Siła haków

Polska stała się według mnie państwem haków. Nie bardzo wierze w czyjąkolwiek czystość na szczytach władzy. Gdyby tak było to skompromitowany Macierewicz łowiłby gdzieś ryby usunięty raz na zawsze. Towarzysz Macierewicz miał jednak łeb na karku gdy następowały zmiany ustrojowe i buchnął najważniejsze teczki z archiwum MSW. Z wiadomych powodów współpraca z władzami PRL-u to taka niechlubna łatka. Chociaż nie dla każdego. Kiedy jednak jakiś gamoń uwiera człowieka jak kamień w bucie to zawsze można pogrzebać w archiwum Macierewicza a on coś tam wyniucha. Ma w niuchaniu talent a i dochodzeniowiec z niego nie byle jaki.

Wydawać by się mogło, że Antoni dość napsuł i najlepiej jakby gdzieś zniknął i ulotnił się by już nie kompromitował ani swoich kolesiów ani partii co to niby prawa i sprawiedliwa. Macierewicz ma o sobie inne zdanie niż większość ludzi. No i ma w łapach na każdego jakiegoś haka z czasów kiedy grzebał w ludzkich żywotach. Nie ma ochoty też zrezygnować z parlamentarnych przywilejów. Dają mu zatem okręgi, w których przegrać nie sposób i tak będzie sobie posłował za nasze pieniądze, jak to się mówi, do usranej śmierci.

O korzyściach z posiadania haków przekonał się właśnie niejaki Banaś. Przy nim Macierewicz to prostak. Jako prezes NIK-u praktycznie nietykalny. Na wszelki wypadek jednak skumał się z oprychami mafijnymi a ci pod pozorem legalnego biznesu urządzili sobie w banasiowej kamienicy dom publiczny. Nie dla ćmoków z ulicy oczywiście ale dla ludzi z określonym statusem społecznym. Kto się przewinął przez to miejsce uciech wszelakich, póki co nie wiemy. Prezes NIK-u został jednak nakryty na swojej działalności niekoniecznie kontrolnej. Przy okazji wyszły inne ewidentne oszustwa z pogranicza wyjątkowo brudnego świata przestępczego. Prezes i partia dwoją się i troją żeby jakoś zachować twarz. Niepotrzebnie, i tak jej już nie mają. Tak czy inaczej próbowali po dobroci zmusić Banasia, żeby odszedł z pracy i przeniósł się na San Escobar. Wyglądało, że gość załapał, że oto nastąpił koniec jego kariery i lepiej się wycofać.

Być złapanym w burdelu to tak jak współpracować ze służbami PRL-u. Banasiowi życie na San Escobar jakoś nie przemówiło do jego próżnego ego. Odkrył dodatkowo, że w kraju nad Wisłą żyje mu się całkiem przyzwoicie. No i to stanowisko prezesa NIK-u to też całkiem niezła kasa każdego pierwszego dnia miesiąca. Wypiął się zatem na partyjnego szefa. Pewnie mógł to zrobić bo kto tak naprawdę wie kto sypiał w banasiowym burdelu.

A już najbardziej w tym wszystkim podoba mi się, że prezydent i premier naszego kraju czekają co zrobi poseł. 😂😂😂😂😂😂😂😂

Reklamy

Erotyk dla dorosłych.

W Angorze nr.52 z 30 grudnia ubiegłego roku w artykule „Pluszowe kajdanki pod choinkę”, który dotyczył wszystkiego co się wiąże z obchodami Bożego Narodzenia wyczytałem takie oto informacje na temat pomysłów na prezenty choinkowe.

W kwestii prezentów … oto co mają do zaoferowania sklepy z gadżetami erotycznymi. Z odzieży typu Christmas erotic w ofercie figurują kusy szlafroczek model Santacutie, peniuar do gorącej mikołajkowej zabawy, przezroczysta siateczka z motywem aniołkowo-gwiazdkowym oraz figi „o kroju Comfy Cute: pełen komfort noszenia i swietnie wyglądające pośladki”. Na tę jedną noc można też włożyć komplet Snow Queen (między innymi aksamitna koszulka i długie czerwone rękawiczki). Ewentualnie, któryś z zestawów Asystentka Mikołaja, Grzeczny Aniołek, Little Miss Christmas. Dla panów przewidziano „świąteczne stringi (z przodu Mikołaj z długą brodą)”. Po włożeniu stroju organizacyjnego pozostaje juz tylko użyć np. „Zestawu miłosnego X-mas”, który składa się m. in. z pluszowych kajdanek i piórka do łaskotania.

Przykro mi donieść ale po ustawie zakazującej wychowania seksualnego zapewnie nie tylko te gadżety ale i same sklepy będą zmuszone zawiesić swoją działalność. Nie znam oczywiście zapisów rzeczonej ustawy ale znając stosunek partyjnej wierchuszki do spraw seksu nie mam wątpliwość, że nawet słowo seks może zniknąć ze słowników naszego języka. W poprzednim zdaniu użyłem słowa stosunek, ono tez może zniknąć z użycia bo jednak ma w sobie ten erotyczny podtekst.

Gdy tak to piszę, przypomniał misie stary kawał góralski.

Gazda wynajął pokój dziewczynie i chłopakowi. Zauważył, że każdej nocy kochali się na zabój tyle, że przy zapalonym świetle. Zaciekawiony gazda spytał chłopaka dlaczego nie zgaszą światła do miłosnych igraszek. Chłopak odpowiedział, że tak jest bardziej seksownie no i przeżycie większe. Poradził tez góralowi aby sam sprawdził.

Gdy spotkali się po paru dniach, chłopak pyta gazdy jak było. -Ano panocku żadna róznica. Ale dzieciska to miały strasno radość.

Drogi gazdo, to już nie przejdzie, pięć lat kicia jak amen w pacierzu.

Już oczami wyobraźni widzę jak Sztukę Kochania i Kamasutrę powielają na nielegalnych drukarkach a cała seksualna działalność zeszła do podziemia. Kto wie może nawet doczekamy się kartek i reglamentacji łóżkowych uciech.

Jaro i jego świta nie muszą się jednak niczym martwić, oni przecież mają Banasia.

Opozycja wg Hołdysa

Już po wyborach. Miałem przestać na chwile o polityce. Wypowiedz Zbigniewa Hołdysa jednak bardzo mnie zainteresowała. Kopiuje ja zatem, ciekaw waszych opinii.

Wynik wyborów mnie nie zaskoczył. Co gorsze – nie rozczarował. Może jedynie wywołał refleksję, która dla opozycji nie jest miła – to wszystko. Podczas wieczoru wyborczego tylko raz opadły mi ręce: kiedy usiłujący udawać zwycięzcę Grzegorz Schetyna powiedział „Przed nami kolejne wybory, prezydencie, wygramy je”. Gdy to mówił w chwili porażki zrozumiałem, że nic do niego nie dotarło Że ściskanej w garści żądzy władzy nie wypuści, póki nie zatopi PO całkiem.

Posłużę się wstrętnym retorycznym zwrotem „Platforma w ciągu ostatnich czterech lat nie zrobiła nic”. Ktoś na zwycięstwo PiS-u pozwolił. Wszystkie poważne kryzysy w wojnie z niszczącym demokrację ugrupowaniem Kaczyńskiego, wywołali zbuntowani obywatele, nie politycy. Czarny protest, wielkie marsze KOD-u, ruch oporu w obronie TK i sądów, wsparcie dla Pani Gersdorf, strajki lekarzy rezydentów i nauczycieli, koszulki z napisem „Konstytucja”, samospalenie Piotra Szczęsnego, marsze w obronie Puszczy, przywiązywanie się do wycinanych drzew, walka z nielegalnymi miesięcznicami na Krakowskim Przedmieściu, barwne parady równości w całej Polsce, protesty pod sejmem opozycji ulicznej i ostatnie wystąpienie Olgi Tokarczuk – to były akcje obywatelskie, bez udziału polityków. To one miały moc. Politycy nie wygenerowali ani jednej. (Przepraszam, była okupacja sejmu po akcji z Michałem Szczerbą i jego „Panie marszałku kochany”, spontaniczna, bez konceptu, zakończyła się podkulonym ogonem.)

Jeśli politycy opozycji zjawiali się w pobliżu akcji obywatelskich, to po cichutku, dla czystości sumienia. Niekiedy też tylko po to, by się pokazać w kamerach TV, na przykład wejść na schody kolumny Zygmunta podczas protestu Pawła Kasprzaka i Obywateli RP (żałosny Ryszard Petru). Stali ze świeczkami w proteście sądowym, który nie był ich. Żadnego z tych wydarzeń nie poparli organizacyjnie – jakby się bali jawnych powiązań, bo było za duże ryzyko. W żadnym nie byli istotnym uczestnikiem, paliwem czy motorem, do ludzi nie wyszli, nie pojednali się z nimi, nie podeszli do organizatorów, nie rozmawiali, nie zaprosili ich na spotkanie jednoczące siły, nie wysłali misji do nawiązania współpracy i udzielenia pomocy (organizacyjnej i finansowej). Ale gdy była okazja, wskakiwali na podest i gadali do mikrofonu – tak widzą bycie wśród ludzi. Wiem, co mówię, bo w połowie kadencji sam ich do tych kontaktów namawiałem, umawiałem ich ze sobą, dawałem numery telefonów, z których skorzystało dwoje posłów prywatnie, to wszystko. Partie nigdy. Protesty obywateli ich nie porywały, bali się ich, traktowali je jako stany zapalne, do ewentualnego wykorzystania, a i to im nie wyszło (na szczęście). Lud został porzucony.

Gdy policja wywlekała opozycjonistów ulicznych, tylko Bogdan Klich, Michał Szczerba i Joanna Scheuring -Wielgus zjawiali się, by ich chronić własnym immunitetem. Jako partie z wielkimi funduszami nie udzielili skazanym pomocy finansowej. Nie wezwali społeczeństwa do powszechnej zbiórki na cel pomocowy. Ludzie zostawali sami, z niekiedy przerastającymi ich możliwości wyrokami grzywien. Jedynie Bogdan Klich jeździł na procesy, gdzie ludzi skazywano.

Co więc politycy opozycji robili? Kłócili się w sejmie z posłami PiS, uważając to za sedno swego istnienia. Jakby brali udział w jakimś telewizyjnym show, a nie w realnym życiu społecznym. A i to czynili nieudolnie i bezproduktywnie. Patrzyłem, jak się pchali do mikrofonu, ściskali, by się załapać do kadru, nie mogli skończyć mówić, bo ten jeszcze słówko, jeszcze ona słówko i jeszcze ja na koniec – amatorka. Nie wygrali ani jednej batalii, pozwolili złamać konstytucję i odebrać sobie głos na mównicy sejmowej przez duet politycznych gangsterów Kuchciński-Terlecki. Zalegalizowali bezprawny Sejm. Kiedyś mnie zapytali „A co mieliśmy zrobić?”. Wyobraziłem sobie profesora Religę podczas operacji, który pyta ludzi w poczekalni „Co teraz powinienem zrobić?”.

Polityka, podobnie jak każda inna dyscyplina, wymaga talentu. Błysku, pomysłu, brawurowej riposty, akcji i natychmiastowej reakcji na to, co się dzieje. Strategii. Finezji. Potrzeba talentu szachisty, takiego Bobby Fischera, a nie stolarza, który opowiada, że mu konia szachowego ktoś źle wystrugał. Nie da jej się uprawiać na korytarzach sejmowych, ględząc niekończące się monologi żalu przed kamerami, bo to zajęcie dla dziewczyn opisujących działanie suszarki do włosów, a nie człowieka mającego porwać tłumy i stanowić prawo. Nie da się polityki uprawiać awanturując się na hałdzie śmietnika, jakim jest Twitter. Twitter to wielka hałaśliwa knajpa, a nie agora do dyskusji. Trump pisze swoje piorunujące posty i każdy jego wpis ma potężną siłę rażenia, ponieważ jest chamski i poniewierający. On nie polemizuje. On wie jak to robić. To jego oręż. To facet, który ma ogromne doświadczenie celebryckie, ekscytujące niczym przemowy bokserów przed walką. Prowadził show obrażające setki ludzi, na tym zbudował swoją potęgę medialną. Zarobił na tym setki milionów dolarów. Twitter stał się dla niego trampoliną medialną do wielkiej polityki. Nasi uznali, że to jest idealne dla nich miejsce. Rzecz w tym, że w tej nikczemnej dziedzinie Trump ma talent. Czy jest jakiś tweet polityka polskiej opozycji, który mu przyniósł coś więcej, niż poklepanie po plecach przez kumpla z partii? Przeniknął gdzieś dalej, niż do Pudelka?

Politycy opozycji sejmowej nie mają talentu, co piszę z trudem, bo wielu z nich znam i lubię. Ale znam też muzyków, którzy są święcie przekonani, że ich słaba piosenka jest super hitem i tylko brak układów nie uczynił ich sławnymi. Nie rozumieją czym jest czynnik X-Factor. PiS robił z opozycją to, co robi stacja radiowa z nieudaną piosenką. Zmiótł ją z eteru. W pojedynku na chamstwo i na na kompetencję (jeśli chodzi o rozgrywki sejmowe) okazali się bezpardonowym Andrzejem Gołotą. Opozycyjni nie poradzili sobie z nocnymi głosowaniami i nielegalnym posiedzeniem w sali kolumnowej, gdy ich nie wpuszczano na głosowanie (a potem fałszowano kartki z liczonymi głosami). Bezradność i płacz. Protest wobec prowadzącego w haniebny sposób posiedzenia komisji konstytucyjnej Piotrowicza, który również fałszował głosowanie i zmieniał jego wyniki, a oni piszczeli jak przerażone myszy, by potem w amoku brać udział w kolejnych bezprawnych głosowaniach, przez co im nadać status legalności – przygnębiające. Nieuczestniczenie w kluczowych głosowaniach komisji i obrad plenarnych – tośmy też obserwowali, jako obywatele.

Sama kampania wyborcza opozycji nie istniała. Kampania nie polega na rozdawaniu ulotek, choć to wdzięczne i do pewnego stopnia skuteczne działanie. Nie polega na tym, że sam kandydat wiesza swoje banery i potem zdjęcie z tego wydarzenia wrzuca na Twittera. Kampania wyborcza ma poderwać tłumy do lotu. To akcja poważniejsza, niż promocja nowego modelu samochodu Tesla. Tego nigdzie na świecie nie robią politycy – robią to fachowcy od promocji, gdyż to polityk jest obiektem promocji. To jego się lansuje. Tu jednak za kampanię odpowiadał bardzo fajny poseł Krzysztof Brejza, gdzie indziej Robert Biedroń. Nie chcę im sprawiać bólu, ale jakie mają doświadczenie w tej materii? Jaki koncept kampanii wymyślili? Jaka była jej idea? Jakie hasła? Jakie tricki zastosowali? Jakie wydarzenia wykreowali? Czy firma Airbus powierzyłaby im promocję nowego modelu samolotu?

Gdy Lech Wałęsa objeżdżał Polskę w 1981 roku, witały go stadiony pełne rozentuzjazmowanych ludzi. Tak działa osobowość. Gdy Grzegorz Schetyna zapowiedział „marsz miliona” szybko zdał sobie sprawę z tego, że nikt nie pójdzie w tym marszu, poza nim i nawet go nie odwołał, tylko wrzucił w zapomnienie. Gdy Obama powiedział swoje „Yes We Can” – internet zalany został tysiącami grafik, memów i piosenek, z udziałem najznakomitszych talentów z całej Ameryki. Wszystkim udzieliła się nadzieja, którą rozpalał swoimi charyzmatycznymi przemówieniami. Czy jakiekolwiek przemówienie do narodu Grzegorza Schetyny ktokolwiek zapamiętał? O czym jest „szóstka Schetyny”?

Niezadowoleni obywatele, kiedy nie mają za kim pójść, nie mają porywającego przywódcy, nie widzą pomysłu – nie idą. Nie stawiają krzyżyka tam, gdzie trzeba. Albo stawiają tam, gdzie jest konkret, na przykład 500 plus. Na to też nie znaleziono remedium. Nikt ich nie wyrwał z marazmu, nie rozmawiał z nimi, nie dodał im otuchy. Słyszeli zdania-majstersztyki w rodzaju „Mamy scenariusz na pokonanie PiS, tylko musimy ten scenariusz znaleźć” i opadały im ręce. Jak ktoś chce, w tej chwili trwa kampania wyborcza w USA i można ją poobserwować i porównać z naszą. Zobaczyć, jak jedna Elizabeth Warren pogodnie rozprawia się z Facebookiem. Jak opozycja demokratyczna zdobywa głosy republikanów w walce o impeachment dla Trumpa. Można sobie przypomnieć, jak Obama poderwał całe młode pokolenie, do którego w Polsce nikt się teraz nie odezwał, więc nie poszło na wybory.

Wyjaśnijmy coś: nie jestem członkiem PO, ani żadnej innej partii. Nie do mnie należy ustalanie, kto w której jest liderem i w jakim kierunku ją prowadzi. To sprawa członków tych partii. Jestem jednak obywatelem i to z moich (między innymi) podatków politycy dostają subwencje partyjne. Z nich żyją. Obserwowałem kampanię nie krytykując jej od wielu tygodni ani razu. Nie chciałem być Brutusem. Ale to nie znaczy, że nie widziałem co się dzieje. Widziałem pustkę i zero pomysłu. Widziałem brak osobowości i przepastne listy kandydatów, wśród których były nazwiska odpychające. Widziałem kolejne tabuny pchających się do Sejmu ludzi pozbawionych talentu. Wiem, że kolejne cztery lata będą podobne, do poprzednich, choć bardziej brutalne. Mikrofon nadal będzie wyłączany, nocne machlojki ustawowe będą kontynuowane, niszczenie ludzi będzie trwało. Trudno to będzie znieść, chyba że ktoś nowy się poderwie i porwie za sobą miliony Polaków, nie dalszym kłamstwem i szczuciem, a nową ideą. Oby nie brunatną.

Źródło:https://www.newsweek.pl/polska/wybory-parlamentarne-2019-zbigniew-holdys-krytykuje-kampanie-opozycji/psvmvqy

Na gorąco.

Emocje powoli opadają. Niedziele mamy za sobą. Początkowe wyniki nie napawały optymizmem. Opozycja po raz kolejny okazała się słaba, skłócona i co gorsza bez wizji, która mogłaby porwać zaczadzone pisowskimi obietnicami uboższe warstwy społeczeństwa. Lud od dawna mało interesowały pisowskie afery i przekręty. Nie mogę uwolnić się od myśli, źe jednak Donald Tuski, być może osobowość w polityce zagranicznej, kompletnie zbagatelizował masy. Do tych odwołał się Kaczyński i udało mu się je przekupić. Zasadniczo było to dość łatwe, bo z pomocą przyszedł toruński watażka. Reszta to już historia.

Nie jestem oczywiście zadowolony z ostatecznego wyniku wyborów ale w moim przekonaniu, w aktualnej sytuacji, gdy opozycja nie prezentuje żadnej jedności, wyrwanie Senatu z łapek Jarosława należy uznać za niespodziankę i spory sukces. Cieszy mnie to również z tego powodu, że zawsze Karczewskiego uważałem za wyjątkowego błazna, hipokrytę i człowieka bez honoru. Mam nadzieje, że zgodnie z tym co radził lekarzom rezydentom teraz on pójdzie precz pracować dla idei. Nie bardzo to widzę ale warto mu przypomnieć jego słowa pełne szacunku skierowane do młodych lekarzy.

Na okoliczność stracenia większości w jednej z izb, pewnie zostało przesunięte ostatnie posiedzenie Sejmu i Senatu. Zapewne będą chcieli na tych posiedzeniach przepchnąć jakieś podłe prawo. Będą jednak musieli się nad tym zastanowić żeby Sejmowi nim nie związać rąk. Najchętniej by odwołali Senat, tylko czy to możliwe. Prawdę mówiąc wiele rzeczy przed dojściem PiS-u do władzy wydawało się mało prawdopodobne a jednak okazało się możliwe. Senat też można przepędzić i dać władze strażnikowi żyrandola albo powołać jakieś inne ciało pomiędzy Sejmem a długoPiSem. Nie mam złudzeń, że lud i masy palcem w bucie nie ruszą gdyby naczelnikowi wpadł taki pomysł do głowy.

Wybory jeszcze raz udowodniły jak bardzo głębokie są podziały między nami. Praktycznie nie istnieje żadna płaszczyzna porozumienia. Jak tak dalej pójdzie to w kolejnym etapie możemy się pozabijać.

W przyszłym roku walka o Belweder. Chyba najwyższy czas postawić na wspólnego kandydata na prezydenta by przegonić obecnego „konstytucjonalistę”. Czas na zmiany w przywództwie opozycji i wyłonienie wspólnego kandydata, który mógłby stawić czoło Dudzie. Wielu myśli, że Kidawa-Blońska byłaby lepszym prezydentem niż premierem. Skoro już zaistniała w świadomości ludzi to chyba warto to wykorzystać i budować jej rozpoznawalność i wizerunek póki nie jest za późno.

Ucieszyła mnie bardzo wiadomość o klęsce szanownego tatusia prezydenta. Chyba dotarło do niego, że Adrian nie jest aż tak popularny jak może mu się wydawało. Jakoś mało komu udaje się wyjechać na plecach prezydenta.

Póki co mam nadzieje, że obejdzie się bez niespodzianek na przełożonych sesjach Sejmu i Senatu.

O sytuacji w Ekwadorze w następnym wpisie.

Prezesowe prawdy

Zamiast swoich przemyśleń, postanowiłem dzisiaj przedrukować wpis Romana Giertycha z FB. Powód był prosty. Mam podobne pytania do prezesa jak były wicepremier. Brzydzi mnie wykorzystywanie zmarłych w jakichkolwiek celach. Widać to jednak standard w działaniu naczelnika naszego kraju.

A oto co napisał Roman Giertych.

Jarosław Kaczyński ogłosił, że śmierć posła Szyszki, to nie przypadek. I że prawdę o tej śmierci ujawni później. Tym samym przypomniał jak PiS doszedł do władzy w roku 2015. A doszedł do władzy na trumnach smoleńskich i oszczerstwach wobec opozycji, że jest odpowiedzialna za śmierć 96 ofiar katastrofy. Wysunął do propagowania kłamstwa smoleńskiego najbardziej cynicznego i bezczelnego polityka PiS – Antoniego Macierewicza i powołał specjalną komisję kłamców i tępych klakierów, którzy do dziś rzucają insynuacjami.

Panie Prezesie Kaczyński!

Gdzie jest „prawda smoleńska”?

Jakie są dowody na zamach?

Jak Pan udowodni słowa wypowiedziane w Sejmie do opozycji, że zabito Pańskiego brata?

Po co były ekshumacje?

Jeżeli przez cztery lata posiadania pełni władzy nie udowodniliście czegokolwiek z waszych tez, to znaczy, że łgaliście i oczernialiście niewinnych. Pan mieni się obrońcą chrześcijaństwa. Przypomnę Panu, że jest VIII przykazanie, które zakazuje oczerniania. Jeżeli Pan publicznie oczerniał niewinnych i publicznie tego nie sprostował, to nawet do ważnej spowiedzi nie może Pan przystąpić. Bo jednym z jej warunków jest zadośćuczynienie, a to w przypadku tak ciężkiego oczerniania jak zarzut morderstwa wymaga odwołania nieprawdziwego oskarżenia. Pan wie, że nie było żadnego zamachu (tak jak Pan wie, że nie ma żadnej „ukrytej prawdy” o śmierci posła Szyszki).

Dodatkowo wasze tezy o rzekomym zamachu raniły bliskich ofiar. Moja klientka, córka chroniącego Pańskiego brata oficera BOR do dziś dostaje nerwicy na każde telewizyjne przypominanie rzekomego zamachu.

Z powodów politycznych tańczyliście na trumnach smoleńskich używając Pańskiej osobistej tragedii (której nie kwestionuję i bardzo jej Panu współczuję) do zdyskredytowania Pańskich przeciwników.

Zapowiedział Pan dziś, że gdy Pan wygra będzie Pan piętnował przeciwników rządu. Po pierwsze niech Pan pamięta o zdaniu Spartan wypowiedzianym do przeciwników pełnych pychy, którzy zapowiadali krzywdy jakie zrobią Spartanom jeśli wygrają. Lakoniczna odpowiedź brzmiała: jeśli. Ale nawet jeżeli Pan wygra, to jak nas Pan będzie piętnował? Zabierze majątki? Powsadza pod fikcyjnymi zarzutami do więzień? Jeszcze bardziej oczerni w mediach rządowych? I co dalej? Jak nadal Pana nie będziemy popierać, to co? Jak daleko się Pan posunie?

Wie Pan co kiedyś powiedział Cicero? Niepopularność w słusznej sprawie to chwała. I Polska prędzej czy później upomni się o obrońców demokracji, a kłamliwych cyników, którzy na tańcu trumnami doszli do władzy wypluje i ukarze.

Roman Giertych

Robin Hood czy Al Capone

Przeglądając ostanie sondaże przedwyborcze obwieszczające jednoznacznie zwycięstwo obecnie rządzących, pomyślałem sobie o zrobieniu rachunku sumienia dotyczącego mojej pamięci z ostatnich czterech lat.

Dziele się zatem nim na tych stronach dla pewności, że może czegoś nie pamietam, może coś zapomniałem co obecna władza zrobiła a co uprawniałoby ich do kontynuowania rządzenia.

Oto co ja pamietam, zaczynajac od pozytywów.

-Obniżenie wieku emerytalnego. Niewątpliwie poprzednicy kompletnie zlekceważyli nastroje społeczne podnosząc go. Prawda jest jednak taka, że to jest trend ogólnoświatowy związany z przedłużającą się średnią życia ludzi. Czy to jest rzeczywiście konieczność? To już rozważania na inny artykuł.

-Pięćset plus, program zmierzający do wzrostu narodzin dzieciaków. I tu można dyskutować na temat jego korzyści. Lud jednak coś dostał, czego nigdy nie dali mu poprzednicy.

-Krańcowo przyciśnięty do muru mógłbym jeszcze nieprzyjęcie uchodźców rozważać w kategoriach plusowych. Nie jestem przeciwko nim. Uważam jednak, że polityka Unii Europejskiej względem nich jest błędna. To jednak też dyskusja nie na teraz.

I to już wszystko co mógłby zaliczyć na korzyć ugrupowania prezesa.

A teraz to co pamietam z przeciwnego bieguna wątpliwych osiągnięć rządzącej partii:

-Broszka z nagrodami czyli pierwszy objaw chciwości tego rządu.

-Marny western czyli jak wykończyć stadniny

-Do jednej bramki czyli 27:1 i klęska polskiej dyplomacji przy wyborze Tuska

-Nowe lądy czyli Witold na San Escobar

-To idzie młodość czyli Antoniego doradcy w MON.

-Ołowiani Żołnierze czyli Bandy WOT w terenie

-Zdradzieckie Mordy czyli patriotyczna nowomowa

-Gorszy sort czyli siedemdziesiąt pięć procent mieszkańców naszego kraju

-Miska ryżu czyli pomysł premiera jak wyżywić naród

-Srebrna Gate czyli pomnik dla Larego i Jerrego

-Kryptonim Ojciec czyli jak zadowolić Toruń

-Kryptonim Północ czyli Adrian w piżamie podpisuje ustawy

-Kępa w akcji czyli co się wyciera wyrokami TK

-Papier toaletowy czyli czym jest konstytucja

-Darowizna czyli jak przejąć majątek państwowy

-KastaWatch czyli Emilka z Ministerstwa Sprawiedliwości

-Mazurek w akcji czyli nie popieram ale się nie dziwię

-Swój człowiek czyli prokurator Piotrowicz

-Złotousta Krycha czyli język miłości

-Kraj w ruinie czyli wina Tuska

-Doradczynie czyli sekretarki prezesa NBP

-Paralizator czyli przesłuchanie

-Brudne łapy prezesa czyli jak prawie przestępca został ministrem

To wszystko jest jednak drobnicą wynikłą z mojego poczucia humoru. Afer w trakcie istnienia tego rządu było ponad dwieście pięćdziesiąt jak podają różne źródła. Zniszczono wszystko co stało na drodze prezesa. Sejm i Senat stały się zakładnikami marszałków obu izb. Trybunał Konstytucyjny nie istnieje. Sądownictwo to prywatny folwark Ziobry. Staliśmy się wasalem Wuja Sama. Z punktu wodzenia religii zmierzamy w kierunku fundamentalizmu islamskiego. To tylko te najważniejsze osiągnięcia obecnych włodarzy.

Ja jednak pamietam jeszcze coś o czym w kontekście afer mało się mówi. Pamietam dwa samozapalenia na znak protestu przeciwko tej władzy zakończone śmiercią. Pamietam też morderstwo na prezydencie Gdańska, które było wynikiem odmowy udzielenia środków bezpieczeństwa przez aktualnie rządzących.

Dziwi mnie, że tak mało znaczą powyższe fakty wobec marnych pięciuset złotych. Dziwi mnie, że pospolici przestępcy stali się bohaterami ludowymi.

Masy wciąż wierzą, że partia prezesa to zastępy Robin Hooda. Tymczasem to mafia Al Capone’a.

Drogie panie i dziewczyny

Kampania wyborcza wchodzi w ostatnią fazę. Nie czuję tego tak jak ci co mieszkają nad Wisłą. Przeglądam jednak portale i coś tam zawsze się dowiem i coś tam zawsze wyczytam.

Ponoć w Pruszkowie odbyła się jakaś debata kandydatów na posłów z udziałem gościa od koperty córki leśniczego. Fakt, że ten gość wciąż kandyduje odrobine mnie zdumiał. Z drugiej jednak strony, zahartowany w boju z kornikiem drukarzem, takie drobne potyczki jak jakaś debata to dla niego pic na wodę.

Chociaż ten bezczelny owad wygryzł byłego ministra środowiska ze stanowiska, ten jednak się nie poddaje. Ma w końcu doświadczenie nie tylko na polu ochrony natury w walce ze szkodnikami wszelkimi ale i w zakresie prac kurierskich a prezes przecież potrzebuje ludzi z doświadczeniem, że tak powiem ogólnym. Gość coś tam wie, coś tam słyszał ale, w którym kościele tego sam nie jest pewien. No i generalnie nie musi tego wiedzieć. On jak większość sług prezesa nie jest od myślenia tylko wykonywania poleceń.

Okazało się zatem, że były już na szczęście minister zna się również na sprawach rodzinnych. Nie mam złudzeń, że o tych dowiedział się w domach rozrywki prezesa NIKu. Mniejsza jednak o to.

Pan Jan z rodziny Szyszków tak widzi politykę społeczną państwa:

To jest podstawowy obowiązek państwa w tej chwili. Co zrobić, żeby dzietność kobiet była powyżej 2,5. I w ten sposób trzeba zadać pytanie. I tu mamy w gruncie rzeczy dwie koncepcje. Jedną, którą żeście tu bardzo mocno skrytykowali, żeby budować żłobki i przedszkola. Ale druga alternatywa jest taka, żeby budować zdrową rodzinę, gdzie ta rodzina ma możliwość wychowania trójkę czy czwórkę dzieci przy odpowiednim zarabianiu przez męża odpowiedniej pensji. To jest chyba jedyne wyjście w tym układzie. A nie poprzez budowanie żłobków i przedszkoli, kobieta pracuje, mąż pracuje, mają oboje niską pensję. To jest jakiś obłęd zupełny!

I dalej,

To jest podstawowa rzecz, która powinna zostać zapewniona. A nie w sposób sztuczny pomagać w budowie żłobków, przedszkoli i tych innych rzecz. To są sprawy chwilowe… To spuścizna po poprzednim systemie, no, komunistycznym, ale również po rządach Platformy Obywatelskiej i PSL.

Osobiście jestem trochę zawiedziony tezami pana Szyszki. Poszedłbym o krok dalej. Zlikwidować szkoły. Po co komu nauka, to też jakiś komunistyczny przeżytek. Dobre jednak i to. Przedszkola i żłobki do lamusa, o szkołach pomyślimy potem.

Co wy na to dziewczyny? Mi wychodzi na to, że awangarda rządzącej partii widzi w was maszyny do rodzenia dzieci. Jeśli wam się takie rozwiązanie podoba to głosujcie na partię Jarosława, bo to zapewne nie Jan Szyszko jest głównym strategiem tego ugrupowania.

Jeśli jednak macie marzenia o byciu czymś więcej to proponuje się zastanowić.

A młodszemu pokoleniu gwoli przypomnienia. PRL nie był państwem komunistycznym to po pierwsze. Po drugie nie upadł przez nadmiar szkół, przedszkoli czy żłobków. Upadł bo rządziła nim jedna partia nieznosząca krytyki.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,25282215,jan-szyszko-uwaza-ze-nie-powinno-sie-budowac-zlobkow-i-przedszkoli.html

Iguana i politycy

Październik zawsze będzie mi się kojarzył ze złotą polską jesienią. W Stanach ten okres nazywają Indian summer. W najlepszym wydaniu słoneczko wciąż przygrzewa ale dzień jest już coraz krótszy, noce chłodniejsze no i liście na drzewach zmieniają swoje kolory. Widok jest niesamowity.

Początek jesieni to taki fajny okres roku. Szczególnie właśnie październik.

W tym roku będzie jednak trochę inaczej. Miesiąc zdominują niestety największe chwasty naszego kraju zwane politykami. Oblepią swoimi szpetnym plakatami wszystko co się da i wszędzie gdzie się da. Uśmiech podszyty kłamstwem będzie spozierał na nas zza każdego winkla, zakrętu, rogu. Zapach plucia będzie unosił się wszędzie w powietrzu i zapewne będzie nawet ostrzejszy od smogu w najbardziej zanieczyszczonych miastach. Ciężko będzie oderwać oczy i inne zmysły od wszechobecnej propagandy wyborczej i skupić się na urodzie naszej pięknej jesieni. Na szczęście to tylko raz na cztery lata.

Z myślą o tym zamieszczam dzisiaj zdjęcia meksykańskiej iguany. Podobnie jak kameleon ma ona zdolności do maskowania się w otoczeniu zmieniając swoje barwy. Tak jak nasi politycy, zmieniają się w zależności skąd wiatr wieje.

Chociaż ta adaptacja w odniesieniu do polityków budzi obrzydzenie to w przypadku iguany ma w sobie coś tajemniczego. Sami popatrzcie.

Ogon powoli adaptuje się z nowym otoczeniem.

Warte przypomnienia.

Kto nie pamięta Wojciecha Młynarskiego? Można go lubić lub nie. Pozostawił po sobie setki utworów i kompozycji, które do dzisiaj wielu się z czymś kojarzą. Był nie tylko twórcą tekstów muzycznych ale również i zaangażowanym poetą. Jak mało kto potrafił wierszem wyrazić stan swego ducha na temat otaczającej go rzeczywistości.

Wiersz, który dołączam do tego wpisu jest dziś szczególnie aktualny. Być może wielu go zna ale już zapomniało. Tak czy inaczej wart jest przypomnienia.

Ksiądz o wyborach.

Wiele na moim blogu padło już gorzkich slow pod adresem polskiego kleru. Nie utożsamiam go ani z kościołem, ani z wiarą. Twarzą kościoła, jak zreszta każdej instytucji, jest jego hierarchia. Ta niestety, w moim przekonaniu, na polskim podwórku jest mocno zepsuta. Żyje ona, podobnie jak i władza, w przeświadczeniu, że reprezentuje nas wszystkich i jej poglądy są jedynie słusznymi.

Na dole z ludźmi pracują jednak księża. Coraz częściej zaczynają oni mówić swoim głosem. Już kiedyś pisałem na temat księdza Kaczkowskiego. Dziś słowo o innym kapłanie, który nie zamierza tylko przyklaskiwać.

Ksiądz Dariusz Chybił z parafii Rachodoszcze, ma swoje poglądy, które zawarł w swoim wierszyku na temat wyborów. Można go znaleźć na YouTube lub na Fb . Tak czy śmak ja zdecydowałem się ten wierszyk przepisać, gdyby nie udało się otworzyć linku, który również zamieszczam.

Jest w Europie kraj dobrze znany

Gdzie lud potulny jest jak barany

Gdzie czas nie płynie, czas w miejscu stoi

Używać mózgu lud ów się boi

Ten kraj to Polska, skansen Europy

Gdzie płaszczyźniane wciąż żyją chłopy

Gdzie moherowe krążą zastępy

Gdzie purpurowe żerują sępy

Gdzie zwykły poseł władze sprawuje

Gdzie ministrami są wredne szuje

Gdzie jest premierem kłamca nadęty

Gdzie facet w kiecce to człowiek święty

Gdzie lud mentalnie tkwi w średniowieczu

Gdzie czas z tyłu, wciąż na zapleczu

Bo jest na sorty dwa podzielony

Słucha wytycznych tylko z ambony

Gdzie krzywda dzieci o pomstę woła

Lecz nie dociera krzyk do matoła

Bo on w purpurach w pałacu siedzi

Popija drinki i niusów nie śledzi

Nie mów nikomu radzi oprawca

Człowiek bez serca, pedofil sprawca

A dziecko cierpi, dziecko się lęka

Bo to dla dziecka straszna jest męka

Zbudź się z letargu polski narodzie

Nie żyj juz dłużej w obłudy smrodzie

Dołącz do innych narodów świata

Nie pozwól krzywdzić siostry ni brata

Juz czas rozliczyć innych za grzechy

Nie pomijając w sutannie klechy

Nie mam litości dla świętych krów

Nie będę szczędził im gorzkich słów

I polityków czas wziąć za pysk

Bo dla nich liczy się tylko zysk

Trzeba im zabrać immunitety

Dla nich więzienia nie gabinety

Wstań gorszy sporcie idź na wybory

Żeby nie zwiali z kraju pisiory

Pokażmy światu, że rozum mamy,

Że my nie gęsi, ani barany

Ksiądz Dariusz Chybił

Parafia Rachodoszcze

https://youtu.be/qYURAZblbbk