Bałagan, przeklinanie i lenistwo.

Już wielokrotnie korzystałem z artykułów Angory na moim blogu. Dziś zrobię to ponownie bo choć niektóre rzeczy są już znane to na przykład przeklinanie i jego efekty zaskoczyły mnie. Po przeczytaniu trochę sobie poprzeklinałem. Chyba pomogło.

Jeśli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, to czego jest oznaką puste biurko? – pytał Albert Einstein. Badania naukowe potwierdzają, że najbardziej błyskotliwe i kreatywne umysły lepiej funkcjonują w twórczym chaosie, nie wahają się kląć jak szewc i często zarywają noce.

Dowody naukowe wskazują, że takie nietypowe zachowania mogą sprzyjać większej kreatywności, która jest niezbędna do tego, by rozwiązywać najbardziej wyrafinowane wyzwania umysłowe. Opublikowane na łamach Psycholgy Science wyniki badań specjalistów z Uniwersytetu Minnesoty potwierdzają, że pozorny chaos – wbrew pozorom – może stymulować twórcze myślenie i sprzyjać wypadaniu na nowe pomysły. Naukowcy udowodnili, ż przebywanie w schludnym i uporządkowanym otocznie powoduje, że ludzie zwykle robią to, czego się od nich oczekuje. Kiedy zaś mogą pozwolić sobie na więcej luzu, mają bałagan na biurku lub tysiące pootwieranych okien lub plików na komputerze – są w stanie wpaść na ciekawsze i mniej standardowe rozwiązania. Twórczy nieład sprzyja więc kreatywności, która najbardziej jest przydatna naukowcom łamiącym utarte schematy myślenia, osobom uprawiającym wolne artystyczne zawody, konstruktorom, wynalazkom i wszelkiej maści intelektualistom.

Ile brzydkich słów jesteś w stanie wymyślić w ciągu jednej minuty? Im więcej przekleństw wpadnie ci do głowy, tym większe masz szanse na to, że najwyższe wyniki w standardowych testach na inteligencję. Badania opublikowane przez Science Direct rozwiewają wszelkie mity na temat mało wyrafinowanego rzucania mięsem i używania wyrazów uznawanych za tabu w danej kulturze. Okazuje się, że osoby, które ogólnie nie klną wbrew pozorom ograniczają zasób swojego słownictwa. Używanie soczystych wulgaryzmów może być zaś oznaką sporych zdolności retorycznych, a nie próbą ukrycia werbalnych deficytów – jak możny sądzić. Nieprzyzwoity język ma też inną zaletę – działa…przeciwbólowo i pozwala nam lepiej radzić sobie z cierpieniem.

Badania wskazują również, że już od dzieciństwa najbardziej inteligentne osoby zaczynają wykazywać tendencje do tego, by kłaść się późno spać. W porównaniu z rówieśnikami z niższym IQ większość osób, których wskaźnik inteligencji przekracza 125, nie jest w stanie zasnąć przed północą. Najbardziej światłym umyślnym odpowiada zaś budzenie się około 7:52 w dni powszednie i około 11:07 w weekendy.

Ludzki mózg lubi leniwy i siedzący tryb życia i każe organizmowi unikać aktywności fizycznej. Gdy zaś człowiek postanawia na przykład regularnie trenować, mózg męczy się, gdyż musi wykonywać dodatkową pracę, żeby skłonić ciało do wytężonego wysiłku. A wszystko po to by oszczędzić zasoby energii. – Było to zawsze istotne dla przeżycia gatunku ludzkiego, ponieważ pozwalało na skuteczne poszukiwanie pożywienia i schronienia, partnera a także unikanie drapieżników – mówił prowadzący badania Matthieu Boisgontier z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Vancuver. Jego zdaniem lenistwo jest postawą naturalną, zapisaną w ludzkim DNA od zarania dziejów. – Właśnie dlatego tak trudno jest nam się zebrać do dobroczynnego dla zdrowia wysiłku, mimo najszczerszych chęci, postanowień i prowadzonej polityki społecznej – tłumaczy naukowiec. Uczony podkreśla jednak, że są to relacje automatyczne, a ich świadomość może być pierwszym krokiem do zmiany sytuacji.

Angora Nr. 40, 7 października 2018.

Reklamy

Dyniowe potyczki.

Nasza nieobecność w domu trwała nieco ponad cztery miesiące. I dużo to, i mało. My jednak wyjechaliśmy w okresie kiedy na półkuli południowej nadchodziła wiosna a więc pora dla ogrodowych zapaleńców najważniejsza. Moje ślubne szczęście to nie tylko ogrodowy zapaleniec ale wręcz szaleniec do potęgi ntej. Nie wiem ile ma książek na tematy ogrodnictwa, ile przeczytała artykułów w internecie, dość powiedzieć, że niemal każdego dnia coś sadzi a coś innego przesadza. Zbiera też nasionka wszelakie i rozsypuje je gdzie się da tak z ciekawości żeby zobaczyć co z tego wyrośnie.

W jednej z Angor, których nawiązałem multum, wyczytałem artykuł na temat lenistwa. Okazało się, że jest ono naturalne bo nasz mózg preferuje brak aktywności. Od razu polubiłem moje centrum myślenia jeszcze bardziej.

No ale jak tu leniuchować, kiedy kobitka lata z kilofem po grządkach. Nawet jako zimny drań nie mogę na to spokojnie patrzeć. Tak więc przed wyjazdem przygotowaliśmy nasze poletko tak aby było koło niego jak najmniej pracy dla osoby, którą poprosiliśmy o doglądanie. Nie wzięliśmy oczywiście warunków pogodowych pod uwagę. A te przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Dużo opadów i sporo słońca czyli wymarzona pogoda dla roślinek wszelakich.

Gdy wróciliśmy nad ranem nie mogliśmy oczywiście sprawdzić stanu naszej działki. Jednak juz po krótkiej drzemce, Luśka pierwsze kroki skierowała, nie trudno zgadnąć, do ogrodu. Obawiałem się tego ale wyszło gorzej niż się spodziewałem.

Po pierwsze okazało się jak kiepski jest mój hiszpański. To ja bowiem tłumaczyłem naszemu pomocnikowi co może a czego mu nie wolno. No i zgadnijcie? Dokładnie zrobił wszystko to czego mu nie kazałem. Luśka stosuje metodę, o której wyczytała gdzieś w mądrych książkach. Częścią tej metody jest rozkładanie na ziemi wokół roślinek ściętej trawy tak aby ona przeszkadzała chwastom przebicie się do światła. I tak to tłumaczyłem moim hiszpańskim. Tyle, że gdzieś musiałem popełnić błąd bo cała trawa została pięknie sprzątnięta.

Po drugie. Gdzieś tam jednak z tym moim polhiszpan musiałem dotrzeć do głowy naszego pomocnika. O ile trawę potraktował niezgodnie z moim życzeniem to już wszystko inne z sobie wiadomych przyczyn postanowił nie dotykać.

Przed wyjazdem Luśka na naszych patiowych grządkach posadziła dynie. Po czterech miesiącach naszej nieobecności dynia odebrała nam patio. Zarosła je od wschodu na zachód i od południa na północ. Dla nas zostało zero miejsca. Jeszcze tego samego dnia stoczyliśmy krwawą bitwę o nasze miejsce relaksu z zielskiem. Wygraliśmy, chociaż nie było łatwe. Swoimi czułkami dynia oplotła fotele i wszystko co stało jej na drodze. Po bitwie poczuliśmy się wreszcie jak w domu. Patio znowu było nasze.

Na pokładzie samolotu cz. II

Celowo Opzycje 6.3 odpuściłem przy omówieniu nowości na rynku gier komputerowych. Po pierwsze wpis byłby zbyt długi, a po drugie Opozycja 6.3 załadowana na tym samym komputerze mogłaby doprowadzić do wybuchu twardego dysku i kompletnego zniszczenia naszej maszyny. No cóż aby poznać jeden i drugi zestaw trzeba mieć trochę więcej oprzyrządowania. Decyzja należy do indywidualnych graczy. Zarówno Rząd 1.5 jak i Opozycja 6.3 to gry absurdalno-paranoidalne. Aby wychwycić ów paranoidalny absurd trzeba mieć oba zestawy w posiadaniu. W przeciwnym wypadku możemy niespodziewanie znaleźć się w pozycji abstrakcyjnego zniewolenia spowodowanego ksenofobiczną reklamą o naturze wyświechtanych frazesów. Co to wszystko znaczy? Qu..a nie wiem.

Do rzeczy zatem. Opozycja 6.3 nie może być grana samodzielnie. Konieczne są dodatkowe tytuły. Spośród nich osobiście polecam Platformersi 4.9, Nowocześni 5.0, KOT 7.0, Wspólne Listy 3.1, Interpelacje 7.5, Hańba 6.6, Zdradzieckie Mordy 3.3, Gorszy Sort 2.9, Żal 8.2, Tęsknota 5.5, Przetrwać 4.6, Powroty 6.3

Już na pierwszy rzut oka widać, że cały zestaw został wymyślony przez analityka krytycznego wobec działań opozycji. To dla mnie bardzo ważne, bo po prawdzie opozycja nie ma zbyt wiele powodów do zadowolenia. Wręcz odwrotnie, jawi się jako formacja mocno skłócona, której bardziej chodzi o koryto niż o dobro czegoś co oni górnolotnie chcą nazywać ojczyzną.

Do rzeczy jednak.

Opozycja kiedyś rządziła, co opisałem w moim wpisie, do którego link poniżej. Zadufana w sobie, straciła kontakt z wyborcami bo bardziej była zainteresowana dożynaniem watah i spotkaniami w knajpach, gdzie usłużny kelner serwował jej ośmiorniczki z mikrofonem. Dodatkowo ich lider dał nogę do Brukseli i zostali sami, sponiewierani taśmami.

Teraz próbują się odkuć. O tym właśnie mówią Platformersi 4.9 i Nowocześni 5.0. Odstawieni od koryta dużo paplają o wspólnym interesie. Gry są tak skonstruowane, że nawet na pierwszy rzut oka widać, że to ich gadanie to takie po próżnicy. Buntują się w trakcie posiedzeń parlamentu wnosząc swoje interpelacje ( patrz Interpelacje 7.5 ), wykrzykują hańba ( patrz Hańba 6.6), lecz nic z tego nie wynika bo za zamkniętymi drzwiami sobie sami pokazują środkowy palec. Widać w tych grach sporo smutku dewelopera, który nijak nie potrafił znaleźć optymizmu. Stąd odbywa się to wszystko w ponurej atmosferze czarnego humoru. W tej tonacji jest też KOT 7.0, który zdawał się rodzic nadzieje lecz szybko przestał szczekać, zmieniając się w miauczącego kota.

Trochę nadziei wnoszą gry Zdradzieckie Mordy 3.3 i Gorszy Sort 2.9. Dzięki nieokrzesanemu Belfegorowi z gier prorządowych, który tymi określeniami zwrócił się do opozycji, nagle okazało się, że sporo osób spośród ludu poczuło się dotkniętymi i wstąpiło w szeregi albo jednych,albo drugich. Opozycja początkowo na tej fali ogłosiła Wspólne Listy 3.1. Szybko jednak okazało,się, jak bardzo różnią się w definicji wspólne. Przechlapali zatem swój czas jak Benek z Autobigrafii i teraz trawią ich żale, tęsknota i chęć przetrwania o czym traktują gry o tychże tytułach.

Ale oto nadchodzi zbawca. W Powrotach 6.3 ponownie pojawia się gość, który przeniósł się kiedyś do Brukseli. Ma spore poparcie ale i mnóstwo wrogów. Czy zjedna opozycję? Tu gra kończy się znakiem zapytania.

Streściłem tu trochę rozwój wydarzeń ale to tylko z powodu wielokrotnego rozgrywania wszystkich niewiadomych, które doprowadziły mnie do optymalnych wyników. To wcale nie znaczy, że ktoś inny nie osiągnie lepszego rozwiązania.

Choć polecam ów zestaw to mój stosunek do niego jest psychodeliczny. Najlepiej mi się w to grało jak byłem najarany. A, że nie da się bez tego stanu rozgryźć kierunku, w którym podąża opozycja, proponuje zakup marychy, tam gdzie legalna lub chociaż jakiegoś dopalacza. Broń Boże nie wąchacie klejów. Już jeden się ich nawdychał i choć wciąż działa w parlamencie to rozum mu kompletnie odebrało.

https://widzianezekwadoru.wordpress.com/2014/08/01/gry-komputerowe-warto-wiedziec/

Na pokładzie samolotu cz.I

Światem rządzi moda. Co jeszcze dzisiaj było gorące jutro już zda się być przestarzałe i niegodne użytku. Potem sterta tych różności zalega szafy, pawlacze, garaże, piwnice i jeszcze inne komórki bo kto wie, moda jak kobieta jest kapryśna zmienia się i może wrócić w postaci retro. Tak jest ze wszystkim niemal może z wyjątkiem elektroniki bo w tej dziedzinie postępy wykluczają retro. Tak mi się wydaje.

W jednym z moich artykułów pisałem o grach komputerowych. Wyszły tamte z mody. Czas zatem przejrzeć rynek i wrócić do tematu. Ukazało się sporo nowych tytułów wartych polecenia. Oto one:

Nowy rząd 1.5 to kontynuacja gry pod tytułem Opozycja 1.4. Sporo w niej zabawnych momentów. W Nowym Rządzie 1.5 grający mają szanse sprawdzić co mówili będąc w opozycji i jak to się ma do tego gdy się rządzi. Efekt jest piorunujący bo kłamstwo goni kłamstwo. Twórca gry wykorzystał w niej efekt Pinokia, co daje zabawny obrazek długich nosów tych co zostali złapani na oszustwie. Sama gra byłaby nudna gdyby nie dodatkowe produkcje współpracujące z Rządem 1.5 na tej samej platformie. Proponuje zatem zakup Belfegor 1.8, Przybłęda 4.1, Trzy Beaty 7.3, Harnaś 4.4, Konie 2.2, Kornik 1.7, Polowanie 3.1, Antosiaki 8.0, Purpuraci 5.5, Ustawy 3.7, Długopis 2.5, Nagrody 3.9, Żarcie 3.5, Debata i Głosowanie 8.7. Miska Ryżu 3.4.

Po kolei zatem. Belfegor 1.8 to opowieść o cichociemnym, który rządząc chowa się za plecami innych. Gość jest generalnie tchórzowaty. Ma on zdolności hipnotyczne, toteż opętał całkiem niezła gromadę a ta wdarła się do Rządu 1.5 i stara się omamić resztę ludu. Kosmiczne sceny, niezłe dialogi, katastrofalny efekt końcowy. W Przybłęda 4.1 grający jest prawnikiem, który niewiele się na tym zna. Musi zatem kombinować jak tu się utrzymać na powierzchni. I tu jest właśnie moment gdzie gra nachodzi się z Rządem 1.5. Oto bowiem nasz prawnik łapie kontakt z szychą z tej gry, który notabene jest Harnasiem z produkcji Harnaś 4.4. Ów kontakt ma plecy u cichociemnego z Belfegora 1.8. Wszyscy się go boją, on bowiem wystraszył kiedyś cały Luwr. Akcja rozgrywa się na ul. Nowowiejskiej w stolicy. Obłędne dialogi, których nie będę zdradzał, pomiędzy Harnasiem i Belfegorem. Dochodzą jednak do porozumienia i prawnik Przybłęda staje się prezesem Trybunału. Opisałem to w skrócie jednak „momenty” w tej grze są całkiem niezłe.

W Trzy Beaty 7.3 jest sporo efektów humorystycznych. Akcja toczy się w Albatrosie. Tysiące Beat zjeżdża się do niego bo Belfegor ogłosił, że potrzebuje trzy kobitki do roboty. Płaca całkiem, całkiem, odpowiedzialność żadna. Trzeba tylko umieć mleć ozorem. I tu przychodzi z pomocą gra Antosiaki 8.0. W niej wyruszamy w kraj z pewnym Antonim. Ten zaś jako znany hipnotyzer wprowadza lud w pewien rodzaj narkotycznego transu. Dzięki temu poparcie ludu jest zapewnione co widać w kolejnych grach Konie 2.2, Kornik 1.7, Polowanie 3.1. W skrócie w tych produkcjach chodzi tu o danie swoim wyborcom odrobiny zabawy. I tak udostępnia się im konie do polowania na korniki i nie tylko. Jaja jak berety. Jeźdźcy niczym kawaleria tną wszystko co popadnie ku swojej uciesze a rząd zbiera kolejne punkty. Dzięki temu jedna z Beat może dymać lud ukazując rządowe sukcesy, za które należą się nagrody z Nagród 3.9, które ona opanowała. Druga z Beat zasadziła się w Ustawach 3.7 i te, które jej nie pasują sru do kosza. Niezła komedia. Trzecia z Beat ściemnia lud za pomocą mikrofonu, który jej dali w wieczyste posiadanie. Pomagają jej w tym gra Purpuraci 5.5, i Długopis 2.5. W pierwszej grupa popleczników rządu przebrana na purpurowo straszy lud, rzucając nań różne klątwy. To daje możliwość do szybkiego uchwalania przepisów zwanych ustawami w zabawie Ustawy 3.7, które dzięki prezydentowi z Długopis 2.5 zostają podpisane o północy gdy wszyscy śpią. Nad ranem nawet ów prezydent już nie wie co podpisał. Jego wyrzuty koją jednak Nagrody 3.9, które ponownie pojawiają się do dyspozycji tym razem gościa z długopisem. No tutaj wszyscy uczestniczy gier zostają docenieni za swoją ciężką prace skromnymi dodatkami do swoich żałosnych pensji. Ostatnie trzy gry czyli Żarcie 3.5, Debata i Głosowanie 8.7 oraz Miska ryżu 3.4 mają miejsce w parlamencie. Cała gama wystąpień ludzi rządu i opozycji. Niektórym debata umyka bo zajęci są konsumpcją. W sumie to bez znaczenia bo mając większość, rząd glosuje jak mu Belfegor każe. Ale ilość interpelacji opozycji, wystąpień partyjniaków niezależnych przyprawia o zawroty głowy. W tym obżarstwie w trakcie głosowania, rozbawiony lud nawet nie zauważył ustawy o misce ryżu na mieszkańca. Producenci podobno przygotowują kolejną grę pod tytułem Przebudzenie 7.7. Narazie nie przeszła cenzury.

Jak sami widzicie wszystko układa się w logiczną całość. Opisałem tu tylko parę możliwości spośród wielu oferowanych przez producenta. Prawdę mówiąc ilość nieprawdopodobnych połączeń jest nieobliczalna. Efekty humorystyczne dają poczucie świeżości dzięki czemu grający nie czują się zmęczeni.

Producent postanowił docenić tych graczy, którzy chcieliby być posiadaczami całego zastawu oferując zniżkę dochodzącą nawet do 75% oryginalnej ceny.

Nic tylko grać. Przyjemnej zabawy.

A dlaczego na pokładzie samolotu? Ano wpadło mi to do głowy podczas lotu.

W następnym odcinku opiszę zestaw Opozycja 6.3.

O lotach i kontrolach

Nie da się odespać nieprzespanej nocy. Podróż na południe choć odbywa się w tej samej strefie czasowej była bardziej wyczerpująca niż ta ze wschodu na zachód. Być może wynika to z tego, że przez Atlantyk loty są tak zaprogramowane, że przylatuje się wtedy gdy w miejscu docelowym przychodzi czas na spanie. Mentalnie to jest łatwo zaakceptować jednak fizycznie organizm wie, że gdzieś te sześć godzin chciałem mu podprowadzić. Budzi mnie więc ze snu wciąż o czasie panującym w miejscu, które dopiero opuściłem. Tak się ze mną bawi jeszcze przez dwa trzy dni, aż wreszcie akceptuje, że teraz ma pracować na innej zmianie. I znowu jesteśmy zsynchronizowani i oboje funkcjonujemy na najlepszych obrotach.

Lot z północy na południe z jakichś powodów rozpoczyna się wczesnym popołudniem i trwa do północy. Jeśli do tego dołożymy fakt, że na lotniskach trzeba być na conajmniej dwie godziny przed odlotem a po wylądowaniu przejść przez kontrole odebrać walizki i dojechać do domu, to okaże się że te dodatkowe przyjemności są bardziej męczące niż sam lot. Tak czy inaczej drzwi mojej enklawy otworzyliśmy o czwartej nad ranem. Choć dość zmęczeni to jednak adrenalina trzymała nas na nogach. Padliśmy jednak po dwóch godzinach.

Dom czy mieszkanie zamknięte na cztery spusty przez ponad cztery miesiące, nawet jeśli ktoś to okazjonalnie pilnuje to stoi jednak puste. Stąd i powietrze w nim delikatnie mówiąc jest lekko podejrzane. Zanim zatem zalegaliśmy trzeba było,odrobine przewietrzyć. To dało nam czas na przegląd naszych bagaży. Nie wiem co takiego wozimy, za każdym jednak razem nasze walizki są kontrolowane przed wylotem ze Stanów przez ichnie służby bezpieczeństwa. No niech sobie przeglądają naszą bieliznę ale potem niech to jakoś ułożą. Szwarc, mydło i powidło wypada nam z walizek po takim ich przeglądzie. Na cztery nadane bagaże, trzy nam przeglądnęli. Patrzę na te rzeczy, które mieliśmy spakowane i nijak nie mogę się dopatrzeć czegoś co mogłoby przypominać ładunek wybuchowy. Chyba żeby flaszka polskiej wódki, która ciągnę za sobą na potrzeby degustacji przez okolicznych mieszkańców.

Suma Summarum i tak ich wszystkich zrobiłem w konia. Nikt nie zauważył, że przemyciłem sześć ekstra kilo dobrobytu, ze cztery z Polski i dodatkowe dwa ze Stanów, w formie tkanki „mięśniowej”. Chwile mi zejdzie żeby się tego draństwa pozbyć. Zaczynam od dzisiaj.

W stronę słońca.

Dziś znowu w podróży. Tym razem na południe w stronę słońca, tam gdzie panuje ciepło o tej porze roku, opuszczam pagórki, wyruszam w góry.

Zajmie mi to zapewne cały dzień. Dwa lotniska, przesiadki, kontrole i te wszystkie przyjemności związane z lataniem i przemieszczaniem się miedzy państwami. Męczący dzień to będzie ale jutro nad ranem otworzę drzwi domu, które zamknąłem stanowczo zbyt dawno temu.

Na koniec pare „pocztówek” z okolicy.

Przełom rzeki Delaware

Delaware River

Okoliczne pagórki.

Czas do domu. Do następnego.

Dlaczego psy szczekają?

Kto obecnie rządzącym najbardziej leży na żołądku, stoi w gardle, jest kamieniem w prezesa bucie? Idę o zakład, że po ostatnich wydarzeniach na stu zapytanych wszyscy zgodnie odpowiedzą – Jerzy Owsiak.

Nigdy głębiej się nie zastanawiałem nad powodem tej nagonki na prezesa WOŚP. Drażni ich, bo coś robi. Znaleźli więc Przystanek Woodstock jako powód tej ich niechęci. Nigdy tam nie byli, nic nie widzieli, jednak wiedzą wszystko. Raz jakiś nadgorliwy policjant usłyszał „kurwa” ze sceny wykrzyknięte przez Jurka i to wystarczyło żeby mu wytoczyć sprawę. Na przystanku często zatrzymują się księża, którzy nigdy nie powiedzieli nic złego o imprezie a wręcz odwrotnie, czuli wspaniałą atmosferę.

Dla cnotliwych i bogobojnych wyznawców Radia Maryja, impreza ocieka seksem. W narkotycznym uniesieniu każdy śpi z każdym, chodzą na golasa i jeden Pan Bóg wie do jakich jeszcze bezeceństw tam dochodzi. Najwięcej o tym wiedzą pewna posłanka, biegła w sprawach seksualnych i ojciec dyrektor specjalista od palenia, też dokładnie niewiadomo czego ale na narkotykach się zna jak nikt inny.

Zarzucili więc WOŚP jakieś powiązania finansowe z Przystankiem i uczepili się ich niczym łysy grzebienia. Nic nie szkodzi, że kontrole nic nie znalazły, skoro toruński pyszałek miał sen znaczy się prawda to jest.

Od momentu obalenia poprzedniego systemu jeszcze żaden rząd nie miał takich sukcesów na polu niszczenia autorytetów. Gnoją, plują, rzucają oszczerstwa bez względu na to czy mają, czy nie mają dowodów. Skompromitowali się pluciem na Donalda Tuska podczas jego ponownego wyboru. Plują na Wałęsę, choć już nawet nie zachodzi potrzeba bo każdy ma już na temat byłego prezydenta wyrobione zdanie. Żadne teczki i dodatkowe dokumenty prawdziwe czy nie, nic już nie zmienią. Tym poniżaniem Wałęsy odnieśli odwrotny skutek, bo jego popularność teraz wzrasta miast maleć. Sponiewierali Rzeplińskiego i wszystkich innych sędziów Trybunału. To samo zrobili z prezes Sądu Najwyższego. Oczernianie autorytetów wychodzi im równie dobrze jak Pietrzakowi ośmieszanie PZPR-owskiej nomenklatury. Szkoda, że pan Jan nie dostrzega żadnych paraleli miedzy tym z czego szydził a tym czego obecnie broni.

Na placu pozostał już tylko Owsiak. Próbują, szukają, knują, podkopują. Nie lubią gościa. Koniec, kropka.

Kiedyś przechodziłem koło ujadającej po drugiej stronie płotu małej suni. Szczekała w obronie swojego terytorium. Ponoć psy tak mają. Szczekają bardziej ze strachu w nadziei, że odgonią intruza.

Otóż to. To ujadanie władzy to zwykły strach. Owsiak to wciąż autorytet, który jak zechciałby „zaszczekać” mógłby pociągnąć całe rzesze ludzi. Narazie tylko się broni. Gdyby jednak zechciał przejść do ataku to swoją pozycją mógłby całkiem realnie zagrozić tym wszystkim przywiązanym do swoich stołków.

Jerzy Owsiak póki co nie jest zainteresowany polityką. Gdyby jednak wpadł mu taki pomysł do głowy to wtedy…..To ich przeraża, powoduje brak snu, doprowadza to całe kółko wzajemnej adoracji do trwogi. Nie mają innego planu. Odmawiają mu wszystkiego o co poprosi w nadziei, że go zajadą i zniechęcą. Omal im się to udało.

Jurek jednak odszczeknął i wyglada, że nie zamierza przestać.

Matka i ojcowie

Mój wujek Alojzy, brat mojej rodzicielki, od lat już mieszka w Stanach. Wyemigrował pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Przez lata pomagał rodzinie i finansowo, i zapraszając wielu jej członków do odwiedzenia go w Stanach, wiadomo w jakich celach. Zawsze czuł się mocno związany z naszym krajem i zawsze czuł się przede wszystkim Polakiem.

Przytaczam go tutaj z jednego zasadniczo względu. Mówił on zawsze, że matkę ma się jedną a ojców można mieć wielu. Nie wdając się w prawdziwość tego stwierdzenia, skoncentruje się na jego znaczeniu kierując się wujkową logiką. A z niej wynikało, że dla niego matka to Polska a ojciec to Stany. Wujo nie był gołosłownym w tym twierdzeniu, bo gdy ktoś źle mówił o matce czytaj Polsce musiał liczyć się jego kontrą. Nie bokserską oczywiście ale słowną. Wuja mało obchodziło, że Polską rządziła formacja nie na rękę wielu państwom. Matka to matka i o niej źle się nie mówi. Na przybranego ojca też nie pozwolił nadawać. Zawdzięczał Stanom zbyt wiele i potrafił to docenić. Zawsze jednak matka była najpierw, potem przybrany ojciec.

Im częściej myślę o wuja sposobie myślenia tym bardziej czuje, że ze mną jest tak samo. Najlepszym przykładem na tą tezę jest sport. W potyczkach Polski ze Stanami czy Ekwadorem, w jakiekolwiek dyscyplinie kibicuje naszym. Nie może być inaczej. Wyjątkowo nie trawię siatkarzy amerykańskich kiedy biją naszych a robią to dość często i dość dotkliwie. Gdy więc po drodze do mistrzów świata w ubiegłym roku pokonaliśmy w półfinale ekipę USA był to dla mnie dzień nie tyle wielki co WIELGI.

Ekwadorczykom też nie radzę grać z nami w kopaną bo w tym dniu przyjaźń ulega chwilowemu zawieszeniu.

Nie mam takich problemów przy wyborze Ekwadoru czy Stanów Zjednoczonych w potyczkach bezpośrednio między tymi krajami. Takich pojedynków po prostu nie ma. Ekwador poza piłką nożną to sportowa plaża. Nie to, że nic się tu nie uprawia, bo to nie jest prawda. Osiągnięcia jednak na arenie międzynarodowej mówią same za siebie.

Sport dla mnie, to taka dziwna sfera życia. Z jednej strony mogłaby dla mnie nie istnieć. Rozumiem jednak, że sport to swego rodzaju igrzyska potrzebne ludowi, żeby mógł uwierzyć w swoich wybrańców. Z drugiej strony emocje jakie sport wyzwala są pewnie jedyne a swoim rodzaju.

Wracając jednak do rywalizacji pomiędzy krajami, w których przyszło mi mieszkać, coś chyba z tymi moimi ojcowskimi uczuciami jest nie tak. Z jakiś powodów najwięcej przyjemności właśnie sprawiło mi jak dowaliliśmy Amerykańcom. Zapewne wynika to z faktu, że Ameryka jest wciąż postrzegana jako potęga. Jak maluczki jej dowali to jest w tym coś specjalnego. Pamiętacie jak pokonaliśmy ZSRR w hokeja? Partia nie była zadowolona ale my…dla nas to był niezapomniany dzień.

Jak Bill wygrał wybory

George Carlin był jednym z najlepszych komediantów scenicznych jakich słuchałem. Jego skecze chociaż bogate w słownictwo popularnie zwane wulgarnym, miały to do siebie, że nie były zbytnio politycznie poprawne. Prawdziwe za to. Często mówił o życiu w Ameryce, o politykach, o głupocie. Nie owijał w bawełnę, o ludziach z nadwagą mówił grubasy, tłuściochy, jednak tylko w kontekście ich skłonności do fast foodu. W jednej ze swoich humoresek mówił, że widząc dwoje takich grubasów z hamburgerami w rękach przyglądał im się ze zdziwieniem a umysł jego zawładnęła tylko jedna myśl; czy to jest fizycznie możliwe aby ci ludzie mogli mieć sex. Był doskonały w swoich spostrzeżeniach, stąd wiele rzeczy adresowanych do publiczności jemu przechodziło płazem, bo ośmieszał oczywistą głupotę.

Mi mocno utknęła jedna z jego historyjek, która niewątpliwie jest prawdziwa do dzisiaj. Bill Clinton ubiegając się o reelekcję miał za przeciwnika republikanina Boba Dole. Był on starszy i próbował wykorzystać ten fakt ukazując siebie jako człowieka z zasadami.

Politycy oczywiście zawsze starają się ocieplić swój wizerunek, kłamiąc przy tym jak najęci. Ludzie zatem coraz rzadziej w te banialuki wierzą. George Carlin tak właśnie widział Boba Dole’a, jako kłamcę odnoszącego się do wartości, w które wierzy tylko powierzchownie. Parodiując jedno z jego wystąpień, w którym padały słowa o szczerości, oddaniu, rodzinie i innych zbrukanych przez polityków wartościach, dostrzegł oczywistą próbę ocieplenia wizerunku. Ludzie oczywiście przejrzeli to na wylot zgodnie przyznając, że ten kandydat jest „full of shit” czyli, że nie jest szczery i, że próbuje im sprzedać gówno tyle, że ładnie opakowane.

Bill Clinton obrał zgoła inną taktykę. Według George’a walił prosto z mostu i nie udawał. Mówił, że nie zamierza nic zmienić, że bardzo kocha to waszyngtońskie szambo, że Ameryka mało go obchodzi, że tak naprawdę paplanie się w tym gówienku sprawia mu wielką przyjemność. Tu George przystanął naśladując publikę, która niby to miała słuchać wystąpienia swojego kandydata. Słuchali w osłupieniu i w pełnym zdumieniu, że wreszcie ktoś jest z nimi szczery i niczego nie udaje.

Kto wygrał wybory nie będę przypominał. Bill dotrzymał słowa oferując Monice „cygara”. Zrewolucjonizował pojęcie sexu oralnego, którego nie zaliczył do stosunku. Nazwał go po prostu niestosownym zachowaniem. Swój chłop, szczery do bólu. Jak tu nie lubić takiego, konkludował kabareciarz.

Indianie i dziki

No nic nie poradzę, że lubię Indian. Ukształtował mnie zapewne tak niezapomniany Winnetou. Szlachetny, prawy Indianin ze szczepu Apaczów. Oczytałem się tego ile wlazło. W kinie obejrzałem zapewne wszystkie jego przygody. Kiedyś nawet kupiłem sobie jakieś DVD, tak ku pamięci. Gdy wróciłem do domu byłem bardzo ciekaw jak to odbiorę po tylu latach. „A fu”, wyrwało mi się już na początku gdy, nie tylko biali, ale też Indianie zaczęli szprechać w języku z zza Odry. Póki co Winnetou umarł dla mnie.

Nie znaczy to jednak, że umarli i Indianie.

Oglądałem całkiem niedawno film pt. „Women walks ahead”. Nie mam oczywiście pojęcia pod jakim tytułem i czy w ogóle ten film grano w Polsce. Jest to lekko udramatyzowana historia oparta na faktach. Dotyczy kobiety pragnącej malować a jednym z ludzi, których chciała uwiecznić był sam Sitting Bull, jeden z najbardziej znanych Indian i do tego prawdziwa postać. Był on wodzem szczepu Hunkpapa Lakota i mocno dał się we znaki amerykańskiej armii.

Bardzo ciekawa historia dotycząca końcówki jego życia. Ale rownież i interesująca opowieść o kobiecie starającej przełamać się bariery niechęci i tradycjonalizmu.

Warto obejrzeć bo wiele wydarzeń tu przedstawionych rzeczywiście miało miejsce.

Sitting Bull ma wiele wspólnego z moim Winnetou. Prawy, wyznający proste zasady wynikające z jego wiary w co jest dobre a co złe. Był on symbolem dla ówczesnych Indian stąd biali bali się go jak diabeł święconej wody.

Amerykanie już wtedy myśleli kategoriami dzisiejszych władz naszego kraju. Być może stąd to uwielbienie naszego establiszmentu do amerykańskich metod rozwiązywania problemów. Ponad sto pięćdziesiąt lat temu królowało powiedzenie, że dobry Indianin to martwy Indianin. W przełożeniu na dzisiejsze czasy w Pislandzie, dobry dzik to martwy dzik czy dobra puszcza to puszcza bez drzew.

Trochę to nieludzkie porównanie bo jednak Indianin to człowiek, dzik to zwierze a drzewo to roślina. Metoda eksterminacja jest jednak taka sama i sprowadza się do okrucieństwa, chciwości i nienawiści.

Strach i przemożna wiara białych najeźdźców postrzegająca czerwonoskórych jako coś gorszego doprowadziły do ich eksterminacji i zniszczenia kultury. Gdzieniegdzie można jeszcze znaleźć spadkobierców Indian w Stanach. Są to jednak w większości ludzie już zamerykanizowani, niewiele mający wspólnego z legendą Sitting Bulla.

Podobnymi przesłankami kierują się pomyleńcy przy zwalczaniu dzików. Wyrżną ich w pień a jak w przyszłości ktoś będzie chciał zobaczyć to zwierze to metodą Pawlaka wypastują świnie na czarno i wpuszczą do lasu. Tylko czy lasy jeszcze będą?