Życie codzienne.

Życie codzienne

Jest bezimienne

Rano się budzisz

Trochę marudzisz

Gdy zegar dzwoni

Jeszcze się bronisz

Lecz po próżnicy

Głos połowicy

Z łóżka wygania

I do śniadania

Wzywa łagodnie

Wciągasz więc spodnie

Sen z oczu zmywasz

Przed sobą skrywasz

Że powtarzalność

Morduje witalność

I z tego powodu

Nie czujesz głodu

Z domu wybiegasz

Sobie przyrzekasz,

Że czas na zmianę

Inaczej się staniesz

Kolejnym robotem

Zniszczonym gruchotem

Bez uczuć i woli.

Przywykłym do doli

Dnia codziennego

Choć nie chcesz tego

Sił już brakuje

Bezwolnie kupujesz

Na życie rozpiskę

Patrząc na miskę

Wczorajszej zupy

Gdy do chałupy

Wracasz po pracy

Jak inni rodacy

Dość masz myślenia

Swoje pragnienia

Odkładasz na potem

By sen co złotem

Jest w takiej chwili

Się nie pomylił

I ciałem zawładnął

Nadchodząc nareszcie

On w swoim geście

Da zapomnienie

I czas na wytchnienie

Spoczynek dla głowy

Bo jutro dzień nowy.

Reklamy