Happy birthday Jefa

Jefa czyli szefowa dzisiaj świętuje. Na całym świecie ludzie celebrują urodziny. W naszym kraju tez powoli ta tradycja zaczyna być coraz bardzie popularna. My świętujemy i to, i to. Nasze dzieciaki przejęły po nas te tradycje a córcia dla swojego Juana znalazła już dzień jego imienin.

Nasz pracownik do wynajęcia o wdzięcznym imieniu Pepe wciąż pomaga mi przy konstrukcji pałacu kurzego czyli kurnika. Pozostały już tylko detale. Jak to z nimi była Jefa ma w tym względzie najwiecej do powiedzenia.

Wyglada to tak, że mówi mi co i jak ma być zrobione ja to łamanym hiszpańskim przekazuje Pepe i oboje bierzemy się do roboty. On do końca nie jest pewien wymagań Jefy. Niby skąd skoro ja tłumacze to na łamany hiszpański a on chociaż go rozumie to jednak płynny jest w żargonie cuenkańskim. Tak, tak coś takiego tu funkcjonuje. Zaczynam powoli coraz więcej słów przejmować właśnie od mojego pracownika. Dogadujemy się już całkiem, całkiem.

Gdy wreszcie jakiś detal zostanie skończony pierwsze pytanie Pepe oczywiście jest czy o to chodziło Jefie. Mogę go zapewniać tysiącem słów, że tak, że wszystko je bien bonito czyli bardzo ładne. Na jego twarzy wciąż widać jednak zwątpienie i niedowierzanie. Uśmiech powraca gdy wreszcie Jefa potwierdzi, że praca jest bien bonita. To się nazywa mieć respekt.

Nie przepadam za bukietami z kwiaciarni. Poza tym do miasta mam zbyt daleko. Polazłem więc w krzaki i narwalem czego się dało. Wyszło całkiem, całkiem. Jefa zdaje się być zadowolona.

Nie to żebym liczył na podziw. Na wszelki wypadek jednak zamówień nie przyjmuję.

Recepta na szczęście.

Jeszcze dziesięć minut do 2020 w kraju nad Wisłą. U mnie ciagle ponad sześć godzin. Spieszę się bo oto znalazłem receptę na szczęście. Jack sam w sobie jest dobra wróżbą. No i to hasło pasuje do jego szczęśliwej twarzy. Zamierzam się osobiście stosować chociaż łatwo nie będzie.

Za cztery północ w Polsce .. zdążyłem.

Tajemnicze wizy

No i sprawa się rypła. Za wielki sukces naszego prezydenta przyjdzie nam zapłacić. Trumpowaty wzruszony podarunkiem naszego pierwszego obywatela wręcz nie mógł postąpić inaczej. Przycisnął kogo trzeba w amerykańskim Senacie i Izbie Reprezentantów i już od poniedziałku możemy wyruszać na podbój USA. Donek był mocno wkurwiony na Danię, za blokadę zakupu Grenlandii. Na szczęście z pomocą przyszedł mu Adrian ze swoim podarunkiem. Oficjalne przejęcie Podlasia przez Wielkiego Brata już wkrótce. W tym roku to może być ostatni raz Białostocczyzna obchodzi święto niepodległości z nami. Wkrótce będą świętować czwartego lipca.

Cieszmy się jednak, do Wielkiego Brata bez wiz. Całe USA na nas czeka.

Dowód rzeczowy: memy.jeja.pl

Mąż i żona

Mąż i żona czyli małżeństwo. Każdy w tym temacie ma swoje przemyślenia. Ja swoje zatrzymam dla siebie. Nie wiem dokładnie kto minie czyta i gdzie one potem mogą dotrzeć.

Znalazłem jednak kilka fajnych komiksów. Niech one będą początkiem miłej weekendu.

Bardzo ładne, nieprawdaż?

Też święte słowa

Czy to działa odwrotnie?

To mnie nie dotyczy.

Można? Można.

Słów znaczenie

Po raz kolejny podeprę się wpisem anglojęzycznej blogerki, które notki czytam dość regularnie. Wiele z nich jest zmieszanych lecz są i takie zmuszające do myślenia. Tym razem właśnie takie kontemplacyjne tłumaczenie dotyczące slow, które znamy na codzień ale jakoś o tym nie myślimy.

Te słowa to wiara, zaufanie,nadzieja, pewność, miłość, postawa (życiowa).

W pewnej wsi z uwagi na długotrwałą suszę jej mieszkańcy postanowi zebrać się wspólnie by pomodlił się o deszcz. Tylko jeden z nich przyniósł parasol. To się nazywa wiara.

Gdy podrzucamy dzieciaka do góry, ono się do nas radośnie śmieje, bo wie, że je złapiemy. To się nazywa zaufanie

Każdego wieczoru kładziemy się do łóżka nie mając żadnej pewności czy następnego ranka dane nam będzie się obudzić. Za każdym jednak razem przed zaśnięciem nastawiamy budzik. To się nazywa nadzieja

Każdego dnia planujemy dzień następny chociaż nie mamy pojęcia co się stanie w przyszłości. To się nazywa pewność siebie.

Pomimo tego, że widzimy ile jest na świecie nieszczęścia, pobieramy się i dajemy życie dzieciom. To się nazywa miłość

Pewien osiemdziesięcioletni mężczyzna miała na sobie koszulkę z napisem: jestem szesnastolatkiem z szescdziesiecioczteroletnim doświadczeniem. To się nazywa postawa życiowa.

Warto pamiętać o tych słowach i ich prawdziwym znaczeniu. Warto też pamiętać, że prawdziwy przyjaciel to dzisiaj rzadkość, bardzo ciężko go znaleźć, jeszcze trudniej zastąpić.

https://garfieldhug.wordpress.com/2019/10/07/feel-good-read/

Powodzenia panie G.

Coś dla zmiany tempa. Ostatnio było dużo o nas. Przeczytałem u jednej z angielskich blogerek historie na temat Neila Armstronga. Być może jest to znane. Ja dowiedziałem się o tym po raz pierwszy. Może kogoś zaciekami i rozbawi.

Neil Armstrong, 20 lipca 1969 roku jako pierwszy człowiek stanął na księżycu. Słowa, które wtedy wypowiedział przeszły do historii.

Okazuje się jednak, że wracając do kapsuły, którą wylądował na księżycu, przed wejściem do niej Armstrong został nagrany mówiąc, „powodzenia panie Gorsky”

Wielu pracownikow NASA, sądziło, że to były jakieś pozdrowienia dla kogoś z rosyjskiego programu kosmicznego. Sprawdzono ich listę pracownikow i okazało się, że wsród rosyjskich kosmonautów nie ma nikogo o takim nazwisku. Przez wiele lat Armstrong był pytany o tajemniczego pana Gorsky’iego. Zawsze na te zaczepki odpowiadał śmiechem.

Gdy w 5 lipca 1995 roku dawał wykład w Tampie na Florydzie, reporter miejscowej gazety ponownie zadał mu pytanie dotyczące zdania wypowiedzianego przy wsiadaniu do kapsuły.

Tym razem, Neil Armstrong, wiedząc, źe pan Gorsky nie żyje postanowił ujawnić całą tajemnicę.

W 1938 kiedy był jeszcze dzieckiem, ulubioną jego zabawą była gra w baseball. W trakcie jednej z gier, piłka potoczyła się pod okna jego sąsiadów państwa Gorskych. Przez otwarte okna dobiegła go dość głośna rozmowa pomiędzy małżonkami. Pani Gorsky, nie zdając sobie sprawy, że może być słyszana z impetem wykrzykiwała w stronę męża: „ Seks! Chcesz seksu? Zgodzę się na niego dopiero jak dzieciak naszego sąsiada stanie na księżycu”.

Odpowiedź Armstronga wywołała salwę śmiechu na sali.

Okazało się jednak, co potwierdziła jego rodzina, że historia ta jest prawdziwa.

O nas żarty zza wielkiej wody

Przygotowałem na dzisiejszy wpis kilka przykładów „Polack jokes”

Dlaczego Niemcy tak szybko i łatwo zdobyli Polskę?

Bo maszerowali tyłem, więc Polacy myśleli, źe ci wychodzą z kraju.

Co zrobisz jeśli Polak rzuci granat w twoim kierunku?

Wyciąg zawleczkę i rzuć z powrotem do niego.

Co zrobisz jeśli Polak rzuci do ciebie zawleczkę?

Spieprzaj jak najdalej, on wciąż trzyma granat miedzy zębami

Jak zatrzymać polską kawalerię?

Należy wyłączyć prąd na karuzeli.

Samolot rozbił się na cmentarzu w Polsce

Do tej pory polscy ratownicy odnaleźli dwa tysiące ofiar.

Czy widziałeś polski wykrywacz min?

Nic dziwnego jeśli nie, bo nikt go nie widział

Jak zatopić polski statek wojenny?

Najlepiej go zwodować, sam zatonie

Jak zatopić polski statek podwodny?

Zapukaj do drzwi gdy jest pod wodą

Czy wiesz jak ustawia się polski pluton egzekucyjny?

W koło

Azjata, murzyn i Polak znaleźli się w upale na pustyni. Przypadkowo znaleźli lampę Alladyna. Ze środka wyskoczył czarodziej i zaoferował im spełnienie jednego życzenia związanego z gorącem.

Azjata poprosił o lód aby mógł się schłodzić.

Murzyn o szklankę zimnej wody, w tym samym celu.

Polak zaskoczył wszyskich gdyż jego życzeniem były drzwi samochodowe.

Po co ci drzwi pytali zdumieni.

Żebym mógł otworzyć okno jak przyjdzie upał

Przechodząc ulicą Amerykanin zauważył Polaka próbującego zmierzyć kij na stojąco. Polak nie mógł jednak dosięgnąć do samej góry. Widząc to Amerykanin podszedł odebrał metr i kija od Polaka, położył kij na ziemi i go zmierzył. Kij ma długość pięciu metrów – rzekł do Polaka.

Na to Polak mocno wkurzony – mnie nie interesuje długość, tylko wysokość.

Polak, Anglik i Francuz wpadli w niemiecką pułapkę. Zdołali się jednak z niej wydostać i uciec. Pogoń jednak zmusiła ich do ucieczki na drzewa.

Niemcy to zauważyli i pod drzewem, na który siedział Francuz rozkazali:

-złaź wiemy, że tu jesteś.

-ćwir, ćwir – zaszczebiotał Francuz. Niemcy dali się nabrać

Podeszli do drzewa, którym siedział Anglik

-złaź, wiemy, że tu jesteś

-uh, uh – zahuczał głosem sowy Anglik. Ponownie Niemcy dali się nabrać

Podeszli do kolejnego drzewa na, którym siedział Polak

-złaź, wiemy, że tu jesteś

Polak chwile się zastanowił i po chwili – muu, muuu.

Niektóre z tych dowcipów mogły być opowiadane w trakcie satyrycznych programów na jednej z najbardziej popularnych stacji telewizyjnych o czym następnym razem.

A swoją drogą, jak wasze samopoczucie?

Skąd się wzięło

Wbrew sobie, bo lubię zmieniać tematy, poświęciłem ostatnio sporo miejsca stosunkom, nieseksualnym oczywiście, pomiędzy krajami znajdującymi się, jeden na rzeką Potomac, a drugi nad Wisłą.

Często o czymś, z czym zetknęliśmy się w naszym życiu, zapominamy. Gdzieś tkwi w nas jakaś drzazga ale jeśli nieruszona to nie przywołuje obrazów, które chcemy usunąć z pamięci.

Wystarczy jednak jakieś drobne zajście i oto wszystko ponownie wraca z otchłani przeżyć zapomnianych i wypływa na powierzchnie.

Tak się stało właśnie w moim przypadku. Chamskie potraktowanie nas przez Donka zza oceanu, bez mojej wiedzy przywróciło już dawno zapomniane pojęcie Dumb Polack. W zachowaniu prezydenta USA w stosunku do nas można dopatrzyć się wiele z tego sposobu myślenia.

Skąd się wzięło to niezbyt chlubne określenie? Pojawiły się komentarze z takim właśnie zapytaniem.

Sam specjalnie nie znam genezy tego zwrotu. Pamietam jednak moją rozmowę z moim poprzednikiem na stanowisku przewodniczącego lokalnej grupy polonijnej. Napomknął on wtedy, źe gdy w latach międzywojennych wyemigrowały do Stanów całe rzesze Polaków, większość z nich stanowili prości ludzie, bez wykształcenia, bez znajomosci języka. Ludność ta bardzo ciężko się asymilowała w nowych warunkach, wręcz izolując się od otoczenia. Mieli jednak silne poczucie związku z ojczyzną więc organizowali się w grupach, na ogół przy kościele. Pomagali sobie wzajemnie odkładając drobne kwoty na wspólny fundusz w razie gdyby komuś zdrowie odmówiło posłuszeństwa. Większość z nich stanowiło okoliczną siłę roboczą. Kontakt z tymi ludźmi był jednak bardzo utrudniony z uwagi na barierę językową. I tak ktoś określił ich jako Dumb Polacks.

Nie pamietam jednak czy mój rozmówca użył właśnie tego sformułowania. Wpisałem więc w pana Google powyższe dwa wyrazy i tak znalazłem artykuł na temat sześciu najbardziej popularnych stereotypów dotyczących naszej nacji.

Na pierwszym miejscu, a jakże, autor umieścił Dumb Polack.

Autor strony o nazwie snorkynomad potwierdza to co usłyszałem od mojego znajomego. Jest jednak bardzo obiektywny w ocenie łatki, która nam przyklejono. Oto jego słowa w moim tłumaczeniu:

Większość Polaków przybyła do Stanów w okrutnych czasach związanych z hitleryzmem na zachód od Polski. Byli to biedni, niewykształceni i nieznający języka angielskiego ludzie. Nie ma zatem w tym nic dziwnego, ze pojawiły się miedzy nimi a tubylcami problemy.

Nie powinno to mieć jednak nic wspólnego z byciem tępym czy mądrym. Bardziej odnosić się powinno do nieznajomości języka i trudności natury socjalno-ekonomicznej w nowych warunkach. Jeśli byśmy wzięli jakąkolwiek inna grupę ludzi z innego kraju i usadowili ich w podobnych warunkach to efekt byłby taki sam”- konkluduje autor.

Dalsze przeszukiwania internetu potwierdzają powyższą tezę. Angielska Wikipedia tak oto pisze:

w czasach gdy Polska znajdowała się pod zaborami, wielu Polaków przybyło do Stanów uciekając przed prześladowaniami i opresją ze strony zaborców. Byli oni na ogół zatrudniani przy pracach im dostępnych, z reguły wymagających wysiłku fizycznego. Sposób postrzegania Polaków nie zmienił się, nawet gdy wielu z nich stało się częścią klasy średniej”.

Znalazłem jeszcze kilka innych artykułów potwierdzających tą tezę. Nie znoszę jednak przydługich artykułów więc skończę na tym przytaczanie cytatów z innych pozycji.

Dumb Polack wciąż egzystuje, chociaż już tylko w niższych warstwach społecznych i przejawia się głównie w niewyszukanych żartach na nasz temat. To mnie najcześciej dotykało, te głupie żarty, które niejednokrotnie wcale nie były śmieszne.

W następnym wpisie zaprezentuje ich próbkę. Póki co czekam na pytania.