Śmiej się śmiej

Powodowany dzisiejszym zachowaniem prezesa prezesów w sejmie zdecydowałem się na powtórzenie mojej rymowanki sprzed nieco ponad trzech lat.

Śmiej się, śmiej bałwanie

Wkrótce przed trybunałem staniesz

I prezydent ci pomóc już nie da rady

Bo sam namówiłeś go do zdrady

Za którą przyjdzie zapłacić mu drogo

A i historia oceni go srogo

Choć przyrzekał być samodzielnym

To wybrał bycie kundlem twym wiernym

Robi wszystko co mu rozkażesz

I widzi tylko co mu pokażesz 

Żałośnie obaj się prezentujecie

Bo chcecie wszystko a nic nie wiecie

Czy można bardziej niż wy nienawidzieć?

Trzeba być ślepym i nic nie widzieć

Żeby narzucać wszystkim swe zdania

Miast zadać sobie ważne pytania

Jak skończyć te głupie waśnie?

Co zrobić by kraj nasz właśnie

Stał się przykładem dla innych nacji?

Jak wysłuchać wszystkich racji

By podjąć najlepszą decyzje

Rozsławiając przy tym naszą ojczyznę

Wy jednak kłócić wolicie

Z nikim i niczym się nie liczycie

Bo najważniejsze są wasze ambicje głupie

A innych zdanie macie dziś w dupie

Krótkie więc będą te wasze rządy

I wkrótce ścigać was będą sądy

Bo arogancję zacząć karać należy

Żeby każdy kto w prawo wierzy

Mógł zawsze zasypiać spokojnie

I śnić o pokoju a nie o wojnie.

 

Reklamy

Efekt „cieplarniany”.

Gdzieś koło wtorku

Burza w rozporku

Dopadła Jarka

„To pewnie fujarka

Znowu przygrywa

I gacie rozrywa”

Pomyślał dumnie

I bezrozumnie

Złapał za krocze

By myśli prorocze

Dotykiem potwierdzić

„Coś mi tu śmierdzi”

Pomyślał gniewnie

I spojrzał niepewnie

W dłoni kierunku

Szukając ratunku

Gdy na nią patrzył

Dojrzeć był raczył

Przyczynę odoru

Z rozporka otworów

Syczało gazem,

Który tym razem

Nie mając ujścia

Na zewnątrz pójścia

Sprawiał wrażenie,

Że jest pragnieniem

Był on tymczasem

Węglem z potasem

Co się wydostał

I w miejscu pozostał

Gdy dłoń Jarkowa

Do czynu gotowa

Z impetem natarła

Rozporek rozdarła

Gaz uwalniając

Smród zostawiając

I tak zatruty

Jarek zepsuty

Będąc na haju

Mści się na kraju.

A propos życzeń

Będzie sporo wszystkiego najlepszego. Rozwinąłem to odrobinkę i oto co z tego wyszło.

Co to takiego

Wszystkiego najlepszego?

I już donoszę.

To ciepłe bambosze,

To miłość żony

I bycie spełnionym,

To męża kochanie

I bycie w stanie

Liczyć na niego

W przypływie złego,

To uśmiech na twarzy

Co się kojarzy

Z udanym życiem,

To sobą bycie,

To trochę nadwagi

By dodać powagi

Samemu sobie

W potrzeby dobie,

To marzeń spełnienie

I zdrowia tchnienie,

To w domu spokój

I wokół nas pokój,

To dzieci zdrowe

Gdy trzeba gotowe

Przyjść nam z pomocą

Za dnia lub nocą,

To radość z poranka

Co niczym kochanka

Ze snu nas budzi,

To dzień co nie trudzi

Choć pracy jest pełen,

To być przyjacielem

I pośród nich tkwienie

Gdy się zmartwienie

Gdzieś tam pojawia,

To ogień co sprawia

Że chcemy więcej

I to czym prędzej

Od życia dostać,

To troskom sprostać

Zanim urosną,

To kwiaty co rosną

I pachną na łące,

To lato gorące

I zima łagodna,

To myśl swobodna

Co nas kształtuje

I wiarę buduje,

To ciepło z kominka

I ślad co szminka

Na twarzy maluje

Gdy ona całuje,

To dobra wódka

Gdy szara i krótka

Jest pora zimowa

I na tym ma mowa

Dobiegła końca

I tylko słońca

Wam jeszcze życzę

I na to liczę

Że nie pominąłem niczego

Wszystkiego najlepszego

Ach te kości i to ciało.

Moje niezbyt młode kości

Bardzo mocno złości

Stref czasowych zmiana

Zatem dzisiaj już od rana

Jęczą, płaczą i zgrzytają,

Że się na to nie zgadzają,

Źe dość mają już podróży

Bo im wcale to nie służy

Przecież bilet mam kupiony

I dla siebie, i dla żony

To wydatek dla mnie spory

Zaprzepaścić, byłbym chory

I do domu wrócić muszę

Więcej stamtąd się nie ruszę

Udobruchać je próbuje

Lecz to wcale nie skutkuje

Wręcz odwrotnie, jakby opętane

Aplikują bóle dotąd mi nie znane

Pot wyskoczył mi na czoło

Aspiryny szukam wkoło

Gdy mi wpadła myśl takowa,

Że bólami rządzi głowa

Ona kościom rozkaz dala

Pora strajków jeszcze nie nastała

Pod naporem świadomości

Ustąpiły bóle moich kości

Myśl się jednak zasiedliła

Ostra taka niczym piła

W życiu często tak już bywa,

Że gdy człowiek by odkrywał

Nowe światy, nowe kraje

To mu ciała już nie staje

Mowię wam szczerze.

Mówię wam szczerze,

Że śmiech mnie bierze

Na tych bałwanów

Co chcą waćpanów

Przed nami zgrywać

I siebie nazywać

Głosem narodu

Be żadnych powodów

Mówię wam szczerze

Ja w to nie wierzę,

Że jedna czwarta

Jest tego warta

Aby trzy ćwierci

Przestały się wiercić

Żądając posłuchu

Nie tylko w duchu

Mówię wam szczerze,

Że tutaj pacierze

Choć nie zawadzą

To nic nie poradzą

By przyszłą jesienią

Tych co się mienią

I rządzą krajem

Przegnać nahajem

Mówię wam szczerze

Nie pod pręgierzem

Tu trzeba czynów

By do kretynów

Zaliczyć się nie dać

I kraju nie sprzedać

Jeśliś poważny

Każdy głos ważny

Melancholijnie

Tam gdzieś

Leży ma wieś

W małej dolinie

Gdzie rzeka płynie

I ptaszek śpiewa

I rosną drzewa

A na nich kwiaty.

Tam pies kudłaty

Szczeka radośnie

A ścieżka skośnie

Przecina łąki,

Na których pająki

Swą sieć zakładają

Na zdobycz czekając.

Tam cisza panuje,

Której nie psuje

Konia gadanie

I gęsi gęganie

Kiedy z zagrody

Do źródła wody

Nad ranem wychodzą

Z lubością w niej brodząc

Tam droga kręta

Z ziemi poczęta

Pełna kamieni

Pośród zieleni

Pnie się pod górę

By spotkać chmurę

Co na nią czeka

Jak pies na człowieka

Tam z dala od drogi

Wkraczam w swe progi

Na ścieżki końcu

I w pełnym słońcu

Dom swój znajduje

Co zawsze ratuje

Mnie zmęczonego

Od dnia powszedniego

Kto to taki?

Wzrost od ziemi: nie jest znany

Stan umysłu: wciąż naćpany

Kolor włosów: łyso-szpakowaty

Wyraz twarzy: durnowaty

W kilogramach waga: wielka tajemnica

Przebyte choroby: mózgowa kamica

Kolor oczu: brąz morderczy

Pasja, konik: naród dręczyć

Stanowisko: jeden z posłów

Przynależność: partia osłów

Ulubiona proza: z bezpieki teczki

Zawsze gotów: do ucieczki

Jego ego: większe od planety

Przyjaciele wierni: z moheru berety

Wiara i religia: toruńskgie klimaty

Jego patriotyzm: zniszczyć kraj na raty

Wykształcenie: historia z rękawa

Dokonania: na Bolka obława

Biegły w wiedzy: teorie spiskowe

Ulubione miejsce: komisje sejmowe

Biegły w sztuce: donoszenie

W czym najlepszy: w byciu leniem

Zycie seksualne: żadne albo marne

Powiązania z mafią: wręcz spektakularne

Specjalność wojskowa: zbyt wielka tępota

Dla prezesa: gorszy jest od kota

Słabość: doradcy w pieluchach

Alkoholizm: zawsze coś wydmucha

Jego zwierzchnik: wieki, mały człowiek.

Czuje się najlepiej: gdzie głupoty mrowie

Nawyki: bajek rozprawianie

Osiągnięcia: wyborców dymanie

Wkurwia go najbardziej: pałac ten od ruskich

Łechcą podniebienie: napewno nie kluski

Obstawa: generalskie lizusy

Czyta biegle: herbaciane fusy

Ksywa: Antonio „Węch” Wąchalski

Okręg: Piotrków Trybunalski

Implant nienawiści

Wraca Krycha od lekarza

W swojej głowie wciąż przetwarza

Usłyszała bowiem od doktora,

Że poważnie ona chora

Z głowy całkiem rozum wyparował

I nie wiedzieć, gdzie się schował

Przelecieli wszystkie ciała zakamarki

Zaglądnęli też do szparki

Zginął, przepadł nie ma drania

Wyszedł z głowy bez pytania

W jego miejscu pozostała dziura

Wielka jak deszczowa chmura

Czymś wypełnić ją koniecznie

Bo się robi niebezpiecznie

„Może prezes na to coś poradzi

On napewno mnie nie zdradzi”.

Wyruszyła zatem w odwiedziny

Do faceta bez rodziny

Który kraj swój uratował

Gdy ten niemal bankrutował

Wszystkich on jest chorób znawcą

Niejednego trutnia zbawcą

Stąd w niej wiara nieodparta,

Że przegoni on z niej czarta

Tego, który spowodował,

Że z jej głowy rozum wywędrował

Rzucił prezes wszystkie prace

Aby pomóc nieboraczce

Jego próby rownież spełzły na panewce

Nie był w stanie pomóc dziewce

Zatem w jej od dawna pustej głowie

Wszczepił implant co się nienawiścią zowie.

Operacja się udała znamienicie

Chyba sami to widzicie.

Polityczna zasada.

Za górami, za lasami

Rządził goryl zwierzętami

Przed nim niedźwiedź tu królował

Lecz na władzę zachorował

Ona oczy jemu zaślepiła

I w efekcie go zgubiła

Bo zapomniał o mieszkańcach

Co na dżungli krańcach

Radzić sobie nie umieli

Choć niektórzy bardzo chcieli

Większość tego towarzystwa

Dla wygody i z lenistwa

Pod drzewami tylko narzekała

I do pracy iść nie chciała

Goryl dobrze o tym wiedział

Na tym samym drzewie siedział

Swoje małpy wciąż poganiał

I od pracy sam się wzbraniał

Przyrzekł zatem przy niedzieli

Wszystkim tym co zmiany chcieli,

Że jak tylko władze on uzyska

Kapać forsą będą z pyska

Ci o których niedźwiedź nie pamiętał

Bo on bestia był przeklęta

Goryl rownież wiedział doskonale

Że po swojej stronie ma szakale,

Że się sępom cieżko żyje,

I że hieny żrą pomyje

Lisom się poluje coraz trudniej

I kojotom jest paskudnie

Wezwał zatem kruki na spotkanie

Chcąc pogadać z nimi o swym planie

I uzyskać ich poparcie.

Zachęcone lepszym żarciem

Całe chmary ich zleciały

I swą pomoc obiecały

Rozleciały się po dżungli więc ptaszyska

Propagując zmiany bazyliszka.

Goryl sprytnym się okazał politykiem

Choć na wodzie i patykiem

Opisywał wszystkie swoje cele,

Których było bardzo wiele.

Niedźwiedź o tym nic nie wiedział

Bo on w swojej norze siedział

Zapadając w sen zimowy

Nie zawracał sobie głowy

Popularności swojej spadkiem

Swej głupoty płynąc statkiem.

I tak goryl stał się absolutem

W dupę kopnął misia butem

Krukom oddał sprawy wiary

Żarciem wypełniając gary

Mu oddanym i posłusznym

Boć on władca wielkoduszny

Swoim małpom oddał przywileje

Sam rechocze i się śmieje

Z miśka żalów i rozpaczy,

Taki jego czar jest kaczy.

W polityce ważna zda się być zasada

O maluczkich zapominać nie wypada

Choćby hieny, choćby sępy

Jeśli nie wiesz toś jest tępy.

Warszawskie wybory

Rzecze Jontek do Patryka

„Ty nie będziesz mnie tu fikał,

Jak ja mówię burzyć trzeba

Znaczy polecenie to jest z nieba

Skąd ja swą sprawuje władze

Zatem dobrze tobie radzę

Jeśli wygrać chcesz wybory

Na właściwe wracaj tory”.

I rzucając gniewne mu spojrzenie

Sycił się Patryka ciała drżeniem.

I tak oto na początek

Hetman Wielki, Szogun Jontek

Zdradził partii swej zamiary,

Że w Warszawie zrobią czary mary

I z pałacu co ich drażni

Pomnik zrobią dla odważnych.

Tylko dla tych, których on szanuje

Bo ta reszta to sowieckie….zbóje

Coś w tym musi być na rzeczy

Skoro prezes też nie przeczy,

On się za obłędem Jontka chowa

Z niego przecież tęga głowa

I on rownież o pomniku myśli

Chociaż inny mu się przyśnił

Komu zatem tęskno do pomnika

Niech głosuje na Patryka

Pamiętajcie wszyscy jednak o tem,

Że on w rękach ich przedmiotem

Tak jak premier z prezydentem

On następnym delikwentem

Co na ichnim sznurku będzie chodził

A wyborców za nos wodził,

Że on taki niezależny strasznie

I to nie na żarty, lecz poważnie,

A to tylko są androny

Dobre dla wierzących w zabobony.

Kilka bowiem lat do tylu

Taki jeden co to powstał z pyłu

Tez obiecał wszystkich poprowadzić

A on tylko dymem przed oczami kadził

Patryk to powtórka właśnie tego

Z tej przyczyny nie głosuje więc na niego