Olgierd z Jankiem wiecznie żywi.

Dzisiaj na FB zobaczyłem po raz kolejny to samo zdjęcie Gajosa z Wilhelmim pochodzące chyba z Alternatyw 4, tylko z innym dialogiem. Ta fota jednak pasuje do tylu różnych scen z życia rzadu, że chyba pomysłodawcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Swoją droga przyszło mi na myśl, że w film czasami może być czymś w rodzaju przepowiedni. Na „Czterech pancernych i psie” uśmiercili Olgierda, reszta załogi dojechała do Berlina. W życiu Roman Wilhelmi tez opuścił ten padół a reszta wciąż tworzy z jednym z aktualnych nestorów polskiego kina jakim niewątpliwie jest Franciszek Pieczka.

To jednak ujęcie Gajosa z Wilhelmim wciąż robi furorę szczególnie w mediach społecznościowych.

Szogun zawsze olewał Dudusia.

To chyba już było na moim blogu. Ale tych panów nigdy za wiele.

No i to dzisiejsze w kontekście próby zawieszenia posiedzenia SN. Co prawda chłopaki nabijają się z Julki ale Elka przy okazji też wyszła na kukłę.

Para roku..na wesoło.

Stary rok postanowiłem zakończyć mocnym akcentem. Przyszły na płaszczyźnie politycznej nie zapowiada się zbyt ekscytująco. Chyba, że popatrzymy na to wszystko humorystycznie.

W PRL-u mieliśmy znakomitych kabareciarzy. Ze smutkiem trochę wspominam tamtego Jana Pietrzaka, któremu coś zaszkodziło po dziejowej zmianie. Był jednak doskonały obśmiewając włodarzy tamtego systemu.

Kabaret mam zatem we krwi. Aktualna władza niewątpliwie nie ma poczucia humuru. To banda smutnych oszustów, która na wszelki wypadek wytłukła wszelkie możliwe lustra, żeby się w nich nie oglądać.

W swoim kabaretowym zapamiętaniu postanowiłem dzisiaj spojrzeć na mijający rok i wybrać duet, albo jakąś parę i okrzyknąć ich królem i królową sylwestra.

Z wielu Fbkowych wpisów robię sobie zdjęcia, które potem wykorzystuje do swoich artykułów. Tak będzie i tym razem. Mam fotę Broszki-Kokoszki z Prezesem-Frazesem, mam rewelka zdjęcie Pawły z Piotrem sędziów tzw Trybunału. Szkoda, że Rysiek Kaprysiek przestał być marszałkiem seniorem bo mam jego fotę z Witkiem tzn. Elizabetą, ich jednak musiałem anulować. Agata Niemowa w ukłonie tanecznym z pewnym biskupem też super fota. Niezliczone ujęcia Adriana w kole gospodyń wiejskich też kabareciaste.

Kogo wybrać na parę roku? Ból głowy dopadł mnie okrutniasty. Przeglądam te ujęcia, każde ma coś w sobie i ciężko się zdecydować.

Eureka. Po kolejnym przeglądzie to zdjęcie podbiło i zawładnęło mną całkowicie.

Królewna Engelina i król Antonio Brzoza. Wstyd, że czepiają się wydatków królewny. To nic w porównaniu do kosztów utrzymania Elżbietki z Londynu.

Tosiek to mój ulubiony podmiot rozrywkowy. Gość jest wręcz genialnym bajkopisarzem. Zasłużył się też w wojsku i na policji. Był u mnie we wpisach już szogunem, hetmanem, Tonym Macho czyli naszym Jamesem Bondem i jeszcze kilkoma innymi postaciami. Ta fota jednak bije wszystko co o nim pisałem na tak zwaną głowę. Tosiek z Engeliną J. skradli moją pompę bezdyskusyjnie.

Życzę wszystkim udanej zabawy sylwestrowej i dużo uśmiechu w Nowym Roku. Dbajcie o zdrowie, niestety je mamy tylko jedno.

Panie Kryształowy

Upłynął już ponad miesiąc od wyborów. Głosy przeliczono, co na niewiele się zdało, powołano marszałków, wicemarszałków i diabeł tam wie kogo jeszcze, w obu izbach. W Sejmie niewiele się zmieniło, rządzi nim trzymiesięczna policjantka. Nie sprawdziła się jako szef resortu, znaleziono jej lepszą fuchę. Prawdę mówiąc to chyba prezes nawet ucieszył się, źe były marszałek niejaki Kuchciński uprowadził rządowy samolot do swoich potrzeb. Dzięki temu znalazło się miejsce i dla policjantki jako mraszalkini Sejmu i dla skazanego nieprawomocny wyrokiem potencjalnego przestępcy Mariusza Kamińskiego jako Ministra Spraw Wewnętrznych.

W tym zakresie wybory niewiele zmieniły. Oboje utrzymali swoje stanowiska. Niewiele zmieniło się rownież dla najważniejszego posła Rzeczypospolitej. On zbyt cwany żeby brać na siebie odpowiedzialność.

Najbardziej dostało się byłemu już marszałkowi Senatu. Karczewski widać mocno to przeżywa. Cztery lata balangi, mieszkania w eksluzywnych warunkach, samolot do dyspozycji, że nie wspomnę o samochodzie no i oczywiście odpowiedzenia gaża. To wszystko szlag trafił. Nie powiodły się próby przekabacenia kogokolwiek na jego stronę, musiał zatem oddać stery Senatu Tomaszowi Grodzkiemu z koalicji.

Karczewski, teraz zwykły senator, co i tak mocno mnie dziwi, nie może przestać udzielać wywiadów, w których użala się nad brakiem obiektywnej oceny jego czteroletnich senackich rządów. Żałośnie wyglada gdy zaprzecza usunięciu flagi Unii Europejskiej z Senatu, podczas gdy cała masa zdjeć pokazuje go na tle tylko flag polskich. Chyba, że, o czym mi nie wiadomo, przez cztery lata urzędowania Karczewskiego na stanowisku Marszałka, Unia uznała flagę naszego kraju jako swoją.

Przerażajace jakie figle płata pamiec byłemu już marszałkowi. Coś mówi o traktowaniu opozycji na równi, z senatorami swojej partii, coś nawija o przestrzeganiu prawa i konstytucji. Plecie co mu ślina język przyniesie. Och zapomniałem, czuje się rownież urażony. Osobiście nie bardzo wiem czym bo gdyby wsłuchał się w opinie o nim ludzi spoza jego partii to pewnie uszy by mu zwiędły.

Miele zatem ozozrem na lewo i prawo, skamląc gdzie się da i do kogo się da. Żałośnie to wyglada i nie da się tego słuchać.

Mnie najbardziej rozśmieszyła jego uwaga na temat powołania senackiej komisji, która miałaby zając się szefem NIKu nijakim Banasiem. Szef najważniejszego organu kontrolnego w państwie jest zamieszany w podejrzane i z pogranicza kryminału, kontakty. Że nie wspomnę o kamienicy wynajmowanej sutenerom i nadużyciach podatkowych.

Nowy Marszałek chce przesłuchać Banasia, stary, pozwolę sobie go nazwać tak jak nazywają wszystkich oficjeli z nadania jego partii, Kryształowy Stanisław uważa, że to nie jest zgodne z prawem.

Panie Kryształowy nie wiem czy to jest zgodne czy nie zgodne z prawem. Wiem natomiast, że pan szczególnie powinien przywitać ta inicjatywę z aplauzem. Przecież jesli Kryształowy Marian jest niewinny to i pan pozostaniesz Kruształowy Stanisław.

Pozwolę sobie zatem poprosić szanownego byłego już marszałka aby choć na chwile ucichł i się nie odzywał. Najgorsze bowiem nie jest to, że wyśmiewają pana wszędzie, lecz to, źe sam z siebie robi pan durnia.

Nad rzeką

Nasz dom powstał na zboczu. W związku z tym z jednej strony domu widok mamy na to co jest powyżej nas z drugiej zaś odwrotnie, na to co poniżej.

Jesli komuś chce się zejść w dół, to po około stu pięćdziesięciu metrach dojdzie do granicy naszej działki, która wytycza rzeka. Po drugiej stronie to już teren chroniony. W porze suchej rzekę mozna przejść, w deszczowej to jednak spore ryzyko.

Schodzimy od czasu do czasu do samej rzeki. Tam nad nią to już inny świat. To kraina, gdzie ludzka ręka jeszcze nie zdążyła odbić swego piętna. Totalna dzikość nabrzeża i samej rzeki daje poczucie podróży w czasie. Za każdym razem wykonuje pare zdjeć. Ostatnio je przeglądałem i niespodziewanie zobaczyłem na jednym z nich coś czego wcześniej nie widziałem nawet w terenie.

Wyglada jak jakieś zwierze, które zastygło w bezruchu i tak tkwi obrośniete mchem całe już wieki. Zobaczcie sami.

UFO w dolinie.

Dzialka, na której powstał nasz dom nie jest płaska, jak to zwykle bywa w górach. Z jednej strony jej krawędź wyznacza droga, a z drugiej rzeka. Między drogą a rzeką jest pewnie z pięćdziesiąt metrów różnicy w pionie jeśli nie więcej.

Po drugiej stronie szlaku wodnego znajduje się już teren chroniony bez możliwości budowania na nim. Nie ma też opcji zwiedzania go bo jest bardzo stromo. Nawet jeśli ktoś chciałby się tam powinąć to trzeba mieć na to pozwolenie.

Spokoju i ciszy nic więc na nie zagłusza, no może poza wnuczką naszych sąsiadów z prawej strony, która przechodzi przez okres domagania się wszystkiego za pomocą donośnego krzyku.

Drogi przelotowej tez nie mamy, a większość znikomego ruchu to zwykle mieszkańcy. Po drugiej stronie rzeki już tylko dziewicza przyroda, nagie skały, różnorakie drzewa i nic więcej.

Z małym wyjątkiem. Otóż podobno nawiedzają tą okolice UFO. Moi sąsiedzi, ci z wnuczką często wieczorem siadają na ławce przed domem i obserwują niebo. To już emeryci, zatem czasem siedzą, jak pogoda dopisuje, nawet bardzo długo. Często widzą na niebie coś co się zatrzymuje nad ich głowami by po chwili nagle ruszyć z nieprawdopodobną prędkością.

Sam mam w tym zakresie różne przemyślenia. Wydaje mi się, że istnieje jakiś alternatywny świat i być może jak w nim cywilizacja. Być może nawet wiedzą o naszym istnieniu tyle, że nie spieszy im się aby się z nami skontaktować, co wcale mnie nie dziwi. Tak czy inaczej kiedyś niespodziewanie po drugiej stronie rzeki nagle rozbłysło światło. Powtarzam to teren chroniony, bez dróg, bez możliwości wspinania.

Miałem na podorędziu akurat aparat i oto co wyszło na zdjęciu.

I co o tym myślicie?