Powodzenia panie G.

Coś dla zmiany tempa. Ostatnio było dużo o nas. Przeczytałem u jednej z angielskich blogerek historie na temat Neila Armstronga. Być może jest to znane. Ja dowiedziałem się o tym po raz pierwszy. Może kogoś zaciekami i rozbawi.

Neil Armstrong, 20 lipca 1969 roku jako pierwszy człowiek stanął na księżycu. Słowa, które wtedy wypowiedział przeszły do historii.

Okazuje się jednak, że wracając do kapsuły, którą wylądował na księżycu, przed wejściem do niej Armstrong został nagrany mówiąc, „powodzenia panie Gorsky”

Wielu pracownikow NASA, sądziło, że to były jakieś pozdrowienia dla kogoś z rosyjskiego programu kosmicznego. Sprawdzono ich listę pracownikow i okazało się, że wsród rosyjskich kosmonautów nie ma nikogo o takim nazwisku. Przez wiele lat Armstrong był pytany o tajemniczego pana Gorsky’iego. Zawsze na te zaczepki odpowiadał śmiechem.

Gdy w 5 lipca 1995 roku dawał wykład w Tampie na Florydzie, reporter miejscowej gazety ponownie zadał mu pytanie dotyczące zdania wypowiedzianego przy wsiadaniu do kapsuły.

Tym razem, Neil Armstrong, wiedząc, źe pan Gorsky nie żyje postanowił ujawnić całą tajemnicę.

W 1938 kiedy był jeszcze dzieckiem, ulubioną jego zabawą była gra w baseball. W trakcie jednej z gier, piłka potoczyła się pod okna jego sąsiadów państwa Gorskych. Przez otwarte okna dobiegła go dość głośna rozmowa pomiędzy małżonkami. Pani Gorsky, nie zdając sobie sprawy, że może być słyszana z impetem wykrzykiwała w stronę męża: „ Seks! Chcesz seksu? Zgodzę się na niego dopiero jak dzieciak naszego sąsiada stanie na księżycu”.

Odpowiedź Armstronga wywołała salwę śmiechu na sali.

Okazało się jednak, co potwierdziła jego rodzina, że historia ta jest prawdziwa.

Reklamy

O nas żarty zza wielkiej wody

Przygotowałem na dzisiejszy wpis kilka przykładów „Polack jokes”

Dlaczego Niemcy tak szybko i łatwo zdobyli Polskę?

Bo maszerowali tyłem, więc Polacy myśleli, źe ci wychodzą z kraju.

Co zrobisz jeśli Polak rzuci granat w twoim kierunku?

Wyciąg zawleczkę i rzuć z powrotem do niego.

Co zrobisz jeśli Polak rzuci do ciebie zawleczkę?

Spieprzaj jak najdalej, on wciąż trzyma granat miedzy zębami

Jak zatrzymać polską kawalerię?

Należy wyłączyć prąd na karuzeli.

Samolot rozbił się na cmentarzu w Polsce

Do tej pory polscy ratownicy odnaleźli dwa tysiące ofiar.

Czy widziałeś polski wykrywacz min?

Nic dziwnego jeśli nie, bo nikt go nie widział

Jak zatopić polski statek wojenny?

Najlepiej go zwodować, sam zatonie

Jak zatopić polski statek podwodny?

Zapukaj do drzwi gdy jest pod wodą

Czy wiesz jak ustawia się polski pluton egzekucyjny?

W koło

Azjata, murzyn i Polak znaleźli się w upale na pustyni. Przypadkowo znaleźli lampę Alladyna. Ze środka wyskoczył czarodziej i zaoferował im spełnienie jednego życzenia związanego z gorącem.

Azjata poprosił o lód aby mógł się schłodzić.

Murzyn o szklankę zimnej wody, w tym samym celu.

Polak zaskoczył wszyskich gdyż jego życzeniem były drzwi samochodowe.

Po co ci drzwi pytali zdumieni.

Żebym mógł otworzyć okno jak przyjdzie upał

Przechodząc ulicą Amerykanin zauważył Polaka próbującego zmierzyć kij na stojąco. Polak nie mógł jednak dosięgnąć do samej góry. Widząc to Amerykanin podszedł odebrał metr i kija od Polaka, położył kij na ziemi i go zmierzył. Kij ma długość pięciu metrów – rzekł do Polaka.

Na to Polak mocno wkurzony – mnie nie interesuje długość, tylko wysokość.

Polak, Anglik i Francuz wpadli w niemiecką pułapkę. Zdołali się jednak z niej wydostać i uciec. Pogoń jednak zmusiła ich do ucieczki na drzewa.

Niemcy to zauważyli i pod drzewem, na który siedział Francuz rozkazali:

-złaź wiemy, że tu jesteś.

-ćwir, ćwir – zaszczebiotał Francuz. Niemcy dali się nabrać

Podeszli do drzewa, którym siedział Anglik

-złaź, wiemy, że tu jesteś

-uh, uh – zahuczał głosem sowy Anglik. Ponownie Niemcy dali się nabrać

Podeszli do kolejnego drzewa na, którym siedział Polak

-złaź, wiemy, że tu jesteś

Polak chwile się zastanowił i po chwili – muu, muuu.

Niektóre z tych dowcipów mogły być opowiadane w trakcie satyrycznych programów na jednej z najbardziej popularnych stacji telewizyjnych o czym następnym razem.

A swoją drogą, jak wasze samopoczucie?

Skąd się wzięło

Wbrew sobie, bo lubię zmieniać tematy, poświęciłem ostatnio sporo miejsca stosunkom, nieseksualnym oczywiście, pomiędzy krajami znajdującymi się, jeden na rzeką Potomac, a drugi nad Wisłą.

Często o czymś, z czym zetknęliśmy się w naszym życiu, zapominamy. Gdzieś tkwi w nas jakaś drzazga ale jeśli nieruszona to nie przywołuje obrazów, które chcemy usunąć z pamięci.

Wystarczy jednak jakieś drobne zajście i oto wszystko ponownie wraca z otchłani przeżyć zapomnianych i wypływa na powierzchnie.

Tak się stało właśnie w moim przypadku. Chamskie potraktowanie nas przez Donka zza oceanu, bez mojej wiedzy przywróciło już dawno zapomniane pojęcie Dumb Polack. W zachowaniu prezydenta USA w stosunku do nas można dopatrzyć się wiele z tego sposobu myślenia.

Skąd się wzięło to niezbyt chlubne określenie? Pojawiły się komentarze z takim właśnie zapytaniem.

Sam specjalnie nie znam genezy tego zwrotu. Pamietam jednak moją rozmowę z moim poprzednikiem na stanowisku przewodniczącego lokalnej grupy polonijnej. Napomknął on wtedy, źe gdy w latach międzywojennych wyemigrowały do Stanów całe rzesze Polaków, większość z nich stanowili prości ludzie, bez wykształcenia, bez znajomosci języka. Ludność ta bardzo ciężko się asymilowała w nowych warunkach, wręcz izolując się od otoczenia. Mieli jednak silne poczucie związku z ojczyzną więc organizowali się w grupach, na ogół przy kościele. Pomagali sobie wzajemnie odkładając drobne kwoty na wspólny fundusz w razie gdyby komuś zdrowie odmówiło posłuszeństwa. Większość z nich stanowiło okoliczną siłę roboczą. Kontakt z tymi ludźmi był jednak bardzo utrudniony z uwagi na barierę językową. I tak ktoś określił ich jako Dumb Polacks.

Nie pamietam jednak czy mój rozmówca użył właśnie tego sformułowania. Wpisałem więc w pana Google powyższe dwa wyrazy i tak znalazłem artykuł na temat sześciu najbardziej popularnych stereotypów dotyczących naszej nacji.

Na pierwszym miejscu, a jakże, autor umieścił Dumb Polack.

Autor strony o nazwie snorkynomad potwierdza to co usłyszałem od mojego znajomego. Jest jednak bardzo obiektywny w ocenie łatki, która nam przyklejono. Oto jego słowa w moim tłumaczeniu:

Większość Polaków przybyła do Stanów w okrutnych czasach związanych z hitleryzmem na zachód od Polski. Byli to biedni, niewykształceni i nieznający języka angielskiego ludzie. Nie ma zatem w tym nic dziwnego, ze pojawiły się miedzy nimi a tubylcami problemy.

Nie powinno to mieć jednak nic wspólnego z byciem tępym czy mądrym. Bardziej odnosić się powinno do nieznajomości języka i trudności natury socjalno-ekonomicznej w nowych warunkach. Jeśli byśmy wzięli jakąkolwiek inna grupę ludzi z innego kraju i usadowili ich w podobnych warunkach to efekt byłby taki sam”- konkluduje autor.

Dalsze przeszukiwania internetu potwierdzają powyższą tezę. Angielska Wikipedia tak oto pisze:

w czasach gdy Polska znajdowała się pod zaborami, wielu Polaków przybyło do Stanów uciekając przed prześladowaniami i opresją ze strony zaborców. Byli oni na ogół zatrudniani przy pracach im dostępnych, z reguły wymagających wysiłku fizycznego. Sposób postrzegania Polaków nie zmienił się, nawet gdy wielu z nich stało się częścią klasy średniej”.

Znalazłem jeszcze kilka innych artykułów potwierdzających tą tezę. Nie znoszę jednak przydługich artykułów więc skończę na tym przytaczanie cytatów z innych pozycji.

Dumb Polack wciąż egzystuje, chociaż już tylko w niższych warstwach społecznych i przejawia się głównie w niewyszukanych żartach na nasz temat. To mnie najcześciej dotykało, te głupie żarty, które niejednokrotnie wcale nie były śmieszne.

W następnym wpisie zaprezentuje ich próbkę. Póki co czekam na pytania.

W nawiązaniu

W ostatnich paru wpisach sporo miejsca poświęciłem aktualnie urzędującemu prezydentowi zza wielkiego stawu. Nie ukrywam, że jego postawa i poglądy mocno mnie złoszczą bo już nawet określenie denerwują nie wyczerpuje do końca mojej niechęci do jego zachowania.

Przeżyłem w Stanach niezły kawełek swojego życia. Poznałem tony wspaniałych ludzi i równie wielu, z którymi nie nadawaliśmy na tej samej częstotliwości.

Zaczynałem, jak większość moich znajomych, od mało ciekawych zajęć na budowach przez robotnika na linii produkcyjnej aby wreszcie trafić do sektora finansowego. Stany dużo mnie nauczyły. Nic jednak nie dostałem za darmo.

To jest niewątpliwie niesamowity kraj, w którym obok siebie żyją ludzie z setek różnych krajów. Być może ta mieszanka nauczyła wszystkich wzajemnego się respektowania.

W takim międzynarodowym kotle ludzie jednak mają tendencje to przyklejania innym narodowością jakichś specyficznych latek. Nigdy do tego nie przywiązywałem wagi, bo te określenia wynikały z ludzkich tendencji do generalizowania.

Do nas przelęgło niezbyt chlubne określenie, dumb Polak. Dumb znaczy tępy. Ktoś może powiedzieć głupi, jednak dla tego słowa zarezerwowane jest określenie stupid. Dumb is tępy i to tak konkretnie trachnięty w łepetynę. Co gorsze to powiedzenie można było stosować w stosunku do innych narodowości, bo przecież tępszego osobnika od Polaka nie znajdzie w całym wszechświecie. Nikt mnie osobiście tak nie określił, byłem jednak świadkiem użycia tego zwrotu w stosunku do innych, niekoniecznie Polaków.

Prawdą jest, że pierwszą falę emigracji z Polski na początku ubiegłego stulecia stanowili prości, ciężko pracujący ludzie o niskim poziomie wykształcenia. Te czasy jednak bezpowrotnie minęły. W Stanach pracuje tysiące polskich naukowców, specjalistów w różnych dziedzinach. Setki ludzi zatrudnionych na stanowiskach menedżerskich i kierowniczych spełnia swoje zadanie jeśli nie lepiej to przynajmniej tak samo jak pracownicy pochodzący z innych krajów czy rodowici Amerykanie. Poza tym, tam mało kto dostaje prace po znajomosci, bo liczą się wymierne efekty. Albo się nadajesz, albo nie ma dla ciebie miejsca.

Zatem to określenie dzisiaj nie ma już większego uzasadnienia. Wciąż jednak egzystuje. Nie tylko mnie to irytowało ale i wielu moich znajomych, którzy swoją pracą i zaangażowaniem osiągneli więcej w krótkim czasie niż przeciętny Amerykanin.

Niestety aktualnie sprawujący władzę doskonale wpisują się właśnie w takie a nie inne nas postrzeganie. To, że mieszkaniec Białego Domu ośmieszył te władze specjalnie mnie nie dziwi. Gdy jednak wplątana w to jest, dla mnie osobiście ważna rocznica, o której zapewne wiedział ustalając termin i program wizyty, to to już nie jest tylko nabijanie w butelkę prezesa i jego świty ale traktowanie nas wszystkich jak dumb Polaks.

Może i mamy tępy rząd ale wara od traktowania w ten sposób całego narodu.

To właśnie dlatego wkurw wielki mnie ogarnął pisząc poprzednie posty.

Jak tak dalej pójdzie to zgłoszę swoją kandydaturę na prezydenta. 😂😂😂

Huragany i wulkany

Osobiście myśle, że Donek z Ameryki od dawna kombinował, jak tu wykręcić się z tego lotu do kraju nad Wisłą. W sumie mu się nie dziwie. Po co spotykać mu się ze strażnikiem żyrandola, który nawiasem mówiąc przy każdym spotkaniu z jakimś liderem świata robi z siebie człowieka o ograniczonych horyzontach, zachowując się jakby pełnił wobec każdego z nich funkcje wasala. Zero dumy z zajmowanego stanowiska, kompletny brak wyczucia. Według mnie nasz pierwszy obywatel w oczach światowych mocarstw zdegradował funkcje prezydenta do poziomu chłopca na posyłki.

Wie o tym również Amerykaniec. Ma przecież swoje służby. Dla niego zatem spotkanie z Belwederczykiem to kompletna strata czasu. Nie może oczywiście spotkać się z tym, który podejmuje ostateczne decyzje w naszym kraju bo to byłaby ujma dla jego stanowiska. U nas rządzi zwykły poseł, który w strukturach władzy w kraju jest nikim.

No gdyby obowiązywała konstytucja z czasów systemu słusznie minionego z zapisem o kierowniczej roli partii w państwie, to wtedy Donek mógłby bez przeszkód zaszczycić swoją łapą prezesa. Tak jednak nie jest.

Mieszkaniec Białego Domu ma w poważaniu Fort Trump, zresztą on na żadnych fortach się nie zna. Trzeba było od początku zaoferować mu w każdym mieście wojewódzkim Kasyno Donek, o to byłaby inna rozmowa. Jakiś fort mu oferują i to jeszcze w podtekście przeciwko gościowi, który pomógł mu wygrać wybory. Zero z tego zysku a i Władimir Wladimirowicz mocno się temu sprzeciwia.

Donek ma już pare zdjęć z naszym pierwszym obywatelem w pozycji na stojąco jak również gdy nasz w ukłonie podpisuje jakiś dokument podczas gdy on siedzi. Przydałoby się jeszcze na klęczkach ale czy warto po to lecieć aż do Warszawy? Nie było zatem większego sensu aby poniewierać się osiem godzin na spotkanie z nikim.

Na szczęście zbliża się huragan do wybrzeży Florydy. Ten huragan jest kategorii dziesiątej w pięciostopniowej skali. Jak, ten huragan oczywiście, zobaczy twarz Donka zasłaniającego osobiście swoją piersią stanowe wybrzeże, musowo się przestraszy i zmieni kurs. Z bólem serca zatem właściciel kasyn zmuszony był odmówić wizyty w naszym kraju. Ale żeby prawda o jego stosunku do mas nie wyszła na jaw, wysyła swojego zastępcę. Dobre i to. Znając bowiem propagandę rządzącej u nas partii, jutro już zapewne ukaże się seria artykułów i publikacji w TVP, że w Stanach zasadniczo więcej do powiedzenia ma zastępca prezydenta. Masy i tak tego nie łapią.

A swoją drogą czy Adrian będzie miał na tyle jaj aby odesłać amerykańskiego vice do swojego vice czyli niejakiej Witek. Na dobrą sprawę przy tej fali upałów mógłby oddzwonić do Donka i powiedzieć mu, źe on również nie będzie dostępny z uwagi na pertraktacje ze słońcem.

Kolejne pytanie jakie mam do wszystkich to, czy ktokolwiek sądzi, że Trump odważyłby się zrobić to samo Putinowi?

Jakiegoś pecha mają pisowscy prezydenci z tymi Amerykańcami. Najpierw jakiś pierd…ny wulkan wziął się i wybuchł uniemożliwiając Obamie przylot na pogrzeb a teraz ten kure..ki huragan.

Dziwny świat i dziwni ludzie

Świat jest naprawdę dziwny. Czytając niektóre doniesienia publikowane przez Angorę zastanawiam się czy są jeszcze normalne miejsca na ziemi.

W Somalii Południowej rodzina na portalu społecznościowym zlicytowała swoją siedemnastoletnią córkę. Oferta, która wygrała przetarg to trzy samochody, tysiąc dolarów i pięćset krów. Ja rozumie, że to gdzieś gdzie diabeł mówi dobranoc, ale przecież mamy dwudziesty pierwszy wiek i dotarł on tez do Somalii skoro takie rzeczy mają miejsce na serwisie społecznościowym.

W Indonezji matka kilkorga dzieci udowodniła przed sądem, źe była molestowana przez swojego zwierzchnika w pracy. Sędziowie po wysłuchaniu nagrań, które im przedstawiała, skazali nie sprawcę, tylko ją samą, za rozpowszechnianie „ nieprzyzwoitych materiałów”. Coś mi się wydaje, że naszemu sądownictwu też niewiele w tym absurdzie brakuje…a będzie jeszcze gorzej.

Za cztery miesiące kolejny czarny piątek w handlu. W ubiegłym roku w ataku na sklepy nie obeszło się bez zamieszek. W Alabamie wybuchła kłótnia. Padły strzały. Ranny został osiemnastolatek. Powstała panika. Policja położyła trupem podejrzanego czarnego dwudziestojednolatka. Późniejsze dochodzenia ustaliło, źe to jednak nie on strzelał. Do strzelaniny doszło również w moim rodzinnym New Jersey w znanej Polonii miejscowości Elizabeth. Tu na szczęście byli tylko ranni. Czarny piętek w ubiegłym roku okazał się czarnym nie tylko w Stanach, skąd ta tradycja przyszła. W brytyjskim mieście Bootle, ludzie bili się w kolejce po zabawkę znaną jako Kevin Marchewka. W RPA ludzie stojący w kolejce przed otwarciem sklepu, po prostu się do niego włamali.

Podobnie było w Namibii gdzie nalegający tłum spowodował potłuczenie się okien wystawowych. W Istambule ludzie podeptali się w sklepie znanym również w Polsce, MediaMarkt. W Sao Paulo rozjątrzeni konsumenci pobili się o telewizory z sporą zniżką. Tymczasem ekspercie mówią, ze wielu producentów wykorzystuje naiwność konsumentów i w czarny piątek pozbywa się wszystkiego czego do tej pory im się nie udało, bo to były zwykle buble.

Na koniec mądrość giganta polityki. W Kalifornii wybuchł pożar w lesie. Ze względu na sucha ściółkę i wiatr strawił miejscowości Chico i Paradise. Życie w kataklizmie straciło prawie sto osób. W momencie publikacji wciąż zaginionych było około tysiąca osób. Na miejsce przybył sam prezydent Donald Trump. Zaraz po przyjeździe, za pożar obwinił liberalno-lewicowe władze stanu. Posunął się tak daleko, źe zagroził nawet wstrzymaniem dotacji federalnych niezbędnych do usunięcia skutków pożaru.

Paradise to w naszym języku raj. Gdy jednak Trump przyjechał do miasta aby ocenić rozmiar klęski, wygłosił krótkie przemówienie. W jego trakcie przemienił Paradise na Pleasure czyli przyjemność. Gdy demokratyczny gubernator stanu poprawił go, Trump spojrzał na niego z obrzydzeniem i rzekł – niech będzie Paradise. Czy kogoś dziwi zapatrzenie naszej władzy w kierunku tego wielkiego niewątpliwie prezydenta.

Ponoć wybiera się do Polski z nową ofertą. Będzie u nas budował mur graniczny, jeszcze niewiadomo na jakiej granicy. To w sumie jednak jest bez znaczenia, my go i tak kupimy.

Źródło: Angora nr 48, 2 grudnia 2018.

Wszystko w głowie.

Pogoda ostatnio nie sprzyja aktywności na zewnątrz. Ciężko przewidzieć czy uda się zaliczyć dzień bez deszczu czy też nie. Trawa dalej nieskoszona bo robotnik kończy to co zaczął u sąsiada. Może jutro.

Nadrabiam zatem zaległości czytelnicze. Mam parę pozycji, które czeka na mój nastrój. Zbierałem się do ich przeczytania kilkakrotnie jakoś jednak nic z tego nie wychodziło. Wymagają one bowiem odpowiedniego nastawienia i przygotowania mentalnego. Nadszedł zatem czas aby sięgnąć po jedna z nich. Na wszelki wypadek wybrałem tę najcieńszą. Autor, nijaki Greg Braden z wykształcenia geolog komputerowy, cokolwiek to oznacza, w pewnym momencie wyruszył w podróż w poszukiwaniu starożytnych mądrości. Zrodziło się z tego wiele książek dotyczących życia i jego znaczenia. Akurat to o czym dość często myślę. Nie chodzi ro specjalnie o rozliczanie czy coś w tym rodzaju. Bardziej mówi on o tym jak reagować na emocje, które nami szarpią, i które definitywnie wpływają na zdrowotną jakość naszego bycia na ziemi.

Zarówno mój ajurwedyjski jak i homeopatyczny lekarz podkreślali wielokrotnie co mogą zrobić ze mną emocje jeśli się do nich nie odniosę.

Czego dzieciaki są bardziej odporne i z rożnego rodzaju chorób wychodzą szybciej? Wbrew pozorom niej estry to tylko związane z ich młodym organizmem. Ich życie emocjonalne jest proste i nieskomplikowane. Nie rozkładają włosa na czworo, biorą życie jakie jest i cieszą się nim każdego dnia. Dorośli tego już nie potrafią. Nadmiar problemów, otaczająca niesympatyczna rzeczywistość wszystko to kreuje huśtawkę nastrojów. Często nam się wydaje, źe coś już jest za nami i mamy to z głowy. Niekoniecznie jednak. Jeśli nie potrafimy zaakceptować tego co nam dokuczyło, tylko odłożyliśmy to gdzieś na bok, to ten problem wróci do nas czy wcześniej czy później ze zdwojoną siłą. A kiedy już wróci, to nie tylko zburzy nam spokój wewnętrzny ale również odbije się na naszym zdrowiu.

O tym właśnie traktuje ta książką zatytułowana „Sekrety zagubionej modlitwy”. Wbrew pozorom nie ma to nic wspólnego z odmawianiem pacierza. Owa tytułowa modlitwa to droga do osiągnięcia wewnętrznego spokoju. Ten zaś ma nam dać radość z życia.

Nie jest to książka dla każdego. Trzeba się odrobinę otworzyć i wyrwać z narzuconego nam sposobu myślenia. Osobiście wierze, że nasze ciało ma zdolności do samouleczenia się, pod warunkiem, że damy mu szanse.

Świat jest mały czyli nieoczekiwane spotkania cz.2

Po przyjeździe do Stanów, namierzył mnie relatywnie szybko działacz lokalnej organizacji polonijnej. Nie było to specjalnie skomplikowane, bo większość z nas po przyjeździe do USA, mając tego samego sponsora, kończyła w tym samym domu przejściowym.

Pan Franciszek był już na emeryturze, więc całą swą energię włożył w odżywienie organizacji, której był prezesem. Nie, to zbyt wiele powiedziane. Siedzibą owego związku był Brooklyn. W terenie działały małe grupy i właśnie taką grupą zarządzał mój znajomy. Miał już swoje lata i na grandę szukał następcy. Broniłem się rękami i nogami, bo zdolności przywódczych nie mam żadnych. Długo mi się udawało. Jednak pod naporem i z braku innych chętnych wreszcie uległem.

Nasza grupka miała trochę funduszy, które wykorzystywaliśmy do organizowania dwóch corocznych imprez. Jedną był letni piknik, drugą tradycyjna polska choinka. Jako prezes musiałem na każdej z nich coś tam wygłosić. Zawsze przyprawiało mnie to o palpitacje serca. Gdybym nie miał z tym problemów mógłbym rzucić rękawice strażnikowi żyrandola, bo to całkiem niezła fucha.

Na jedną z choinek, którą zorganizowaliśmy w przykościelnej sali, zaprosiliśmy rownież rodziny i dzieci polskiej szkoły, która akurat działała dzięki lokalnej parafii. Okazało się, że było tego towarzystwa dość sporo, co jeszcze bardziej spotęgowało we mnie niechęć do wygłaszania czegokolwiek. Nie było jednak wyjścia. Z naszych funduszy postanowiliśmy przekazać drobna kwotę na ową szkołę więc musiało to jakoś wyglądać. Wylazłem zatem na scenę coś tam wymamrotałem na temat naszej grupy i organizacji. Z każdym słowem w gębie coraz bardziej mi zasychało. Udało mi się jakoś dotrwać do końca, pompa wytrzymała przyspieszony rytm bicia, jednym słowem przeżyłem.

Kiedy już schodziłem ze sceny aby jak najszybciej wtopić się w tłum i zniknąć gdzieś, gdzie nikt mnie nie może znaleźć, nagle poczułem, że ktoś mnie szarpie za mój strój wyjściowy. Dżiwus, jeszcze mi tego brakowało. Odwracam się. Przede mną stoi kobitka mniej więcej w moim wieku i odrazu wali do mnie po imieniu. -Marek, nie poznajesz mnie. Patrzę w to czupiradło, nie żeby była rozczochrana, po prostu dziewczyny tak zawsze nazywałem. Wciąż jeszcze odczuwam ból brzucha po swoim wystąpieniu i nijak i z nikim nie mogę sobie owej damy skojarzyć. – Mietka jestem i tu podaje mi swoje panieńskie nazwisko. Zaskoczyłem natychmiast, bo chociaż przelotnie to jednak dość dobrze pamiętałem ją ze studiów. Co ciekawe wtedy była o wiele mniej atrakcyjna niż obecnie. No i tak oto gdzieś tam tysiące mil od ojczyzny spotkałem nieoczekiwanie kogoś z okresu moich studiów. Spotkaliśmy się jeszcze parokrotnie na naszych corocznych imprezach, bo po naszym spotkaniu moja znajoma wstąpiła do naszej organizacji.

Podobne przeżycie miałem raz jeszcze w Polskiej Unii Kredytowej, gdzie nasza organizacja miała swoje konto bankowe. Właśnie przyjechałem aby złożyć swój podpis jako uprawniony do autoryzowania grupowych czeków. Zza biurka wypada jakieś młode czupiradło i drze się wniebogłosy, Marek, Marek. Holy shit, przecież nie znam tego stworzenia, choć nie miałbym nic przeciwko temu.

Patrzę i myśle i nic mi nie przychodzi do głowy. -nie poznajesz mnie. -szczerze mówiąc nie. Pracowaliśmy razem w rzeszowskim oddziale PZU.

Mało tego, że w tym samym zakładzie, to jeszcze jak się okazało w tym samym wydziale. I tak jej nie poznałem. Zaprosiłem na nasze grupowe imprezy. Pozostało jednak bez echa.

Świat już wtedy okazał się bardzo mały. A teraz jest jeszcze mniejszy.

Na dobry poniedziałek

Czekałam w recepcji przed pierwszą wizytą u nowego dentysty, kiedy spostrzegłem jego dyplom wiszący na ścianie i odczytałam jego nazwisko.

Nagle uprzytomniłem sobie, ze przystojny, wysoki chłopak o tym samym nazwisku był w mojej klasie w szkole średniej trzydzieści lat temu.

Kiedy go ujrzałam porzuciłam moje przypuszczenia. Ten łysiejący, siwy facet z wielkimi zmarszczkami na twarzy był za stary, żeby być moim kolega z klasy. Kiedy badał moje zęby, spytałam, czy chodził do okolicznej szkoły średniej.

Tak – odpowiedział

A kiedy pan skończył?

W 1978 roku

Rany, byłeś w mojej klasie – wykrzyknęła

Przyjrzał mi się bardziej i spytał

A czego pani uczyła?

Rodziców pewnego 17-latka zamurowało, kiedy pewnego dnia ich syn wrócił do domu w lśniącym, nowym Porsche. Samochód był naprawdę przepiękny. Rodziców jednak cała ta sytuacja mocno zaniepokoiła i zaczęli rozmawiać z synem, nie kryjąc przy tym negatywnych emocji:

– Skąd masz ten samochód?!

Pełen spokoju i opanowania syn odpowiedział:

– Kupiłem go.

– Jakim cudem? – krzyczeli rodzice. – Przecież wiemy ile kosztuje Porsche!

– No cóż, – powiedział chłopak – zapłaciłem za to Porsche jedynie 15 dolarów.

Ojciec wściekł się jeszcze bardziej:

– Kto był na tyle głupi, że sprzedał ci Porsche za 15 dolarów?

Syn spojrzał na niego ze spokojem i odpowiedział:

– Kupiłem je od pewnej kobiety na ulicy. – powiedział chłopak, po czym dodał – Nie wiem jak się nazywa, ale zobaczyła mnie, jak wracałem ze szkoły na rowerze, zatrzymała mnie i zapytała, czy chcę kupić to Porsche za 15 $.

– O Boże! – westchnęła matka. – Ona na pewno musi jakoś znęcać się nad dziećmi. Kto wie, co planuje? Jonny, idź tam i dowiedz się, o co w tym wszystkim chodzi.

Ojciec chłopaka poszedł we wskazane przez syna miejsce, aby porozmawiać z kobietą.

Kiedy dotarł do jej domu, zastał kobietę w ogródku – ze spokojem sadziła rośliny.

Mężczyzna podszedł do niej i wrzasnął:

– Dlaczego sprzedała pani mojemu synowi Porsche za jedyne 15 dolarów?!

Kobieta ściągnęła rękawice ogrodowe i wyjaśniła:

– Dzisiejszego ranka odebrałam telefon od mojego męża. Myślałam, że jest na delegacji, ale okazało się, że właśnie uciekł na Hawaje ze swoją sekretarką. Najwyraźniej nie ma zamiaru wrócić. Powiedział, że tam zostaje, że mam sprzedać jego Porsche i wysłać mu pieniądze… tak też zrobiłam.

Źródła: kartoflisko

Wiesz.net.pl

O podróżowaniu i materacach

Siedzę sobie na lotnisku w Newarku. Do odlotu jeszcze godzinka. Darmowy internet, czemu więc nie skorzystać i coś naszkrabać.

Lubię dobre filmy Science Fiction. Ludzie mają niezłą wyobraźnie tworząc tego typu rzeczy. Z drugiej strony Juliusz Verne, też miał niezły dar do fantazjowania. Wiele z tych rzeczy okazało się w przyszłości częścią naszego dnia codziennego. Kto wie może i to o czym mi się dzisiaj marzy wkrótce stanie się możliwe. Nie będę ukrywał, że te podróże z kontynentu na kontynent powoli mnie męczą. Zaliczyłem jak zwykle półkulę wschodnią, potem wróciłem na zachodnią, która w tej części jest również północną a dzisiaj śmigam na południe. Jest trochę tych mil czy kilometrów.

Moje ciało zaczyna mi dawać znać o prostych faktach i domaga się większej uwagi. Mnie jeszcze się wiele chce w zakresie podróżowania i zwiedzania. Nie mam również zbyt wiele wyjścia. Rodzice w Polsce, dzieciaki w Stanach i Meksyku. Czy mogę ich zobaczyć nie podróżując. Owszem na Skypie. To nie to samo. Zatem jestem skazany na te podniebne wojaże. Chyba, że..

No właśnie. Na filmach już to pokazują, czy jednak istnieje taka technologia? Mówię tu o teleportacji. Wchodzi człowiek w jakaś bramę i puf jest pod drugiej stronie świata w zależności od potrzeb. Tak bym zrobił właśnie dzisiaj. Z Newarku bum do Cuenki w pare sekund. Bez zmęczenia, bez nieprzespanej nocy. Świeży, gotowy do kontynuowania tak pięknie rozpoczętego dnia. Czy istnieją już takie możliwości? Czy to tylko wciąż sfera niemożliwych do zrealizowania marzeń. A może o trzeciej nad ranem chce mi się do łóżka i z chęcią bym się przespał.

To musi być przyczyna moich marzeń. Zmieniałem ostatnio łóżka jak rękawiczki. Wszędzie inny materac. Tu za miękki, tam zaś za twardy no szło dostać pomieszania z poplątaniem. Pewnie w domu będę musiał od początku przyzwyczajać się do mojego materaca.

A gdyby tak można było się teleportować i na noc wracać do domu. Problem materacy by zniknął, samoloty przestały by niszczyć atmosferę a człowiek nie byłby tym podróżowaniem tak zmęczony.

Pomarzyć można, nic nie kosztuje. Najważniejsze, że do domu już bardzo blisko.