Uwaga na język.

Nie wiem kiedy ostatni mieliście szanse poćwiczyć swój język. Wynalazłem na stronie polszczyzna.pl takie oto ciekawostki. Trochę dla odmiany.

CHRZĄSZCZ

Trzynastego w Szczebrzeszynie

chrząszcz się zaczął tarzać w trzcinie.

Wszczęli wrzask szczebrzeszynianie:

– Cóż ma znaczyć to tarzanie?!

Wezwać trzeba by lekarza,

zamiast brzmieć, ten chrząszcz się tarza!

Wszak Szczebrzeszyn z tego słynie,

że w nim zawsze chrząszcz BRZMI w trzcinie!

A chrząszcz odrzekł niezmieszany:

– Przyszedł wreszcie czas na zmiany!

Drzewiej chrząszcze w trzcinie brzmiały,

teraz będą się tarzały.

TRZNADLE

W krzakach rzekł do trznadla trznadel:

– Możesz mi pożyczyć szpadel?

Muszę nim przetrzebić chaszcze,

bo w nich straszą straszne paszcze.

Odrzekł na to drugi trznadel:

– Niepotrzebny, trznadlu, szpadel!

Gdy wytrzeszczysz oczy w chaszczach,

z krzykiem pierzchnie każda paszcza!

SZCZENIAK

W gąszczu szczawiu we Wrzeszczu

klaszczą kleszcze na deszczu,

szczeka szczeniak w Szczuczynie,

szepcze szczygieł w szczelinie,

piszczy pszczoła pod Pszczyną,

świszcze świerszcz pod leszczyną,

a trzy pliszki i liszka

taszczą płaszcze w Szypliszkach.

https://polszczyzna.pl/lamance-jezykowe/

Reklamy

Na pokładzie samolotu cz.I

Światem rządzi moda. Co jeszcze dzisiaj było gorące jutro już zda się być przestarzałe i niegodne użytku. Potem sterta tych różności zalega szafy, pawlacze, garaże, piwnice i jeszcze inne komórki bo kto wie, moda jak kobieta jest kapryśna zmienia się i może wrócić w postaci retro. Tak jest ze wszystkim niemal może z wyjątkiem elektroniki bo w tej dziedzinie postępy wykluczają retro. Tak mi się wydaje.

W jednym z moich artykułów pisałem o grach komputerowych. Wyszły tamte z mody. Czas zatem przejrzeć rynek i wrócić do tematu. Ukazało się sporo nowych tytułów wartych polecenia. Oto one:

Nowy rząd 1.5 to kontynuacja gry pod tytułem Opozycja 1.4. Sporo w niej zabawnych momentów. W Nowym Rządzie 1.5 grający mają szanse sprawdzić co mówili będąc w opozycji i jak to się ma do tego gdy się rządzi. Efekt jest piorunujący bo kłamstwo goni kłamstwo. Twórca gry wykorzystał w niej efekt Pinokia, co daje zabawny obrazek długich nosów tych co zostali złapani na oszustwie. Sama gra byłaby nudna gdyby nie dodatkowe produkcje współpracujące z Rządem 1.5 na tej samej platformie. Proponuje zatem zakup Belfegor 1.8, Przybłęda 4.1, Trzy Beaty 7.3, Harnaś 4.4, Konie 2.2, Kornik 1.7, Polowanie 3.1, Antosiaki 8.0, Purpuraci 5.5, Ustawy 3.7, Długopis 2.5, Nagrody 3.9, Żarcie 3.5, Debata i Głosowanie 8.7. Miska Ryżu 3.4.

Po kolei zatem. Belfegor 1.8 to opowieść o cichociemnym, który rządząc chowa się za plecami innych. Gość jest generalnie tchórzowaty. Ma on zdolności hipnotyczne, toteż opętał całkiem niezła gromadę a ta wdarła się do Rządu 1.5 i stara się omamić resztę ludu. Kosmiczne sceny, niezłe dialogi, katastrofalny efekt końcowy. W Przybłęda 4.1 grający jest prawnikiem, który niewiele się na tym zna. Musi zatem kombinować jak tu się utrzymać na powierzchni. I tu jest właśnie moment gdzie gra nachodzi się z Rządem 1.5. Oto bowiem nasz prawnik łapie kontakt z szychą z tej gry, który notabene jest Harnasiem z produkcji Harnaś 4.4. Ów kontakt ma plecy u cichociemnego z Belfegora 1.8. Wszyscy się go boją, on bowiem wystraszył kiedyś cały Luwr. Akcja rozgrywa się na ul. Nowowiejskiej w stolicy. Obłędne dialogi, których nie będę zdradzał, pomiędzy Harnasiem i Belfegorem. Dochodzą jednak do porozumienia i prawnik Przybłęda staje się prezesem Trybunału. Opisałem to w skrócie jednak „momenty” w tej grze są całkiem niezłe.

W Trzy Beaty 7.3 jest sporo efektów humorystycznych. Akcja toczy się w Albatrosie. Tysiące Beat zjeżdża się do niego bo Belfegor ogłosił, że potrzebuje trzy kobitki do roboty. Płaca całkiem, całkiem, odpowiedzialność żadna. Trzeba tylko umieć mleć ozorem. I tu przychodzi z pomocą gra Antosiaki 8.0. W niej wyruszamy w kraj z pewnym Antonim. Ten zaś jako znany hipnotyzer wprowadza lud w pewien rodzaj narkotycznego transu. Dzięki temu poparcie ludu jest zapewnione co widać w kolejnych grach Konie 2.2, Kornik 1.7, Polowanie 3.1. W skrócie w tych produkcjach chodzi tu o danie swoim wyborcom odrobiny zabawy. I tak udostępnia się im konie do polowania na korniki i nie tylko. Jaja jak berety. Jeźdźcy niczym kawaleria tną wszystko co popadnie ku swojej uciesze a rząd zbiera kolejne punkty. Dzięki temu jedna z Beat może dymać lud ukazując rządowe sukcesy, za które należą się nagrody z Nagród 3.9, które ona opanowała. Druga z Beat zasadziła się w Ustawach 3.7 i te, które jej nie pasują sru do kosza. Niezła komedia. Trzecia z Beat ściemnia lud za pomocą mikrofonu, który jej dali w wieczyste posiadanie. Pomagają jej w tym gra Purpuraci 5.5, i Długopis 2.5. W pierwszej grupa popleczników rządu przebrana na purpurowo straszy lud, rzucając nań różne klątwy. To daje możliwość do szybkiego uchwalania przepisów zwanych ustawami w zabawie Ustawy 3.7, które dzięki prezydentowi z Długopis 2.5 zostają podpisane o północy gdy wszyscy śpią. Nad ranem nawet ów prezydent już nie wie co podpisał. Jego wyrzuty koją jednak Nagrody 3.9, które ponownie pojawiają się do dyspozycji tym razem gościa z długopisem. No tutaj wszyscy uczestniczy gier zostają docenieni za swoją ciężką prace skromnymi dodatkami do swoich żałosnych pensji. Ostatnie trzy gry czyli Żarcie 3.5, Debata i Głosowanie 8.7 oraz Miska ryżu 3.4 mają miejsce w parlamencie. Cała gama wystąpień ludzi rządu i opozycji. Niektórym debata umyka bo zajęci są konsumpcją. W sumie to bez znaczenia bo mając większość, rząd glosuje jak mu Belfegor każe. Ale ilość interpelacji opozycji, wystąpień partyjniaków niezależnych przyprawia o zawroty głowy. W tym obżarstwie w trakcie głosowania, rozbawiony lud nawet nie zauważył ustawy o misce ryżu na mieszkańca. Producenci podobno przygotowują kolejną grę pod tytułem Przebudzenie 7.7. Narazie nie przeszła cenzury.

Jak sami widzicie wszystko układa się w logiczną całość. Opisałem tu tylko parę możliwości spośród wielu oferowanych przez producenta. Prawdę mówiąc ilość nieprawdopodobnych połączeń jest nieobliczalna. Efekty humorystyczne dają poczucie świeżości dzięki czemu grający nie czują się zmęczeni.

Producent postanowił docenić tych graczy, którzy chcieliby być posiadaczami całego zastawu oferując zniżkę dochodzącą nawet do 75% oryginalnej ceny.

Nic tylko grać. Przyjemnej zabawy.

A dlaczego na pokładzie samolotu? Ano wpadło mi to do głowy podczas lotu.

W następnym odcinku opiszę zestaw Opozycja 6.3.

Kto zabrał mi zdrowie?

Za młodości grzechy

I jej uciechy

Z opóźnieniem płacimy.

Czy o tym myślimy

Gdy dojrzewamy

I świat odkrywamy?

Nie znam takiego,

Bo niby dlaczego

Tym się przejmować

I sobie żałować

Gdy każda zabawa

Jest tak ciekawa.

Potem prywatka

O niczym gatka

Alkohol i pety

Nazajutrz, o rety

Kapeć mam w ustach

I w głowie pustka.

To nic nie szkodzi

W południe przechodzi

I znowu zdrowi

Na tańce gotowi

Na noc nieprzespaną

Z dziewczyną spotkaną

Na dyskotece

A może w aptece?

To przecież nieważne

Bo żyć na poważnie

To śpiewka przyszłości.

Wciąż młode kości

Żelazna kondycja,

I choć policja

Od ciała kontroli

Coś szemrze, że boli

To w piersiach, to w boku

Nie zwalniam kroku.

Znowu mam kaca,

Gdy ból co powraca

Nie chce ustąpić

Zaczynam wątpić

W swą nieśmiertelność.

Podła bezczelność

Mojego lekarza

Co mi powtarzał

O konieczności

Życiu w trzeźwości.

Czyżby miał rację,

Że me wakacje

Kosztowne się stają?

Choć wiele dają

Wrażeń corocznie,

Efekty uboczne

Swoim ciężarem

Grożą udarem.

Płuc zadymienie

Ma związek z paleniem.

Waga i tycie

To piwa picie.

Pompa się jeży,

Prostata szczerzy,

Straszą jelita,

Wątroba chwyta,

Kamienie w nerkach,

Strach i rozterka

Myśli dopada

To jakaś zdrada,

Żałosna poezja

Największa herezja

Że czas młodości

Gdzieś tam w przyszłości

Przemówi głosem

Karząc nas losem

Smutnego pacjenta

Gdy myśl natrętna

Rozsadza mu głowę,

Kto zabrał mi zdrowie?

Czterdzieści lat minęło.

Całe cztery dychy dzisiaj mija od dnia, w którym przestałem być stanu wolnego. Znaliśmy się z Luśką nieco ponad rok, przy czym randkowaliśmy mniej niż rok. Wtedy rownież i pod tym względem było inaczej. Nikt nie kalkulował co się bardziej opłaci. Nawet gdyby młodym chodziły po głowie jakieś inne rozwiązania, to zapewne szanowni rodzice by każdemu je szybko wybili z głowy. Takie to były czasy. Może trochę i szare w kolorach ale sentyment do nich zostanie bez względu na nową „historię” układaną pospiesznie pod dyktando paru nawiedzonych hipokrytów, którzy plując we własne gniazdo, oskarżają o to innych.

Nasze wesele do skromnych, na tamte czasy nie należało, daleko mu jednak było to tego co ma miejsce dzisiaj. Ponad sto osób zjechało na nasze zaślubiny niemal z całej Polski. Wujkowie, ciotki, kuzyni, kuzynki, bliżsi i dalsi znajomi, koledzy i koleżanki, do wyboru do koloru a i tak nie wszyscy byli w stanie z rożnych względów dojechać. Byliśmy po drugim roku studiów i to właśnie najmniej podobało się naszym rodzicom, którzy widzieli nas najpierw kończących studia a potem podejmujących tego rodzaju decyzje. Wyjścia jednak nie mieli, zaakceptowali zatem naszą decyzję.

Padliśmy zatem przed nimi na kolana owego pięknego sierpniowego dnia w oczekiwaniu na ich błogosławieństwo. Nie obyło się bez łez rodzicielek bo przecież oddają swoje dziecko w czyjeś ręce. Tak to chyba mają wszystkie mamy. Parę lat temu oddawaliśmy naszą córę i Luśce oczka się mocno „pociły”. Circle of life jak to wyśpiewywali na Lion King.

Po błogosławieństwie, do kościoła bo ślub cywilny to był tylko papier bez znaczenia, prawdziwy to był ten kościelny. Jeszcze przysięga małżeńska, obrączki na palce i powieźli nas windą do nieba. Co prawda koń do tańca nie zamiatał ogonem ale Mandelson zagrany na organach kościelnych przy wyjściu ze świątyni jeszcze do dzisiaj brzmi mi w uszach.

Po wyjściu życzenia, uściski, całusy od gości. Nikt nic fałszywie nie odśpiewał tylko wszyscy stanęliśmy do wspólnego zdjęcia. Kolejna winda to spacer do fotografa by uwiecznić ten jedyny i specjalny dzień w naszym życiu.

I znowu piechotą do PTTK-u, w którym wynajęliśmy salę. Na progu rodzice z chlebem i solą i dwoma kieliszkami, jeden z wódką drugi z wodą. Który mi się trafił, sam już nie pamietam. Jeszcze toasty, pierwszy taniec i wreszcie można było czmychnąć do domu i przebrać się w wygodniejsze „stroje”.

Zabawa trwała do wczesnych godzinnych rannych, jedzenia nie zabrakło, ba starczyło na poprawiny.

Noc poślubna rownież była jedyna w swoim rodzaju…nie dla nas, bo w naszym łożu małżeńskim dochodzili do siebie wymęczeni goście.

Czterdzieści lat minęło, jak to Andrzej Rosiewicz śpiewa w kultowym serialu a jakby wczoraj to było. Pamietam wszystko. Jakże mógłbym zapomnieć skoro sam tam byłem i wino piłem.

Sylwestrowe wspominki.

Mam wrażenie, że z wiekiem atrakcyjność zabaw sylwestrowych maleje. Na dobrą sprawę noc jak każda inna, tyle że na drugi dzień trzeba zmienić kalendarz, bo ten stary już nie ma zastosowania. Uczestniczyłem w trakcie swojego życia w bardzo wielu tego typu imprezach. Najdroższa za dwieście zielonych od pary a najtańsza, jeśli dobrze pamietam, dwie dychy zorganizowana przez członków polonijnej parafii. Z tej najbardziej kosztownej mam same złe wspomnienia. Miał ją prowadzić legendarny Piotr Kaczkowski z radiowej trójki. Nie tylko, że nie prowadził to organizatorzy kompletnie zawiedli pod każdym względem. Marne było jedzenie, kiepska muzyka i żeby dokończyć dzieła zniszczenia, na stołach stały bukiety kwiatów, za które pod koniec zabawy kazano nam zapłacić. Doszło do sporej awantury przy naszym stoliku, która była wynikiem miernej rozrywki. Dobrze za to wspominam kościelne zabawy. Były to na ogół imprezy zrzutkowe, to znaczy, płaciliśmy bilety za wynajem sali i każdy coś tam przygotowywał. Organizacja jednak spoczywała na paru osobach, które były odpowiedzialne za kuchnie a potem za posprzątanie sali. Nic dziwnego, że one miały z tego powodu najmniej sylwestrowej rozrywki. Pamietam sylwestra w polskiej knajpie, która znajdowała się w mieście w sporej części zamieszkałym przez polonusów. Tu jedzenia było w nadmiarze ale bawić się nie było sposób bo wpuszczono więcej ludzi niż to miało sens. Wpadaliśmy na siebie w tańcu często depcząc po piętach sąsiedniej parze. Niektórzy to rozumieli, inni jednak mocno szczerzyli zęby ze złości. Pamietam imprezy zakładowe w PRL-u, które miały to coś specjalnego, bo dyrekcja w tym dniu była jakaś łatwiej przystępna. Najlepszym jednak był ten najbardziej kameralny. Jeden z moich kuzynów, dusza towarzystwa, zorganizował go u siebie. Bawiliśmy się w pokoju stołowym a wsród uczestników, chociaż mieliśmy tylko naście lat, los sprawił, że znalazło się wiele osób, które pózniej związał węzeł małżeński. Wtedy jednak mieli innych partnerów. Nie pamietam specjalnie muzyki, zapadł mi jedynie w pamięć wtedy wielki przebój The Osmonds pod jakże znamiennym tytułem „Puppy Love” czyli szczenięca miłość. Podkochiwałem się w koleżance z klasy, czego ona jednak kompletnie nie zauważała, rozrywając moją młodą pompę na tysiące krwawiących części. Może zatem te sylwestrowe wygibusy mają w sobie coś specjalnego gdy ma się naście lat, a wszystko jest jedną wielką przygodą? Z drugiej strony czasy nam się mocno skomercjalizowały co zabiło i zabija ducha beztroskiej zabawy.

Zabawy w kotka i myszkę.

Chociaż mam zdecydowanie więcej czasu to czuję niepochomowaną niechęć do pisania czegokolwiek na jakikolwiek temat. I nie jest to związane z jakąś melancholią czy innym stanem depresyjnym. Polska polityka, którą intereseję się na codzień jest bardzo przygnębiająca. Ci sami bohaterowie każdego dnia, ten sam stek bzdur i kłamstw. Nie pojmuje i nie jestem w stanie zrozumieć tego życia przeszłością jakie aplikują nam każdego dnia, to ciągłe poszukiwanie czarownic i odpowiedzialnych za coś co stało sie dawno temu i nie ma nic wspólnego z dniem dzisiejszym. Gloryfikowanie jednych, brak szacunku do innych tylko dlatego, że mają bądź mieli inne poglądy. Prezydent mówi o wzajemnym wybaczeniu, prezes o wcześniejszym ukaraniu, premierowa sama już nawet nie wie co jest grane. W Sejmie parlamentarzyści nie znają nawet swoich obowiązków i głosują sobie za nieobecnych bo ci o to ich prosili. Żenujący brak honoru i profesjonalizmu. Nikt już kompletnie nie wie jaki jest skład Trybunału Konstytucyjnego bo prezydent zaprzysięgła kogo mu się podoba i kto jest polecony przez prezesa. Prezes trybunału nie bierze pod uwagę „zaprzysiężonych” i nie może powołać wybranych przez poprzedni rząd sędziów bo oni nie są na rękę prezydentowi czytaj prezesowi. Bawi się zatem ta banda 560 nawiedzonych, 460 w Sejmie i 100 w Senacie, w kotka i myszkę ku uciesze i tak juz podzielonego pospólstwa. W oczach świata rząd łamie zasady demokracji, ten jednak uważa, że działa w imieniu swoich wyborców i gwiżdże na to co sobie rezta świata o nim myśli. Nie ma w tym żadnej logiki. Partia rządząca chce być przewodnią siłą narodu a jednocześnie kiedysiejszą przewodnią siłę narodu uważa za organizację przestępczą. Sami uważają siebie za orędowników tradycji narodowych, patriotycznych i chrześcijańskich. W tym duchu przemawiają do ludu, starając siė go kupić hasłami żywcem wziętymi z czasów słusznie minionych. Odrzucają pojęcie demokracji ludowej, dla zasady, jednocześnie drugimi drzwiami starają się ją wprowadzić. Osobiście nie widzę żadnej różnicy pomiędzy PRL-em a tym z czym mamy dzisiaj do czynienia. Nie mam tu na myśli oczywiście sektora prywatnego. W sektorze państwowym mamy dokładnie to samo co przed laty: nomenklatura stanowisk, telewizja rządowa, kumoterstwo, nepotyzm, brak szacunku dla opozycji, żenujące kwalifikacje osób sprawujących funkcje kierownicze. Czy mozna jeszcze coś dodać? Pewnie tak tyle, że musiałbym siegnąć do słownika słów niecenzuralnych. Słowo murzyn jest uważane za określenie pejoratywne. Nasi wybrańcy w swoim tępym zadufaniu doprowadzą wkrótce do tego, że słowo Polak będzie miało podobne zabarwienie. Obym się mylił. 

Z muzyką przez życie

Od dawna nosiłem się z zamiarem napisania czegoś na temat mojej ulubionej muzyki. Zdecydowałem jednak, że nie będę tworzył żadnej listy bo nawet nie potrafiłbym coś takiego zredagować. Pomyślałem zatem, ze stworze coś na kształt z muzyką przez życie. Zestaw wybranych przeze mnie utworów to nagrania, które coś tam dla mnie znaczyły i kiedyś tam odbiły mi się o uszy i pozostały w mojej pamięci. Oto one:

Fool on the hill-The Beatles. Kiedyś dawno temu w czwartkowe wieczory leciała Kobra czyli teatr sensacji. Ten utwór był ozdobnikiem jednego z tych teatrów i tak poznałem The Beatles.

Girl – The Beatles, kolejne przedstawienie Kobry i kolejny szlagier tamtych lat
All you need is love – The Beatles, wszystko jest w tytule, czyż można nie lubić czegoś takiego? Można z samych przebojów tej grupy stworzyć niezła listę, powstrzymam się na tych trzech utworach.
Brown Sugar – Rolling Stones. Obie grupy konkurowały miedzy sobą Mick Jagger to jednak osobowość sama w sobie. 
Angie – Rolling Stones, zapamiętałem ten utwór, kiedy na długiej przerwie w ogólniaku pozwalali nam grać naszą muzykę. Angie to był chyba najczęściej grany utwór.
Anybody seen my baby-Rolling Stones, to już z poźniejszych lat. Usłyszałem na koncercie i już to ze mną zostało. I w tym wypadku z utworów można by stworzyć osobną listę ale poprzestanę na tych trzech.
What a wonderful World – Luis Armstrong, niesamowity głos, niesamowity utwór.
Non, Je ne regrette rien – Edith Piaf, jak wyżej, niesamowity głos, niesamowity utwór.
Cry Baby – Jenis Joplin, ze swoim głosem Joplin mogła osiągnąć wiele, nie osiągnęła ale kto usłyszał ten utwór już nigdy jej nie zapomni
Star Spangled Banner -Jimmi Hendrix, zagrać na gitarze hymn Stanów Zjednoczonych w taki sposób jak to zrobił Hendrix, niemożliwe.
Hey Jude – Jimmi Hendrix, a to już chyba jego najbardziej znany utwór. I on mógł dokonać wiele ale niestety narkotyki i jego twórczość przerwały
Have you ever seen the rain – Creedence Clearwater Revival, kiedyś na targach zwanych dzisiaj halami targowymi sprzedawano chałupniczo tłoczone pocztówki z muzyką. Pocztówka z tym nagraniem to była jedna z pierwszych moich „płyt”
Je T’aime – Jane Birkin i Serge Gainsbourg, ile ten utwór wykreował plotek, podejrzeń a ponoć nawet był przez jakiś czas zakazany. Podobno oryginalną wykonawczynią była sama Brigitte Bardot ale to wersja z Jane żyje do dziś 
Puppy love – The Osmonds, rodzina Osmondów konkurowała z Jacksonami o palmę pierwszeństwa. Utwór ten to piosenka Paula Anki ale The Osmonds zrobili z niego przebój. Puppy love to moja pierwsza prywatka sylwestrowa. Someone help me pleae…
Saturday night fever – Bee Gees, lata siedemdziesiąte, lata disco z genialnym Travoltą tańczącym do muzyki Bee Gees, tego się nie da zapomnieć.
Tragedy – Bee Gees, i więcej muzyki disco z jej najbardziej znaną grupą. Głos wokalisty to jeden z tych jedynych w swoim rodzaju i niepowtarzalnych.
My friend is wind – Demis Roussos, skoro już mówimy o kimś z niepowtarzalnym głosem. To jego jeden z najwiekszych przebojów
The answer is blowing in the wind – Bob Dylan, to historia muzyki. Przede wszystkim protest songi, których przykładem jest właśnie ten tytuł. 
Goodbye my love, goodbye – Demis Roussos, a to chyba największy jego przebój.
Staraway to heaven – Led Zeppelin, to klasyk tego zespołu i nie ma co więcej na ten temat pisać.
D’yer Maker – Led Zeppelin, to inny Zeppelin, bardziej melodyjny i spokojniejszy dla mnie to jeden z lepszych utworów tej grupy
When a blind man cries – Deepe Purple, to klasyk tej grupy, niepowtarzalny i jedyny w swoimi rodzaju.
Fools – Deep Purple, kolejny niepowtarzalny przebój tej grupy. Definitywnie jeden z moich ulubionych.
Perfect Strangers – Deep Purple, to już trochę późniejsza kompozycja ale równie dobra i warta posłuchania.
Wish you were here – Pink Floyd, to olbrzymi tego okresu, ilośc niesamowitych nagrań przekracza możliwości tej listy. Wish you were here to rewelacyjny utwór.
Another Brick in the Wall – Pink Floyd, celowo pomijam Dark Side of the Moon bo to chyba najbardziej popularna płyta tej grupy. Warto jednak poznać The Wall ze świetnymi kompozycjami.
Private Investigations – Dire Straits, Mark Knopfler to głos, który trudno zapomnieć a Private Investigations jeden z jego najbardziej znanych utworów.
Romeo and Juliet – Dire Straits. Wspaniały utwór, wspaniały Mark Knopfler definitywnie do słuchania zawsze i wszędzie.
Tunnel of Love – Dire Straits, jeszcze jeden genialny utwór tej grupy. Cała płyta zatytułowana Making Movies to niesamowite przeżycie.
Mamma Mia – Abba, czwórka ze Szwecji  zdominowała w pewnym okresie rynek muzyki rozrywkowej i chyba słusznie
Dancing Queen – Abba. Kolejny wielki przebój sympatycznej czwórki ze Szwecji. Nie myśle aby w tym czasie odbywały się prywatki bez ich nagrań.
Imagine – John Lennon, po rozpadnięciu się The Beatles John Lennon stworzył wiele wartościowych utworów, z których Imagine to chyba największy i najważniejszy.
Band on the run – Paul McCartney, Paul nie pozostawał w cieniu Johna i sam nagrał niezliczone ilości przebojów, z których ten chyba jest najpopularniejszy.
You look wanderful tonight – Eric Clapton, niesamowity gitarzysta i wykonawca, mi najbliższa jest właśnie ta kompozycja. 
Needles and pins – Smokey, trochę muzyki rozrywkowej. Smokey to jeden z moich ulubionych zespołów. Wesołe pogodne kawałki na każdą okazje.
View for the bridge – Kim Wilde, kolejna wokalistka z muzyką lekką, łatwą i przyjemną zawsze miło się tego słucha.
Maria Magdalena – Sandra, ta piosenkarka w swoim najlepszym czasie stworzyła sporo prywatkowych hiciorów, które do dzisiaj słucha się bardzo przyjemnie
Stumblin’ In – Suzi Quatro i Chris Norman, lekko, łatwo i przyjemnie. Oboje często pojawiali się na listach przebojów.
Cum on Feel the Noize – Slade, kompletnie zapomniana grupa a ten kawałek to był bardzo popularny hit. Świetna muzyka.
The Ballroom Blitz – Sweet, kolejna świetna grupa tamtych czasów, to były świetne czasy dla rocka brytyjskiego
Samba Pa Ti – Carlos Santana, wielki gitarzysta i solista. Ten instrumentalny utwór to był olbrzymi przebój. Wspaniała muzyka.
Europa – Carlos Santana, kolejny instrumentalny utwór utwór tego wspaniałego gitarzysty i muzyka latynoskiego. Chce się słuchać.
The children of the revolution – T. Rex, dawno zapomniany utwór nie dla mnie jednak. Zdecydowanie największy przebój tej grupy.
Bangladesh – George Harrison and friends, to był chyba pierwszy koncert gwiazd na jakiś cel. Coś wyjątkowego.
Sweet Lord – George Harrison, z pewnością George nie był tak popularny jak Lennon i McCartney ale nagrał parę utworów wartych polecenia
One way ticket – Boney M, typowo taneczna muzyka, pamietam bo zapisałem się na kurs tańca, czegoś nas uczyli do tego kawałka, już nie pamietam. 
Hotel California – Eagles, końcówka lat siedemdziesiąt to właśnie Eagles a to był ich największy przebój
Mamy Blue – Top Pops, z jakiś powodów utwór ten jest mi bardzo bliski, nie wiem dlaczego ale utkwił mi w pamięci.
Modern Talking – Atlantis is calling, to początek lat osiemdziesiątych, żadna prywatka nie mogła się obejść bez przebojów tej grupy.
Final Countdown – Europe, magnetowidy w Polsce jeszcze nie były dostępne. Ktoś mi go pożyczył i właśnie Finał Countdown był moim pierwszym nagraniem na taśmę VHS. Sam utwór zrobił furorę i jest popularny do dzisiaj.
l’m still standing – Elton John, wielki muzyk tamtych lat, popularny zresztą do dzisiaj, utkwił mi w pamięci właśnie w tym utworze
Up town girl – Billy Joel, piano men, bardzo popularny. W Up town girl wystąpiła Christie Brinkley, z którą spędził pózniej parę lat.
Papa don’t preach – Madonna, jeszcze nie gwiazda ale juz rozpoznawalna postać w muzyce. Lubię jej początki późniejszą twórczość już mniej
Thriller – Michael Jackson, król popu nie może nie być wymieniony. Thriller to nie rylko muzyka ale i teledysk, który chyba jest jego najlepszym telewizyjnym nagraniem.
Africa – Toto, trudno nie zapamietać bardzo oryginalnej melodii tego utworu, Toto większości z nas kojarzy się właśnie z tym  przebojem.
We are the World – US for Africa, kolejny przebój zaśpiewany przez gwiazdy na cel dobroczynny. 
True Colors – Cindy Lauper, bardzo fajny utwór z bardzo fajna i ciekawą wykonawczynią.
Dancing in the dark – Bruce Springsteen, ikona muzyki amerykańskiej. Byłem na jego koncercie i widziałem jak na niego reagują. Niesamowite.
Nothing compares 2 U – Sinead O’ Connor, mało mnie interesują jej poglądy, ten utwór to jej największy przebój, który bez wątpienia musiał zrobić na wielu wrażenie.
Listen to your heart – Roxette, bardzo fajny i ciepły duet ze Szwecji. Przytulanki prywatkowe to chyba była ich specjalność.
Must have been love – Roxette, jeszcze jeden niezapomniany kawełek tego duetu. Zawsze fajnie się tego słucha.
Self Control – Laura Branigan, jeden przebój ale jaki, chociaż to było tak dawno to jednak pozostał w mojej pamięci.
Janie’s got a gun – Aerosmith, jedna z bardziej popularnych grup a jej wokalista Steve Taylor to twarz grupy. Utwór ten to pokaz ich możliwości.
Voyage, voyage – Desireless, nie znam innych utworów tej dziewczyny ale ten jeden to jest właśnie taki rytm, który lubię.
Twist in my sobriety – Tanita Tikaram, definitywnie wielki przebój Tanity i defitywnie musiał się znaleźć na mojej liście.
Life is life – Opus, zapomniany utwór australijskiej grupy Opus. Warto do niego wrócić bo to dobra muzyka 
Welcome to the jungle – Guns ‚N Roses, to był najlepszy utwór tej grupy w latach osiemdziesiątych. Coś jest w nim przynajmniej dla mnie.
November rain – Guns ‚N Roses, ten utwór to rewelacyjna ballada, która ma wszystko. Koniecznie trzeba posłuchać
I wish it would rain down – Phil Collins, z bogatego dorobku tego artysty wybrałem ten utwór oraz
Another Day in paradise – Phil Collins, oba utwory z tej samej płyty i oba równie doskonałe i pełne refleksji.
Dance me to the end of love – Leonard Cohen. Wspaniały wykonawca ballad, rewelacyjny głos i wspaniała kariera.
Wrapped around your finger – Police, bardzo popularny zespół lat osiemdziesiąt a ten utwór to moim zdaniem ich największy przebój.
Solsbury Hill – Peter Gabriel, to podobnie jak Phil Collins wielka postać z Genesis ale zdobył rownież wielka popularność jako artysta solowy.
Wind of change – Scorpions, nie jestem w tym wyborze specjalnie unikalny. Znają go wszyscy a i grupa warta jest wspomnienia.
Loosing my Religon – R.E.M., ich tez nie sposób pominąć. Wiele dobrej i uznanej muzyki. 
Private dancer – Tina Turner, przedstawiać jej nie trzeba. Z jej przebojów tez można by ułożyć niezłą listę. Bardzo lubię ten utwór oraz
What love got to do with it – Tina Turner. To jej szlagier odnoszący się do jej burzliwego związku z Ikiem Turnerem. Powstał też film na ten temat.
Moonlight in Somosa – Robert Plant, łagodniejsza strona wokalisty Led Zeppelin, który nagrał parę płyt solo.
Nothing else matters – Metalica, nie jestem zwolennikiem heavy metalu, ale grupy tego gatunku potrafią nieźle zaskoczyć. Ten utwór to właśnie tego przykład.
It’s my life – Bon Jovi, bardzo popularna grupa, wiele przebojów ten według mnie jest najlepszy.
Mr. Jones – Counting Crows, w latach dziewięćdziesiątych już na dobre zadomowiłem się w Stanach i muzyka zza oceanu zaczęła być coraz ważniejsza dla mnie.
Time of your life – Green Day, fajne słowa, utkwiły mi w pamięci i od czasu do czasu lubię tego posłuchać jeszcze raz i jeszcze raz.
What it’s like – Everlast, nie znam bliżej tego zespołu ale ten utwór zadomowił się w mojej głowie podczas wyprawy do Nowego Meksyku i juz tam został.
Zombie – Cranberries. Lubię tego typu utwory. Charakterystyczna melodia i charakterystyczny wokal. 
I will always love you – Whitney Houston, nieprawdopodobny głos, niesamowity talent, smutne życie, ale utworu nie sposób zapomnieć. 
Don’t speak – No Doubt, to był pierwszy wielki hit tej grupy i pierwszy pokaz możliwości Gwen Stafani, samą swoją energią na scenie nie pozwala oderwać od siebie oczu.
Un-break my heart – Tony Braxton, sam głos robi wielkie wrażenie. Utwór definitywnie niemożliwy do zapomnienia. 
Smooth Operator – Sade, kolejna gwiazda muzyki nastrojowej. Dla mnie Smooth Operator to jej najlepszy utwór.
Desert rose – Sting, kompletnie inna twarz solisty Police. Wyjątkowo przypadło mi to do gustu.
My heart will go on – Celine Dion, czyli główna melodia z Titanica. Może i trochę ckliwa, jednak głos Celine to najwyższa półka.
One – U2, Bono i jego grupy nie ma co przedstawiać. Ten utwór wyjątkowo przypadł mi do gustu bo to jest taka moja muzyka
Ironic – Alanis Morissette, największy jej przebój. Bardzo utalentowana i bardzo ciekawy głos. Piosenka bardzo długo cieszyła się wielkim powodzeniem.
Cup of life – Ricky Martin, ta piosenka stała się oficjalnym przebojem mistrzostw świata w piłce nożnej w 1998. Świetny i dynamiczny utwór.
Lets get loud -Jennifer Lopez, nie jest to moja ulubiona piosenkarka ale jak już śpiewa to już śpiewa. Ma wiele utworów do dobrej zabawy.
Bring me to life – Evanescence, bardzo ciekawa piosenka i bardzo ciekawa artystka. Ten utwór to taka moja muzyka.
With Arms Wide open – Creed, bardzo dobrze zapowiadający się zespół z bardzo dobrym wokalistą. Coś jednak nie wyszło do końca ale utwory zostały.
Higher – Creed, jeszcze jeden świetny utwór tej grupy. 
Polityk – Coldplay, świetny zespół i wiele znanych przebojów, wyjątkowo lubię ten wlasnie utwór oraz
Yellow – Coldplay, spokojniejsza wersja możliwości Chrisa Martina, wokalisty tej grupy
Whatever – Shakira, muzyka latynoska coraz cześciej gości wsród moich utworów. Taniec to doskonała forma relaxu a do tej muzyki swietnie się można bawić.  
Who knew – Pink, bardzo zadziorny głos. Rownież bardzo dobra muzyka do tańca i zabawy.
Loose yourself – Eminem, to piosenkarz, który wykonuje specyficzną muzykę. Nie wszystko da się lubić, ten utwór zrobił jednak na mnie wrażenie 
Somebody that I used to know – Gotye, przykład na muzykę, może mniejszej wartości, ja jednak lubię rytmiczne i taneczne melodie.
Promiscuous – Nelly Furtado, kolejna piosenkarką latynoska, ciekawa wokalistka ten utwór przypadł ni do gustu najbardziej.
Hello – Beyonce, do tańca i do dobrej zabawy. Wielka gwiazda współczesnej muzyki rozrywkowej.
Chasing Cars – Snow Patrol, nie znam innych kawałków tej grupy ale ten bardzo mi sie spodobał i lubię do niego wracać.
Rain over me – Pitbull i Marc Anthony, wielkie gwiazdy muzyki latynoskiej, świetny utwór, świetny teledysk i świetna zabawa.
International love – Pitbull i Chris Brown, jeszcze jeden bardzo fajny utwór tego wykonawcy w towarzystwie innego piosenkarza. 
Stereo Love – Edward Maya, motyw przewodni tego utworu jest grany na harmonii i jest to zrobione fantastycznie. Nie znam innych utworów tego wykonawcy i nie muszę ten mi w zupełności wystarczy.
I to by było na tyle. Celowo pominąłem polską muzykę bo noszę się z zamiarem stworzenia czegoś podobnego ale poświęconego właśnie naszym muzykom.

Salsa czyli poczuć Amerykę Południową

Moje do pewnego stopnia zafascynowanie Ameryką Południową zaczęło się pewnie ze dwadzieścia lat temu. Zakład, który był pierwszym moim pracodawca w stanach zatrudniał rownież wielu hiszpańskojęzycznych ludzi. Była to fabryka a na liniach produkcyjnych pracowali przede wszystkich napływowi obywatele całego świata. Było nas szczęściu Polaków wsród tego tłumu z całego świata. Byli Hindusi, Chińczycy albo raczej Azjaci bo ciężko ich było rozróżnić. Największą grupę stanowili jednak hiszpańskojęzyczni a to pewnie z uwagi na Portoryko, ktorego obywatele mieli bezwizowy wjazd do stanów. Cała ta grupa mówiąca językiem hiszpańskim, chociaż pochodzili z rożnych krajów, mieli wiele cech wspólnych. Na mnie szczególne wrażenie zrobiła ich miłość do tańca i zabawy. Mieliśmy w trakcie pracy jedną długą przerwę, na której niemal wszyscy latynosi wychodzili na zewnątrz podstawiali parę samochodów koło siebie, ustawiali radia na tą samą stację i dawaj w tany. Te ichnie rytmy choć nie robiły na mnie zbyt wielkiego wrażenia to jednak taniec już tak. To był taniec z pokaźną dozą erotyzmu ale zawsze czuć było, że są jednak jakieś granice, których napewno nie przekroczą. Sposób tańca, dystans między partnerami a raczej jego brak, wszystko to sprawiało wrażenie, ze partnerzy przetańczyli ze sobą ładnych parę lat. Nic bardziej mylnego taniec to był żywioł tych ludzi, to było coś co pozwalało im zapomnieć o wszystkim czym czuli się zmęczeni. Dla nas taniec to prywatka, to zabawa wiejska, to dancing czy jakaś inna forma spotkania, nie dla nich. Im wystarczyło trochę placu, parę samochodów i ta sama stacja radiowa no i oczywiście przerwa w pracy i tyle. Salsa, która definitywnie dominowała to dość nieskomplikowany taniec, tyle, że trzeba pozwolić biodrom żeby się wyluzowały. Patrząc na tych salsowiczów, nie mogłem sobie wyobrazic, że to tańczą poprostu znajomi, których nic nie łączy poza chęcią zabawy i tańca, tańca, który rozluźnia i pozwala poczuć się jakby w trochę lepszym świecie. Zaszczepili we mnie w ten wlasnie sposób ciekawość ich świata. Będąc w Polsce, szczytem marzeń były Stany, kiedy jednak tu dotarłem wszystko się samo jakoś przewartościowało i nie mogłem przestać myślec o Ameryce Poludniowej. Już wkrótce miało się to spełnić.