W poszukiwaniu diabła

Nie spełnił się mój czarny scenariusz, dzięki Bogu i partii. Z duszą ba ramieniu, po wylądowaniu w Panamie, szukałem mojego lotu do Newarku na tablicy odlotów. Ta, żeby mi zrobić na złość zacięła się na literze „M” i żadnych lotów powyżej niej nie pokazywała. Na szczęście na mojej wejściówce na samolot, którą otrzymałem jeszcze w Ekwadorze podany był przypuszczalny numer bramy, który się potwierdził. Tu czekała mnie jednak niespodzianka. Otóż pasażerowie lecący tranzytem przez Panamę do USA ponownie musieli przejść kontrolę bagażu i zaliczyć bramkę prześwietlającą. Ostatni raz tego typu przyjemności miały miejsce za prezydentury najgłupszego prezydenta w historii mojego pobytu w Stanach, czyli Busha juniora. To, że aktualny urzędnik Białego Domu wrócił do tej procedury uzmysłowiło mi, że sposób sprawowania władzy przez niego zaczyna być coraz bardziej podobny do juniora. Wtedy Bush rownież nie cieszył się zbytnią popularnością, przede wszystkim z powodu głupoty, która przekraczała wszelkie przyjęte normy czyli podobnie jak dzisiaj. Co zrobił psychopata z Teksasu? Ano znalazł diabelskie nasienie w Iraku w osobie niejakiego Saddama Hussaina, wysłannika samego Lucyfera. Tak straszył i tak motał w głowach ludzi, że ci uwierzyli wreszcie w broń masowego rażenia, którą rzekomo miał w posiadaniu iracki watażka. Na nic zdały się kontrole niepotwierdzające tego faktu, junior przecież wiedział lepiej. Wyruszyly Stany zatem na wojnę, która nie miała nic wspólnego z ropą oczywiście a tylko z chęcią zapewnienia bezpieczeństwa ukochanej Ameryce. Po jedenastym września łatwo było ten kit sprzedać żyjącym w niepewności Amerykanom. Kupiliśmy wszyscy to kłamstwo a junior wyrósł niemal na bohatera choć tępego to jednak patriotycznego obrońcy wartości zachodnich. Sytuacja zdaje się powtarzać. Po niespodziewanym zwycięstwie notowania Trumpa lecą na łeb na szyje. Trudno żeby było inaczej skoro mamy znowu do czynienia z człowiekiem ograniczonym i dodatkowo porywczym. Gdzie jest aktualnie diabeł, który zagraża kochającemu pokój prezydentowi USA? Odpowiedź jest tylko jedna, w Korei Północnej. Nie będę kwestionował stanu umysłu przywódcy tego państwa ale podobieństwa narzucają się same. Nie bardzo wierzę w propagandę medialną bo ta na ogół też pisze co jej każą lub to co ludzie kupują. Z jakiegoś powodu strach stał się towarem, który zapewnia poparcie głupocie. Nie wiem oczywiście jak daleko posunie się aktualny prezydent USA, niemniej jednak nie mam watpliwości, że będzie używał koreańskiej karty tak jak to robił Bushista z irackim zagrożeniem. Takie właśnie myśli naszły mnie gdy stałem w zupełnie niepotrzebnej kolejce do zbytecznej kontroli. Wychodzi mi na to, że terroryści koreańscy latają po całym świecie tylko po to żeby gdzieś tam przesiąść się na samolot do Ameryki po czym w prezencie dla Kima wysadzić się w powietrze. Wyczuł jednak te zamiary stróż porządku i prawa na świecie a ludzie to ponownie to kupują. Jak daleko posunie się w swojej chęci odwrócenia uwagi narodu od brudu, w którym tkwi po uszy? Ano zobaczymy. Póki co mój samolot zmierza do celu mojej podróży a Irmie nie udało się przejść kontroli i pewnie została w Panamie, chociaż wcale w tamtą stronę nie zmierzała.