Datki i zwierzęta z klatki

Nie bój się wolności ludu

To jeden z największych cudów

Jaki otrzymaliśmy ostatnio

By żyć w pokoju i dostatnio

Nie bądź jak ciemne masy,

Które wszystko zrobią dla kasy

Nawet swą wolność oddadzą

Serce i dusze sprzedadzą

Pieniądze nie trwają wiecznie

Niewolnictwo zaś bezsprzecznie

Czy znacie zoologiczne ogrody?

Tam miast na łonie przyrody

Żyją zwierzęta zniewolone

Swej wolności pozbawione

Latami tak były tresowane,

Źe nie potrafią już żyć same

Bo wolność jest umysłu stanem

I nie będziesz już swym panem

Gdy zdasz się na swego tresera

On w środkach nie będzie przebierał

Byś trwał w nieświadomości,

Że już nie żyjesz na wolności

Temu służą właśnie rządowe datki

Byś myślał żeś nie zwierz z klatki

Gdy tymczasem jesz z pańskiej ręki

Zawodząc, dzięki ci panie, dzięki

A gdy pan ów wszystkich nas zniewoli

Miską ryżu i szczyptą soli

Najeść nam się będzie kazał

I nie będzie wtedy zważał

Na nasze wolności pragnienie

Ono już tylko wspomnieniem

I archaicznym słowem

Co zaśmieca każdą głowę

W naszych umysłach pozostanie

Bo każde tak się kończy branie

Przywilejów od oszusta

Że gdy państwowa już jest pusta

Kasa, budżetem również zwana

To choć byś padał na kolana

Przed tym swoim panem

Teraz jesteś zwykłym chamem

Bo pan dając coś tobie

Przede wszystkim myśli o sobie

I gdy wolność mu swą sprzedawałeś

Niewolnikiem jego się stałeś

Na wzór znanego wszystkim jelenia

Któremu zakazano myślenia

Był sobie las

Był kiedyś las

W nim trawa po pas

I drzewa radosne

Nie tylko na wiosnę

Szumiące wesoło

I sarny wokoło

I zwierz wszelaki

Rodzące krzaki

I grzybów tysiące

A ptaki na łące

Śpiewały donośnie

Co dzień to głośniej

To solo, to chórem

A gdybyś chciał piórem

To ująć w papierze

To powiem ci szczerze

Dla mnie zbyt trudne

Bym piękno tak cudne

Opisać był w stanie

Próżne gadanie

I tak w symbiozie

W gorącu i w mrozie

Płynęło tu życie

Aż kiedyś o świcie

O wschodzie słońca

Dobiegła końca

Jak zbita szklanka

Owa sielanka

Bo przyszła szarańcza

Co wszystko wykańcza

Niszczy bezmyślnie

Zniknęły już liście

Ogarnął płacz drzewa

I ptak już nie śpiewa

Już nikt nie pamięta,

Że żyły zwierzęta

W tym leśnym kraju

Podobnym do raju

Zły król szarańczy

Swych tylko niańczy

Dzięki tej tłuszczy

Nie ma już puszczy

Zostały wyboje

I każdy o swoje

Walczy jedzenie

Zaszczute jelenie

Szukają strawy

Lecz nie ma już trawy

Rosnącej bujnie

Szarańcza czujnie

I ją zniszczyła

Gdy się bawiła

W rządzenie lasem

Pomyśl więc czasem

Krajanie drogi

Jak bardzo srogi

Los nam szykuje

Kto nie buduje

Lecz niszczy zawzięcie

On gorszym zwierzęciem

Niż ta szarańcza

Co wszystko wykańcza

Poranne przemyślenia

Był wczesny ranek
Gdy się zbudziłem i wyszłem na ganek
A tam słońce świeci radośnie
I drzewa szumią donośnie
W oddali huk rzeki słychać
I aż chce się oddychać
A pachniało tak dookoła
Że tylko otwarta stodoła
Pełna zbóż wszelakich
Może wydawać zapach taki.
Zwierzaki w słońcu się grzeją
Kury w ziemi coś grzebią, koguty pieją
Kaczki nad stawem też coś do siebie nadają
A gęsi jak gęsi wesoło gegają
I psu, i kotu nastrój ten się udzielił
Aż baraszkują w kwiecistej bieli
I ptactwa rożnego krocie
Siedzi i śpiewa na przydrożnym płocie
Mnogość kwiatów obraz ten dopełnia
W takiej harmonii wszystko sie spełnia
Stojąc tak zamknąłem oczy
I poczułem jak wokół wszystko się jednoczy
Jak tych różnych dźwięków orkiestra
I barw wszelakich palestra
Ogarnia całe moje ciało
I otwierać oczu mi się odechciało
I stałbym tak w zadumie pogrążony
Gdyby nie wołanie żony
Bo oto sąsiedzi machają na powitanie
Dziś wspólnie zjemy śniadanie
A ono będzie jedyne w swoim rodzaju
Z owocami z pobliskiego gaju
Z chlebem dopiero wyjętym z pieca
Zapach, którego do nas się zaleca
Są warzywa z ogródka zebrane świeżo
I krowie mleko, i miód pszczeli też na stole leżą.
Zasiedliśmy do stołu wszyscy razem
Zachwycając się otaczającym nas obrazem
I poczuliśmy się jakby częścią jego
I być może właśnie dlatego
Siedzielismy tak w kompletnej ciszy
By każdy słuchać mógł, a co usłyszy
Mógł to zapisać w pamięci swojej
Bo chwile takie, jak piękne dziewoje
Ocalić trzeba od zapomnienia
Bo świat w takim tempie się zmienia
Że zapominamy o tym co jest ważne
Stawiając sobie cele doraźne
Ta droga do nikąd prowadzi
Musimy zatem temu zaradzić
Rozglądajmy się więc dookoła siebie
Bo ziemia i swiat są dzisiaj w potrzebie.
Zróbmy wszystko co w naszej mocy
Abyśmy po każdej przespanej nocy
Mogli wyjsć na przydomowy ganek
I podziwiać właśnie budzący się poranek.