Sport, piłka nożna i pieniądze.

Z przerażeniem, niedowierzaniem a wręcz obrzydzeniem czytam wypowiedzi Karla – Heinza Rummenigge na temat zmian w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Domyślam się, że nie on jest autorem tych pomysłów ale jest ich gorącym zwolennikiem. Europejska centrala piłkarska nosi się z zamiarem wycofania najlepszych drużyn klubowych z gier eliminacyjnych. Ma to na celu uniknięcie meczów typu Legia – Borussia czy Barcelona – Celtic. Pomysł zaiste genialny. Znowu cała kasa popłynie w tym samym kierunku a dysproporcje pomiędzy klubami jeszcze bardziej się powiększą. Już dzisiaj gołym okiem widać, że debilni urzędnicy z centrali piłkarskiej zachowują się niczym oderwani od realiów życia codziennego politycy. Ich kretyńskie decyzje doprowadziły do upadku wielu zasłużonych dla piłki klubów, że wspomnę tu chociażby o wyżej wymienionym Celticu, który nie jest w stanie konkurować z klubami niemieckimi, angielskimi czy hiszpańskimi. Co się stało z potęgą Ajaxu, Feyenordu, Anderlechtu, świetnych kiedyś klubów portugalskich, szwedzkich czy francuskich? Dzisiaj nawet kiedysiejsze kolosy jak Milan, Inter czy Roma mają kłopoty z nawiązaniem równorzędnej walki z hiszpańskimi czy niemieckimi potentatami. Piłka nożna powoli staje się sportem eksluzywnym, do którego będą miały wstęp wzbroniony piłkarscy rzemieślnicy z peryferii. Zarobki gwiazd przyprawiają o zawrót głowy a budżety potęg piłkarskich juz wkrótce będą większe niż dochód narodowy niejednego państwa. Durna i kretyńska polityka centrali dała się nawet zauważyć podczas niedawnych mistrzostw Europy. Oglądając poczynania Szwajcarów i Belgów zastanawiałem się ilu rodowitych piłkarzy grało w tych reprezentacjach. Totalna paranoja i kupa farbowanych lisów jakby nazwał to Jan Tomaszewski. Mam wrażenie, że zło rozpoczęło się w momencie zdjęcia limitów ograniczających ilość obcokrajowcow mogących grać w jednej drużynie. Kiedyś pozwalano na trzech, dzisiaj jest jak w tym porzekadle: hulaj dusza piekła nie ma. Niby handel żywym towarem to coś paskudnego tyle, że nie w piłce nożnej. Handlują kim się da i jak się da. Zawodnicy mają w poważaniu kontrakty byle wydusić więcej kasy. I tak kręci się ta karuzela chciwców zabijając przy okazji piękno sportu. W Stanach jest podobnie z tą jednak różnicą, że tam zrozumieli, ze sport musi być albo sprawiać wrażenie, że wszyscy mają równe szanse. Aby te szanse wyrównać wprowadzono limity klubowych zarobków. Bez względu na dyscyplinę kluby nie mogą wydawać na zawodników powyżej określonego limitu. Jeśli jakiś klub ten limit przekroczy to musi zapłacić podatek od luksusu, który idzie na potrzeby klubów o mniejszych możliwościach finansowych. Futbol amerykański poszedł o jeszcze jeden krok dalej. Ustalając terminarz rozgrywek na następny sezon kojarzy ze sobą drużyny z dywizji, które w poprzednim sezonie były wsród najlepszych a dywizje słabsze grają miedzy sobą. W fazie play off i tak słabsi odpadną ale w trakcie sezonu mecze są za to zacięte i pełne emocji. W Stanach pieniądze też zabijają ducha sportu ale właściciele drużyn rozumieją potrzebę zainteresowania kibica czego osobiście nie widzę u włodarzy europejskiej piłki. Piłka nożna w Europie przypomina mi pranie brudnych pieniędzy. Kwoty jakimi dysponują potentaci futbolowi i sama centrala nie przekładają się na zyski ze sprzedaży biletów. To przede wszystkim sprzedawanie się różnym sponsorom i reklamowanie ich produktów, to sprzedaż praw transmisyjnych stacjom, które swoje dochody zawdzięczają reklamom firm sponsorujących kluby. W ten sposób ciężkie pieniądze płyną wciąż w tym samym kierunku niczym w piramidzie finansowej, bogaci stają się bogatsi. Uwielbiam sport bo zawsze sprawiał wrażenie, że w nim wszystko jest możliwe. Problem w tym, że sport dzisiaj stał się instytucją zorganizowaną pełną działaczy, którzy sport traktują jak dojną krowę. Właśnie dlatego ludzie pokroju Karla – Heinza Rummenigge powodują u mnie odruch wymiotny. Niestety jest ich coraz więcej. 

No i sprawa się PiSła

Wreszcie poseł Kukiz stanął na wysokości zadania i ukazał prawdziwą twarz nowej władzy. Polska była w tak głębokiej ruinie, że bez gabinetów politycznych, doradców, asystentów i temu podobnych specjalistów od spraw wszelakich za grubą kasę obecny rząd nie jest w stanie poradzić sobie z wyjściem z tej ruiny. Oto co powiedział pan Paweł i co zostało opublikowane na Onecie trzeciego lutego: 

„PiS dwukrotnie postulował likwidację gabinetów politycznych. Składał ustawy w tej sprawie w 2009 i 2012 r. W 2015 r. PiS diametralnie zmienił swoje zdanie zatrudniając w gabinetach politycznych niemal 90 osób!”.

„Według naszych obliczeń, dzięki likwidacji gabinetów politycznych podatnicy zaoszczędzą nawet 500 mln zł. Gabinety polityczne zatrudniają ponad 10 000 doradców i asystentów, a nie wytwarzają żadnej wartości dodanej dla obywateli i społeczeństwa. Obecnie w gabinetach politycznych zatrudnia się wyłącznie według klucza partyjnego, bez względu na doświadczenie i posiadane kompetencje. Pracownicy gabinetów politycznych nie mają określonych obowiązków i często wykonują pracę czysto polityczną (partyjną), choć ich pensje wypłacane są z budżetu”.

Pan Paweł w swoje frustracji poszedł jeszcze dalej i opublikował zarobki tych wszystkich specjalistów, które za Onetem przedstawiam poniżej:

  • doradca ministra 6608 zł doradca wiceprezesa Rady Ministrów 7476 zł doradca prezesa Rady Ministrów 7714 zł
  • doradca sekretarza stanu 5964 zł
  • asystent polityczny 4438 zł
  • szef gabinetu politycznego ministra 11046 zł 
  • szef gabinetu politycznego wiceprezesa Rady Ministrów 12208 zł
  • asystent wiceprezesa Rady Ministrów 4438 zł
  • szef gabinetu politycznego prezesa Rady Ministrów 13300 zł
  • główny doradca prezesa Rady Ministrów 10682 zł
Z powyższego zestawienia widać, że stawki są głodowe jak przystało na państwo w ruinie. A co na to szanowna władza? Nie trzeba było długo czekać na odpowiedz. Złotousty pan Ryszard Terlecki tak oto komentuje przyczyny powyższej sytuacji, tu znowu cytat z Onetu:
„Szef klubu PiS Ryszard Terlecki przyznał, że klub PiS dwukrotnie w przednich latach składał projekt likwidujący gabinety polityczne. – Ale zawsze jest tak, że trochę inaczej się patrzy na zarządzanie państwem z perspektywy opozycji, a trochę inaczej z perspektywy rządu. Musimy się nad tym projektem zastanowić – zaznaczył.

Terlecki zauważył jednocześnie, że PiS jest obecnie w trakcie przebudowy państwa i – jego zdaniem – „demolowanie struktur ministerstw nie jest (teraz) szczęśliwe, ani racjonalne”. – W tej chwili jesteśmy w trakcie przejmowania odpowiedzialności za państwo – oświadczył.

– Kukiz ma swój problem polityczny, nie wie, czy jest w opozycji, czy popiera Nowoczesną i Platformą, chce się czymś wyróżnić, coś zgłosić, zaskarbić sobie poparcie. To nie znaczy, że wszystkie jego pomysły trzeba natychmiast wcielać w życie – powiedział szef klubu PiS”. Koniec cytatu.

Ktoś tu z kogoś robi idiotę. Co to dokładnie oznacza panie Terlecki „trochę inaczej się patrzy na zarządzanie państwem z perspektywy opozycji, a trochę inaczej z perspektywy rządu”? Albo: „demolowanie struktur ministerstw nie jest (teraz) szczęśliwe, ani racjonalne”? „Holy shit” powiedziałby pewnie nie jeden Amerykanin. Zdemolować Trybunał Konstytucyjny było i racjonalne, i szczęśliwe. Pogonić na zbity pysk kolesiów i nierobów już takie nie jest. No i po co to bredzenie panie Terlecki. Trzeba było po prostu powiedzieć ” punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia” i to każdy rozumie. A co na to pan prezydent, który z takim zatroskaniem wyrażał się o niesprawiedliwym podziale dóbr pomiędzy wszystkimi obywatelami kraju. Podobno konsultuje swoją odpowiedzieć z człowiekiem roku znanym także pod pseudonimem Prezes.

Skroty pochodzą z publikacji na Onet.pl:http://wiadomosci.onet.pl/kraj/pawel-kukiz-ujawnia-zarobki-w-gabinetach-politycznych/lprj2l