Moja Wielkanoc

Nie przepadam specjalnie za świętami tymi na wiosnę i tymi grudniowymi. Dla kogoś żyjącego poza granicami kraju nastrają one zawsze trochę nostalgicznie. Każdy naród obchodzi je trochę po swojemu, serwując swoje dania czy pielęgnując swój sposób celebrowania uroczystości.

Okazuje się, że w Ekwadorze ważniejszy jest piątek niż niedziela. To właśnie ten dzień ma wydźwięk najbardziej rodzinny.

Przeglądałem przewodniki po Ekwadorze. Ze zdumieniem stwierdziłem, że święty tydzień chociaż celebrowany jest na terenie całego kraju już od Palmowej Niedzieli to jednak jedynie piątek jest dniem wolnym od pracy w całym Ekwadorze. Co ciekawsze wiele uroczystości jest specyficzne tylko dla określonych miejs. Inaczej świętują w Quito, inaczej w Guayaqui i jeszcze inaczej w Cuence. Zupełnie inne podejście do tych świąt mają natomiast rolnicy, którzy w tym okresie zachęcają swoje pola i sądy do wydania jak największej ilości plonów.

W największych miastach odbywają się oczywiście wszelkiego rodzaju procesje a największa z nich ma miejsce w stolicy kraju Quito. Obserwuje ją ponad ćwierć miliona mieszkańców miasta i turystów. Przebrani w purpurowe stroje z kapturami pątnicy mają symbolizować grzeszników. Zgodnie z tradycją powinni maszerować tak z łańcuchami u stóp w nadziei na odkupienie. Grzeszne panie natomiast rownież ubrane w purpurowe stroje przemieszczają się w tej procesji na bosaka.

Opisuję to bazując na przewodnikach. Sam tego nie widziałem bo to wymagałoby wycieczki do Quito czyli kilku dni. Jakoś ciśniecie się w takim tłoku do mni nie przemawia.

W Cuence podobno w czwartek ma miejsce tradycja odwiedzania siedmiu kościołów. W piątek natomiast odbywa się wielkanocna procesja. Po niej a może przed nią Ekwadorczycy konsumują tradycyjną zupę pod nazwą fanesca. I tu znowu składniki różnią się w zależności od regionu, jednak musi w niej być dwanaście rożnych ziaren, rożnych zbóż symbolizujących dwunastu apostołów. Inne dodatki to juz kwestia miejsca i wyobraźni.

To wlasnie w piątek ta zupa jest serwowana a całe rodziny biorą udział w celebracji świetego tygodnia. Sobota to najcześciej zabawy i kiermasze na terenie miast i miasteczek by w niedziele złapać trochę oddechu przed zbliżającym się poniedziałkiem, który jest już zwykłym dniem roboczym.

Nie ma w tym wszystkim święconki. Nie ma tez żuru, do którego tak jestem przyzwyczajony. To znaczy na naszym stole był tyle, że bez wędliny bo ta tutaj niewiele mawspolnego z tym do czego jestem przyzwyczajony. Okazało się zatem, że przejście na lekki wegetarianizm przydalobsie w tym momencie.

Nostalgie zabiliśmy natomiast serialem „Daleko od Szosy”, którego obejrzenie wypełniło nam wieczory całego tygodnia. Poczuliśmy się na łonie rodziny. No nie tak całkiem ale chociaż trochę. Reszty dopełnił skype.

Reklamy