I stał się prezydentem

Cały świat wstrzymał oddech, gdy szalony Donek zza wielkiej wody odstrzelił przeciwnika amerykańskiej demokracji. Na naszym krajowym podwórku oficjele rządzącej partii też lekko zbladli bo przecież gdzieś tam w rejonie stacjonują i nasze chłopaki. Na wszelki wypadek zatem, chłopak na posyłki zwołał posiedzenie Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Nigdy nie brał w takim posiedzeniu udziału. Teraz jako zwierzchnik wojska wszelkiego, gdy na boczny tor odstawiony został Hetman Wielki Koronny Antoni, herbu Zamglona Brzoza, mógł się wreszcie poczuć ważny. Chłop jest jednak w tych sprawach niekumaty, a jego wiara w szalonego Donka jest bezgraniczna. Uciął sobie zatem drzemkę.

Po prawdzie zdjęcie to pochodzi z kwietnia 2011 roku. Zostało zamieszczone na portalu Kraków. NaszeMiasto.pl z takim oto komentarzem.

„Co śniło się Andrzejowi Dudzie (PiS), kiedy smacznie zasnął na poniedziałkowym posiedzeniu Komisji Infrastruktury i Sportu Rady Miasta? Tego nie wiemy, ale z pewnością jego sny były przyjemniejsze niż przydługie przemowy o gospodarce komunalnej. Kiedy przewodniczący klubu radnych PiS wybudził się z drzemki, tryskał dobrym humorem. Rozsyłał uśmiechy na prawo i lewo oraz żartował z dziennikarzami. 

W końcu naukowcy od dawna przekonują, że nie ma nic lepszego niż popołudniowa drzemka!”

I jak tu nie zgodzić się z poniższą charakterystyką naszego prezydenta.

Dziedziniec przykatedralny.

Parque Calderon to centrum starego miasta Cuenki i jednocześnie centrum turystyczne. To właśnie tutaj znajduje się najbardziej znany z widokówek symbol miasta czyli Nowa Katedra ze swoimi kopułami. Od momentu jej wybudowania cała ściana tej części głównego placu miasta należała do kościoła. Oddzielała je wąska ulica, która była zamknięta i stanowiła cześć własność kościoła. Po jej drugie stronie znajdowało się Seminariu Świetego Luisa. Front tego budynku, a zasadniczo jego parter był wynajmowany przez rożnego rodzaju przybytki gastronomiczne. Tak było gdy przybyliśmy do Cuenki.

W 2012 roku w części seminaryjnej wybuch pożar. Straty był dość znaczne i przekraczały możliwości ekwadorskiego kościoła. W ten sposób bydynek po seminarium przejęło miasto i konserwator zabytków. Przy okazji koniecznością stało się otwarcie uliczki oddzielające katedrę od byłego już seminarium. Odbudowany budynek wraz z dziedzińcem i uliczka Świętej Anny to jedno z piękniejszych miejsc centrum historycznego. Większość lokali poseminaryjnych wydzierżawiono bądź lokalom gastronomicznym, bądź sklepom z pamiątkami.

Sam jednak dziedziniec to sporych rozmiarów przestrzeń zupełnie otwarta. Mimo swej wielkości, otoczony budynkami sprawia wrażenie dość kameralnego miejsca. To właśnie tutaj kawa smakuje mi najbardziej.

Dziedziniec

Przesmyk, uliczka między katedrą a byłym seminarium

Widok na katedrę z dziedzińca

I jeszcze jeden dziedzińcowy widoczek na katedrę

Spacerek po Cuence

Wtorek jest naszym dniem wyjściowym. To w tym dniu robimy nasze tygodniowe zakupy, odwiedzamy naszego ajurwedyka i załatwiamy praktycznie wszystko co się nam uzbierało w ciągu tygodnia. W zależności od czasu szwędamy się odrobine po starym mieście. Jego górna cześć jest bardzie ekskluzywna. W dolnej już jest bardziej „codziennie”. Przewodnicy odradzają łażenie po tej części miasta z uwagi na możliwość drobnych kradzieży. My akurat lubimy bardziej przybywać w tych okolicach może dlatego, że tu przyjmuje na alternatywny lekarz. Nigdy nam się nic złego nie przydarzyło. Większość poniższych zdjęć pochodzi właśnie z tamtych okolic.

To akurat centrum starego miasta i Cuenki, Parque Calderon z widoczną pomprawej stronie nową Katedrą

Ciągle Parque Calderon i świeżo odrestaurowany znajdujący się na nim budynek. Prace nad następnym w toku.

Budynek hali targowej spożywczo-żywieniowej. Świąteczne kiermasze z frontu

Tak wyglądają dekoracje świąteczne. Handel obwoźny ma się dobrze. Z taczek też można handlować

Zmęczony handlarz wody kokosowej ze swoim ruchomym stoiskiem

Była góra

Pogoda w dalszym ciągu płata na figle. Mgła, deszcz i do tego gdzie niedaleko wybuchł wulkan. Nic groźnego ale powietrze nie jest przejrzyste z uwagi na te wulkaniczne spopielone wyziewy. Nic nie czuć szczególnego, tyle, że widoczność jakby słabsza.

To jest widok na górę za rzeką

Nadciągają chmury

I po górze.

W dole mieszka sąsiad. Też zniknął.

„Trybun Ludowy”

Między wierszami praktycznie każdy może dopisać swój punkt widzenia. Według mnie prezesa wykreował splot wyjątkowo sprzyjających okoliczności a on sam w swoim zmanipulowanym życiu umiał wznieść się na szczyty hipokryzji i cynizmu.

Niezbyt przemyślana polityka wewnętrzna Platformy Obywatelskiej pozwoliła mu na stanie się obrońcom mas i ludu. Ludzie ci jeszcze bardziej uwierzyli w jego misje po katastrofie w Smoleńsku. A gdy, zwabiona przywilejami, poparła go hierarchia kościelna, stał się niekwestionowanym ludowym bohaterem. Masy mu jednak nie ufają dlatego woli pozostać w cieniu, gdzie czuje się najlepiej wydając dyspozycje.

Reszta to historia łamania i niszczenia wszystkiego co mu wpadło w ręce, a im bardziej jego poczucie pustej dumy jest urażone z tym większym impetem dewastuje, dzieli wmawiajcie ślepcom swoje oszukańcze prawdy.

Trybun i obrońca ludu

Spreparowany bohater

Otoczony wiernymi i oddanymi bez granic

Pokazał wczoraj po raz kolejny swoją prawdziwą pełną buty, arogancji, cynizmu, hipokryzji, mściwości i tumiwisizmu twarz. Tylko czy masy są w stanie to zobaczyć.

O czekoladzie słowo.

Kiedyś już pisałem, że Ekwador był potentatem w produkcji ziarna kakaowego. te czasy to już odległa historia. Jednak to właśnie tutaj produkowane jest jakościowo jedno z najlepszych ziaren.

Wytwarzanie czekolady z ziarna to już nie tylko zakłady produkcyjne ale wzięli się za nie również pojedynczy ludzie. Proces jest bowiem relatywnie prosty, jedynym ograniczeniem jest dostęp do źródła dobrego ziarna kakaowego.

Na początku zatem jest owoc kakaowca

Z owocu pozyskuje się ziarno, które musi przejść proces suszenia. Z niego powstaje czekolada lub produkty czekoladowe. W Ekwadorze można kupić stuprocentową czekoladę, która w sobie nie zawiera nic poza przetworzonym ziarnem kakaowym.

Tak wygląda ten produkt. Nie możliwy do zjedzenia. Ale stopiony na parze przyjmie każdy dodatek czyli rodzynki, orzechy, miód, mleko i co tam komu wpadnie do głowy.

Moja dziewczyna zdecydowała się dosłodzić tylko stopioną czekoladę, potem ja oziębić. Zanim stwardniała został nią otoczony orzech włoski a kulka posypana sezamem.

Tu zaś awokado w masie czekoladowej. Wszystko zależy od wyobraźni.

A to sklepowa półka z lokalnymi produktami.

Śmieszne memy wyborcze.

Chociaż sondaże nie napawają mnie poczuciem humoru, to jednak niektóre memy są naprawdę śmieszne. W poniedziałek stracą swoje znaczenie. Zatem to ostatni moment.

Jak wygrają to burdel przed nami.

Stwórcy nasz pamiętaj o tej niedzieli.

Już niewiele brakuje

Jak się to uda to…

Źródła. Koryto+, Sokzburaka, Rozliczymy Andrzeja Dudę, Nie lubię PiS u.

O Panu Janku słowo

Odchodzą powoli, jeden po drugim aktorskie ikony moich czasów. Będzie się to niestety zdarzać coraz cześciej bo przecież to już ludzie z ósmym, dziewiątym a czasami nawet dziesiątym krzyżykiem na karku.

Dziś pożegnał naszą rzeczywistość i przeniósł się do krainy wiecznych łowów Jan Kobuszewski, niewątpliwie jeden z najbardziej popularnych aktorów komediowych. Był duszą wielu kabaretów. Wyczytałem gdzieś na internecie, że swoim talentem komediowym dorównywał samemu Chaplinowi.

Głównie zasłynął swoimi rolami w kabaretach Dudek i Olgi Lipińskiej. Genialny komik z zawsze specyficznym wyrazem twarzy, który wywoływał we mnie spontaniczny śmiech.

Przyszło mu tworzyć i grać swoje role w czasach i miejscu gdzie zawód wcale nie był równoznaczny z byciem celebrytom. Aktorzy tamtych czasów to nie ta sama parada próżności dzisiejszej śmietanki, która poza parciem na szkło, w wielu przypadkach, niczym innym nie może się pochwalić.

Tamci aktorzy żyli podobnie do nas przeciętnych zjadaczy chleba. Wykonywali swój zawód nie dla pieniędzy, lecz przede wszystkim dlatego, że to była ich pasja. Być może ci najbardziej popularni i rozpoznawalni mieli z tego powodu jakieś przywileje jednak generalnie rzecz biorąc standard ich życia nie odbiegał aż tak od naszego jak to ma się dzisiaj. Nie chce przez to powiedzieć, że to coś złego. Człowiek o wyjątkowym talencie na jakiekolwiek niwie powinien czerpać z tego określone korzyści finansowe. Mam jednak wrażenie, że dzisiaj nawet beztalencia żyją lepiej niż ikony tamtych czasów.

Z tej całej palestry wielkich aktorów z czasów PRL-u jakoś nikt nie przychodzi mi do głowy, kto spędzałby większość czasu na ściankach i darmowych imprezach związanych z propagowaniem jakiegoś nowego produktu. Za pieniądze oczywiście.

Jan Kobuszewski pożegnał nas dobijając do osiemdziesiątego piątego roku życia. Czytam w dzisiejszym informacjach, że i on borykał się z problemami finansowymi podczas swojej choroby. I zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno panie ministrze kultury od siedmiu boleści. Na tym poprzestanę bo człowiek, o którym dziś piszę to uśmiech na mojej twarzy a ta druga osoba to grymas żalu i przygnębienia.

Ciekaw jestem z jakiej roli pamiętacie Jana Kobuszewskiego najbardziej? Mi mocno utkwił ze sceny w Czterdziestolatku, gdzie grał niespełnionego sportowca. Chlejesz pan – mówił do inżyniera Karwowskiego. Bo widzisz pan ja chleje. A potem – pamiętasz pan Zdzisława Kierzkowskiego? To ja … z nim biegałem. Panie jak ja kocham te naftę.

Panie Janku, choć my płaczemy to Bóg pęka dzisiaj ze śmiechu.