Przerywnik kulinarny.

Po ostatniej dawce zdjęć z okolicy postanowiłem dać wszystkim odetchnąć od krajobrazowych uniesień. Nie chcąc popaść w jedno-tematyczność postanowiłem wyruszyć na podbój kuchni. Zauważyłem, że blogi kulinarne cieszą się dość dużym powodzeniem, może zatem i mnie się uda zachęcić kogoś do przygotowania czegoś mojego pomysłu.

Pascal, czy jak mu tam, ze mnie żaden. Nie zamierzam zatem pchać się w rewiry potraw skomplikowanych. Ostatnio udało mi się wymyślić coś wyjątkowo prostego czyli słonecznik w czekoladzie.

Ziarna kakaowego w Ekwadorze nie brak. Czekoladę w czystej postaci można kupić bez większych problemów. Z tego co nam tutaj mówiono jest pare procesów przetwarzania ziarna w czekoladę. Każdy z nich jest oczywiście inny i każdy powoduje, że stuprocentowa czekolada inaczej smakuje. Czyste sto procent zwykle nie jest zjadliwe bo gorzkie jak wszyscy diabli. Jest jednak proces, który nie ruguje wszystkich składników ziarna co powoduje, że stuprocentowy ekstrakt z niego nie jest aż tak gorzki.

Na moje potrzeby użyjemy właśnie ten mniej gorzki produkt, który można kupić na Calle Gaspar Sangurima w sklepie Awari. Słonecznik kupiłem na targowisku zwanym Ferria Libre. Nic więcej mi do przygotowania mojego deseru nie potrzeba.

Sposób przygotowania:

Na półmisek usypujemy płatki czekolady do późniejszej obróbki.

Przygotowujemy rownież ziarna słonecznika.

W proporcjach mniej więcej jeden płatek czekolady dwadzieścia ziaren słonecznika usypujemy na dłoń. Zawartość można potrząsnąć obiema rękami, to jednak jest dowolne. Ja wrzuciłem wszystko do ust tam się i tak wymieszało.

Przed połknięciem należy pogryźć aby wydobyć smak mieszanki. Osobiście byłem zachwycony. Wyjątkowo proste i smakowite.

Życzę smacznego i czekam na opinie. 😂

Reklamy