Odciąłem się…

Moim lekarzem aktualnie jest ajurwedyk. Holiści wciąż do mnie przemawiają ale ten do, którego chadzałem zmienił miejsce zamieszkania. Cuenca okazała się dla niego zbyt chłodna. Przeniósł się zatem do Manty. Leży ona nad Pacyfikiem i jest tam zdecydowanie cieplej.

Trudno. Tak się jednak złożyło, że jedyna Polka, którą tutaj znamy, wżeniła się w rodzine lekarzy. I tak się zaczęła nasza przygoda z ajurwedą. Wszyscy skończyli studia medyczne, są więc z wykształcenia lekarzami. Postanowili jednak poszerzyć swoje horyzonty. Wyjechali więc na parę lat do Indii gdzie poznali właśnie ajurwedę pod nadzorem jednego z guru tej dyscypliny.

Po powrocie do Ekwadoru postanowili praktykować medycynę opierając się na swojej wiedzy oraz na tym czego dowiedzieli się na temat ajurwedy.

Uczęszczam do nich praktycznie raz w tygodniu. Celem nie jest żadne leczenie lecz przede wszystkim kontrola punktów energetycznych. Zanik przepływu energii może zwiastować zbliżające się problemy. Niezależnie od tego biorę dożylnie witaminę C jak również inne minerały wzmacniające system immunologiczny. Kiedyś przeraźliwie bałem się zastrzyków. Dzisiaj zjawiam się na moje sesje i zanim jeszcze pielęgniarka jest gotowa ja już dawno opuściłem swoje majtki. Bez przesady, do połowy tylko.

Moi ajurwedycy raz do roku wyjeżdżają do Indii na spotkanie ze swoim guru. Właśnie na początku lutego wyjechał mój lekarz. Opiekę nade mną przejęła jego żona. Nie narzekam. Nieobecność miała potrwać cztery tygodnie. Moja ostatnia wizyta miała już się odbyć z nim. Nic z tego. Okazało się, że popełnił jakąś wizową pomyłkę i nie był w stanie opuścić Indii. Opowiadała mi to jego żona. Przetrzymali go w tych Indiach ponad dziesięć dni, zanim wreszcie udało mu się uzyskać pozwolenie na wyjazd. Mogło być gorzej bo ponoć Indie z Pakistanem szykują się do jakieś wojenki wymachując do siebie swoim orężem na granicy. Na szczęście dla Daniela, mojego ajurwedyka skończyło się wszystko dobrze, chociaż nie obyło się bez nerwów.

Myślałem o tym wracając, moją autostradą pomiędzy drzewami, do domu, jak to czasami człowiekowi los spłata figla. Opowiadam o tym mojej lepszej połowie, o problemach Daniela i o tym, że ponoć Indie z Pakistanem rozsiały wici i gotują się do wzajemnej przepychanki. A moja pani na to: -to ty nic nie wiedziałeś o sytuacji na granicy gdzieś tam w Azji?

Kompletnie nic nie wiedziałem. Szczerą prawdę tu mówię. Odciąłem się od rzeczywistości. Jak to było w piosence Maanam:

Oprócz kawałka chleba,

Oprócz błękitu nieba,

Oprócz góry wysokiej,

Oprócz drogi szerokiej

Nic mi więcej nie potrzeba