Moi lekarze

Zdrówko to jednak podstawa. Rzadko zdajemy sobie z tego sprawę, aż zgodnie ze znaną fraszką, nam się zepsuje. Dbam o swoje zdrowie jak potrafię najlepiej. Od momentu przyjazdu do Ekwadoru rzadko korzystamy z tradycyjnych lekarzy. Czasami jednak nie ma wyjścia. Naszym głównym diagnostykiem jest aktualnie przychodnia lekarzy ajurwedyjskich. W przeszłości korzystaliśmy również z kanadyjskiego homeopaty, który się tutaj osiedlił. Gość miał olbrzymią wiedzę i bardzo mi imponował tym co mówił. Wyjechał jednak z Cuenki gdzieś nad ocean. Niedługo potem poznaliśmy ajurwedyków i tak już zostało. Przychodnie tworzy czterech lekarzy, ojciec, matka, córka i zięć. Jedynie córka włada ograniczonym angielskim dzięki czemu to ona jest naszym lekarzem. Początkowo korzystałem z pomocy zięcia i nawet jakoś dogadywaliśmy się. Jednak częste problemy z porozumieniem się zmusiły mnie do ucieczki w objęcia jego żony. Z nich dwojga ona jest bardziej uduchowiona. Sporo mówi o zbawiennych efektach medytacji i temu podobnych technik samoleczenia. Mam jednak problemy z koncentracją przy tych sposobach, zatem jakoś nie jest mi po drodze z nimi. Tak czy inaczej wiara w jej „moce”, znaczy się lekarki trzyma mnie w dość dobrej kondycji. Jest zawsze ze mną szczera i ostatnio wręcz zmusiła mnie do zabiegu, o którym wspominałem. Powiedziała mi, że tam gdzie w grę wchodzi chirurgia czyli mechaniczne usunięcie czegoś to w tym zakresie ona nie jest mi w stanie pomóc. Coś tam mnie pobolewało zatem za jej poleceniem udałem się do gastrologa, który miał zdeterminować co i jak powinienem zrobić. Po konsultacjach zdecydowałem się na zabieg.
Okazało się również, że polecony lekarz to przy okazji artysta, maluje, pisze książki i wydaje też poezje. Pokazał nam kilka swoich prac, które na mój amatorski gust bardzo mi się spodobały. Skończył studia w Meksyku opłacając za nie właśnie swoimi obrazami. Do pacjenta ma podobne podejście jak nasza lekarka czyli człowiek to całość a nie tylko wycinek jego specjalności. Po powrocie do Cuenki nie mógł znaleźć pracy. Otworzył więc własną przychodnie. Stał się na tyle znany, że obecnie wykłada również na uczelni. W dalszym ciągu w wolnych chwilach maluje. Jego przychodnia jest pełna jego prac i nie wyglada jak tradycyjne miejsce gdzie ludzie się leczą. Cała ta otoczka pozwala na relatywne zachowanie spokoju przed zabiegiem.
Goję się zgodnie z jego przewidywaniami. Potrzeba mi wciąż trochę czasu, ale jego mam pod dostatkiem.

Lekarz artysta
Jego prace w poczekalni
I jeszcze jedna praca

32 myśli na temat “Moi lekarze

Dodaj własny

  1. Odnośnie medytacji, to zawsze podchodziłem do tego sceptycznie, choć znam osoby które ją stosują i zapewniają że to odmieniło ich życie… Czytając ten tekst pomyślałem sobie, że lepiej żeby lekarz malował, niż po pracy dawał w palnik a później mu się ręce telepały, a znam takich lekarzy 🙂 Najważniejsze że zabieg się udał i nim się obejrzysz będziesz hasał jak młoda sarenka 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tez wolę malarza artystę niż gościa z trzęsącymi się łapami. Znam ludzi, którzy potrafią się odizolować w trakcie medytacji. Czuja przy tym niesamowitą energię. Mi ciężko przychodzić wyczyścić łeb z myślenia o czymś innym, dlatego mam problemy. Chciałbym się jednak nauczyć.
      Sarenką to ja nie będę…szybciej … jeleniem…😂😂😂

      Polubione przez 1 osoba

  2. To trafiłeś idealnie, uduchowiony lekarz chyba widzi więcej?
    Jakoś medytacja raczej tez nie dla mnie, nawet leżenie u kosmetyczki porzuciłam kiedyś, może musze nauczyć się relaksować…ale spacer czy wycieczka w plener działają u mnie cuda.

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Kik dobry:)
    Podoba mi się traktowanie człowieka przez lekarza, jako całość – jeden organizm, w którym wszystko jest ze sobą powiązane. Tymczasem specjaliści często zapisują lekarstwa kłócące się z tymi, które zaordynował inny specjalista lub lekarz rodzinny. Trzeba samemu być bardzo uważnym.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Właśnie dlatego unikam tradycyjnej medycyny. Jak coś się zepsuje w samochodzie to on cały nie działa, trzeba ho dobrze zdiagnozować. Dlatego i mnie odpowiada takie podejście całościowe. Unikam tabletek właśnie z powodów, które opisałaś. Często ich nadmiar powoduje więcej szkód niż pożytku.
      Pozdrawiam.

      Polubienie

  4. Obrazy tego doktora są bardzo niepokojące. Tak malowałby seryjny morderca. No, ale to chirurg, więc weźmy na to poprawkę 🙂
    Rozumiem, że korzystałeś z ubezpieczenia zdrowotnego?

    Nieustannie zdrówka dobrego życzę.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Z tego co mówił maluje przede wszystkim dzieci ze względu na ich niewinność i autentyczność w okazywaniu uczuć. Buc może zacięcie chirurgiczne lekko to skrzywia w kierunku niepokoju.
      Nie mam tutaj żadnego ubezpieczenia, koszty prywatnej usługi lekarskiej są jednak do przyjęcia.
      Dzięki za życzenia.

      Polubienie

  5. Lubię medytować- im częściej medytuję, tym mam większe,, życiowe szczęście „. Niestety na ciało mniej to działa- może tylko uwalnia napięcia.
    Oby patrzenie na człowieka jako całość znów stało się modne!
    Podoba mi się kot z ostatniego obrazu- ma bardzo realistyczne futro.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ludzie, których znam i medytują, twierdzą, że im pomaga. Ja nie potrafię się wyłączyć….będę jednak próbował.
      Definitywnie uważam, że człowiek powinien być leczony jako całość. W tym przypadku wpadka specjalizacja nie do końca zdaje egzamin.

      Polubienie

  6. Hmm… a jak działa w Cuence „normalna” opieka zdrowotna? Bo mam nadzieję, że masz w odwodzie (w razie nagłej potrzeby – tfu! tfu!) również jakieś namiary na pomoc medycyny konwencjonalnej? Chyba że całkiem z niej zrezygnowałeś na rzecz natury?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Większość lekarzy, którzy maja prywatne praktyki współpracuje ze szpitalami dzięki czemu jeśli zajdzie potrzeba to szpital wzywa lekarza prowadzącego. Państwowa służba zdrowia jest niedofinansowana to jeden z postulatów strajkujących.
      Osobiście korzystam ze służby zdrowia tylko jeśli moja ajurwedyka mi powie, że problem przekracza jej kompetencje….w tym zakresie jest ze mną bardzo szczera.

      Polubienie

  7. Za młodu uprawiałam jogę, wtedy jednak medytacja jakoś do mnie nie przemawiała, skupiałam się tylko na ćwiczeniach fizycznych, oddechowych i diecie wegetariańskiej. Na medytację odczułam zapotrzebowanie znacznie później, kiedy życie i jego zawirowania zaczęły mnie przytłaczać. Robiłam to jednak według własnej metody, bez otoczki filozoficznej, z naciskiem na wyciszenie, oderwanie się od spraw tego świata i natłoku myśli. Podstawy jogi chyba w tym pomogły, umiałam skupić się na własnym ciele, oddechu, na swoim wnętrzu. Teraz nie praktykuję regularnie jogi ani medytacji, ale coś z tego wszystkiego we mnie zostało, zmienił się mój stosunek do siebie samej, do otoczenia, do życia.
    Co do Twoich lekarzy – super, że masz takich specjalistów z holistycznym podejściem, to rzadkość, przynajmniej u nas. Mój starszy syn jest chirurgiem, ale w ramach własnych zainteresowań studiuje różne naturalne metody leczenia, ajurwedę itd. Na oficjalnych studiach medycznych niestety takie programy są okrojone do krótkiego cyklu, raczej jako ciekawostka.
    Obrazy Twojego doktora fascynujące, człowiek wielu talentów, jak widać, choć przyznam, że ja też odczuwam pewien niepokój patrząc na nie ;).

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja mam problemy z tym wyciszeniem i oderwaniem się od wszystkiego. Podziwiam ludzi, którzy to potrafią. Słucham mantr na różne okoliczności, al i w tym przypadku mam kłopoty z koncentracją na tym co słyszę. Wierzę głęboko, że to pomaga i uspakaja co w dzisiejszych czasach jest wyjątkowo potrzebne…będę kontynuował swoje próby.
      Lekarzy jak Twój syn potrzeba nam więcej. Ja rozumiem, że niektóre alternatywne metody leczenia mogą u wielu powodować zdziwienie, zresztą i u mnie powodują. Wkładanie medycyny alternatywnej do worka przeznaczonego dla płaskoziemców uważam za wyjątkowy brak respektu dla tysiąca lat jakie ta medycyna sobie liczy.
      Świat się stacza ku ciemnej stronie, ktoś kto to czuje i jest artystą, swoją twórczością zapewne niepokoi.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Pisane Kobiecą Duszą

Witryna Internetowa Pisana Kobiecą Duszą*** The website has a google translator

Listy i [inne] brewerie.

"Plus ratio quam vis".

kosmiczne lata

papa was a rolling stone

Pielgrzymi

Z głową w chmurach po bezdrożach

Architektura doświadczeń

Proste doświadczenia i skomplikowana rzeczywistość

notatki na mankietach

mysli szybkie, mysli smiale, wszystkie mysli duze i male...

𝓛𝓾𝓼𝓽𝓻𝓸 𝓬𝓸𝓭𝔃𝓲𝓮𝓷𝓷𝓸ś𝓬𝓲 - 𝓴𝓪𝓵𝓲𝓷𝓪𝔁𝔂

𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝒷𝓎ł𝒶𝓂 𝐸𝓌ą 𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝓈𝓀𝓇𝒶𝒹ł𝒶𝓂 𝓃𝒾𝑒𝒷𝑜 𝒞𝒽𝑜𝒸𝒾𝒶ż 𝒹𝑜𝓈𝓎ć 𝓂𝒶𝓂 ł𝑒𝓏 𝑀𝑜𝒾𝒸𝒽 ł𝑒𝓏, 𝓉𝓎𝓁𝓊 ł𝑒𝓏 𝒥𝑒𝓈𝓉𝑒𝓂 𝓅𝑜 𝓉𝑜, 𝒷𝓎 𝓀𝑜𝒸𝒽𝒶ć 𝓂𝓃𝒾𝑒

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat

FacetKA

... bo ktoś musi nosić spodnie!

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

rymki i nie tylko

Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,

Burgundowy Kangur

Zawiłości codzienności

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

Bursztynka

Cała ja:)

Spisane na kolanie

We and nature

Katie's Planners

Tworzę piękne i minimalistyczne kalendarze, notesy, plenery cyfrowe oraz do druku, także autorskie narzędzia i szablony ułatwiające organizację i wcielanie planów w życie.

%d blogerów lubi to: