Ekwador według Wojtka.

Oglądaliście „Boso przez świat”? Jeden z odcinków tego serialu poświęcony był Ekwadorowi. Nigdy nie byłem specjalnym zwolennikiem Wojciecha Cejrowskiego. Mam wiele szacunku dla tego co osiągnął, bo jednak do czegoś doszedł, miał jakiś pomysł, który mu wyszedł.

Różnie się z nim definitywnie w poglądach i w tej materii niewiele mielibyśmy sobie do powiedzenia. Nie podoba mi się też jego sposób bycia, którym stara się podkreślić swoją wyższość. Pewnie bym na to nie zwrócił uwagi ale mieszkając tutaj i znając o tyle o ile hiszpański, łatwo mi było zauważyć, że traktuje tubylców z pewnego rodzaju brakiem respektu. Oczywiście nie dawał im tego odczuć w rozmowie z nimi ale już tłumacząc to wszystko na nasz język dawało się odczuć to jego swoiste cwaniactwo. Mniejsza jednak o to.

Jego bodaj ośmioodcinkowy reportaż z Ekwadoru bardzo ogranicza wiedzę na temat tego państwa. Pokazał miejsce przez, które przebiega równik. Trochę informacji o tym jak to woda kręci się spływając to w jedna stronę, to w drugą w zależności od tego czy jesteśmy na półkuli południowej czy północnej. Sztuczka z jajkiem, które stoi na igle jeśli ta igła znajduje się dokładnie na równiku. I tyle jeśli chodzi o „cywilizowany” Ekwador. Na następne odcinki przeniósł się do dżungli na spotkanie ze szczepem, który wciąż żyje życiem sprzed dziesiątek lat. Nakręcił tam chyba ponad połowę odcinków i to mniej więcej tyle. O przepraszam, pokazał jeszcze plantacje bananów i proces ich przygotowania do wysyłki na eksport. I to byłoby na tyle.

Kiedyś na FB namierzył mnie dawny znajomy. Rozmawiamy sobie o tym i o owym i nagle pyta mnie on, jak ja się w tym buszu znalazłem. Buszu? No jeśli wiedzę o Ekwadorze czerpie się z produkcji Wojtka, no to zgadza się. Otacza mnie dżungla, fiuta mam przywiązanego do popęka, a moja rozkoszna żona lata z biustem na wierzchu. Jak żyć w zgodzie z przyrodą to już na całość.

Kompletne brednie, niestety. Niestety bo lubię nudystów choć odwagi do takiej fantazji zawsze mi brakowało.

Ekwador to piękne plaże nad Pacyfikiem, to dużo historii postkolonialnej, to niezliczone ilości zabytków ery hiszpańskiej i indiańskiej. To widowiskowa aleja wulkanów, to piękna trasa wzdłuż oceanu zwana Drogą Słońca. To wreszcie Andy z parkami narodowymi, z których jeden znajduje się na rogatkach Cuenki.

Ale Wojtek chciał popatrzeć na gole Indianki i facetów z penisem przywiązanym do pasa z wikliny. Można i tak.

Tylko proszę nie mówić mi, że mieszkam w buszu.