Pożegnanie lotnika

Wszystko już pewnie zostało powiedziane na temat marszałka sejmowego lotnictwa. Nie będę się zatem nad tym rozwodził.

Chciałem jednak dodać to do tego obrazka dwa spostrzeżenia. Pierwsze z nich dotyczy jakieś konferencji prasowej, w której brał udział prezes, lotnik i rzecznik prasowy kogoś tam albo czegoś tam, bo tych rzeczników w rządzącej partii jest więcej jak bezdomnych psów. Ów specjalista od PR trzyma w ręce plik dokumentów, który po opuszczeniu sięgnął aż do ziemi. To miał być niby spis lotów poprzedników. Pewnie i latali, co wcale by mnie nie zdziwiło. Różnica jest tylko taka, że obecni mieli tego nie robić. Po co zatem ta szopka z wydrukami? Chyba tylko po to aby tylko ogłupić tych co już są wystarczająco głupi.

Druga rzecz jaka mnie wręcz bulwersuje, to pożegnanie lotnika. I tu postanowiłem zamieścić z niego zdjęcie, które ukazało się na portalu Wirtualna Polska. Idzie sobie pomiędzy rzędami panisko z uśmiechem od ucha do ucha a z ław sejmowych biją mu brawo. Gościa odwołano, skompromitował swoje środowisko, a to w swojej bezwzględnej tępocie z usmiechami na twarzach prosi o bis. Czyż można wyborcy pluć bardziej w pysk? Pewnie można bo ich elektorat też jest bez twarzy. Jeśli do tego dołożymy podziękowania za ciężką i solidną prace wygłoszone przez złotoustą Krystynę i marszałka senatu Karczemnego-Karczewskiego pod adresem lotnika to mamy pełnym obraz tego jak traktują swoich wyborców pisowskie elyty.

Nawiasem mówiąc żal mi się zrobiło Karczemnego-Karczewskiego, że żyje w tak skromnych warunkach i pracuje oczywiście dla idei. Tylko kompletny idiota może kupić tak wierutne kłamstwo.

Zdjęcie pochodzi z Wirtualnej Polski

Reklamy

Ewakuacja czyli powrót do domu.

Opuszczamy dzisiaj Trumpolandie. Sześć tygodni poza domem to na tyle duże, źe chce się wracać. Trzy tygodnie z tego spędziłem w Kaczystanie. Zastanawiam się zatem gdzie było bardziej normalnie.

Nie da się ukryć, źe oba kraje przechodzą swego rodzaju kryzys polityczny. To chyba jednak znak naszych czasów. Mężów stanu wszędzie jak na lekarstwo, za to karierowiczów wysyp taki jak za najlepszych czasów grzybów w lesie. Polityk stał się synonimem zła, oszustwa, hipokryzji, podwójnych standardów, kłamstwa odwołującego się do naszych najniższych instynktów. Dzisiejszy polityk dla władzy nie cofnie się przed niczym a ostatnią rzeczą, którą się kieruje jest dobro ogólne. Partykularyzm i oportunizm to kolejne cechy dzisiejszych ludzi kierujących krajami.

W tym kontekście Polska pewnie niewiele różni się od wielu innych krajów, w tym Stanów Zjednoczonych. To co najbardziej mnie uderzyło to swego histeryczna nienawiść obozów przeciwnych w kraju nad Wisłą. Daleki jestem od stwierdzenia, że w Stanach tego nie ma, jednak nie na taką skalę. Być może wynika to z tego, źe USA są hegemonem na swoim kontynencie a w Europie Polska mające wewnętrzne problemy polityczne uwikłana jest również w te zwanymi europejskimi.

Stany żyją oczywiście innymi, dla nich ważnymi, wydarzeniami na arenie międzynarodowej. W Europie swego już dokonali, osłabiając Unię. Teraz, zwłaszcza, że zbliża się rok wyborczy, bankrut z Białego Domu przypomniał sobie o pokojowej roli i misji jego kraju. Martwi go zatem niemożebnie Iran i Korea Północna. Tam widzi spore możliwości zdobycia poparcia w przyszłym roku. Grozi zatem swoim paluchem w tamte strony a wtajemniczeni podejrzewają, źe sprawa wojny w Iranie jest przesądzona. Co gorsza nasze oszołomy, z chęcią poprą amerykańskie starania o wprowadzenie ich stylu życia na całym świecie. Nasz najbardziej znany jasnowidz twierdzi, że będzie wojna…ano zobaczymy.

Opuszczam zatem Trumpolandie bez większego żalu. Chociaż, jak każdy rodzic, trochę ciężko ewakuować się tak daleko od swojego przychówka. Z drugiej strony, póki pary nie brakuje, tak jest lepiej dla każdego. Mamy po prostu inny styl życia.

Dwie przesiadki czekają nas jutro w drodze do Leninchiny. Skoro nazywam Polskę Kaczystanem a Stany, Trumpolandią to postanowiłem wymyślić coś równie śmiesznego dla mojego aktualnego miejsca zamieszkania. Rządzi tam Lenin Moreno, aktualnie również niezbyt lubiany. Postawił on w swojej polityce zagranicznej na Chiny, które coraz bardziej rozpychają się na całym kontynencie. Być może przyjdzie mi uczyć się nie tylko hiszpańskiego ale również jakiejś odmiany chińskiego. Póki co nie mam zamiaru się tym przyjmować, hiszpański wciąż jest dla mnie priorytetem.

W domu natomiast czeka mnie walka, jak wleźć w spodnie, które ze mnie spadały jeszcze sześć tygodni temu a teraz cisną mnie w pasie.

Podobieństwa i różnice

Sytuacja polityczna w Trumpolandii przypomina tą w Kaczystanie. Tutaj również kraj jest mocno podzielony, do pewnego stopnia spolaryzowany między dwiema opcjami. Pro Trumpści to nawet niekoniecznie zwolennicy republikanów. Tradycyjne uprzemysłowione regiony Stanów należą i głosują zwykle na korzyść demokratów. Jeśli spojrzeć na mapę to są to tereny położone przede wszystkim na wybrzeżu. Nowy Jork i Kalifornia, chociaż od czasu do czasu trafia się tam republikański gubernator to jednak w wyborach prezydenckich wyrwanie choćby jednego stanu z rąk demokratów jest niemal niepodobna.

Stany centralne to już domena republikanów. Ludność tu mieszkająca to przede wszystkim drobni farmerzy. Tu religia i tradycyjne wartości mają więcej do powiedzenia. To tu mieszka najwiecej konserwatystów i ludzi wierzących w wielkość amerykańskiego sposobu życia.

Zasadniczo już przed wyborami wiadomo z góry, który stan jak będzie głosował.

Są jednak miejsca, w których ciężko przewidzieć co zrobią wyborcy. Gdy Bush Junior wygrywał wyścigi prezydenckie w obu przypadkach o jego wyborze zdecydował właśnie jeden z tych stanów, w których trudno założyć co strzeli do głowy wyborcom. Przy pierwszym wyborze to Floryda zdecydowała o zwycięstwie Busha, przy drugim Ohio. Padło w obu przypadkach wiele oskarżeń i podejrzeń, niczego jednak nie udowodniono.

Ostatnia elekcja prezydencka była odrobine zaskakująca bo mało kto dawał szanse Trumpowi na nominacje z ramienia republikanów. Oczywiście mało kto wierzył, że uda mu się pokonać Clintonową. Trump, podobnie jak Kaczyński dobrze odczytał nastroje wśród ludności i odwołał się do tych właśnie. Hilary reprezentowała wszystko to co się nie sprawdziło. Żadne hasła już nie działały. Ta sama gwardia polityków obrzydła ludziom.

Trump reprezentuje wszystko to co Kaczyński, czyli albo jest się jego bezkrytycznym kibicem albo się go nienawidzi. Niestety te skrajne uczucia do jego osoby przeniosły się również na ludzi. Stopień zniechęcenia wyznawców pro do anty Trumpa i vice versa uniemożliwia wręcz porozumienie obu stron. Tak jak u nas.

Podobnie jak u nas opozycja nie ma klarownego lidera wyszczekując jedynie jak zły jest obecny pierwszy obywatel. To nie wróży nic dobrego przed następnymi wyborami.

Ludzie coraz mniej wierzą politykom, coraz częściej głosują na kogokolwiek byle był spoza dotychczasowego układu, wierząc że może on coś zmienić.

Na tym właśnie polega różnica między sytuacją w Polsce i USA. Nad Wisłą głosowali na znanego polityka, który zwrócił się do zapomnianego ludu. Tutaj głosowali na kogoś spoza tego samego kręgu skompromitowanych polityków, a ten też wykorzystał naiwność ludu odwołując się do jego fobii.

Póki co to się sprawdza. Jak będzie dalej …. zobaczymy.

Przed wyjazdem.

Nasz przysiołek składa się z sześciu domostw. Trzy z nich są zamieszkałe przez cały rok, dwa od czasu do czasu i jeden jest pustostanem.

Nasz dom znajduje się właśnie w środku trójki, która mieszka non stop. Słowak, już nas opuścił zostawiajac na straży swojego domu kota i nas do jego doglądania. Zatem aktualnie mieszka nas tu trzy rodziny.

Po naszej lewej dentysta specjalizujący się w leczeniu kanałowym, a po prawej emerytowane małżeństwo. Mąż był kiedyś kardiologiem. Z nimi mieszka córka i wnuczka. Obaj nasi sąsiedzi choć mają tutaj swoje domy to większość czasu spędzają w Cuence. Stomatolog oczywiście pracuje a jego żona nie lubi tu być sama, zatem zabiera się z dzieciakiem do miasta i wraca razem z mężem. To właśnie u nich zostawiliśmy ostatnio klucze, do których dorwała się ich sprzątaczka.

Rodzina kardiologa natomiast ze względu na córkę, która studiuje, wynajmuje mieszkanie w Cuence i tam spędza cztery pierwsze dni tygodnia. Ich trzydziestoletnie dziecko uczy się wieczorowo zatem nie chcą żeby wracała tak późno do domu, wolą wynajmować apartament, z którego i tak korzysta ich syn.

Zostaliśmy zaproszeni, jakieś dwa tygodnie temu przez nich na kawę. Zaoferowali nam opiekę na roślinami na naszym patio. Oryginalnie mieliśmy wynająć do tej roboty naszego taksówkarza. Rozwiazanie z sąsiadami jest jednak o wiele wygodniejsze. Poza tym z sąsiadami dobrze jest mieć dobre relacje.

Tym razem sposób w jaki nas okradziono poprzednio nie wchodzi w grę. Po pierwsze zmieniliśmy zamki, po drugie mamy teraz dodatkowe drzwi, które trzebaby sforsować aby wejść do środka. Po trzecie wreszcie zabezpieczyliśmy okna metalowymi prętami, które instalujemy tylko na takie jak ta okazje. Po czwarte wreszcie mamy obietnice od prowadzącego dochodzenie policjanta, że będzie cześciej patrolował naszą okolicę, w co osobiście nie wierze, ale niech mu będzie.

Kawa u naszych sąsiadów to doskonała okazja do zasięgnięcia języka i podszkolenia się w hiszpańskim. O ile kardiolog coś tam spikuju po angielsku o tyle żona zna tylko hiszpański. Coś tam już ogarniam ten ichni język. Zatem dowiedziałem się, że i Ekwadorczycy mają dość swojego prezydenta o dumnym imieniu Lenin. Okazuje się, że podobnie do naszego PiS-u, pan Lenin skoncentrował się na audycie poprzedniego prezydenta, którego nawiasem mówiąc, był zastępcą w trakcie jego pierwszej kadencji. Nic ten audyt nie daje oprócz pomówień. Poprzedni prezydent Rafael Correa jest żonaty z obywatelką Belgii i tam obecnie przebywa, jeśli dobrze zrozumiałem. Od Lenina dostał zakaz wjazdu i groźbę aresztowania w przypadku próby przekroczenia granicy. Ludzie jednak miło wspominają Rafaela, mnie się kojarzy z super czekoladkami, i naciskają na Lenina aby dał swojemu siedzeniu siana i zabrał się za jakaś robotę. Ale ten nie bardzo ma na to ochotę i wciąż audytuje kogo się da z poprzedniej ekipy. Nie znam szczegółów ale gość od WikiLeaks coś szpetnego powiedział na temat Lenina a ten długo się nie zastanawiając pokazał mu drzwi wyjściowe z ekwadorskiej ambasady w Londynie.

Jak już poznam tajniki hiszpańskiego to takich nowinek będzie więcej. Póki co muszę czekać na zaproszenie na kawę.

Skoro o filmach mowa.

Wielokrotnie wspominałem na tych stronach o mojej słabości do filmów. Oglądnąłem ich bez liku. Nie mam jakiegoś specjalnego gatunku, który przedkładam nad inne. Ostatnio jednak mocno wciągnęły mnie historie poparte faktami. Większość z nich jest oczywiście bardzo sfabularyzowana jednak sedno wydarzeń zostaje zachowane.

Jeśli nie film oparty na faktach to wtedy decyduje obsada. Mam kilku aktorów i aktorek, którzy mnie prawie nigdy nie zawiedli i gdy oni pojawia się w rolach głównych taki film kończy na mojej półce.

Staram się natomiast trzymać z dala od seriali. Trwają zbyt długo i pożerają mnóstwo czasu. Zdarza się jednak, źe od czasu do czasu i serial mnie wciągnie. Tak było z Ranczem, przed którego oglądaniem długo się broniłem. Okazał się jednak bardzo zabawnym portretem naszym własnym.

Wsród aktorów, którzy nieodmiennie nie zawodzili mnie, odmawiając występowania w podejrzanych produkcjach był Kevin Spacey. Doskonały aktor i prawdę mówiąc nie pamietam filmu, w którym on by grał i film okazał się niewypałem. To on był powodem, że zdecydowałem się odejść od swojej niechęci do seriali i dałem się wciągnąć w „House od Cards”. Nieprawdopodobna historia rozgrywająca się w Białym Domu. Kevin Spacey zagrał oszukanego polityka, który z chęci rewanżu niszczy po kolei wszystkich, którzy stanęli mu na drodze. Aż wreszcie on został prezydentem. Wyjątkowo podła postać. Aktor zanim zagrał, rozmawiał z wieloma waszyngtońskim politykami. Po tych rozmowach stwierdził, że sposób w jaki przedstawił swojego bohatera niewiele odbiega od charakterystyki tego co się dzieje za zamkniętymi drzwiami w Białym Domu i w amerykańskim parlamencie i senacie. Brud, syf, podchody, zniszczyć za wszelką cenę. To wszystko można zobaczyć w tym serialu. Jego żonę gra Robin Wright, równie chciwa i równie żądna władzy. Przez pięć sezonów to Spacey był centralną postacią. Gdzieś jednak właśnie w trakcie emisji piątej serii, Kevin popadł w problemy w życiu prywatnym. To, że jest gejem było już wiadomo. Nikt natomiast nie wiedział, że lubił się dobierać to swoich kolegów na planie bez ich przyzwolenia. No i sprawa się rypła. Spacey stał się balastem. Musiał też zniknąć z serialu, którego był częściowym producentem.

Szósty sezon zatem zaczął się ni stąd ni zowąd jego brakiem. Okazało się, że zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Tak czy inaczej to jego żona była teraz prezydentem USA. No i tu się zaczyna problem. Scenariusz tego sezonu to haniebna kopia z życia Michaela Corleone. On po odejściu swojego ojca przejmował władze nad mafią. Wyglądało na to, że jego rodzina jest u kresu i jego dni są policzone. Tymczasem Mike miał plan. W najmniej spodziewanym momencie usunął wszystkich swoich przeciwników i tych, którzy stali mu na drodze do bycia ojcem wszystkich ojców.

Identycznie robi Robin Wright. Tylko, że… to już po pierwsze było a po drugie do takiej roli trzeba być bezwzględnym i to widz musi widzieć. Bezwzględna ona była tylko, źe nie tak jak Spacey, którego każdy gest, każdy ruch sprawiał wrażenie, źe z tym człowiekiem lepiej być w dobrej komitywie.

No cóż świetny serial przez pięć sezonów, w szóstej odsłonie mnie zawiódł. Jeśli będzie siódma, w co wątpię to już beze mnie. Ale oglądać Kevina warto, bo facet pokazał świetne rzemiosło. Szkoda, że nie umiał trzymać rąk przy sobie.

Na pokładzie samolotu cz. II

Celowo Opzycje 6.3 odpuściłem przy omówieniu nowości na rynku gier komputerowych. Po pierwsze wpis byłby zbyt długi, a po drugie Opozycja 6.3 załadowana na tym samym komputerze mogłaby doprowadzić do wybuchu twardego dysku i kompletnego zniszczenia naszej maszyny. No cóż aby poznać jeden i drugi zestaw trzeba mieć trochę więcej oprzyrządowania. Decyzja należy do indywidualnych graczy. Zarówno Rząd 1.5 jak i Opozycja 6.3 to gry absurdalno-paranoidalne. Aby wychwycić ów paranoidalny absurd trzeba mieć oba zestawy w posiadaniu. W przeciwnym wypadku możemy niespodziewanie znaleźć się w pozycji abstrakcyjnego zniewolenia spowodowanego ksenofobiczną reklamą o naturze wyświechtanych frazesów. Co to wszystko znaczy? Qu..a nie wiem.

Do rzeczy zatem. Opozycja 6.3 nie może być grana samodzielnie. Konieczne są dodatkowe tytuły. Spośród nich osobiście polecam Platformersi 4.9, Nowocześni 5.0, KOT 7.0, Wspólne Listy 3.1, Interpelacje 7.5, Hańba 6.6, Zdradzieckie Mordy 3.3, Gorszy Sort 2.9, Żal 8.2, Tęsknota 5.5, Przetrwać 4.6, Powroty 6.3

Już na pierwszy rzut oka widać, że cały zestaw został wymyślony przez analityka krytycznego wobec działań opozycji. To dla mnie bardzo ważne, bo po prawdzie opozycja nie ma zbyt wiele powodów do zadowolenia. Wręcz odwrotnie, jawi się jako formacja mocno skłócona, której bardziej chodzi o koryto niż o dobro czegoś co oni górnolotnie chcą nazywać ojczyzną.

Do rzeczy jednak.

Opozycja kiedyś rządziła, co opisałem w moim wpisie, do którego link poniżej. Zadufana w sobie, straciła kontakt z wyborcami bo bardziej była zainteresowana dożynaniem watah i spotkaniami w knajpach, gdzie usłużny kelner serwował jej ośmiorniczki z mikrofonem. Dodatkowo ich lider dał nogę do Brukseli i zostali sami, sponiewierani taśmami.

Teraz próbują się odkuć. O tym właśnie mówią Platformersi 4.9 i Nowocześni 5.0. Odstawieni od koryta dużo paplają o wspólnym interesie. Gry są tak skonstruowane, że nawet na pierwszy rzut oka widać, że to ich gadanie to takie po próżnicy. Buntują się w trakcie posiedzeń parlamentu wnosząc swoje interpelacje ( patrz Interpelacje 7.5 ), wykrzykują hańba ( patrz Hańba 6.6), lecz nic z tego nie wynika bo za zamkniętymi drzwiami sobie sami pokazują środkowy palec. Widać w tych grach sporo smutku dewelopera, który nijak nie potrafił znaleźć optymizmu. Stąd odbywa się to wszystko w ponurej atmosferze czarnego humoru. W tej tonacji jest też KOT 7.0, który zdawał się rodzic nadzieje lecz szybko przestał szczekać, zmieniając się w miauczącego kota.

Trochę nadziei wnoszą gry Zdradzieckie Mordy 3.3 i Gorszy Sort 2.9. Dzięki nieokrzesanemu Belfegorowi z gier prorządowych, który tymi określeniami zwrócił się do opozycji, nagle okazało się, że sporo osób spośród ludu poczuło się dotkniętymi i wstąpiło w szeregi albo jednych,albo drugich. Opozycja początkowo na tej fali ogłosiła Wspólne Listy 3.1. Szybko jednak okazało,się, jak bardzo różnią się w definicji wspólne. Przechlapali zatem swój czas jak Benek z Autobigrafii i teraz trawią ich żale, tęsknota i chęć przetrwania o czym traktują gry o tychże tytułach.

Ale oto nadchodzi zbawca. W Powrotach 6.3 ponownie pojawia się gość, który przeniósł się kiedyś do Brukseli. Ma spore poparcie ale i mnóstwo wrogów. Czy zjedna opozycję? Tu gra kończy się znakiem zapytania.

Streściłem tu trochę rozwój wydarzeń ale to tylko z powodu wielokrotnego rozgrywania wszystkich niewiadomych, które doprowadziły mnie do optymalnych wyników. To wcale nie znaczy, że ktoś inny nie osiągnie lepszego rozwiązania.

Choć polecam ów zestaw to mój stosunek do niego jest psychodeliczny. Najlepiej mi się w to grało jak byłem najarany. A, że nie da się bez tego stanu rozgryźć kierunku, w którym podąża opozycja, proponuje zakup marychy, tam gdzie legalna lub chociaż jakiegoś dopalacza. Broń Boże nie wąchacie klejów. Już jeden się ich nawdychał i choć wciąż działa w parlamencie to rozum mu kompletnie odebrało.

https://widzianezekwadoru.wordpress.com/2014/08/01/gry-komputerowe-warto-wiedziec/

Gra o tron po polsku.

Poszły konie bo betonie jak zwykł mawiać mój kolega Jerzy. Rozpoczęła się gra o tron w wydaniu krajowym. Lubię ten serial bo pokazuje bezwzględność walki o władzę. Sądzę, że i ta bitwa na naszym krajowym podwórku będzie równie drapieżna, bardziej obliczona na zniszczenie przeciwnika niż zdobycie popularności. Trup pewnie nie będzie padał aż tak gęsto ale zapewne nie obejdzie bez elementów mistycznych a powietrze napewno przesiąknie gównem, którym z takim uwielbienie obrzucają się polityczni adwersarze.

Do linii mety jeszcze zostało trochę czasu ale główni bohaterowie przygotowują już swoje konie do biegu.

Patrzę na to wszystko trochę z dystansu stąd nie do końca znam wszystkie wierzchowce. Ograniczę się jedynie do tych, które rzucają się najbardziej w oczy.

Na parkurze na dzień dzisiejszy widzę sześć koni. Jakby się dobrze jednak przyjrzeć to dwa z nich to zajeżdżone szkapy, które wciąż przebierają nogami ale nie dość, że najlepsze lata mają za sobą to i dżokeje tacy jacyś mocno poturbowani. Ryszard Już Nienowoczesny i Grzegorz Pierzyna, w swojej walce miedzy sobą zajechali swoje wierzchowce na amen i już niewiele z nich pozostało. Będą próbować nafaszerować je jakimś anabolikami czy coś w tym stylu ale rezultat raczej będzie marny. Może i by je można było poderwać do galopu ale trzeba by zmienić jeźdźców, na co się nie zapowiada.

Dobrze natomiast wyglądają konie Donalda z Brukseli i Roberta InnegoWiercy. Sierść nieźle wygarbowana, dobrze wykarmione i co najważniejsze zaliczyły pare sukcesów w poprzednich gonitwach. I tu jednak koń to jedno a jeździec to drugie. Donald z Brukseli to doświadczony jeździec ale słaby na wirażach. Przy wchodzeniu w zakręt ma tendencje do przyspieszania co powoduje spore komplikacje dla konia. Męczy to go i potem ma problemy z dojściem do czołówki. Poza tym Donald przedłużył mu wiek emerytalny co z lekka wkurwia przecież już dobrze zapracowanego ogiera.

Robert InnoWierca to natomiast mało doświadczony jeździec. Wygrał pare pomniejszych gonitw ale sukcesów w postaci Derby jeszcze mu brakuje. A czasu na naukę mało. Zwłaszcza, że jego preferencje przeszły i na konia co skutkuje słabością wobec innych ogierów. To może okazać się jednak cecha dodatnią w kontekście jedności koń jeździec. Sporo w tym wszystkim niewiadomych ale ta para może się okazać czarnym koniem tego wyścigu.

Pozostałe dwa konie to faworyci. Mocno nażarte i wypasione. Jarosław Mściwy i Tadeusz Obłąkany to ich właściciele. Oboje do jazdy się nie nadają toteż zapewne użyją podejrzanych jeźdźców. Mają oni w zanadrzu pare sztuczek. Jarosław Mściwy z końskiego ogona zrobi napewno skrzydła samolotu w celu nawiązania do pewnego wypadku. Może to poderwać konia do lotu czego zapewne dopilnuje, specjalista lotnik domorosły Szogun z Piotrkowa. Tadeusz Obłąkany zaś na łbie swojego ogiera postawi krzyż co w zamiarze ma być właśnie tym efektem mistycznym, o którym wspomniałem na początku. Ten element może sprawić, że na tor wylegną nieświadomi tadeuszowej chciwości pątnicy, ciałem zasłaniać tory biegów innych koni. Pewnie nie będzie innego wyjścia, bo w obu przypadkach i jeźdźcy, i araby obrosły tłuszczem przez ostatnie trzy lata z hakiem. Trzeba będzie trochę zrzucić a z tym będzie cieżko bo bractwo czuje się nadzwyczaj dobrze przy pańskim stole. Należy też w tym przypadku wziąć pod uwagę osobowości właścicieli obu stajni. I konie, i jeźdźcy tych panów będą mieli dodatkowy powód do ekstra wysiłku. Ani Mściwy and Obłąkany nie lubią przegrywać. Jeśli do tego dojdzie, to od Tadeusza grozi klątwa a od Jarosława banicja w zapomnienie. Przekonała się o tym Beata Straszydło. Presja może odbić się negatywnie, choć i w tym przypadku szkapy nafaszerują antydepresantami.

Na dzień dzisiejszy nie widzę innej alternatywy.

Bomba idzie w górę. Przyjmuję zakłady.

Wynik (Po)równania.

Prostytutka i Sutener

O jednym mówi się jako o najstarszym zawodzie świata. Jednak na dobrą sprawę obie profesje powstać musiały mniej więcej w tym samym czasie. Prostytutka bez opieki sutenera musiała mieć ciężkie życie. Klient trafiał się przecież różny, czasami skory do rękoczynów. Sutener zapewniał jej ochronę, dawał poczucie swego rodzaju bezpieczeństwa. Nie ma nic za darmo. W zamian za to pobierał haracz od panienki, od czasu do czasu w naturze. To ona jednak harowała na nich dwoje, zatrzymując sobie, w zależności od szczodrości opiekuna, marny procent ze swoich zarobków. Jedna dziewczyna do opieki to jednak żaden wielki dochód dla sutenera. Opiekował się zatem kilkoma panienkami ze wszystkich czerpiąc dochody dla siebie. Opieka nad paroma ulicznicami zaczęła jednak komplikować życie opiekunom. Wymyślili zatem, źe będą trzymać swoje dziewuszki w jednym miejscu. Tak mi się wydaje powstały właśnie burdele.

Początkowo to panie harowały a panowie odgrywali rolę opiekunów. Z czasem jednak i panowie zaczęli dawać ciała stając się męskimi prostytutkami a opiekę nad domem publicznym od czasu do czasu zaczęła sprawować dama zwana potocznie burdel mamą. Tak mniej więcej wyobrażam sobie ewolucję najstarszego zarodu świata.

Polityk i Społeczność

I gdy tak sobie myśle o relacji pomiędzy panną do towarzystwa o jej opiekunem to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podobny związek przyczynowo-skutkowy ma miejsce między politykami i społeczeństwem. Tu rolę sutenera gra pan polityk, który swoimi decyzjami i działaniem zapewnia ludziskom bezpieczeństwo i pracę. Ludziska harują na tego gamonia za resztki z pańskiej tacy a on w zamian za ową opiekę pobiera od społeczeństwa podatki. Niby na potrzeby pracujących dla niego prostytutek, teraz politycznie poprawnie zwanych członkami społeczeństwa. Owi politycy potworzyli teraz partie na wzór domów publicznych, podzieli społeczeństwo na mniejsze społeczności, które zasuwają na utrzymanie owego politycznego burdelu. Każdy taki dom publiczny nazywa się dzisiaj okręgiem wyborczym, który wybiera niby swojego reprezentanta ale to taki pic na wodę, bo on reprezentuje albo swoje interesy, albo sieci burdeli o podobnym profilu. Tak powstał twór zwany dzisiaj franczyzą. Na jej czele stoi patron i satrapa, który kombinuje jak może aby dziwki z konkurencyjnych franczyzy przeszły do niego. Oferuje zatem lepsze warunki pracy, bardziej sprawiedliwy podział z nabijania swoich prostytutek w butelkę. Dla zapitalających od rana do wieczora panienek czy tez chłopców do towarzystwa, nawet pare groszy więcej wystarczy aby porzucili swojego patrona i poszli w diabły do konkurencyjnego satrapy. Toteż franczyzy walczą miedzy sobą na smierć i życie, nienawidząc się nawzajem bezgranicznie. Co jest oczywiście na rękę tym co trzymają kij w mrowisku kręcąc nim ku swemu zadowoleniu. Czyż nie mam racji?

Relacje jakie zachodzą miedzy prostytutką i sutenerem są wręcz uderzająco podobne do tych miedzy politykiem i społecznością. Nawet skrót wychodzi identyczny. Prostytutka i Sutener; Polityk i Społeczność. A jak do tego dołożymy Patrona i Satrapę to otrzymany wynik nazywa się pisowska Polska.

Polityczna zasada.

Za górami, za lasami

Rządził goryl zwierzętami

Przed nim niedźwiedź tu królował

Lecz na władzę zachorował

Ona oczy jemu zaślepiła

I w efekcie go zgubiła

Bo zapomniał o mieszkańcach

Co na dżungli krańcach

Radzić sobie nie umieli

Choć niektórzy bardzo chcieli

Większość tego towarzystwa

Dla wygody i z lenistwa

Pod drzewami tylko narzekała

I do pracy iść nie chciała

Goryl dobrze o tym wiedział

Na tym samym drzewie siedział

Swoje małpy wciąż poganiał

I od pracy sam się wzbraniał

Przyrzekł zatem przy niedzieli

Wszystkim tym co zmiany chcieli,

Że jak tylko władze on uzyska

Kapać forsą będą z pyska

Ci o których niedźwiedź nie pamiętał

Bo on bestia był przeklęta

Goryl rownież wiedział doskonale

Że po swojej stronie ma szakale,

Że się sępom cieżko żyje,

I że hieny żrą pomyje

Lisom się poluje coraz trudniej

I kojotom jest paskudnie

Wezwał zatem kruki na spotkanie

Chcąc pogadać z nimi o swym planie

I uzyskać ich poparcie.

Zachęcone lepszym żarciem

Całe chmary ich zleciały

I swą pomoc obiecały

Rozleciały się po dżungli więc ptaszyska

Propagując zmiany bazyliszka.

Goryl sprytnym się okazał politykiem

Choć na wodzie i patykiem

Opisywał wszystkie swoje cele,

Których było bardzo wiele.

Niedźwiedź o tym nic nie wiedział

Bo on w swojej norze siedział

Zapadając w sen zimowy

Nie zawracał sobie głowy

Popularności swojej spadkiem

Swej głupoty płynąc statkiem.

I tak goryl stał się absolutem

W dupę kopnął misia butem

Krukom oddał sprawy wiary

Żarciem wypełniając gary

Mu oddanym i posłusznym

Boć on władca wielkoduszny

Swoim małpom oddał przywileje

Sam rechocze i się śmieje

Z miśka żalów i rozpaczy,

Taki jego czar jest kaczy.

W polityce ważna zda się być zasada

O maluczkich zapominać nie wypada

Choćby hieny, choćby sępy

Jeśli nie wiesz toś jest tępy.

O podziałach słowo.

Nie ulega zapewne watpliwości, że jesteśmy podzieleni. Trochę to śmiechu warte, ale tylko stojąc z boku. Różnice światopoglądowe i zanik zdolności akceptacji jednych przez drugich i odwrotnie, mnie osobiście szokuje i irytuje. Granice absurdu sięgają wyżyn dotychczas nieznanych. Chłopo-rolniczy wschód nie bardzo nadąża za przemysłowym i nowoczesnym zachodem. A może to właśnie ta część Polski nie rozumie problemów wschodu? W miastach ludność, bez względu na to, w której części kraju, nie identyfikuje się z władzą. Odwrotnie na wsiach, gdzie to właśnie aktualnie rządzący zdają się dominować w miejscowej polityce. I to chyba jest właściwy podział: miasto przeciwko wsi, przemysł i średnia klasa przemysłowa przeciwko rolnictwu i chłopom. Dzieli nas rownież stosunek do religii, która dzięki zabiegom naszego kościoła stała się częścią gry politycznej. Na tej płaszczyźnie trudno zrozumieć i znaleźć jakiekolwiek trendy demograficzne. Tu rządzi zapewne ksiądz proboszcz lub wiecznie żywe pytanie związane z oczekiwaniami i ich realizacją przez sprawujących władzę. Polska chrześcijańska to tylko próżne hasło, bo mało kto dziś rozumie, nie mówiąc o postępowaniu, wartości chrześcijańskie. Nie wdając się w głębsze dyskusje, mam wrażenie, że rownież duchowieństwo ich nie rozumie, wymuszając na wiernych odpowiednie głosowanie.

Politycy podzielili Polskę na wschód od Wisły i na zachód od Wisły. To nie znaczy, że w tych enklawach dominuje tylko jedna orientacja bo przecież w obu częściach są miasta i wsie, mieszkają rolnicy i inteligencja, występuje ci bardziej pod wpływami kościoła i ci mniej dający sobie narzucić jego wolę. Obwinianie polityków to zatem spore uproszczenie. To my sami straciliśmy wolę porozumienia się i dajemy się prowadzić naszym wybrańcom. To my sami odrzuciliśmy dialog, po części wzorując się na jego braku na scenie politycznej, po części jednak sami w swojej ślepej wierze w jedynie własną słuszność zrezygnowaliśmy ze słuchania argumentów przeciwnika. Fakt naszej nieumiejętnosci w porozumieniu się jest tylko i wyłącznie na rękę tym, którzy do tego doprowadzili. Będą on podsycać antagonizmy między nami bo każda władza potrzebuje opozycji, a ta rządów, z którymi mogliby się nie zgadzać. Ani jednym ani drugim nie zależy albo wręcz byłoby nie na rękę, gdybyśmy umieli ze sobą rozmawiać i czarne nazywali czarnym a białe białym.

Jurek Owsiak w swoim wystąpieniu na jakiejś uczelni we Wrocławiu powiedział coś co bardzo przypadło mi do gustu. Chce on aby każdy z nas po zakończeniu nauki został zmuszony do opuszczenia Polski, bez prawa powrotu, na dwa lata. Kto chciałby wrócić wcześniej nie byłby wpuszczony. Wielu z nas brakuje wiedzy o świecie, doświadczenia w zakresie znajomosci innych kultur, sposobu ich życia. Taka wiedza odrzuca prymitywny nacjonalizm i powiększa horyzonty myślowe. Doskonały pomysł, bo w wielu rozmowach z moimi rodakami właśnie tego dystansu do samych siebie bardzo mi brakuje. Czy to znaczy, że ja wiem o wszystkim więcej i lepiej? Oczywiście, że nie, napewno jednak z tego powodu nikomu nie będę skakał do oczu.