Siła pozytywnego myślenia

Dawno, dawno temu zrobiłem sobie badania krwi. Z niej bowiem wyczytać można bardzo wiele a mając informacje można przedsięwziąć odpowiednie kroki. Laborantka zaoferowała mi kilka dodatkowych badań ponad standardowe. Czemu nie, dobrze przecież wiedzieć o sobie jak najwiecej. No i wyszło, że moja tarczyca nie jest w najlepszym stanie, nie źle powiedziałem jest w fatalnym stanie. Endokrynolog przepisał mi odpowiednie pigułki i miało być już dobrze. Tyle, że obsypało mnie po tych pigułkach jak pupę niemowlaka po proszku IXI.

Kolejny endokrynolog stwierdził, źe trzeba usunąć mój gruczoł bo będzie mnie wysypywać po każdej innej pigułce. Wiele osób żyje bez tarczycy zażywając jej hormony i nic specjalnego im się nie dzieje. Sprawdziliśmy to wsród moich znajomych. Potwierdzili. Nad czym się zastanawiać, wypaliłem bydlę radioaktywnym jodem i dowidzenia.

Niestety okazało się, że to było dzień dobry. Nie będę opisywał kolejnych problemów jakie mnie dopadły, powiem tylko, że moje kłopoty dotyczą jednej osoby na milion i na ogół kobiet. Nie, umierać nie będę jeno wzrok mi się lekko rozjechał. Trochę to uciążliwe ale po rozmowie z moim mózgiem ustaliliśmy reguły gry i jakoś we trójkę współpracujemy, to znaczy mózg, wzrok i ja.

Czemu to piszę? Ano dlatego, że to był mój ostatni raz z medycyną nam narzucaną. W Cuence poznałem lekarzy holistycznych, którzy zjechali tu z Kanady bo tam nie mogli prowadzić swojej praktyki. Zanim cokolwiek mi zaproponowano musiałem wypełnić pare ankiet dotyczących mojego życia. Potem nastąpiła rozmowa i proponowany sposób leczenia. I tu dochodzę do sedna. Według holistyków choroba jest przyczyną czegoś niekoniecznie w sferze materialnej. Stres na przykład jest bandytą, który nie ma litości niczym prezes pewnej partii. Leczenie choroby bez dojścia do jej przyczyn to według tych lekarzy jak dolewanie oleju do samochodu bez sprawdzenie co powoduje, że ten przeklęty olej wycieka. Podoba mi się ta filozofia.

Holistycy mogą pomóc swoimi radami, ale nie leczą bo, jak twierdzą, wyleczenie zależy od nas samych. Mi na początek zaserwowano czyszczenie wątroby. Poczułem się po tym lekki jak piórko bo cały proces polega na wydalaniu toksyn.

Żeby nie przedłużać, wzroku mi to nie naprawiło ale ogólne samopoczucie to było niebo a ziemia. Moja wiara w medycynę naturalną od tej poty nie podlega dyskusji.

Dzisiaj odwiedziłem mojego ajurwedyka, holistyk niestety wyjechał. Ten rownież twierdzi, źe leczyć trzeba całościowo a nie tylko podawać pigułki. Jednak aby to mogło funkcjonować potrzebne jest pozytywne nastawienie.

Tu wlasnie dochodzę do konkluzji moich wywodów. Nie mam zamiaru nikogo przekonywać co jest lepsze i kto ma rację. Pozytywne myślenie i wiara w skuteczność zdeterminowały mój wybór. Tym powinien kierować się każdy.

Mój znajomy opowiedział mi taką historie. Do lekarza przyszła pacjentka z bólami brzucha. Wykonano badania, które skończyły się pobraniem próbek. Diagnoza fatalna. Rak z przerzutami. Lekarz jednak nie miał sumienia przekazać pacjentce tej wiadomości. Przepisał jej zatem jakiś środek przeczyszczający i coś tam jeszcze. Jej powiedział, że ma problemy gastryczne. Po roku spotyka swoją pacjentkę. Mocno zdziwiony, zaproponował wizytę. Dodam, że pani czuła się swietnie i dziękowała lekarzowi za opiekę. Zjawiła się oczywiście na konsultacji. Lekarz nie potrafił wytłumaczyć jak to się stało, że wszystkie ślady choroby zniknęły.

A ja myśle, ze to właśnie siła pozytywnego myślenia, ktora w tym wypadku była wynikiem wiary w diagnozę lekarza. To była prawdziwa historia i podejrzewam, że takich jest wiecej.

A wszystkim życzę dużo zdrowia.