Świat według Wuja Sama

Odkąd Stanami zaczął dowodzić podejrzany blondyn sytuacja na świecie znacznie się pogorszyła. Być może jego rządy dały jakieś wymierne korzyści krajowi. Jeśli nawet tak się stało to nie musiała być to koniecznie jego zasługa. Wszelkie zmiany ekonomiczne nie dokonują się bowiem z dnia na dzień. Jest to proces wieloletni. Pewnie zatem w pobudzeniu Stanów za czasów Donka miał swój udział równie Obama.

Podobnie jak kaczystów w Polsce jemu też udało podzielić się Amerykanów. Jedni nie mogą go ścierpieć, inni zaś są kompletnie nim zaślepieni. USA to już nie ten kraj, który ja pamietam kiedy do niego przyjeżdżałem. To wciąż niewątpliwie potęga ale już nie kraj, w który ślepo zapatrzone są inne państwa, no może poza rządem znad Wisły. Dzięki temu populistyczno-nacjonalistyczne pokrzykiwania szeryfa z Białego Domu spodobały się sporej części ludności.

Co jednak Donek zrobił dla świata? Niewiele albo nawet nic. Śmiem nawet twierdzić, że pogorszył jego bezpieczeństwo.

Na początek swojej prezydentury zawziął się na Meksyk. Bezsensowna budowa muru niczego nie polepszy ale pomysł kupili jego wyborcy. Stany były są i będą miejscem pielgrzymki za pracą mieszkańców Ameryki Łacińskiej. Mur tego nie zmieni. Kiepska gra pod publikę i na emocjach sfrustrowanych ludzi. Nikt już dzisiaj nie pamięta, albo woli nie pamiętać, że obecny prezydent bardzo chętnie zatrudniał nielegalnych pracowników, w tym Polaków, na swoich budowach. Kto miał zarobić na taniej meksykańskiej sile roboczej już zarobił. Nie pojmuję zatem tej idei uszczelniania granicy. Ale niech tam, to takie niegroźne dziwactwo, które kupił amerykański patriota.

Groźniejszym okazała się wojna celna z Chinami. Rozumiem, że bilans handlowy z tym krajem jest dość niekorzystny i zapewne coś z tym trzeba było zrobić. Chiny to jednak nie jakieś państewko, z którym można robić co się komu rzewnie podoba. Zalew tanich towarów z tego kraju dokuczył nie tylko Stanom Zjednoczonym. Tania siła robocza, inny stosunek do pracy dają Chińczykom olbrzymia przewagę na wielu rynkach. Przeciętniak tego nie rozumie. Nikt nie chce zapytać co się właściwie stało z przemysłem samochodowym w Stanach? Odpowiedź dość prosta, poszedł tam gdzie tania siła robocza. Z tego wynika, że Chińczykom nie wolno wykorzystywać różnic w płacach natomiast amerykański właściciel już może. Ludowi sprzedano jednak tylko wygodną stronę medalu o tej niepasującej do obrazu lepiej nie mówić.

Tak zwany outsourcing to tez amerykański wynalazek. Mnóstwo tutejszych korporacji za mniejsze wynagrodzenia zatrudnia specjalistów z wielu dziedzin w ich rodzimych krajach.

Amerykański prezydent wyciąga z tego obrazka na potrzeby publiki tylko to co mu i klasie, która reprezentuje, pasuje.

To jednak nie koniec „światowych” poczynań Donka. O innych w następnym wpisie.

Ważne przypomnienie.

Poniższy wpis po raz pierwszy umieściłem na swoim blogu w sierpniu 2015. Przypomniałem go w lipcu 2018. W kontekście ostatnich wydarzeń przypominam go jeszcze raz. Jesteśmy coraz bliżej spełnienia się pisowskich planów.

Jest taka jedna partia, która co rusz chce zmienić wszystko, bo na ewolucyjne zmiany szkoda jej czasu. Ta partia to oczywiście Prawo i Sprawiedliwość. Uchwalona w 1997 roku konstytucja z pewnością nie jest doskonała, dlatego co pewien czas podnoszą się głosy, że warto by to i owo w niej zmienić, uczytelnić, lepiej rozdzielić kompetencje. Niewiele z tego wynika, bo gdy jedna partia partia chce zasadnie poprawić jeden artykuł, pozostałe warunkują to zmianami w pięciu innych miejscach i kończy się to tak, jak powiedział były premier Rosji Czernomyrdin: ” Chcieliśmy dobrze, ale wyszło jak zwykle”.
Poprawki poprawkami nikt jednak nie podważa konstytucji jako takiej. Nikt? Oj, chyba przesadziłem.  Jest taka jedna partia, która co rusz chce zmienić wszystko, bo na ewolucyjne zmiany szkoda jej czasu. Ta partia to oczywiście Prawo i Sprawiedliwość.
Co pewien czas wielkim nakładem parady ekspertów i polityków wytwarza kompletny, całościowy projekt nowej konstytucji. Oczywiście uchwalenie ustawy zasadniczej nie jest takie proste – trzeba mieć 307 posłów i 51 senatorów. Do tej pory była to mrzonka, ale kto wie co będzie w październiku? Prezentowany obecnie program PiS-u ( 3×15, czyli po 15 mld zł miesięcznie na dzieci , na wyższą kwotę wolną od podatku oraz na obniżenie wieku emerytalnego i VAT-u ) to jedynie wabik, który ma przyciągnąć wyborców. Zagłosują, a dopiero potem dowiedzą się, o co naprawdę chodziło. Właśnie dlatego warto o tym pisać, bo projekty te nigdy – zapewne przez skromność – nie były przesadnie eksponowane, a to z nich wyziera prawdziwa myśl ustrojowa Prezesa.
2005 rok Nowy Człowiek PiS-man.
Pierwszy projekt nowej konstytucji powstał w 2005 roku i miał zwiastować nadejście IV RP. Przewidywał objęcie przez władzę wykonawczą żelaznym uchwytem telewizji i radia ( co zresztą w ciągu jednej nocy się dokonało ), prasy sądów, opozycji i systemu edukacji. Napisałem wtedy w „Wyborczej”, że tak jak w przeszłości komunistom, tak teraz Jarosławowi Kaczyńskiemu marzy się uformowanie nowego Polaka. Taki Nowy Człowiek, PiS-man, myślący o rożnych sprawach tak, jak chcieliby jego twórcy. Dopiero taka przemiana zagwarantowałaby PiS-owi długoletnią władzę, gdyż każdy osobnik głoszący inne poglądy byłby uważany za wybryk natury. Podobieństwo do Orwella było oczywiście całkiem przypadkowe.
IV RP szybko legła w gruzach pod własnym ciężarem, choć zanim się rozsypała, zdążyła sporo naszkodzić. Konstytucje z 2005 roku odłożono na półkę i pięć lat pózniej  ( styczeń 2010 roku ) opracowano nową, stanowiącą – jak rozumiem – aktualną propozycję ustrojową PiS-u ( www.pis.org.pl ). Pobrzękują w niej licznie te same tony, co w poprzednim projekcie, ale są i nowe.
2010 rok Ustrój Prezydencki.
Zacznijmy od nowości. Projekt 2010 radykalnie przekształca ustrój RP z gabinetowo-parlamentarnego w prezydencki. Wtedy prezydentem był Lech Kaczyński i autorzy tego projektu optymistycznie zakładali, że będzie on ponownie wybrany jesienią 2010 roku.
Dziś sytuacja jest klarowna: prezydentem jest Andrzej Duda i pisowski projekt konstytucji ( dalej: PPK ) jest wręcz skrojony dla niego, a co najważniejsze – sam Andrzej Duda napomknął o potrzebie uchwalenia nowej konstytucji.
Poinformujemy zatem opinie publiczną, co zawiera ten projekt. Zacznijmy od tego, co będzie mógł uczynić prezydent Andrzej Duda, jeśli w wyborach oddamy dostatecznie dużo głosów na PiS i ewentualnie na ruch Kukiza.
Po pierwsze w ciagu pierwszych sześciu miesięcy od objęcia urzędu będzie mógł rozwiązać Sejm ( art.94 PPK ). Dlaczego? Nie wiadomo, bo taka będzie jego prezydencka wola.
Po drugie, Sejm może sobie wybierać premiera i ministrów, a prezydent wcale nie musi ich powoływać. Wystarczy. Że dręczy go „uzasadnione podejrzenie, że nie będą oni przestrzegać prawa (sic!)” ( art. 122 PPK).
Po trzecie, jeśli prezydentowi nie spodoba się ustawa przyjęta przez Sejm (np. sześciolatki do szkoły), może sam z siebie zarządzić nad nią referendum i gdy naród ją odrzuci, prezydent może – zgadnijcie państwo co? – oczywiście rozwiązać Sejm (art. 103 PPK).
Po czwarte, odwróćmy sytuację: prezydent, jako dobry pan, postanowił obniżyć wiek emerytalny wszystkim do sześćdziesiątego roku życia. Poddaje ustawę pod referendum i po oczywistym poparciu przez naród kieruje ją do Sejmu. Ustawa jest szkodliwa, więc Sejm ją odrzuca. I już po Sejmie, bo prezydent sięga po art. 105 PPK i Sejm rozwiązuje.
Powie ktoś, że przesadzam – przecież wiążące minimum frekwencji w referendum to aż połowa wyborców. Uprawnienia z pkt 3 i 4 to zatem straszak niż realna groźba. Czyżby? Nie radzę lekceważyć autorów PPK i ich holistycznego podejścia do tematu. Art. 8 PPK obniża ten próg do 30 procent!
Mogę się także spotkać z zarzutem, że przecież jeśli PiS zdobędzie w wyborach większość ( tym bardziej jeśli będzie to większość konstytucyjna ), to Andrzej Duda nie będzie się przecież wadził z Prezesem i korzystał z tych uprawnień. Zgoda, ale nic nie trwa wiecznie. Rządy PiS-u nie muszą trwać cztery lata. Może dojść do rozpadu koalicji albo wcześniejszych wyborów – i wtedy nowe szaty prezydenta, utkane przez PPK, będą bardzo przydatne.
A poza tym spójrzmy na te pomysły bez kontekstu politycznego: po ich wprowadzeniu demokratycznie wybrany parlament i rząd zostają ubezwłasnowolnione, bo w każdej chwili mogą zniknąć.
Prezydent ma w PPK jeszcze inne przywileje. Przed Trybunałem Stanu staje tylko za umyślne naruszenie konstytucji, podczas gdy np. minister odpowiada za każde naruszenie. Ale i tu jest ciekawostka. Obecna konstytucja zoobowiązuje, aby większość członków TS miała kwalifikacje sędziowskie. W PPK tego warunku już nie ma – każdy krewny i znajomy Krolika będzie mógł zostać członkiem Trybunału.
Rząd wzięty, Sejm opanowany…
Przejdźmy teraz do drugiej kwestii – co PPK mówi o relacjach rzadu i opozycji? Niewiele, ale za to konkretnie. „Gęganie” opozycji będzie mocno ograniczone. Rada Ministrów, wnosząc projekt ustawy, może zabronić wnoszenia poprawek (art. 106). Na wniosek RM prezydent może rządzić dekretami (art. 62). Inicjatywę ustawodawczą będzie miało nie 15 ( jak dziś ) posłów, ale 36, przy czym liczba posłów ma ulec zmniejszeniu do 360, czyli do wniesienia projektu ustawy klub musiałby liczyć co najmniej 10 procent ogólnego stanu izby. W obecnych warunkach 10 procent to 46 posłów, czyli takie partie jak SLD, PSL czy wcześniej Ruch Palikota byłyby pozbawione podstawowego prawa, jakim jest wnoszenie pod debatę własnych propozycji.
A może jakaś szanse dla opozycji będzie stanowił Trybunał Konstytucyjny, który ustawy niebezpieczne dla pluralizmu, świeckości państwa czy demokracji – uchwalane przez PiS – będzie uchylał? Porzućcie wszelką nadzieję – autorzy PPK zamknęli tę furtkę. Z art. 135 wynika, że wyroki Trybunału będą miały moc obowiązującą nie wtedy, gdy po prostu większość sędziów zakwestionuje zgodność z konstytucją, ale Ateny, gdy większość ta wyniesie cztery piąte składu(!).
Tak więc nawet jeśli 11 sędziów stwierdzi brak zgodności z konstytucją, a tylko czterech będzie przeciwnego zdania – ustawa zostanie uznana za konstytucyjną! Juz tylko dla porządku dodajmy, że w myśl art. 128 PPK prezesa i wiceprezesów TK prezydent powołuje, nie prosząc sędziów o przedstawienie kandydatur, jak tego wymaga obecna konstytucja.
Tak więc rząd wzięty, Sejm opanowany, prezydent na posterunku, gotowy do akcji – ale przecież są jeszcze chyba sądy w Warszawie?!
….A sądy pod specjalną kontrolą
Niestety po wejściu w życie PPK – już nie. Jeśli postulowane przez ekspertów PiS badanie „butnych i aroganckich sędziów” wariografem oraz badanie ich moczu na obecność substancji szkodliwych nie pomoże – wkroczy prezydent i na mocy art. 145 PPK złoży sędziego z urzędu za ” niezdolność lub brak woli” rzetelnego wypełniania obowiązków. Te przykre defekty u sędziego wykryje i stwierdzi wiekszością trzech piątych głosów Rada do spraw Sądownictwa.
I tu niespodzianka ( czy aby na pewno niespodzianka?): o ile obecna KRS składa się w trzech czwartych z osób niezależnych od rządu i prezydenta ( a więc nieskorych do realizowania poleceń władzy wykonawczej ), to we wspomnianej Radzie do spraw Sądownictwa wprost przeciwnie: 80 procent członków powołuje prezydent, rząd lub większość parlamentarna, a na dodatek, dla wszelkiej pewności, przewodniczącym Rady jest sam prezydent!
Tak więc, panie i panowie sędziowie, musicie zrozumieć, że nie będziecie już ” świętymi krowami”, a dobra i rozumna władza będzie po ojcowsku korygować wasze postępowanie.
Koniec państwa świeckiego.
Na koniec zostawiłem to co oczywiste: PPK rezygnuje z wszelkich zasad państwa świeckiego. Poczynając od nowej preambuły (” W imię Boga Wszechmogącego”), przez całkowity zakaz aborcji, liczne rezygnacje z dotychczasowych przepisów gwarantujących wolność sumienia, aż do nowej roty przysięgi składanej przez osoby publiczne obejmujące rożne urzędy.
Dziś Rota jest świecka, a składający przysięgę może dodać: „Tak mi dopomóż Bóg”. W PPK Rota kończy się słowami: ” Tak mi dopomóż Bóg”, a składający przysięgę może z nich zrezygnować. Bardzo oryginalnie będzie zatem wyglądać ślubowanie poselskie, gdy marszałek odczytuje rotę, a posłowie kolejno wstają i mówią: „Ślubuję”. Dziś wielu dodaje: „Tak mi dopomóż Bóg”, ale po nowemu ci, którzy nie zechcą akcentu religijnego, będą zmuszeni mowić: ” Ślubuję, ale bez ostatniego zdania”!
Groźną cechą PPK jest możliwość zmiany przez odpowiednią większość każdego artykułu konstytucji, czyli dokonania tzw. demokratycznego zamachu na podstawowe prawa obywatelskie. Obecna konstytucja zawiera przepis. Że jeśli parlamentarna większość zechce np. wprowadzić do konstytucji możliwość stosowania cenzury lub zakaz strajków, to na żądanie opozycji musi być w sprawie zorganizowane referendum. W PPK takiego przepisu nie ma, a tak na marginesie – nie ma rownież zagwarantowanego prawa do strajku(!).
Czas na podsumowanie
O PPK można by pisać jeszcze długo, ale chyba już wszystko jasne. Ustrój, jaki się z tego projektu wyłania, to wprawdzie jeszcze nie dyktatura, ale na pewno już nie demokracja. To demokratura. Nie wiemy, czy tego właśnie chce prezydent Duda. Miejmy nadzieję, że wkrótce skonkretyzujemy swoje zamiary. Wiemy jednak, czego chce PiS. Dlatego stawka październikowych wyborów jest znacznie większa, niż się wielu rodakom wydaje. Trzeba będzie wybierać miedzy naszą nieidealną, wymagającą poprawy demokracją a autorytarną, znaną z niektórych sąsiednich krajów, demokraturą. Nie zróbmy błędu.
Koniec artykułu. Czy ktoś uwierzył w sierpniu, że to jest możliwe? Nie sądzę.
Źródło: Angora nr.35 (1315),  30 Sierpnia 2015

Anomalia pogodowe

Temperatury jakie dotknęły Polskę rzeczywiście każą się poważnie zastanowić nad globalnym ociepleniem. Wielu naukowców mówi o efekcie cieplarnianym, o dwutlenku węgla, o niszczycielskiej działaności człowieka. We wszystkim jest coś z prawdy.

Zadziwia mnie jednak swego rodzaju trudna dla mnie do zrozumienia sytuacja z klimatem na ziemi. Czytam dzisiaj, ze jakieś miasto w Meksyku przeżyło burze gradową, po której znalazło się niemal pod wodą. Znajomi z Ekwadoru zawiadamiają mnie o niespotykanych chłodach, w ciągu dnia a w Parku Narodowym Cajas, który znajduje się na rzut kamieniem od Cuenki pojawił się szron a na drogach gołoledź.

Lipiec i sierpień to historycznie najzimniejsze miesiące w kraju mojego zamieszkania. Temperatura jednak w ciągu dnia utrzymywała się powyżej dwudziestu stopni. Z informacji jakie posiadam wynika, źe obecnie jest o wiele zimniej. Jak to się zatem ma to tego ocieplenia i upałów, które utrudniają życie Polakom.

Jedną z teorii, która zaczyna do mnie coraz bardziej przemawiać jest ta mówiąca zmianach w biegunach ziemi. Ponoć mają się one przesuwać i równik nie jest już w tym samym miejscu gdzie był oryginalnie. Nie będę się przy tym upierał bo sam z owymi teoriami nie zapoznałem się zbyt dokładnie. Jeśli jednak wziąć pod uwagę polskie upały i ekwadorskie chłody połączone z gradobiciem w Meksyku to te anomalia pogodowe każą się zastanowić czy aby nie mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej skomplikowanym niż tylko globalne ocieplenie.

Gdyby nawet założył, że te teorie to tylko kolejne wymysły pseudonaukowców, to w tym wypadku zastanawiająca zaczyna być powtarzalność klimatycznych niespodzianek. W ubiegłym roku fale upałów również dotknęły nasz kraj. Również czerwiec, lipiec i sierpień były znacznie chłodniejsze w Ekwadorze niż to zwykło być jeszcze kilka lat temu.

Zaczynam zatem podejrzewać, że matka Ziemia ma nas powoli dość. Zaczynam się nawet zgadzać ze skeczem nieżyjącego już komedianta ze Stanów Georga Carlina, który był sceptykiem globalnego ocieplenia. Twierdził jednak, że jak już nasza planeta będzie miała nas dość to sobie z nami bardzo szybko i sprawnie poradzi.

Czyżby nadchodził tego czas?

Piątkowe wypady.

Tradycyjnie piątek jest naszym dniem wypadu do Cuenki. Ostatnio pogoda dopisuje, słonko nas dopieszcza zatem zejście do autobusu to całkiem przyjemny spacer. Jesteśmy w sytuacji, że nigdzie nam się nie spieszy, nasi ajurwedycy przyjmują bez specjalnie umówionych wizyt, na która zatem dotrzemy na tą będziemy.

Cuenca się zmienia przede wszystkim jej centrum historyczne. Linia tramwajowa, którą solidnie krytykowano powoli zaczyna funkcjonować. Nie jest jeszcze dostępna dla wszystkich. Wymyślono jednak żeby ją przybliżyć mieszkańcom. Stąd póki co korzystają z tramwaju uczniowie i to za darmo.

Załatwiliśmy co mieliśmy załatwić i do domu. Te pare godzin wystarczy.

Nie ma to jak fotel na tarasie w pełnym słonku. A skoro już droga do domu to jeszcze pare widoków z autostrady.

Zielono mi…

Przydrożny kamyczek wedle rzeki

Dookoła poletka i pastwiska

A tam na horyzoncie już tylko wspomnienie z wypadu czyli Cuenca.

Do przyszłego piątku.

Kościół i wiara w Ekwadorze

Ekwador to kraj, w którym dominująca religią jest chrześcijaństwo rzymsko-katolickie. To jeden z wielu śladów jakie pozostawili po sobie konkwistadorzy hiszpański. W samej Cuence jest pięćdziesiąt dwa kościoły rozrzucone po całym mieście. Ich liczba związana jest z ilością tygodni w roku. Nowych się już nie buduje, wystarczają te stare, w których czuć ducha minionych czasów.

Najsłynniejszym z nich jest Katedra Niepokalanego Poczęcia położona w samym centrum miasta. Ponoć nigdy nie została skończona jako, że konstruktor miał sprzedać dusze diabłu aby przedsięwzięcie sie udało. Brakuje więc w murze jednej cegły, która stała przyczynkiem i powodem, dla którego ów człowiek uratowała swoją dusze.

Wewnątrz znajduje się posag Jana Pawła II, który odwiedził Cuencę w trakcie jednej ze swoich podróży po świecie. Co ciekawe zmieniono lekko jego karnację skory tak aby go przybliżyć ludziom, w których żyłach płynie indiańska krew i nie są wolni od bogów z tamtych czasów.

Religia i bóstwa postinkańskie też mają się dobrze w tym kraju. Wielu Ekwadorczyków nie ma problemów z mieszaniem kultury hiszpańskiej z tą, którą odziedziczyli po swoich przodkach. Często na domach, na szczycie dachu można zobaczyć ulokowany tam krzyż, świadczący o wierze mieszkańca domu. Nie zawsze wisi na nim jednak Jezus, raczej nikt nie wisi. W kształt krzyża natomiast jest wplecione coś co ma związek ze starą kulturą inkańską.

Przez długie lata kościół był dominująca siłą w kraju. Dopiero, uważany często za ojca Ekwadoru prezydent Jose Eloy Alfaro Delgado postanowił dokonać rozdziału. On i jego najbliżsi współpracownicy przypłacili za to śmiercią. Będąc dwukrotnie prezydentem Ekwadoru próbował dokonać zmian w relacji państwo – kościół. To za jego czasów wprowadzono w Ekwadorze wolność słowa i uznano małżeństwa cywilne za ważne. W trakcie swojej drugiej kadencji został jednak odsunięty od władzy i zmuszony do ucieczki z kraju przez fanatyków religijnych. Wrócił jednak by odzyskać władze. Został jednak aresztowany i osadzony w więzieniu. 28 stycznia roku pańskiego 1912-go, prokatoliccy żołnierze wtargnęli do więzienia, skąd uprowadzili jego i wszystkich jego współpracowników. Bestialsko wleczeni do centrum miasta na oczach ludzi zostali wszyscy zamordowani po czym ich ciała zostały spalone. Prochy jego zostały po cichu pochowane w Quito. W 1940 resztki jego ciała zostały złożone w mauzoleum w Guayaquil. W 2008 urzędujący prezydent Ekwadoru Rafael Carrea zdecydował się ekshumować resztki Eloya Alfaro i z honorami przenieść je do miasta Montecristi, gdzie się urodził i skąd pochodził. I tam również wybudowano poświęcone jemu mauzoleum, którego z lotu ptaka ma kształt kondora.

Byliśmy tam w trakcie naszego pobytu w Ekwadorze. W tym też dniu reprezentacja Ekwadoru rozgrywała mecz z kimś tam o coś tam. Nie mogliśmy znaleźć przewodnika po mauzoleum bo Ekwadorczycy ponad wiarę i historie przedkładają jednak kopaną.

Czar i wdzięk natury.

Świat dookoła nas gna w zastraszajacym tempie. Na nic nie chce poczekać do jutra. Liczy się tylko dziś. Jednak to nie on narzuca nam ten bieg na czas, to my sami podkręcamy, śrubujemy wyniki dnia dzisiejszego. Jutro, to co zrobiliśmy i osiągnęliśmy dziś, może być zbyt wolne i przestarzałe.

Gdzieś tam w tym wyścigu, jak to się dzisiaj modnie mówi, szczurów, tysiące ludzi zadepcze tysiące innych, tych co nie nadążają. Dla nich nie ma miejsca w tym maratonie. Oni to karma dla psów, które mają zagryźć ich w pierwszej kolejności. Nikt nie chce być ostatnim. Każdy zaciska zęby, godząc się na niedogodności bycia poza domem przez większą część dnia.

To praca powoli staje się domem, kumple i koleżanki to teraźniejsza rodzina. Taka zastępcza, bo na tę z ojcem, matką i gromadką usmotruchanych urwisów nikt dziś nie ma czasu. Ta tradycyjna i rzekomo najważniejsza jednostka społeczna, odrywa od osiągnięcia celów, spowalnia i powoduje, że można się znaleźć na końcu tego łańcucha pokarmowego, tam gdzie czekają na każdego zgłodniałe psy.

Wielopokoleniowawa rodzina mieszkająca pod jednym dachem to jakaś surrealistyczna bzdura, sentymentalny przeżytek minionych czasów. Mało kto zresztą używa dziś słowa rodzina, ono rownież stało się anachronizmem, który mało kto rozumie. Przyszło przecież nowe, zwane związkiem partnerskim, taki nowy erzac małżeństwa dla tych co nad dom w tradycyjnym znaczeniu przedkładają karierę. Z tego tworu łatwiej się wycofać gdy się okaże, że minęło zauroczenie a mięsień sercowy bije teraz szybciej do innego modelu. Kompromis, rozmowy, szukanie wyjścia z podbramkowej sytuacji, na to nie ma czasu gdy wszystko dzieje się tak szybko i w tym zawrotnym tempie. To spowalnia i niespodziewanie można znaleźć się na końcu kolejki do sukcesu. Nie można dać się wyprzedzić. Życie jest jak sport, liczą się tylko zwycięzcy o przegranych nikt nie pamięta.

Dziadek i babcia to już tylko frajerzy dla podstępnych „wnuczków”, którzy ich łatwowierność i bezkrytyczną miłość dla swojej krwi dwa pokolenia niżej, bez cienia zadumy wykorzystują jako łatwy dochód. Narżnąć, nabić w butelkę kogoś dobrodusznego chociaż to nic nowego, to rozmiar i metody wraz z duchem czasu, stają się coraz bardziej „nowoczesne”.

Dusza i wyrzuty sumienia to zbędny balast, nikomu do niczego niepotrzebny. Zmieniliśmy wszystko, od znaczenia słów przez styl życia po wiarę.

I tylko przyroda i natura nie poddaje się naszym naciskom. Były pory roku i wciąż są. Było zimno, ciepło i gorąco i wciąż jest, był dzień i noc i wciąż jest. Ziemia śmieje się z nas, zrywa boki patrząc na nasze nieporadne próby szukania lepszego. To właśnie ona żyje pełnią życia, daje słońce w dzień i odpoczynek w nocy. My chcemy to zmienić nie zdając sobie sprawy, że to początek samounicestwienia.

Gwoli przypomnienia

Ponad dwa lata temu w styczniu 2016 przedrukowałem artykuł z Angory autorstwa Marka Borowskiego. Dotyczył on planów zmiany konstytucji przez obecnie rządzących. Przymierzali się oni do tego już podczas pierwszej tury swojego sprawowania władzy. Z różnych względów nie udało im się wprowadzić owych planów w życie. Pozostały jednak ślady ich zamierzeń, które niestety zaczynają się powoli realizować. Jeszcze dwa lata temu wydawało się to wszystko mało prawdopodobne i wręcz niemożliwe. Dziś już nie ma żadnych złudzeń dokąd to wszystko zmierza. Sposób sprawowania władzy oparty na tanich kłamstwach i przekupstwie uboższych, będących pod wpływem kleru, dał im wreszcie zwycięstwo umożliwiające przeprowadzenie zmian zmierzających do utrzymania kontroli nad państwem. I tak co wydawało się baśnią z kręgu tysiąca i jednej nocy powoli staje się coraz bardziej realne. Jeśli zatem ktokolwiek liczy na Trybunał Stanu dla obecnie rządzących to odsyłam tych wszystkich do artykułu Marka Borowskiego. Postanowiłem go zatem przypomnieć bo już wkrótce pawłowiczowe media narodowe w poczuciu głębokiego „patriotyzmu” wprowadzą cenzurę na ich zdaniem „antypolskie”, czytaj antypisowskie, publikacje.

PiS – owska konstytucja

Czy uda nam się zatrzymać tą rozpędzoną maszynę nienawiści i pogardy? Zaczynam mieć watpliwości.

Just like that she was gone.

Po długiej przerwie pare dni temu po raz kolejny miałem okazje obejrzeć jeden z najlepszych filmów, które oglądałem. Forest Gump, bo o nim mowa z doskonałą rolą Toma Hanksa obraz, do którego od czasu do czasu warto wrócić. Mam wrażenie, że po każdym jego seansie coś nowego uda nam się dojrzeć, czego nie zauważyliśmy poprzednio. Osobiście znam ten film bardzo dobrze jednak o niektórych scenach zapomniałem. Forest i Jenny czyli głowni bohaterowie wpadają niespodziewanie na siebie, to znowu się rozchodzą a w tle mamy do czynienia z trzydziestoma latami wielkich wydarzeń w historii Stanów. Życie toczy się wokół nich i z wagi wielu wydarzeń ani oni ani współcześnie żyjący nie zdawali sobie sprawy. Dopiero po latach te historyczne wydarzenia nabierają innego wymiaru. Uświadomiłem sobie właśnie po obejrzeniu filmu, że znajdujemy się w podobnej sytuacji. W moim przypadku dodatkowo w ten współczesny pejzaż różnych dziwnych rzeczy wkomponowuje się sytuacja z moją Jenny, która pojawia się by znowu zniknąć. Właśnie odleciała gnana koniecznością wynikającą z potrzeby życia w zgodzie z samą sobą. „And just like that she was gone” – to zdanie, które wypowiadał Forest za każdym razem Jenny go opuszczała i ono właśnie mi chodzi dzisiaj po głowie. Nasza sytuacja oczywiście jest inna bo te odloty mają charakter planowy, mimo to owo gumpowskie zdanie wbiło mi się dzisiaj w głowę i przed oczami pojawiły się sceny z filmu. Water Gate, zabójstwo Kennedy-ego, wojna w Wietnamie, ruch hippisowski to tylko, niektóre z ważnych wydarzeń z filmu. Chociaż dzisiaj nie wiemy jakie będą przyszłe reperkusje aktualnych wydarzeń to nie ulega watpliwości, że żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Francuzi dzisiaj wybrali nowego prezydenta, niedawno Amerykanie wbrew oczekiwaniom świata oddali władze w ręce człowieka nieprzewidywalnego, w Europie tematem nadrzędnym jest i pewnie jeszcze przez chwile będzie Brexit i jego konsekwencje dla Unii, Korea Północna chce pokazać światu swoje muskuły, końca konfliktu w Syrii wciąż nie widać, ruchy nacjonalistyczne zdają się nabierać wiatru w żagle, że nie wspomnę o Putinie i o niezbyt ciekawiej sytuacji politycznej w naszym kraju. To wszystko dzieje się na naszych oczach a my niczym Forest Gump możemy to tylko obserwować niemając większego wpływu na kierunek, w którym to wszystko idzie. Jak ważne będą zachodzące wydarzenia dla naszej przyszłości i zapewne całego świata, trudno dzisiaj przewidzieć. My jednak i tak żyjemy przede wszystkim naszym podwórkiem bo na nim odbywa się to co najistotniejsze w naszym, może małym, jednak najważniejszym dla nas życiu. 

Mamrotanie na ławeczce

Ławeczka, dzięki serialowi Ranczo przezywa swoją druga młodość. To parkowe miejsce wypoczynku zawsze miało swoich miłośników, jednak dzięki ławeczkowym komentatorom rzeczywistości z Rancza jej ranga jakby urosła. Namnożyło sie sie tych ranczowych obserwatorów otaczającego nas świata i zmian w nim zachodzących do tego stopnia, ze trudno znaleźć spokojna ławeczkę dla siebie aby odpocząć w ciszy i zadumie. Ci ławkowicze opanowali juz nie rylko ławeczki pod sklepami ale rownież całe oławkowanie w parkach tudzież innych miejscach społecznego wypoczynku. Zrazu zachowują sie cicho ale w miarę konsumpcji lokalnego mamrota stają sie coraz bardziej i słyszalni i widoczni. Ostatnio na pierwszy plan swoich komentarzy wzięli wyniki wyborów prezydenckich niewachający sie służyć radami nowemu prezydentowi w zakresie planów na przyszłość. Udało mi sie podsłuchać jedna z takich uczonych dyskusji. Czterech osobników o niewiele mówiących, ale jakże popularnych imionach, kurwa, kutas, ciul i palant (tez myślałem, ze jeden z nich to kobieta, ale nie same chłopy) tak oto widza program naszego następcy tronu.
Po pierwsze należy zburzyć Belweder i w to miejsce wznieść nowy pałac. Belweder uważany jest przez nich za miejsce szczególnego zła w ostatnich latach i aby się od tego odgrodzić grubą kreską zburzyć dziada. Gruzy koniecznie wysłać do Brukseli na rachunek Tuska i niech on sie martwi resztą. W miejsce Belwederu wybudować należy budowlę o nazwie Palac Smoleński. Miałaby ona kształt rozbitego samolotu. Dzięki temu pomysłowi pałac ten służyłby jako siedziba prezydenta oraz jako pomnik katastrofy sprzed pięciu lat. Pałac ten obsadziłoby się topolami a każdego dziesiątego miesiąca z instalacji podziemnych produkowana bylaby sztuczna mgła. W pałacu znajdować się będzie studio radiowo telewizyjne, które nadawać będzie specjalny program poświęcony wiadomym wydarzeniom z wiadomego dziesiątego kwietnia. W każdym polskim mieście na głównych ulicach zainstalowane bedą telebimy, które bedą transmitować program z pałacu. Wszelkie inne stacje radiowe i telewizyjne bedą miały zakaz nadawania w tym dniu. Program ten będzie skorelowany czasowo z wydarzeniami z tego okrutnego dnia a w jego trakcie będzie można usłyszycie nagrania z czarnych skrzynek, może ktoś jeszcze coś odczyta. Każdy dziesiąty będzie dniem wolnym od pracy a niesłuchanie programu będzie karane z całą surowością.
Po drugie, zlikwidowane zostaną ministerstwa, spraw zagranicznych, obrony narodowej, sprawiedliwości oraz prokuratura generalna. Na ich miejsce powstanie Ministerstwo Dziesiątego Kwietnia. Zlikwidowane ministerstwa wejdą w skład nowego tworu jako departamenty. Zatrudnienia nie będzie sie jednak zmniejszać bo mogłoby zabraknąć miejsc pracy dla znajomych. Na czele Ministerstwa Dziesiątego Kwietnia stanie Antoni Niezłomny M. Umożliwi to rownież cofnięcie zakazu dostępu do tajnych informacji naszemu niezłomnemu co pozwoli wreszcie na dojście do całej prawdy i tylko prawdy z tego feralnego dnia. Tylko pan Niezłomny daje szanse, ze poznamy wszystkie okoliczności związane z tym lotem bez żadnych przekłamań.
Po trzecie. Chociaż nie chcemy to jednak musieć będziemy zmienić konstytucje. Zmiana ta będzie kosmetyczna. W ogólnym zarysie ma ona dawać prawo prezydentowi do podania sie do dymisji na własne rządzenie pod warunkiem, ze wskaże swojego następcę. Taka sytuacje mamy juz z premierem, którego można odwołać i dać możliwość stworzenia rzadu komuś o lepszych kwalifikacjach. Metoda ta została sprawdzono i okazała sie skuteczna przy wymianie Kazika na Jarosława. Naszym celem będzie, w przypadku niemożliwości powołania pana Prezesa na stanowisko premiera zapewnienie mu tego co mu sie słusznie należy. Zatem pan aktualny elekt, przyszły prezydent zaraz po wyborach podałby sie do dymisji zrzekając sie swojej funkcji na rzecz prezesa. Nazwiemy to demokratyczne przekazanie władzy.
Po czwarte, Warszawa musi ponieść srogie konsekwencje swojej krótkowzroczności w głosowaniu na złego kandydata. Aby zapewnić w przyszłości i rozpowszechnić wiedzę na kogo należy głosować zmieni sie nazwę miasta na Pisogród. Stopień nieuświadomiona w tym mieści graniczy z nieuctwem i aby naprawić te wieloletnie zaniedbanie musimy zacząć od podstaw czyli zmiany nazwy i przekierowania sposobu myślenia na właściwe tory. Niechętni tej zmianie dostaną dwadzieścia cztery godziny na opuszczenie miejsca zamieszkania i złożenia kluczy w Pałacu Smoleńskim.
Po piąte, za zasługi włożone w popieranie jedynie słusznej ideologii przewodniej siły narodu i jej prezesa Kraków zostanie uhonorowany zmiana nazwy na Lechogród. Dzięki tej zmianie Kraków stanie sie jeszcze bardziej popularnym miejsce turystycznym a niewiele mówiące imie jakiegoś Kraka niewiadomego pochodzenia zostanie raz na zawsze zastapione jakże ważkim imieniem z naszej najnowszej historii. Popiera nas w tym zamyśle sam pan metropolita, który stanie sie metropolitą lechogrodzkim.
Po szóste, zmianie nastąpi rownież nazewnictwo Wewelu. Określenie to bardziej dzisiaj kojarzy się z wytwórnia cukierków i innych słodyczy i nie oddaje powagi tego miejsca. Nowa nazwa będzie brzmieć Kaczwel. Podkreślać to będzie ostanie miejsce spoczynku śp. Prezydenta oraz fakt, ze te króle to są tam przez przypadek tak samo zreszta jak te inne wieszcze. Taka kolejność jest historycznie uzasadniona i poprawna.
Po siódme, wystąpimy z cała stanowczością do prezydenta Rosji o oddanie nam Smoleńska. Jest to historycznie polskie miasto a ostatnie wydarzenie, które tam miały miejsce potwierdzają tylko ten fakt. Domagać sie będziemy rownież korytarza, który pozwoli nam na swobodny dojazd do miasta. Po odzyskania miasta zmienimy jago nazwę na Zamachowice, a każdego 10 kwietnia dziewięćdziesięciu sześciu członków partii oberwańców, będzie musiało tutaj wylądować w gęstej mgle. Zobaczymy kto miał racje.
Po ósme, nazwa rynek, czyli centrum miasta zostanie zlikwidowane. Owo określenie nie ma juz żadnego uzasadnienia i związku ze zmianami jakie zaszły i wciąż zachodzą w nowoczesnym społeczeństwie. Rynki polskie przeistoczą sie w place Nawiedzonego Ojca z Torunia. Będzie to forma podziękowania za wkład w rozwój jedynie słusznej propagandy. Pozwoli to rownież na podreperowanie nadszarpniętych funduszy nawiedzonego ojca bowiem wszystkie firmy, sklepy restauracje i temu podobne znajdujące sie na owym placu bedą zobowiązane do oddania ojcu dziesięciny za przywilej posiadania lokalizacji przy tym placu.
Padło jeszcze kilka innych propozycji ale były one w języku mniej już dla mnie zrozumiałym jako, ze wypity mamrot w skuteczny sposób uniemożliwił mi wyłapanie sensu proponowanych zmian. Sam już nie wiem czy te pomysły były chęcią poparcia czy też próbą ośmieszenia obejmującego władzę wkrótce elekta. Nie ulega jednak watpliwości, że mamrot, lokalny napój orzeźwiajacy, ma się dobrze.