Z kroniki świątecznej

alElla w swojej krainie Posiaduszkiewiczów prowadzi księgę wspomnień świątecznych. http://grycela.blogspot.com/2020/12/swiateczna-ksiega-tradycji-napisana.html

Zostawiłem i ja swojej wspomnienia. Trochę ich się nazbierało…wyszedł nawet dość pokaźnych rozmiarów komentarz…przekuwamy go zatem na wpis u siebie. Tak ja pamietam święta.

Jako dzieciakowi święta kojarzą mi się przede wszystkim z pomarańczami. To bu rarytas i nie sprzedawało się go tak beznamiętnie jak dzisiaj. Pomarańcza była jeszcze w specjalnym opakowaniu z papieru co dodatkowo nadawało jej wygląd czegoś wyjątkowego.

Moja rodzicielka była dość surowa…szósta rano trzeba było zaliczyć roraty. Nie przepadałem za tym, za to zapach kadzidła wewnątrz świątyni pamietam do dzisiaj. W środku było zimno, droga do kościoła posypana była piaskiem nie żadną solą.

Po ślubie zaliczaliśmy dwie wigilie bo u nas barszcz czerwony z uszkami to podstawa a u teściów zawiesisty żur z grzybami . Ze słodyczy u nich była jeszcze kutia, której kompletnie nie znałem. Po tych dwóch wigiliach ciężko się było ruszyć ale pasterka była obowiązkowa. Nie dla mszy ale dla jej rozpoczęcia. Na jej początku obwieszczono bowiem narodzenie pana śmiać w te długaśne trąby. Dźwięk i efekt nieprawdopodobny. A wszystko to miało miejsce w łańcuckim kościele.

Większość tych, którzy wyjechali z Polski zapewne pamięta swoje święta z dala od domu. Ja wyjechałem końcem listopada. Cztery tygodnie potem były święta, tęsknota za domem była okrutna. W Wiedniu wtedy była polska parafia. Noc była bardzo zimna ale atmosfera gorąca wyjątkowo. Nie ze względu na jakieś tam zajścia w Polsce ale właśnie ze względu na tradycję obchodzenia świat. Myszy nie można było wcisnąć a polskie kolędy zabrzmiały jakby nagle miały inne znaczenie. Przeżycie nie do opisania.

Cóż mogę napisać o Stanach. Pierwsze święta nad Potomakiem spędziłem z moimi serdecznymi znajomymi. Ale nie to utkwiło mi najbardziej w pamięci. Po raz pierwszy miałem okazje zobaczyć jak świętują Amerykanie. Zima była wyjątkowo chłodna w tamtym roku co dodatkowo nadawało temu wszystkiemu wyjątkowy charakter. Niemal każdy dom ubrany w kolorowe światełka. Przed domami figurki świętych, Mikołajów, reniferów, sceny ze stajenki. Gdy zapadał zmrok wszystko to podświetlone światłem sprawiało wrażenie niemal bajkowe. Stany w tamtych latach to był zupełnie inny kraj. Chciało się tam naprawdę mieszkać.

Nie znam zwyczajów ekwadorskich. Od mojego taksówkarza wiem jednak, że to typowo rodzinne obchody. Jego babcia wciąż żyje a że miała sporą ilość dzieciaków, które tez nie próżnowały to dom babci zmienia się w mały zajazd. Wszyscy oczywiście partycypują w przygotowaniach bo impreza jest na kilkadziesiąt osób.

Pare lat temu wstecz moi prawostronni sąsiedzi zaprosili mnie do siebie na wigilie. Byłem wtedy sam. Akurat moja dziewczyna musiała lecieć do kraju by pożegnać się po raz ostatni ze swoją rodzicielką.

Zaprosili mnie więc sąsiedzi, co było dość sporą niespodzianką, bo jednak to jest tradycyjnie rodzinne święto. Ekwador to relatywnie biedny kraj, choć powoli widać olbrzymie postępy w zakresie zanikania różnic społecznych. W wigilię, jak opowiadała mi gospodyni, królowały zatem proste potrawy bo na wiele nikogo stać nie było. Dopiero w ostatnich latach na stołach zaczęły pojawiać się rzeczy bardziej wyszukane. Moi gospodarze serwowali indyka, nie z powodu tradycji ale bardziej ich statusu i zamożności. A wszystko zaczęło się czytaniem modlitwy prze syna. Gospodyni nie jest specjalną katoliczką, do czego się sama przyznała, jednak Boże Narodzenie to i w ich kulturze dzień wyjątkowy.

Już za chwilę

25 myśli na temat “Z kroniki świątecznej

Dodaj własny

  1. U nas dzień był chłodny, ale słoneczny. Cieszę się, że moja emigracja przypadła na erę facebooka, bo wigilię domową obejrzałam przez kamerę, przynajmniej tyle. Z mężem jesteśmy niewierzący, moi rodzice też mają do wiary stosunek luźny, ale wigilijna kolacja chyba dobrze się im kojarzy, bo nadal jako tako kultywują i wręczają sobie drobne upominki. Mam nadzieję, że powoli wchodzimy w lepszy czas. Wszystkiego dobrego 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Technologia dzisiaj wiele z tej dawnej melancholii świątecznej zabiła. I chwała jej za to. My również spędziliśmy sporo czasu z dzieciakami via skype. Niestety naszych przychówek ma swoje połowy z innych „planet”, stąd pewnie święta nie wyglądają już tak jak nasze tradycyjne. Taka kolej rzeczy.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Klik dobry:)
    Też byłam w dzieciństwie „pomarańczowa”. Do Twojej Kroniki daruję Ci więc swoje pomarańczowe wspomnienie.

    Choć było to wiele lat temu, doskonale pamiętam ten dzień. Zbudził mnie zapach smażonej pomarańczy niesiony powiewem z otwartego w kuchni okna. Babcia zawsze wietrzyła po nocy mieszkanie z samego rana, kiedy dzieci jeszcze były w łóżkach pod kołdrami. Dziś już mało która pani domu smaży skórki pomarańczowe. Najpierw skórki się moczyło, potem taką wymoczoną skórkę przekładało się do garnka, zalewało wodą i gotowało aż będzie zupełnie miękka. Wówczas starannie się ją osączało z wody w lnianej ściereczce i kroiło w paski lub małe kwadraciki, a na końcu smażyło w syropie przygotowanym z cukru nasączonego wodą. Do dekoracji deserów, tortów musiały być koniecznie paski, zaś do ciasta, masy serowej i makowej – drobna kwadratowa kostka.

    Tego pamiętnego dnia najważniejszy był nie tylko zapach tych smażących się skórek. Tak leżąc pod kołdrą i upajając się pomarańczowym aromatem wiedziałam, że skoro smażą się skórki, to są w domu pomarańcze. Pytanie tylko, kiedy dzieci je dostaną? Na gwiazdkę? Dopiero połowa grudnia, niemożliwe, aby obrane dotrwały do Wigilii. A więc może dzisiaj? Tak! Dzisiaj! Ileż było radości, kiedy babcia po śniadaniu położyła każdemu na talerzyku kilka cząstek pomarańczy. A jak one smakowały…
    Dziś, kiedy patrzę na koszyk z pomarańczami, delektuję się szczęśliwym wspomnieniem z dzieciństwa.

    Pozdrawiam świątecznie na pomarańczowo.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Na skraju miasta

takie tam obserwacje

transcendentphoto.com

professional photography - going beyond ordinary limits

mamamyslicielkahome.wordpress.com/

O macierzyństwie. O książkach. O życiu.

Balladeer's Blog

Singing the praises of things that slip through the cultural cracks

Work and travel

My work and travel. Chcesz coś zmienić? Może zmień wszystko!

arek nowakowski

wordpress.com

The Biveros Effect

To Travel is to Live

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Prefiero quedarme en casa

Un blog sobre lo que me gusta escribir

%d blogerów lubi to: