Śmieszne memy wyborcze.

Chociaż sondaże nie napawają mnie poczuciem humoru, to jednak niektóre memy są naprawdę śmieszne. W poniedziałek stracą swoje znaczenie. Zatem to ostatni moment.

Jak wygrają to burdel przed nami.

Stwórcy nasz pamiętaj o tej niedzieli.

Już niewiele brakuje

Jak się to uda to…

Źródła. Koryto+, Sokzburaka, Rozliczymy Andrzeja Dudę, Nie lubię PiS u.

O Panu Janku słowo

Odchodzą powoli, jeden po drugim aktorskie ikony moich czasów. Będzie się to niestety zdarzać coraz cześciej bo przecież to już ludzie z ósmym, dziewiątym a czasami nawet dziesiątym krzyżykiem na karku.

Dziś pożegnał naszą rzeczywistość i przeniósł się do krainy wiecznych łowów Jan Kobuszewski, niewątpliwie jeden z najbardziej popularnych aktorów komediowych. Był duszą wielu kabaretów. Wyczytałem gdzieś na internecie, że swoim talentem komediowym dorównywał samemu Chaplinowi.

Głównie zasłynął swoimi rolami w kabaretach Dudek i Olgi Lipińskiej. Genialny komik z zawsze specyficznym wyrazem twarzy, który wywoływał we mnie spontaniczny śmiech.

Przyszło mu tworzyć i grać swoje role w czasach i miejscu gdzie zawód wcale nie był równoznaczny z byciem celebrytom. Aktorzy tamtych czasów to nie ta sama parada próżności dzisiejszej śmietanki, która poza parciem na szkło, w wielu przypadkach, niczym innym nie może się pochwalić.

Tamci aktorzy żyli podobnie do nas przeciętnych zjadaczy chleba. Wykonywali swój zawód nie dla pieniędzy, lecz przede wszystkim dlatego, że to była ich pasja. Być może ci najbardziej popularni i rozpoznawalni mieli z tego powodu jakieś przywileje jednak generalnie rzecz biorąc standard ich życia nie odbiegał aż tak od naszego jak to ma się dzisiaj. Nie chce przez to powiedzieć, że to coś złego. Człowiek o wyjątkowym talencie na jakiekolwiek niwie powinien czerpać z tego określone korzyści finansowe. Mam jednak wrażenie, że dzisiaj nawet beztalencia żyją lepiej niż ikony tamtych czasów.

Z tej całej palestry wielkich aktorów z czasów PRL-u jakoś nikt nie przychodzi mi do głowy, kto spędzałby większość czasu na ściankach i darmowych imprezach związanych z propagowaniem jakiegoś nowego produktu. Za pieniądze oczywiście.

Jan Kobuszewski pożegnał nas dobijając do osiemdziesiątego piątego roku życia. Czytam w dzisiejszym informacjach, że i on borykał się z problemami finansowymi podczas swojej choroby. I zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno panie ministrze kultury od siedmiu boleści. Na tym poprzestanę bo człowiek, o którym dziś piszę to uśmiech na mojej twarzy a ta druga osoba to grymas żalu i przygnębienia.

Ciekaw jestem z jakiej roli pamiętacie Jana Kobuszewskiego najbardziej? Mi mocno utkwił ze sceny w Czterdziestolatku, gdzie grał niespełnionego sportowca. Chlejesz pan – mówił do inżyniera Karwowskiego. Bo widzisz pan ja chleje. A potem – pamiętasz pan Zdzisława Kierzkowskiego? To ja … z nim biegałem. Panie jak ja kocham te naftę.

Panie Janku, choć my płaczemy to Bóg pęka dzisiaj ze śmiechu.

Znowu coś do śmiechu

Dawno już nie publikowałem żartów. Nadrabiam zatem zaległości.

Najbardziej szkodliwą pracę mają politycy. Nikt tak nie szkodzi jak oni.

Benek zaparkował samochód przed gmachem polskiego parlamentu. Od razu podchodzi do niego strażnik i mówi: – Nie możecie tutaj parkować. Tu wprost roi się od polityków

Na to Benek z uśmiechem: – Ja tym się nie przejmuje. Wykupiłem ubezpieczenie od kradzieży.

Szczoteczka do zębów pożaliła się w łazience: – Czasami odnoszę wrażenie, że mam najgorszą robotę na świecie.

Na to papier toaletowy parsknął śmiechem: – może się zamienimy.

Przyjaciółka rodziny wpada w odwiedziny: – Cześć, a gdzie twój mąż?

-Pokłóciliśmy się i teraz jest ogrodzie.

-Jakoś go nie zauważyłam, wchodząc

-Po prostu trzeba się do niego dokopać.

Od przyszłego roku zmienia się treść przysięgi ślubnej. Zgodnie z duchem czasu, zamiast „dopóki smierć nas nie rozłączy”, będzie się mówiło „dopóki rozwód, separacja lub zmiana płci…”

Do szanowanego profesora puka niezwykle atrakcyjna nowa sąsiadka:

Mam na imię Emilka, dopiero co się wprowadziłam do mieszkania obok i mam ochotę lepiej poznać miasto: potańczyć, poszaleć i wyładować w łóżku z kimś fascynującym. Czy ma pan wolny wieczór?

Zszokowany profesor niedowierzając własnemu szczęściu, przez chwile przyglądał się pięknej młodej kobiecie, pomęczyć jednym tchem wypalił:

-Oczywiście

-To będę mogła zostawić psa u pana?

Komisarz policji prowadzi wywiad z kandydatem starającym się o przyjęcie do służb porządkowych.

-Czy widział pan wykrywacz kłamstw.

-Ależ oczywiście, panie komisarzu! Z jednym z nich nawet się ożeniłem

Jarek pyta ochroniarza: – Czego ten kot tak w kuchni hałasuje

-A karmił go prezes?

-Nie

-To pewnie coś gotuje

Co następuje po biedzie? Nędza. A po nędzy? Minimum socjalne.

-Halo, przychodnia? Czy pan doktor dzisiaj przyjmuje?

-Jak zwykle.

-Chorych też?

Pacjentka ze skaleczonym palcem u lekarza.

-Bardzo dobrze, że przyszła pani właśnie dzisiaj

-Dlaczego?

-Bo jutro byłoby już za późno.

-Jak to? – pyta przerażona

-Bo rana by się zagoiła

Miłego tygodnia.

Racketman czyli Elton John

Po sporym sukcesie „Bohemian Rhapsody”, filmu dedykowanemu pamięci Freddie Mercurego i Queen, z dużym zainteresowaniem obejrzałem „Racketman”, poświęcony innej wielkiej gwieździe tamtych czasów Eltonowi Johnowi. Za moich czasów prywatka nie mogła obejść się bez jego utworów.

Elton John to, pewnie o czym każdy wie, estradowy pseudonim. Prawdziwe imię artysty to Reginald Kenneth Dwight. Urodził się w 1947 roku i już od dzieciństwa wykazywał niesamowite zdolności muzyczne. Polegały one na wręcz absolutnym słuchu. Nie chce nikomu psuć przyjemności ogladania filmu zatem muszę na tym skończyć, przynajmniej ten wątek.

Podobnie do „Bohemian Rhapsody”, i tu muzyka odgrywa dominująca rolę. Jednak w przeciwieństwie do filmu o Freddie Mercurym, tu większość piosenek została wkomponowana w akcje filmu. Osobiście o tym nie wiedziałem, ale jak wynika z tego co obejrzałem to prawie każdy utwór napisany i wyśpiewany przez Eltona Johna wiązał się z określonymi jego wydarzeniami w jego życiu.

Jest wiele podobieństw pomiędzy obydwoma filmami, główna jednak różnica jest taka, że „Racketman” jest bliższy musicalowi niż produkcji fabularnej.

W sferze życia prywatnego, nie nożna oprzeć się wrażeniu jak bardzo podobne było życie Freddiego i Eltona. To chyba po trosze obraz tamtych czasów. Narkotyki, prywatki, alkohol to pewnie w tym środowisku nie zmieniło się do dzisiaj. Podobnie jak solista Queen również i bohater tego filmu zaufał nie temu komu powinien odrzucając prawdziwego przyjaciela. To pewnie również podobieństwo wielu życiorysów artystycznych z tamtego okresu. Zło i źli ludzie, kręcący się przy nieprzygotowanych na wielki sukces ludziach zniszczyli życie wielu kultowym artystom. Mało nie zniszczyli i Eltona Johna.

I Mercury, i John borykali się z problemami natury seksualnej. Homoseksualizm był wciąż wstydliwy i mało kto decydował się do tego przyznać. Każdy musial sobie z tym sam radzić we własnym zakresie. Aczkolwiek w środowiskach artystycznych preferencje seksualne gwiazd nie były żadną tajemnicą, to jednak oficjalnie nikt tego nie potwierdzał, bo mogłoby to mieć negatywny wpływ na rozwój kariery. Czy to był główny powód ucieczki bohatera filmu w świat narkotyków i alkoholu? Zapewne nie, tak wtedy szalało całe to szalone środowisko. Dzisiaj pewnie nie jest inaczej.

Elton John w porę wyhamował i dziś jest w szczęśliwym związku z innym mężczyzną wychowując dwóch synów. Na szczęście nie mieszkają w naszym kraju.

Film nie jest zapewne genialnym dziełem ale to moja młodość a każdy na swoją patrzy przez różowe okulary. A skoro o binoklach mowa to z nich najbardziej zasłynął Elton John.

Chciałem podłączyć jakiś klip z YouTube do tego tekstu, ale przy moim internecie zajęłoby mi to bardzo długo i kto wie czy by się udało.

Z ekwadorskiego ogródka 2

Parę miesięcy temu opublikowałem notkę na temat jednego z owoców charakterystycznych dla tej strefy klimatycznej. Była to guanabana. Chciałem przedstawić inne owoce ale jakoś tak schodziło. Najwyższy czas pokazać kolejny owoc, który raczej ciężko znaleść w Europie z uwagi na szybki proces dojrzewania i przejrzewania.

Cherimoya, bo o niej mowa, jest bardzo podobna do guanabana. Jest jednak o wiele mniejsza. Dla mnie smakowo jest identyczna. Jednak moja dziewczyna mówi, że różni się smakowo. No cóż, w tym względzie muszę bardziej polegać na jej zdaniu. Jeśli jednak jest jakakolwiek różnica to zdecydowanie minimalna.

Jest ona owocem flaszowca peruwiańskiego i znawcy smaków twierdzą, że smakuje jak gotowy budyń lub słodki krem, stąd jej angielska nazwa custard apple czyli jabłko o smaku kremu budyniowego. Owoc ma zieloną łupinę i dość duże czarne pestki w środku otoczone białym miąższem. Spożywa się jedynie białą zawartość.

Chemrimoya bogata jest w witaminy C, E i B6. Zawiera błonnik, magnez, potas, fosfor i żelazo. Jest doskonałym antyoksydantem, ma właściwości, antybakteryjne, antynowotworowe i wpływa pozytywnie na odporność organizmu. Tak o niej piszą na różnych internetowych stronach.

Rzeczywiście jest smaczna ale podobnie do guananaby, po kilku kęsach zaczyna być odrobine mdła. To jednak moje odczucie.

A, że wczoraj ją jadłem to dzisiaj o niej piszę.

Pora na trochę śmiechu.

Dawno nie było dowcipów. Wynalazłem pare ze starych numerów Angory.

Dwaj przyjaciele dyskutują o różnych formach uprawiania seksu.

– Uwielbiam na rodeo – mówi pierwszy

– Na rodeo? – dziwi się drugi – jak to jest?

– Kochasz się ze swoją żoną, pieścisz, a potem szepczesz jej do ucha: pachniesz takimi samymi perfumami jak moja sekretarka.

– No!?

– No i utrzymaj się w siodle dłużej niż pięć sekund.

W szpitalu wstrząśnięta pielęgniarka woła do lekarza.

– Panie doktorze! Panie doktorze! Symulant z sali numer 2 zmarł

– No tym razem to już przesadził – ze spokojem odpowiedział lekarz

– Halo! Gdzie się dodzwoniłam? Z kim rozmawiam?

– Tu sklep obuwniczy.

– Oj przepraszam pomyliłem numer.

– Nic nie szkodzi. Proszę przyjść, wymienimy.

Jakich słów używa Sycylijczyk na widok pięknej kobiety?

– Cioa! Szybki numerek i pizza?

A gdy kobieta pokaże mu środkowy palec, szczerze się dziwi.

– Naprawdę nie lubisz pizzy?

Jeśli posłucha się kobiet, to wszystkie mają genialne dzieci, a ojcowie ich wszystkich to idioci.

Rozmawia dwóch emerytów.

– Wyobraź sobie, że ostatnio mam kłopoty z pamięcią

– To niedobrze. Może pożyczyłbyś mi 300 złotych?

Pracownik rano dzwoni do szefa i mówi:

– Źle się czuje, nie przyjdę dzisiaj do pracy

Na to szef odpowiada:

– Dla mnie najlepsze lekarstwo na złe samopoczucie to seks z moją żoną. Też radzę ci spróbować.

Po dwóch godzinach pracownik dzwoni ponownie:

– Szefie to działa. Czuje się znacznie lepiej. Aha, ma pan bardzo ładny dom.

W supermarkecie, dwóch facetów zderz się wózkami.

– Nie może pan uważać!? – mówi jeden z nich

– Przepraszam, ale szukam żony i się zagapiłem.

– Ja również – odpowiada drugi – a jak pańska żona wygląda?

– Jest wysoka, smukła brunetka o niebieskich oczach, niesłychanie zgrabnych nogach, z pięknym biustem. No cóż, może nieco za duży dekolt, do tego przezroczysta bluzka i nie nosi biustonosza. A pańska jak wygląda?

– Zapomnijmy o mojej. Poszukajmy pańskiej.

Źródła:

Angora nr 38. 17 września 2017. Świat się śmieje.

Angora nr 44. 29 października 2017. Świat się śmieje.

Karciane przekręty.

Karty kredytowe, karty debetowe, kto dzisiaj nie korzysta z tego dobrodziejstwa. Lekko, łatwo i przyjemnie. Nie trzeba gotówki no i jak to mówią plastik przyjmie wszystko. Nawet tutaj w Ekwadorze, kraju uważnego za trzeci świat ta technologia ma się całkiem dobrze. Z kart kredytowych wyleczyłem się jeszcze w Stanach. Jednak debetowa wciąż jest przeze mnie używana.

Żyjemy jednak w czasach, w których technologia pobudza rozwój mniej sympatycznych zjawisk utrudniających życie przeciętnemu Kowalskiemu. Kradzież danych osobowych, haseł do kont bankowych, haseł kart kredytowych to już dla wielu cwaniaków niezły i łatwy kawałek chleba. Wbijając swój kod karty debetowej trzeba patrzyć w lewo i prawo czy ktoś nie stoi zbyt blisko. To również może okazać się niewystarczające. Trzeba być pewnym, że na klawiaturze nie znajduje się nic podejrzanego bo już coś tam kładą co umożliwia kradzież kodów. Nawet nie używanie karty lecz samo tylko jej noszenie przy sobie może się okazać fatalne w skutkach. Ktoś już wymyślił czytnik, który niczym fale rentgenowskie potrafi prześwietlić zawartość naszego portfela a potem, hulaj dusza piekła nie ma.

W Stanach wielokrotnie zdarzały mi się przypadki zakupów, które pojawiały się na moich kartach kredytowych, a o których nie mieliśmy zielonego pojęcia. Na szczęście takie niespodzianki dość łatwo można było wyreklamować. Karta wtedy zostawała zablokowana i otrzymywało się nową. Zdarzyło mi się raz, że zanim jeszcze karta do mnie dotarła już ktoś ją użył a ja w pierwszej kolejności dostałem rachunek na całkiem niezła sumę. I tym razem jednak udało mi się wyreklamować fałszywy zakup.

Pomysłowość złodziei jest dość ciężka jednak do przewidzenia. Wspominałem przed chwila o czytnikach kart kredytowych. Przypomniała mi się sytuacja ze stroną oferującą tanie bilety lotnicze. Rzeczywiście w porównaniu z innymi oni byli tańsi o minimum sto dolarów a czasami nawet więcej. Jak tłumaczyli, oferowali te bilety taniej tylko dlatego, że kupujący je musiał zdeponować gotówkę na ich konto bankowe. Takie działanie pozwało im na oszczędności operacyjne. Niby ma sens. Zanim jednak sam dałem się nabrać rozpytałem znajomych o ich doświadczenie. Wszyscy, którzy używali ową agencje zawsze otrzymywali potwierdzenia, bilety i ich podróż przebiegała bez problemów. Skoro tańsi, skoro nikt nie krzyczy, kupiłem i ja. I mnie się również udało szczęśliwie wylecieć i powrócić. Byłem chyba jednym z ostatnich. Okazało się bowiem, że owa agencja kupowała bilety używając skradzionych kart kredytowych. Płacili nimi a sami żądali gotówki, która natychmiast po wpłacie przez klienta wybierali. Udawało im się to dość długo, przede wszystkim dlatego, że ich proceder polegał na sprzedaży biletów super tanich w ostatniej chwili. Nikt przecież nie sprawdzał rachunku z karty kredytowej pomiędzy rachunkami. Te zwykle mają miejsce raz na miesiąc. Zatem jeśli ktoś kupił bilet po zamknięciu bieżącego okresu rozliczeniowego i przed otrzymaniem przez posiadacza nowego rachunku mógł mówić o szczęściu.

Nic nie może jednak wiecznie trwać. Kolejni znajomi kupili bilety ze znacznym wyprzedzeniem. Widać rachunek dotarł do właściciela karty przed ich wylotem. Tem unieważnił transakcje a linie lotnicze skasowany bilety. Znajomi pojawili się na lotnisku no i zaczęło się. Hotele popłacone, nastrój wakacyjny tylko nie ma jak dolecieć na miejsce przeznaczenia. Nic nie pomogły tłumaczenia. Niewiedza w tym przypadku zresztą mało kogo obchodzi. Trzeba było kupować nowe bilety. A ceny były powalające. Przestrzegli jednak nas wszystkich, dzięki czemu nie jeden z nas prawdopodobnie umilkł lotniskowych niespodzianek.

Na marginesie. Jak zwykle w rym przypadku po plecach dostał przeciętny naiwniak. Wiem, wiem za to trzeba płacić. Jednak jest w tym coś okrutnego. Złodziej zniknął z kasą, banksterzy nie zapłacili liniom, linie wycofały bilety a ten co chciał zaoszczędzić sfinansował całe to doborowe towarzycho. Żyć nie umierać.