W nawiązaniu

W ostatnich paru wpisach sporo miejsca poświęciłem aktualnie urzędującemu prezydentowi zza wielkiego stawu. Nie ukrywam, że jego postawa i poglądy mocno mnie złoszczą bo już nawet określenie denerwują nie wyczerpuje do końca mojej niechęci do jego zachowania.

Przeżyłem w Stanach niezły kawełek swojego życia. Poznałem tony wspaniałych ludzi i równie wielu, z którymi nie nadawaliśmy na tej samej częstotliwości.

Zaczynałem, jak większość moich znajomych, od mało ciekawych zajęć na budowach przez robotnika na linii produkcyjnej aby wreszcie trafić do sektora finansowego. Stany dużo mnie nauczyły. Nic jednak nie dostałem za darmo.

To jest niewątpliwie niesamowity kraj, w którym obok siebie żyją ludzie z setek różnych krajów. Być może ta mieszanka nauczyła wszystkich wzajemnego się respektowania.

W takim międzynarodowym kotle ludzie jednak mają tendencje to przyklejania innym narodowością jakichś specyficznych latek. Nigdy do tego nie przywiązywałem wagi, bo te określenia wynikały z ludzkich tendencji do generalizowania.

Do nas przelęgło niezbyt chlubne określenie, dumb Polak. Dumb znaczy tępy. Ktoś może powiedzieć głupi, jednak dla tego słowa zarezerwowane jest określenie stupid. Dumb is tępy i to tak konkretnie trachnięty w łepetynę. Co gorsze to powiedzenie można było stosować w stosunku do innych narodowości, bo przecież tępszego osobnika od Polaka nie znajdzie w całym wszechświecie. Nikt mnie osobiście tak nie określił, byłem jednak świadkiem użycia tego zwrotu w stosunku do innych, niekoniecznie Polaków.

Prawdą jest, że pierwszą falę emigracji z Polski na początku ubiegłego stulecia stanowili prości, ciężko pracujący ludzie o niskim poziomie wykształcenia. Te czasy jednak bezpowrotnie minęły. W Stanach pracuje tysiące polskich naukowców, specjalistów w różnych dziedzinach. Setki ludzi zatrudnionych na stanowiskach menedżerskich i kierowniczych spełnia swoje zadanie jeśli nie lepiej to przynajmniej tak samo jak pracownicy pochodzący z innych krajów czy rodowici Amerykanie. Poza tym, tam mało kto dostaje prace po znajomosci, bo liczą się wymierne efekty. Albo się nadajesz, albo nie ma dla ciebie miejsca.

Zatem to określenie dzisiaj nie ma już większego uzasadnienia. Wciąż jednak egzystuje. Nie tylko mnie to irytowało ale i wielu moich znajomych, którzy swoją pracą i zaangażowaniem osiągneli więcej w krótkim czasie niż przeciętny Amerykanin.

Niestety aktualnie sprawujący władzę doskonale wpisują się właśnie w takie a nie inne nas postrzeganie. To, że mieszkaniec Białego Domu ośmieszył te władze specjalnie mnie nie dziwi. Gdy jednak wplątana w to jest, dla mnie osobiście ważna rocznica, o której zapewne wiedział ustalając termin i program wizyty, to to już nie jest tylko nabijanie w butelkę prezesa i jego świty ale traktowanie nas wszystkich jak dumb Polaks.

Może i mamy tępy rząd ale wara od traktowania w ten sposób całego narodu.

To właśnie dlatego wkurw wielki mnie ogarnął pisząc poprzednie posty.

Jak tak dalej pójdzie to zgłoszę swoją kandydaturę na prezydenta. 😂😂😂

Wojna i wojenki

Osobiście wojny nie pamietam. Pamiętają ja natomiast moi rodzice. Z ich opowiadań o straconym dzieciństwie, wiecznym strachu, nieprzespanych nocach obraz wojny jawił mi się jak coś makabrycznego. Już jako uczeń szkoły podstawowej pamiętam olbrzymie zniszczenia mojego miasta. Widzę jak dziś kikut ratusza miejskiego znajdującego się w samym centrum miasta, który w pewnym momencie został zburzony za pomocą ładunków wybuchowych. Na tę okoliczności zapomniałem, że proces ten miał miejsce w trakcie zajęć klasowych, które niechcący opuściłem.

Jutro osiemdziesiąta rocznica początku tych pamiętnych dla wielu Polaków wydarzeń. Szczytem chamstwa i ignorancji zdają się być zdjęcia amerykańskiego Donka z pola golfowego po odwołaniu wizyty w naszym kraju, w trakcie której miał wziąć udział w obchodach rocznicowych. Specjalnie użyłem słowa „zdaje się”, bo czyż od prostaka można wymagać chwili refleksji?

Biorąc pod uwagę jego wcześniejszy impertynizm, brak ogłady i przeświadczenie o swojej racji, nie jestem zaskoczony jego postawą. Jestem przekonany, że gdyby ktoś go zapytał z czym mu się kojarzy data pierwszego września to ostatnią rzeczą jak by mu przyszła do głowy byłoby rozpoczęcie drugiej wojny światowej. Dla mieszkańców Stanów ta data niewiele mówi. To dla nich zwykły dzień jak każdy inny. Większe znaczenie ma tutaj pierwszy poniedziałek września czyli popularny Labor Day albo jak kto woli Dzień Pracy. Sam dzień też nie jest niczym specjalnym. Dla przeciętnego Amerykanina to po prostu koniec wakacji, które tradycyjnie zaczynaja się w Memorial Day czyli Dzień Pamięci, w ostatni poniedziałek maja.

Kiedyś dawno temu pracowałem dla małej prywatnej firmy w Stanach. Tak się złożyło, że w pewnym momencie zatrudnili dziewczynę, której rodziny korzenie były polskie. Niewiele umiała w naszym języku poza paroma słowami. Sam wiem jak cieżko było pilnować dzieciaki aby w domu mówiły po polsku, więc specjalnie mnie ona nie zaskoczyła swoim brakiem znajomosci naszego dialektu.

Pierwszy września w USA to normalny dzień roboczy. Postanowiłem moją rodaczkę wziąć na spytki. No i właśnie spytałem z czym jej się kojarzy ta data. Pierwsza odpowiedź to koniec wakacji, pózniej był koniec lata, zbliża się jesień. Ale z czym ci się kojarzy w kontekście Polski, wreszcie spytałem. Oczy, jak to się mówi osłupiały, kompletne zero jakichkolwiek skojarzeń.

Musiałem ją uświadomić. Przyjęła do wiadomości bez szczególnych emocji.

Patrząc na dzisiejsze zdjęcia amerykańskiego prezydenta, przyszła mi na myśl moja krajanka i jej totalna ignorancja. Tylko, że ona swoim brakiem wiedzy reprezentowała samą siebie. Mieszkaniec Białego Domu wydał jednoznaczne „oświadczenie” jaki jest jego i kraju, na którego czele stoi stosunek do nas i naszych rocznic.

Proponuje abyśmy wszyscy wyszli jutro na ulice i palili flagi Unii Europejskiej a w ich miejsce niech na masztach zawisną flagi Wuja Sama. To napewno Donka ucieszy, chociaż na poważne nas traktowanie bym nie liczył.

Czyż jednak mam prawo mu się dziwić skoro w kraju nad Wisłą wrze wojna o warszawskie odchody?