Bla, bla, bla z To-ru-nia.

Przeglądam dzisiaj wpisy znanych mi blogerów i wciąż nie mogę wyjść z zażenowania. Oto bowiem w naszym kraju wielkie święto miejsca ma i nikt nawet nie raczył o tym wspomnieć. Żebym ja z Ekwadoru musiał o tym przypominać…to jakaś masakra połączona z klęską żywiołową. No cóż ojca durechtora darzę niewątpliwym szacunkiem, wezmę zatem na siebie rozpowszechnienie dobrych wiadomości. Slaby jednak jestem w górnolotnych myślach podeprę się zatem „inteligencjom”

Były już naczelnik i szogun wojska naszego wygłosił referat zatytułowany „Bla, bla, bla – radio gra”. Oto najważniejsze tezy.

Radio Maryja jest niewątpliwie radiem, które ma najszersze spectrum rzeczywistości społeczno-filozoficzno-duchowej w Polsce, jakie w ogóle jakiekolwiek medium przedstawia. To niezwykłość i wielki dorobek Radia Maryja, dlatego słuchacze radia oraz uczniowie Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej coraz częściej są liderami opinii publicznej, bo prezentują wartości, jakich często inni nie mają. (Radio Maryja) wyszło naprzeciw narodowi z wielkim, nieprawdopodobnym bogactwem tej myśli i (zademonstrowało – red. ) integralny związek między katolicyzmem a polskością. Nie ma dzisiejszej Polski bez Radia Maryja. To jest oczywiste”.

Co jest oczywiste dokładnie nie wiem. Pewnie tylko Tosiek wie

Gość o pseudonimie Prezydent, od czwartku boi się pokazać ludziom na oczy. Może z powodu Krychy i Stacha? Napisał zatem list do derychtora. Ponoć wciąż sprawdzają czy napisał czy tylko podpisał. Skrót myśli wielgiego patrioty poniżej.

W całej Polsce jest tylko jedna taka rozgłośnia, w której sama nazwa – czyli imię jej Najświętszej Patronki – wzbudza głęboki szacunek i żywe uczucia. Stacja, której nazwa przywołuje dumną pamięć o wielkiej polskiej historii i kulturze, o naszych bogatych tradycjach duchowych. Przypomina także o pracy kilkudziesięciu pokoleń, które pod hasłem „Bóg, Honor i Ojczyzna”, walcząc, tworząc i pracując z imieniem Maryi na ustach, wybudowały unikalny gmach naszej narodowej tożsamości, wolności i niepodległej państwowości. Jedno jest w Polsce radio, którego wierni słuchacze z całego kraju i na obczyźnie tworzą wspólnotę nazywaną przez niech nie klubem czy towarzystwem, lecz rodziną. Głos Radia Maryja jest wciąż bardzo potrzebny. Niesie pokrzepienie, katolickie nauczanie o Bogu i człowieku, ale też odważnie mówi o ważnych sprawach całej naszej wspólnoty narodowej, w tym również o problemach, które niektórzy wolą pomijać milczeniem. 

Radia Maryja współtworzy demokratyczny pluralizm opinii. Korzystając z wolności słowa, odważnie i suwerennie – realnie tę wolność umacnia. Zdecydowanie staje w obronie dobrego imienia Polski oraz chrześcijańskich i uniwersalnych wartości, na których opiera się cywilizacja europejska. (…) Tworzy przestrzeń duchowej i intelektualnej formacji, a jednocześnie niezależne, fachowe źródło informacji”.

Mój komentarz. Daj spokój Jędrek, mógłbyś wreszcie spoważnieć.

Przywódca ideowy naszego kraju tysz nie wzion udziału. Kolano po operacji jeszcze się nie zagoiło. Z drugiej strony skoro Kuchciński latał śmigłowcem bądź gdzie to i prezes mógł przecie sobie pozwolić. Oj nie ładnie panie Jarek. Wysłał on tysz list do wielebnego. Przeczytał go nowy Szogun naszej armii, były dowódca policjantów. To tak żeby wyglądało poważnie. Oto skrót.

Dziękujemy Panu Bogu za wielki boży dar, jakim jest Radio Maryja oraz pozostałe przedsięwzięcia podejmowane pod auspicjami czcigodnego ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka. Radio, telewizja, gazeta codzienna, wyższa uczelnia, fundacje i wspólnoty – już siłą rzeczy krótka i uogólniona lista budzi podziw i uznanie”.

Dzięki głosom państwa mamy większość bezwzględną w Sejmie i możemy kontynuować polską politykę niepodległościową, politykę wzmacniania naszej politycznej, gospodarczej, kulturowej i duchowej suwerenności. Politykę podtrzymywania wszystkiego, co składa się na fundament naszej chrześcijańskiej cywilizacji”.

Pięknie powiedziane. Ponoć na przejściu granicznym w Medyce ktoś powiesił baner „Witamy w Republice Banasiowj”. Cudnie panie prezes. Wzmacniamy tę republikę, tylko niebo może być limitem tego procesu. Hm..niebo tysz nie. Ten proces nie ma limitu.

Taki ważny zjazd a tu ani me, ani be. Może chociaż podzielicie się tym na FB. Dostałem od nich wiadomość żem podejrzana gnida i szlaban dostałem.

Ekwadorczycy.

Ekwador pod wieloma względami może przypominać Polskę sprzed czterdziestu lat. Napewno nie pod względem zaopatrzenia bo zasadniczo nie ma takiej rzeczy, której tutaj kupić nie można.

Z podobieństw pierwsze, które przychodzi mi do głowy to to, że im dalej od wielkich miast tym biedniej. Wiele się zmieniło w ostatnich latach ale to wciąż mało żeby zrównać poziom życia. Pewnie jeszcze długo zejdzie zanim do tego dojdzie.

Pisałem kiedyś i szkolnictwie. System tutaj jest taki sam jak u nas aktualnie. Dzieci nie noszą fartuszków z kołnierzykiem, każda szkoła ma jednak swój specyficzny ubiór i kolor i tak chodzą ubrane wszystkie dzieci bez wyjątku. Również średnie szkoły stosują się do tych reguł. Wolność ubraniowa zaczyna się dopiero na studiach.

Ostatnio uświadomiłem sobie jeszcze jedno podobieństwo Ekwadoru do Polski z tamtych lat. Postrzeganie przybyszów z zachodu. Przeciętny Ekwadorczyk i nie tylko on, jest przeświadczony, że skoro mieszkało się gdzieś tam na zachodzie to definitywnie musi się być niewyobrażalnie bogatym. Pamietam jak wujo przyjechał z USA do kraju i szastał dolarami, za które można było poszaleć w Pewexie, nam wtedy też się wydawało, źe gościu śpi na pieniądzach.

Zatrudniliśmy znowu Pepe do paru robót. Pomagam mu przy cięższych pracach a przy okazji mogę lawiranta trochę nadzorować. Nie poganiam go jednak bo facet jest już wiekowy i jego tempo jest inne. Jest jednak dość solidny chociaż wolny. Czasami a raczej najczęściej to bycie powolnym wiąże się z chęcią złapania jeszcze jednej dniówki. Nie o tym jednak chciałem. Usiedliśmy i rozmawiamy sobie na tematy różne i w jakiś sposób doszliśmy do pieniędzy. No i doczekałem się. W jego mniemaniu jestem bogaty. Tłumaczenia nie ma żadnego. Skoro jestem z zachodu to muszę mieć wielka kasę. Probuje uświadomić gościa jak dziecko, że przecież żyłbym u siebie gdyby tak było. Jestem tutaj bo tu taniej. Gadaj dupa do słupa a słup stoi jak dupa. Oczywiście nie udało mi się go przekonać.

Ktoś kto nie zna realiów życia w innym kraju widzi tylko to co dowiedział się z telewizji lub od opowiadających bajki rodaków. Wg Pepe na zachodzie ludzie tylko zarabiają, tam kosztów żadnych nie ma.

I co ja mogę z takim delikwentem, który poza Ekwadorem świata nie widział.

Niewiele. Powiem więcej, szybciej polecę na księżyc niż go przekonam.

W odwiedzinach

W tym roku minęło dwadzieścia lat od momentu wpisania starego miasta Cuenki na listę dziedzictwa UNESCO. Z tego względu odbyło się i wciąż odbywa wiele imprez kulturalnych w mieście. Muszę niestety je odpuścić bo na ogół maja miejsce dość późno a nas ogranicza powrót do domu.

Stare miasto zmienia się z roku na rok. Odkąd swoje zainteresowanie zaczęli okazywać Amerykanie i emeryci z innych krajów świata pojawi się pieniądze a wraz z nim możliwości odnowy i renowacji budynków w centrum. Wszystkie takie zamierzenie muszą oczywiście być zaaprobowane przez konserwatora zabytków. Proces ten był i jest wciąż skomplikowany. Są jednak budowlańcy, którzy odrestaurowali wiele budynków i mają już ustaloną renomę. Ci dostają zezwolenia relatywnie szybciej.

Odwiedziliśmy właśnie znajomych w jednym z takich budynków. Dla konserwatora najważniejsza jest oczywiście fasada i ta musi współgrać z otoczeniem. Środek tez musi spełniać określone wymogi. Apartamenty jednak to już kwestia wyobraźni budowlańca i kieszeni nabywcy. We wszystkich budynkach odnawianych z myślą o sprzedaży dla inwestorów znajduje się tak zwana wspólna przestrzeń. Na ogół znajduje się ona na….dachu. Z niego widać bardzo dużo, jest się na zewnątrz w centrum miasta a jednocześnie ma się spora ilość prywatności.

Tak to mniej więcej wygląda.

Patio wejściowe

Wspólnota „dachowa”

Dachowe miejsce na ognisko

A w tle a jakże, kopuły nowej katedry.

Zasłona dymna

Od paru miesięcy Polska żyje tak zwaną sprawą Banasia. Wciąż pełniący obowiązki prezesa NIK kryształowy Marian wije się jak piskorz aby utrzymać się na stanowisku. Nie ulega watpliwości, źe oszukiwał przy spisie swojego majątku, nie ma też dwóch zdań, że był i pewnie jest uwikłany w jakieś ciemne kontakty ze światem przestępczym. Nikt już dzisiaj nie ma watpliwości, że powołując Banasia na stanowisko prezesa NIK rządzący wiedzieli o jego nieczystej działalności. W państwie haków na tym to jednak polega, żeby na kluczowych stanowiskach mieć ludzi ślepo oddanych i w razie czego łatwych do usunięcia. Banaś spełniał te wszystkie wymagania.

Okazał się jednak zbyt pewnym siebie i dał się złapać na swoich machlojkach. Jeszcze próbował się tłumaczy o barku wiedzy lecz fakty okazały się niepodważalne. Dwukrotnie podawano, że zrezygnował z zajmowanego stanowiska i za każdym razem okazywało się to nieprawdą.

Czy rzeczywiście nie mozna się go pozbyć?

Osobiście doszedłem do wniosku, że Banaś to tylko zasłona dymna. To jego stawianie się to najzwyklejszy scenariusz, wymyślony przez prezesa albo kogoś jemu bliskiego. PiS ma zbyt wiele do stracenia a i sam Banaś też może dostać mocno po łapach jesli ta sprawa szybko nie znajdzie końca. Ten jednak musi być zgodny z wolą prezesa.

Jesli jednego dnia komisja sejmowa akceptuje wybrańców NIKosia na swoich zastępców stojąc za nim murem a już następnego dnia prezes ponownie domaga się jego rezygnacji to to dla zdrowo myślącego człowieka nie trzyma się kupy. Chyba, źe jest to ustalony plan gry.

I tak wlasnie jest w moim przekonaniu. Banaś jest gotów do odejścia problem w tym żeby razem z jego dymisją nie stracić NIKu. Kryształowy Marian zatem to taka zasłona a walka toczy się o prezesurę Izby. Ostatniaą rzeczą, której teraz potrzebuje Kaczyński po stracie Senatu to strata organu, który ma uprawnienia do kontrolowania spółek państwowych i jego urzędników. Uprawnienia NIKu są jesli dobrze się orientuje o wiele dalej idące. To byłby koniec samowoli, do której tak się przyzwyczaili rządzący.

Przyjmując mój scenariusz łatwo domyślić się co będzie dalej. Chcą zmienić zapis konstytucyjny dotyczący Izby. Nie ma na to zgody opozycji. Czas zatem na wykorzystanie tuby propagandowej czyli TVP i innych pro rządowych środków przekazu. Ludziom łatwo będzie wmówić, źe na drodze do usunięcia Banasia stoi opozycja, która blokuje działania rządu w sprawie zmian w konstytucji. Ciemny lud to kupi i znowu przeciwnicy rządu okażą się zdradzieckimi mordami. Dlatego sądzę, że gra nie idzie o krusztalowego Mariana. To władza w NIKu jest głównym powodem, dla którego Banaś udaje twardziela.

Pazerny to on zapewne jest. Czy taki twardy? Wątpię.

Ciap, ciap

Listopad nie popisał się w tym roku. To zwykle jeden z ładniejszych miesięcy w Ekwadorze i na tej półkuli. Tym razem przypominał on bardziej siebie z północy. Mało słońca, dużo deszczu. Temperatura jednak idealna dla działkowiczów bo dość ciepło. Na trzydzieści dni padało chyba przez trzydzieści jeden. Przesadzam oczywiście ale zdecydowanie ponad dwadzieścia dni było z opadami. Nawet moja ogrodniczka już się z lekka denerwowała na nadmiar wody, chociaż jak wiadomo przy sadzeniu różności ogrodowych wszystko trzeba dość obficie polewać. Tego roku niebo przejęło na siebie ten obowiązek.

Mnie definitywnie trawa doprowadza do skrajnej rozpaczy. Tempo w jakim rośnie ulega jedynie tempu z jakim PiS okrada nasz kraj. Tym gościom zdecydowanie nie ma równych. Ciekawość jak „zagospodarują” te sto ton złota. Może wykupią cały Żoliborz żeby wódz czuł się bezpieczny? To tak na marginesie. Dzisiejsza notka miała być wolna od wycieczek politycznych.

Padało zatem obficie w kończącym się miesiącu. Trochę było mi to na rękę, bo przerwa w pracach ogrodowych dobrze wpływa na mój nastrój. Ile jednak może tak padać. Dostało się zatem pare przykrych słów temu kto za to jest odpowiedzialny na górze. Nie bardzo się jednak owo persona przejmowała moimi wyrzutami. Kurek musiał się zepsuć a widać w niebie hydraulików też nie mają w nadmiarze.

Gleba zatem jest jak gąbka. Idąc po naszych majątkach słychać pod stopami ten charakterystyczny odgłos „ciap, ciap”. Nadmiar wody też jest niekorzystny bo sporo rzeczy zaczyna najzwyklej gnić. Zatrudniłem zatem Pepe do przekopania kanałów odpływowych. Chyba ze trzy takie wąwozy wykopał, że być może uda nam się choć trochę teren osuszyć.

Nie tylko nasza posiadłość nie może nadążyć z gromadzącą się po opadach deszczówką. Zbocza wśród, których wije się nasza droga, też zaczynają się buntować. Pojawiają się zatem mniejsze lub większe osuwiska ziemi. Na jedno z takich trafiliśmy w drodze do Cuenki. Każdego tygodnia bowiem w zależności od pogody, raz idziemy do miasta w celu dokonania kontroli lokalnych władz. Nigdy nie widzą kiedy zjawimy się z gospodarczą wizytą, dzięki czemu miasto wydaje się być zarządzane zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Obiecali naprawić drogę do nas. Tutaj jednak rządzi mañana czyli kiedyś w przyszłości. Mam dużo czasu i jestem cierpliwy, będę zatem czekał.

Na drodze kamyczek…

W drenażu strumyczek..

Trawa ścięta, kwiaty rosną

Wszystko kwitnie razem z wiosną

Podwójne standardy

Do napisania tej notki zainspirował mnie Anzai swoim wpisem „Między racją stanu a dupą trzynastolatki”.

Rzecz ma się na temat pedofilii w kontekście odwołania spotkania Romana Polańskiego ze studentami łódzkiej filmówki.

W Stanach istnieje powiedzenie; jeśli coś chodzi jak kaczka, kwacze jak kaczka to to jest napewno kaczka. Nie ma w tym stwierdzeniu żadnego kontekstu. Trawestując to jednak można powiedzieć, że jeśli ktoś wykorzystuje, molestuje czy gwałci dzieci to bez względu na to czy jest cywilem czy chodzi w czarnej kiecce to i tak jest pedofilem. Jako taki powinien być ścigany bez względu na przynależność religijną czy rozpoznawalność publiczną.

Hollywood rządzi się swoimi prawami. Nie mam zamiaru bronić Polańskiego ale jeśli ktoś myśli, że tylko jemu się przytrafiła mama handlująca nastolatką to polecam film „Ostatnia rola” na faktach oparty i dotyczący właśnie sławy i mam chcących „jak najlepiej” dla swojej pociechy.

To jednak na marginesie.

Powyższe zdjęcie pochodzi z Fb i ma już ponad pół roku. Pedofilia to przestępstwo. Traktowana jednak wybiórczo czyni z naszego wymiaru sprawiedliwości również przestępców. Osobiście nie mam co do tego wątpliwości. Czyżbym się mylił?