Nad zatoką

Jeszcze tylko skok nad Atlantyk a zasadniczo nad Zatoke Meksykańską oddaloną od Meridy o około pół godziny jazdy samochodem i nasz pobyt dobiegnie końca.

Pogoda dopisała, zobaczyliśmy sporo, czas do domu. Takie wizyty, niezbyt długie są dla nas najlepsze. Równocześnie byliśmy w tej samej strefie czasowej. Chociaż podróż kilkunastogodzinna zawsze jest męcząca to szybciej dochodzi się do siebie gdy nie trzeba organizmu przeprogramować na inne godziny.

Dogrzalismy się za wszystkie czasy. Temperatura każdego dnia powyżej trzydziestu stopniu. Na dłuższą metę ciężko byłoby to znieść. Nasze górki dają odrobine wytchnienia. Słońce niewątpliwie potrzebne jest do życia, jednak jego nadmiar może być dość dokuczliwy. Właśnie te dziesięć dni w Meksyku mnie o tym przekonało.

Merida zrobiła na mnie duże wrażenie. Meksyk również. Doszedłem nawet do przekonania, że jeśli Meksyk jest trzecim światem to zapewne Ekwador nie łapie się nawet w tym pojęciu. W Meridzie w przeciwieństwie do Cuenki widać amerykański kapitał na każdym kroku. Aż dziw bierze, że Donek tak się uwziął na ten mur. Może on chce pobić Mur Chiński bo i na Chińczyków zagiął parol.

Mniejsza o to. Nad Zatoką Meksykańską mieliśmy podziwiać zachód słońca. I tak się stało. Przy okazji jednak zaskoczyły mas chmury i kolory nieba. Stąd będzie więcej chmur na obrazkach niż samej okolicy.

Gorąca planet zachodzi

To było po wschodniej stronie

Nagle zjawiły się po zachodniej stronie te ciemne ciężki chmury

Niebo po zachodniej stronie.

Coraz ciemniej i coraz więcej ciemnych chmur

A na wschodzie ten szalony „gorący statek kosmiczny”

I to wszystko. Kolorowe miejsce nad zatoką.