby ten nie mógł nigdy składać zeznań przeciwko niemu.

Aby dogadać się z Guido, Szef używa swojego adwokata, który rozumie język migowy.

Spotykają się zatem we trójkę Ojciec Chrzestny zadaje pytania a adwokat tłumaczy.

⁃ Gdzie schowałeś pieniądze – pada pytanie

⁃ Nie mam pojęcia o czym mówicie – pada odpowiedź

Ojciec chrzestny wyciąga pistolet i przykłada do skroni księgowego i każe zadać adwokatowi ponownie to samo pytanie.

⁃ Mów gdzie schowałeś pieniądze bo inaczej zginiesz – pyta adwokat

Przestraszony Guido odpowiada na migi.

⁃ Ok, wygraliście, pieniądze są schowane w brązowej teczce za stodołą mojego kuzyna Bruno.

⁃ I co ci odpowiedział – pyta Ojciec Chrzestny

⁃ On mówi, że nie masz na tyle dużych jaja by pociągnąć za spust – odpowiedział adwokat.

No i jak tu nie kochać i nie ufać adwokatom.

No to pośmiejmy się…

Po tym niezbyt sympatycznym wpisie, wracam tam gdzie czuję się najlepiej czyli w krainę uśmiechu, śmiechu, płaczu ze śmiechu. Bo przecież, jak powiadają śmiech to zdrowie.

 

Mąż i żona jadą przez wieś samochodem.

Nie odzywają się do siebie – bo własnie się pokłócili.

Nagle żona spostrzega stadko świń i pyta złośliwie męża:

-Twoja rodzina?

-Tak, teściowie!

 

Pewnego wieczoru uznany chirurg odpoczywał na sofie po powrocie z pracy.

Kiedy oglądał wiadomości, zadzwonił telefon.

Doktor spokojnie podniósł słuchawkę i usłyszał znajomy głos kolegi.

– Potrzebujemy czwartego do brydża – mówi kumpel.

– Zaraz będę – wyszeptał lekarz.

Kiedy zakładał kurtkę, żona nie lubiąca byś sama w domu zapytała:

– Czy to coś poważnego?

O, tak – odrzekł z poważną miną – jest tam już trzech lekarzy!…

 

Szpital, sala operacyjna, operacja prostaty.

-Doktor Mówi:

— Siostro, proszę poprawić penisa.

-…….

— Tak… bardzo dobrze…

-a teraz to samo pacjentowi…

 

Córka przyprowadza matkę do lekarza:

– Proszę – niech panienka się całkiem rozbierze

– Panie doktorze, ale to moja mama jest chora

– Aha, to niech starsza pani wystawi  język…

 

U lekarza:
– Pali pan?

– Nie.

– Pije pan?
– Też nie!

– Co się pan tak cieszy… I tak coś  znajdę..

 

Pacjent ustala szczegóły dotyczące operacji:

– A ile będzie kosztować narkoza? – pyta.

– 1200 złotych – odpowiada anestezjolog.

– 1200 złotych za to, żeby mi się film urwał? Trochę za drogo, nie sądzi pan?

– Nie. Urwany film dostaje pan gratis.

Opłata jest za to, żeby znowu zaczął się wyświetlać…

 

Babcia przychodzi do urzędu skarbowego. Urzędniczka sprawdza dokumenty i mówi:
– Brakuje pani podpisu.
– Ale jak mam się podpisać? – pyta starsza pani.
– No, tak jak zazwyczaj się pani podpisuje.
Starsza pani wzięła długopis i napisała:
„Całuję Was mocno, babcia Aniela”

 

– Przepiszę pani tabletki – mówi lekarz do pacjentki z olbrzymią nadwagą.
– Dobrze, panie doktorze. Jak często mam je zażywać?
– Nikt ich pani nie każe zażywać.
Proszę je rozsypywać na podłogę trzy razy dziennie
i podnosić po jednej…

 

Późny wieczór. Nowakowie przyłapali nastoletniego syna, jak wymykał się z domu z wielką latarką w dłoni.

– Dokąd to?! – pytają.
– Na randkę – przyznał syn.
– Ha! Jak ja chodziłem w twoim wieku na randki, to nie potrzebowałem
latarki – zakpił ojciec.

– No i popatrz na co trafiłeś…

 

Odbywa się konsylium lekarzy nad pacjentem.
– To grypa.
– Ależ skąd, to żółtaczka!
– Jaka żółtaczka, to gruźlica!
Po chwili:
– Panowie, spokojnie, nie kłóćmy się – jak umrze, sekcja zwłok wykaże      kto z nas – miał rację…

 

O, cześć. Byłeś u tego psychoanalityka?

– Byłem.

– No i co, nie moczysz się w nocy?

– Moczę. Ale teraz … jestem z tego dumny.

 

Pogoda dla bogaczy

Świat nie idzie w dobrym kierunku. Dysproporcje, konflikty, nienawiść, egoizm, hipokryzja plenią się z szybkością światła. W szczególnie przerażającym tempie pogłębiają się różnice w posiadaniu. Milionerzy to już średniacy. Elita to miliarderzy kontrolujący całe państwa za pomocą lobbystów.

Angora z 11 listopada ubiegłego roku podaje ich rozmieszczenie. Na koniec 2017 roku na świecie było 2158 miliarderów, których majątek stanowiło 8,9 biliona dolarów. Najwiecej z nich żyło w Ameryce Północnej czyli w Stanach i Kanadzie bo aż 631. Przeciętny majątek to nieco ponad 5 miliardów na twarz. W Europie rządzą Niemcy, kto by pomyślał, że to przegrana w II wojnie światowej nacja. Mieszka tam 123 miliarderów, którzy kontrolują 579 miliardów dolarów. W Wielkiej Brytanii żyje 54 miliarderów a dalej idą Włosi 43, Francją 40, Szwajcarią 36. W naszym kraju mamy ich sześciu i w 2017 roku ich majątek był szacowany na 13.8 miliarda zielonych. W Rosji było ich 101 a na Bliskim Wschodzie 52. W tej dziedzinie największe postępy poczyniły Chiny. W 2000 roku żył tam tylko jeden miliarder. W 2017 było ich już 318 a ich majątek szacowano na 1,12 biliona dolarów. W porównaniu z 2016 rokiem wzrost o 39 %. Gdy dołożymy do tego Tajwan, Hongkong i Makau to ilość chińskich miliarderów zwiększy się do 475. Na tym tle Japonią prezentuje się dość ubogo ze swoimi 35 miliarderami. Ponoć super bogaczy przybywa co roku, tak samo jak i super nędzy.

Najbogatsi oczywiście z nami nie podróżują. Ale już milionerów można spotkać na pokładach samolotów. Oni nie podróżują oczywiście w klasie ekonomicznej. Dla nich linie lotnicze mają klasę pierwszą. Taki bilet lotniczy to w zależności od dystansu minimum sześć tysięcy dolarów a jeśli ktoś leci z Chicago do Hongkongu to koszt biletu zbliżony jest do 70 tysięcy złotych. W najnowszych samolotach pierwsza klasa oferuje trzypokojowy apartament z salonem, sypialniane podwójnym łóżkiem i łazienkę z prysznicem. Z Abu Zabi do Nowego Jorku można się przelecieć za jedyne 32 funtów brytyjskich w jedną stronę. Nic tylko latać. W tych lotach dla krezusów przodują linie Emirates, British Airwais, Lufthansa, Singapore, Cathay Pacific, Air France i Qantas. LOT póki co stara się utrzymać na powierzchni.

Jeśli już stać nas na taki lot to na miejscu czeka na nas hotel a w nim apartament, o którym nikt nie wie bo jest on tylko dla ludzi z określonym, portfelem. The Retreat at the Blue Lagoon pod Rejkiawikiem to pięciogwiazdkowy hotel, który ma 62 ogólnie dostępne apartamenty i ten jeden tylko dla specjalnych gości. Jedna doba to jedyne 40 tysięcy polskich patroli. Masz człowieku za to trzykrotnie większą powierzchnie, dwa piętra, kuchnie, jadalnie, ukryty taras, saunę, spa, sypialnie z ogromnym łożem. Jest on przy tym usytułowany przy ukrytej części laguny, można więc pływać samemu i nie być przez nikogo widzianym. Apartament ma osobne wejście a niedaleko znajduje się lądowisko, można zatem z lotniska przeflancować się na miejsce helikopterem w kilka minut.

Wkrótce wybieram się w podróż. Wcisną mnie w klasę ekonomy bo przecież tacy podróżnicy jak ja to nie są ludzie tylko upierdliwi pasażerowie. Z nogami na szyi jakoś wytrzymam te osiem godzin. Najważniejsze, że na miejscu mam dach nad głową.

Źródło Angora Nr. 45, 11 listopada 2018.

Ślepa przyjaźń

Zastanawia mnie ostatnio czy jest na świecie drugi taki kraj jak Polska? Położony tak jak my. Skłócony wewnętrznie, niezrozumiały na zewnątrz. Kierowany przez ludzi bez wizji, którzy zawiązują nic nieznaczące przymierza.

Przejrzałem historie naszych wojen. Z kim myśmy się nie bili. Prowadziliśmy wojny z Prusami, Czechami, Rosją, Litwą, Mołdawią, Ukrainą. Najechali na nas Mongołowie, Tatarzy, Szwedzi, Niemcy, Rosja. Nasze granice zmieniały się częściej niż kobiety zmieniają bieliznę. Aż wreszcie całkiem zniknęliśmy z mapy.

Z kimkolwiek zawiązywaliśmy przymierza, odwracały się one przeciw nam. Ściągnęliśmy Krzyżaków, których przegoniono z Węgier i wkrótce stali się naszymi wrogami. Daliśmy im łupnia, co z tego, kiedy nie dokończyliśmy dzieła.

Ostatni nasz król rozdał nasze ziemie pomiędzy sąsiadów. Ponad sto lat nie istnieliśmy. Powróciliśmy na mapy w 1918 roku. Zaraz uwikłaliśmy się w wojnę z Rosją bolszewicką. Po drugiej stronie granicy rósł w siłę kolejny wróg. Anglia i Francja miały nam pomóc w przypadku agresji. Niewiele z tego wynikło. To my pomagaliśmy Anglikom w walce o Wielką Brytanię. Wystawiono nam za to rachunek za paliwo samolotowe.

Nikt nas nie słuchał na konferencjach pokojowych po II wojnie światowej i sprzedano nas naszemu wschodniemu bratu. Znowu zmienili nam granice za zgodą naszych sprzymierzeńców. Szczęście w nieszczęściu, nie staliśmy się kolejną republiką naszego zachłannego brata. Nasi sojusznicy jedynie co nam dali to Radio Ameryka i Wolna Europa, chyba w nadziei, że kiedyś się zbuntujemy i wrócimy na łono demokracji.

Jakby przewidzieli scenariusz przyszłości. Zbuntowaliśmy się we właściwym czasie i we właściwym momencie. Staliśmy się ponownie krajem wolnym. Historia jednak jak zwykle lubi się powtarzać. Zwycięstwo zawsze ma wielu ojców i wiele rąk chętnych do rządzenia. Zmieniały się te łapy na stanowiskach kierowniczych z szybkością samolotu odrzutowego. Inne idee, inne wizje, ciągłe kłótnie i znowu podzielono kraj i skłócono ludzi. Staliśmy się częścią Europy, tyle, że ona powoli ma nas dość. Znowu skłóceni wewnątrz i z sąsiadami, nie jesteśmy dla nikogo wiarygodnym partnerem.

Nasi politycy wpatrzeni jak w obrazek w Stany Zjednoczone ponownie zapomnieli o naszych priorytetach. Stosunek naszego Wielkiego Brata do nas nie ma nic wspólnego z partnerstwem. Stany traktują nas jak wasala i to tępego. Jeśli komuś marzy się bezwizowy wjazd za wielką wodę to chyba żyje w krainie czarów i hektarów. Aktualny włodarz kraju nad Potomakiem stawia nam same żądania. Włazimy mu bez wazeliny między pośladki. Takich durniów nie można traktować poważnie. Odnosi się więc do nas jak do poddanych bez prawa głosu. Poleźliśmy i uwikłaliśmy się w wojny dla tych miłośników pokoju i demokracji na świecie. Bezkrytycznie wykonujemy wszystkie amerykańskie zachcianki bo ktoś ubzdurał sobie, że to będzie nasza racja stanu.

I co? Prezydent USA nakazał nam zwrot mienia sprzed II Wojny Światowej. Niech sobie wydaje te swoje bzdurne polecenia jeśli dotyczą jego kraju. Decydować jednak o naszych stosunkach z innym krajem to wyraz wyjątkowej pogardy dla nas. Osobiście oczekiwałbym podobnej uchwały naszego rządu i domagania się zwrotu zrabowanego mienia Indianom. Tylko do tego trzeba mieć jaja.

No i znowu zostaliśmy sami. Cała nadzieja w San Escobar.

„Vice” czyli polityczny awanturnik.

Od paru tygodni przymierzałem się do obejrzenia „Vice” czyli historii o Dicku Cheney byłym wice-prezydencie USA. To przecież czasy, w których tam byłem czyli w jakiś sposób mam do tego swoje odniesienie.

Lubię filmy będące zapisem prawdziwych wydarzeń, szczególnie gdy dotyczą one wydarzeń wielkiej polityki. Ciekawy dla mnie jest proces podejmowania decyzji i przesłanki jakie do niego doprowadziły. Zatem ten film spełniał to co jest dla mnie ważne. Dawno temu obejrzałem „W” czyli opowieść o młodym Bushu. Teraz do tego doszedł „Vice” i możliwość porównania oceny tamtej prezydentury przez dwóch rożnych reżyserów. Bush Junior wywołuje w Stanach skrajne emocje. Wcale mnie to nie dziwi bo oba filmy potwierdzają, że był on kukłą w rękach swojego wice-prezydenta. To Dick Cheney zasadniczo podejmował kluczowe decyzje dotyczące polityki zagranicznej i to on stał za sławnym stwierdzeniem o broni masowego rażenia w Iraku.

Zwykle funkcja zastępcy prezydenta to typowo osoba na pokaz bez większego znaczenia w rządzeniu krajem. Tak jednak nie było za rządów Busha, to on był bardziej na pokaz a polecenia wydawał Cheney.

Młody przyszły wice-prezydent miał skłonności do alkoholu i bójek. Z tego powodu wyleciał z prestiżowej amerykańskiej uczelni Yale. Zmuszony był podjąć pracę w kompanii obsługującej linie wysokiego napięcia. Tutaj rownież dał się poznać jako awanturnik ze skłonnościami do czterdziestu procent. Kto wie jakby się skończyło jego życie gdyby nie jego małżonka. Postawiła mu ostre warunki i chłop musiał się zdecydować. Na nieszczęście dla Stanów.

Każdy ma swoją opinię. Z mojej perspektywy okres prezydentury Busha i Cheney’ego był najgorszym w trakcie mojego ponad dwudziestoletniego pobytu w Stanach.

Film jest bardzo dobrze zrobiony a jeśli chodzi o charakteryzację to byłem pod wielkim wrażenie. Christian Bale, który zgrał głównego bohatera wizualnie w rzeczywistości kompletnie odbiega od postury byłego wice-prezydenta. Został jednak przerobiony w sposób niesamowity. Być może jest on mniej znanym aktorem jednak ma już spore osiągnięcia i swoich sympatyków.

Cheney to wyjątkowo ciemna postać amerykańskiej polityki. Był moment, że demokraci podczas prezydentury Busha chcieli go usunąć ze stanowiska. Gdy jednak uświadomili sobie, że prezydentem zostałby Dick Cheney, szybko ten pomysł porzucili.

Warto zobaczyć „Vice” bo sporo w nim faktów i brudów, o których nie każdy pamięta. No i wreszcie po to aby po raz kolejny uświadomić sobie, że większość polityków to jednak pospolite kanalie.

Swoista logika.

Trochę humoru nigdy nie zaszkodzi. Znajomi od czasu do czasu podsyłają mi różne śmiesznostki. Ta, którą przytoczę to sprawdzian chyba w Stanach, chociaż do końca nie jestem pewien. Tak czy inaczej ta swoista logika ma w sobie coś zabawnego.

Żeby nie przedłużać.

Pytanie 1

W jakiej bitwie zginął Napoleon?

Odpowiedź

W swojej ostatniej.

Pytanie 2

Gdzie została podpisana Deklaracja Niepodległości?

Odpowiedź

Na samym dole strony

Pytanie 3

Przez jaki stan przepływa rzeka Ravi?

Odpowiedź

Przez mokry stan

Pytanie 4

Co jest główną przyczyną rozwodów?

Odpowiedź

Małżeństwo

Pytanie 5

Jaka jest główna przyczyna testów.?

Odpowiedź

Ich oblanie

Pytanie 6

Czego nigdy nie powinno się jeść na śniadanie?

Odpowiedź

Lunchu i obiadu

Pytanie 7

Jak wygląda połowa jabłka?

Odpowiedź

Tak samo jak jego druga połowa.

Pytanie 8

Co się stanie z czerwonym kamieniem jeśli wrzucisz go do niebieskiego morza?

Odpowiedź

Po prostu stanie się mokry.

Pytanie 9

Czy człowiek może wytrzymać osiem dni bez spania?

Odpowiedź

Oczywiście, powinien spać w nocy.

 

Doświadczenia z poprzednich wcieleń.

Czy wierzycie w reinkarnację? Sam mam w temacie mieszane uczucia. Jest jednak sporo przypadków, w których ludzie rozpoznają miejsca, w których pojawili się pierwszy raz, a jednak skądś je znają. To każe się nad tym zastanowić.

Mój holistyczny medyk sądzi, źe wiele naszych fobii wynika właśnie z poprzednich naszych wcieleń. Na przykład, moja małżonka boi się wody, nie umie pływać i zasadniczo topi się już na głębokości kolan. Nic takiego w jej aktualnym życiu się nie stało co mogłoby mieć tak drastyczny wpływ na jej stosunek do wody. Stąd zachodzi przypuszczenie, że tą fobie nosi w sobie z poprzednich swoich wcieleń.

Jedną z metod leczenia tego typu stanów jest odczytywanie przeżyć z poprzednich żyć. Są ludzie, którzy to potrafią robić. Są ludzie, którzy w to wierzą i są wreszcie tacy wśród nas, dla których to wierutna bujda.

Ja lubię eksperymentować, oczywiście na sobie. Do wszystkiego, w początkowej fazie mam stosunek obojętny. Dopiero zauważalny efekt w postaci poprawy, nie tyle zdrowia, co sposobu w jaki funkcjonuje, każe mi przemyśleć zasadność kontynuowania jakiejś metody. Przy czym musi to być coś co nie wymaga zbytniego wysiłku, bo z natury za nim nie przepadam.

Choroby immunologiczne to jedne z najbardziej trudnych do zdiagnozowania. Wymagają one spojrzenia na człowieka jako całość. Niestety w dobie specjalizacji, ciężko znaleźć takiego medyka. Holiści właśnie tak traktują swoich pacjentów.

Znając moje problemy Patrick, mój holistyk, zlecił mi przeprowadzenie zapoznania się z moimi przeszłymi wcieleniami. Znał kogoś kto to robi, a że ów człowiek wielokrotnie mu pomógł swoimi odczytami w procesie leczenia, to zalecał niemal każdemu konsultacje z nim.

Skoro już coś zacząłem to i skończyć trzeba było. Ze wszystkich jego rad ta przemawiała do mnie najmniej. Ale jak się powiedziało A to w konsekwencji trzeba i rzec i B. Tylko jak to zrobić skoro ja w Ekwadorze a specjalista w Kalifornii. Z pomocą przyszedł oczywiście Skype. Umówiliśmy się na konkretny dzień. Miałem do niego zadzwonić a on miał odczytać co to takiego kiedyś mnie dopadło, co do dziś nie pozostaje bez wpływu na moje funkcjonowanie. Zanim do naszego połączenia doszło, wcześniej spotkałem się ze swoją znajomą, która również poddała się tej terapii. Nie pamietam dokładnie co jej powiedział, dość powiedzieć, że w korelacji z jej aktualnym wcieleniem to wszystko miało sens.

Z niecierpliwością zatem czekałem na mój seans. Całość trwała około godziny. On miał w ręku jakąś różdżkę, którą cały czas machał. Przed sobą musiał mieć jakieś czytniki i co chwile sprawdzał co się na nich dzieje. Nie był zachwycony faktem, źe nic się na nich nie pojawiało, nic co mogłoby w jakiś sposób stać się przesłanka do moich aktualnych niedomagań. Aż nagle słyszę mówi: to ma sens. Już zacząłem się lekko przejmować, że być może to jest pierwsze moje wcielenie. Jednak nie. Otóż w osiemnastym wieku, jeśli dobrze pamietam, byłem jakimś wojownikiem. Widać służyłem w przegranej lub przegrywającej armii bo zdecydowałem się … wysadzić się w powietrze. Może byłem pierwszym terrorystą? Nie pamietam szczegółów. Jednak słuchając jego tłumaczeń, to co mówił miało sens. Po takim przeżyciu, organy wewnętrzne są kompletnie rozbite, co wpływa na ich funkcjonowanie albo raczej jego brak. Nie całkiem to wszystko do mnie przemówiło. Powiem jednak, że jako ktoś wierzący w reinkarnacje, w konsekwencji powinienem uznać, że to nie jest mój pierwszy raz na ziemi.

Żeby skończyć ten przydługi wpis, muszę powiedzieć, ze moja holistyczna terapia składała się z kilku różnych zaleceń. Co mi pomogło? Nie ma znaczenia. Efekt końcowy był jednak bardziej niż zadowalający. Niektóre z tych rzeczy wciąż stosuje, aczkolwiek stałem się wyznawcą powiedzenia „co ma być to będzie”, co z kolei nie nastraja mnie pilnowaniem siebie na każdym kroku. Jak mnie mocniej przyciśnie to się znowu wezmę za siebie.

Sytuacja hipotetyczna

W pewnym mieście, gdzieś na końcu świata, mieszkały cztery rodziny. Miasto było duże, więc nie wszyscy się znali. Każda z rodzin żyła w swoim środowisku. Wychowani w określony sposób członkowie owych rodzin kultywowali swoje tradycje, często z pogardą patrząc na tych myślących inaczej.

Tak się złożyło, że w tym samym czasie wszystkie małżonki, ku uciesze swoich panów, zaszły w ciąże. Termin rozwiązania każdej z pań był niemal identyczny.

Miasto, choć niemałe, miało niestety tylko jeden szpital. Gdy zatem nadszedł termin narodzin potomków, wszystkie panie spotkały na tym samym oddziale położniczym. No i stało się wszystkie damy powiły swoje pociechy w tym samym dniu. Żeby było ciekawiej każda z nich urodziła chłopaka.

Radość wsród panów była wielka. Każdy świętował narodziny swojego następcy w swój specyficzny sposób.

Abraham, Ali, Anatolii i Anthony urodzili się zdrowi i z dziecięcym wrzaskiem powitały świat. Maleństwa, jak to noworodki, były dość podobne do siebie. Tak się złożyło, że panie rodziły w tym samym czasie i gdy dzieciaki przeniesiono na sale noworodków pielęgniarki źle opisały chłopaków. Często się to nie zdarza. To był jednak zwariowany dzień. W szpitalu świętowali urodziny ordynatora wydziału położniczego. Pomylono wszystkich czterech i każdy trafił nie do swojego domu.

Ali, którego rodzicami było małżeństwo muzułmańskie trafił do domu wyznawców judaizmu. Anthony natomiast z matki i ojca Amerykanów trafił do familii wyznawców Islamu. Maluch małżeństwa żydowskiego skończył w domu Rosjan. Mały Anatolii niespodziewanie stał się Amerykanem.

Dzieci rodzą się z pustką w głowie, wolne od przesądów i niechęci. Nic więc dziwnego, że w procesie wychowania słuchają tego co maja im do powiedzenia rodzice. Ich wartości i wiara stają się przekonaniami ich dzieci.

Czterech chłopaków dorastało zatem w innych domach wsłuchanych w niedoskonałości swoich rodziców. I pewnie nikt nigdy by się nie zorientował gdyby nie fakt, że po dorośnięciu żaden z nich nie był podobny do swoich rodziców zewnętrznie. Zazdrośni o swoje kobiety mężczyźni postanowili upewnić się co do swojego ojcostwa. I sprawa się rypła. Mało, że nie oni byli ojcami swoich synów to i dzieciaki nie były od ich małżonek.

W ten sposób wyszedł na jaw szpitalny burdel, impreza jaka miała miejsce w dniu narodzin chłopców, niedopatrzenia i inne brudy, skrzętnie zamiatane pod dywan.

Co tu teraz robić. Syn islamistów nosił pejsy i był przygotowany do zostania Rabinem, Anthony czyli Ali miał wpojoną niechęć do Amerykanów, Abraham czyli Anatoli darzył wyjątkowym brakiem sympatii państwo Izrael. Biedny Anatoli teraz Anthony uważał za największego wroga państwo swoich biologicznych rodziców. Ot taka życiowa niespodzianka.

I po co ja to wszystko piszę? Od dawna chodziło mi to po głowie. Dzieci przychodzą na świat czyste, pełne nadziei. Nie ma w nich wrogości, nie ma w nich narodowości nawet. To my rodzice z małego judaisty potrafimy zrobić antysemitę, z małego islamisty przeciwnika tej wiary, z Rosjanina – rusofoba, a z Amerykaninia przeciwnika tej nacji. Wystarczyła szpitalna pomyłka a potem my nasączyliśmy te maleństwa nienawiścią, o ironio, samych siebie.

A może by tak opracować wspólne kryteria wychowania, wolne od religii i niechęci? Może lepiej odbierać dzieci rodzicom i niech się chowają tam gdzie nie ma żadnych podziałów? Może wtedy świat stanie się lepszym.

Rzecz o kotach..czarnych.

Koty prawdopodobnie udomowili Egipcjanie, którzy widzieli w nich sprzymierzeńca w walce z gryzoniami pożerającymi ich zbiory. O początkach tej przyjaźni opowiada „Mit Oka Słońca”, którego tekst datowany jest na około 1500 lat p.n.e.!

Zgodnie z nim Ra, bóg słońca, znurzony oglądaniem bratobójczych wojen dziesiątkującego Egipcjan, wysłał na ziemię swoją córkę – Oko Słońca. Ta na nubijskiej pustyni przybrała postać krwiożerczej lwicy Furii, a w końcu zmieniła się w mroczną boginie Sechmet, która nadal siała zniszczenie. Ra zmusił więc Boga wojny Onurisa i ten zamienił lwicę w delikatną kotkę. Tak wlasnie narodziła się bogini Bastet.

Bastet przedstawiano jako kotkę ( koniecznie z biżuterią ) lub kobietę o głowie kocicy. Kot, bez względu na kolor sierści, był świętym zwierzęciem, którego zabicie karano śmiercią.

Jednak już w tych odległych czasach czarnym kotom powinęła się noga. W VII wieku p.n.e. stał się symbolem nieszczęścia. Powody były dwa. Czerń uważano w Egipcie za symbol nieszczęścia i kojarzono z Sethem ( bóg zła i piekieł ). A dodatkowo ciemnoskórzy Etiopczycy najechali Egipt.

Koty z Egiptu dotarły do Grecji, a pózniej do Rzymu. Tu traktowane byle z pełną rewerencją. Ostatecznie skutecznie chroniły zapasy żywności. Zresztą w Rzymie koty znowu trafiły do boskiego panteonu – skojarzone z księżycową boginią Dianą.

Kocia karta odwróciła się w średniowieczu. Wtedy czarny kot został sługą diabła i nieodłącznym towarzyszem czarownic. Jego los przypieczętowała w 1223 roku bulla „Vox in Rama” Grzegorza IX.

Bulla opisuje rytuał przyjęcia nowych członków do sekty. Kandydat najpierw miał pocałować ropuchę, która czasami była niewielka, czasami zaś „ogromna jak pięć”. Potem pojawiał się blady mężczyzna o czarnych oczach i tak chudy, że widać było jedynie kości powleczone skórą. Całując go, adept odczuwał wielki chłód, po czym zapominał wiary katolickiej. No i pojawiał się czarny kot, gasło światło i….zaczynała się homoseksualna orgia. Na koniec z ciemnego kąta wyłaniał się człowiek od pasa w górę jaśniejący jak słońce, a od pasa w dół kosmaty jak kot. Jemu to mistrz heretyków wręczał część ubrania nowo przyjętego, mówiąc: „Dobrze mi służyłeś, będziesz służył więcej i lepiej; twojej opiece powierzam to, co mi dałeś”, po czym znikał.

Koty łączona tez z pogańskimi bogami. W Skandynawii święcie wierzono, że Freja, która z bogini zamieniła się w czarownicę, jeździ rydwanem zaprzężonym w koty. Etruska Diana, bogini ciemności i nocy, miała związać się z Lucyferem, któremu towarzyszył czarny kot. Z tego związku narodziła się Aradia, którą rodzice wysłali do świata śmiertelnych, by nauczała ludzi czarnej magii. W tym procederze towarzyszył jej .. czarny kot.

Kot stał się więc sługą szatana, a czasem nawet jego wcieleniem. Pewien brytyjski duchowny, jeszcze na początku XVII wieku twierdził, że podczas sesji satanistycznych Lucyfer ukazywał się wyznawcom pod postacią wielkiego, czarnego kota, którego przenikliwe spojrzenie gasiło wszystkie światła.

Duchowni byli zgodni – czarne koty trzeba niszczyć! No chyba, że na ich futrze ( wokół szyi i na piersiach ) znajdą się białe plamy. Takie plamy nazywano „palcem bożym” lub „śladem anioła”.

Prześladowania tych zwierząt usankcjonował papież Innocenty VII. Palono je, zrzucano z kościelnych wież, grzebano żywcem, rozczłonkowywano, a nawet wieszano. We Francji w wigilie św. Jana wznoszono stosy, na których palono koty zamknięte w koszach. W Paryżu na placu de Greve pierwszy stos podpalał…król. I tak było do końca XVIII wieku. Prześladowane stworzenia zaznały nieco spokoju za panowania Ludwika XV, który koty kochał i wydał zakaz tradycyjnego ich palenia podczas wigilii św. Jana.

Koty powoli wracały do łask; zaprzyjaźnili się z nimi nawet papieże – Leon XII miał pręgowanego buraska, którego nazwał Micette. Należne sobie miejsce odzyskały za sprawą artystów. A na początku XIX wieku zaczęto je przedstawiać jako zwierzęta romantyczne, niezależne, eleganckie i tajemnicze.

Widomym znakiem, że koty, szczególnie te czarne, zostały zrehabilitowane, było otwarcie kabaretu Czarny Kot na wzgórzu Montmartre w 1881 roku. Dekadę wcześniej zorganizowano w londyńskim Crystal Palace pierwsza wystawę kotów, nie tylko czarnych. Dzisiaj czarnego kota możemy zobaczyć na afiszach, grafikach, nie tylko użytkowych kartkach pocztowych, neonach, ubraniach, a nawet na porcelanie.

Dla niektórych czarny kot wciąż przynosi pecha. Dla innych coś jest w plo5kach o jego koneksjach z szatanem. Jak inaczej stałby się symbolem Halloween na równi z nietoperzom i czarownicą? Na Florydzie schroniska dla zwierząt odmawiają adopcji czarnych kotów tuż przed Halloween, a niektóre dodatkowo w każdy piątek trzynastego.

W Anglii uważany jest za talizman szczęścia, według chińczyków chroni

Rzędu złymi duchami, a w Kambodży uważa się, że zwiastuje deszcz po długiej suszy.

Przepisując ten artykuł po mój komputer ktoś, coś się podłączyło. Musiałem go wyłączyć by kontynuować. Może to temat o czarnym kocie?

A wy co myślicie w tym temacie.

Tekst: Ten straszny czarny kot i piekielna sowa. Angora nr. 41, 14 października 2018 r.