I niech stanie się światło

Czyżby kościół zwątpił w dobrą zmianę? Słowa księdza Lemańskiego na temat premier rządu nie mogą o tym świadczyć z uwagi na jego pozycje w hierarchii kościelnej. Co innego jednak Biskup Tadeusz Pieronek. To już nie pierwszy lepszy klecha, lecz uznany i respektowany przedstawiciel tej instytucji. Jemu rownież nie spodobały się ostatnie pociągnięcia rządzącej partii. Dostało się zatem wszystkim po kolei począwszy od wszechmogącego, wszystkowiedzącego szanownego prezesa. Nazwany przez biskupa naczelnikiem państwa został porównany pod względem zachowania do kogoś kto nadużywa narkotyków. To i tak bardzo łagodne określenie bo szanowny naczelnik już dawno stracił poczucie rzeczywistości a co gorsza razem z nim otaczający go klakierzy. Nie szczędził słów krytyki Biskup Pieronek pod adresem pierwszego obywatela, któremu bez ogródek zarzucił łajdactwo wynikające z bezprzykładnego łamania konstytucji. Krytykant prezydenta ma szczęście, że nie jest byle pierwszym Kowalskim z ulicy, bo za takie słowa nasz wymiar sprawiedliwości mógłby wszcząć dochodzenie przeciwko niemu. Kościół i jego zwierzchnicy w Polsce nadal znaczą wiele i mogą wiele. Z drugiej strony kubeł zimnej wody powinien dobrze zrobić mieszkańcowi Belwederu. Naraził się biskupowi rownież, wielka gwiazda młodego pokolenia, Patryk „Bylejaki” Jaki. Swoimi słowami na temat tortur i kary śmierci dla zboczeńców z Rimini. Jako członek rządu, nie przysporzył mu ani sobie chwały. Jest to jednak tylko potwierdzeniem, że myślenie i branie odpowiedzialności za swoje słowa nie jest najsilniejszą stroną tej władzy. Wielokrotnie pisałem już o Lechu Wałęsie, jego wadach i jego niepoprawnej wierze o swojej wielkości. Bez względu jednak na wszystko, czy się to podoba kaczystom czy nie, to pozostanie on symbolem zmian w Europie wschodniej. Kompletny brak szacunku dla przywódcy Solidarności i konsekwentne mieszanie go z błotem graniczy z obłędem i świadczy o braku kultury i respektu nie tylko dla niego ale i dla całego naszego kraju i jego historii. Cieszy mnie zatem opinia biskupa w tej sprawie, który uważa, że nagonka na Wałęsę nie znajduje żadnego usprawiedliwienia i ktoś na jego zgliszczach chce postawić swój pomnik. 

„To dramat Polski. Ludzie, którzy wybili się na wielkość, jak Lech Wałęsa, i byli na ustach całego świata, u nas jest niszczony, bo komuś przychodzi do głowy, że można stanąć na piedestale, niszcząc tego człowieka. To dramat całej „Solidarności”, bo kto inny zabrał nazwę i znaczek „Solidarności” i dyktuje kto może do niej należeć, kto może z nimi się modlić – powiedział Pieronek. – Nie potrafię tego zrozumieć, jak można wyzbyć się swoich bohaterów?”

Osobiście chciałbym wierzyć, że ta wypowiedź jest początkiem zmiany w sposobie myślenia w kościele. Zła nie można usprawiedliwiać kolejnymi dotacjami ze skarbu państwa. Słuchacze stacji ojca dyrektora powinni uważnie wysłuchać tego co powiedział Biskup Pieronek. Posłuchać i pomyśleć. Być może i wsród nich nastanie światło. 

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/bp-tadeusz-pieronek-straznik-konstytucji-chce-ja-zmienic-zeby-usprawiedliwic-swoje/64r8snp

Reklamy

„Łże jak bura suka”

Niechybnie wakacje w polityce dobiegły końca. Powoli bohaterowie naszej narodowej mydlanej opery wracają na scenę. O konieczności przypomnienia o sobie zwróciła uwagę sama pani premier. W swoim wywiadzie dla „Gazety Polskiej” podzieliła się z czytelnikami swoimi przemyśleniami na temat protestów antyrządowych. W jej opinii wszystkie one były dobrze zaplanowane i wcześniej wyreżyserowane a protestujący robili to za pieniądze. Świadkami w sprawie mają być kanapki, w które mieli być uzbrojeni organizatorzy i manifestujący podczas jednego z tych protestów. Oczywiście pani premier nie zna nazwiska reżysera, czy choćby scenarzysty, tak czy inaczej nie ma watpliwości, że owe demonstracje nie miała charakteru spontanicznego. Szefowa wszystkowiedzącego rządu nie podaje również stawek jakie mieliby otrzymać rzekomi statyści ale za darmo tego zapewne nie robili. I tu zaczynam powoli dochodzi do sedna sprawy. Otóż jeśli już ktokolwiek lub cokolwiek jest reżyserowane w naszym kraju to należałoby zacząć od rządu pani Beaty. W przeciwieństwie do jej „sensacyjnych” informacji, wszyscy znamy reżysera, scenarzystę, choreografa, odpowiedzialnego za obsadę głównych ról w tej szopce, która nazywa się rząd. Założę się o grube pieniądze, że na tysiąc Polaków wszyscy wskażą poprawnie nazwisko kto w naszym kraju pociąga za sznurki na końcu, których siedzą politycy rządzącej partii z panią premier na czele. Domyślam się, że to jednak nie przeszkadza naszej premierowej, bo przecież rząd i partia cieszą się niesłabnącym poparciem. Trudno odmówić logiki w tym rozumowaniu. Stosując jednak sposób myślenia szefowej Rady Ministrów, można by dojść do wniosku, źe owa bezgraniczna wiara ludzi stojących murem za sprawującymi władze, rownież nie jest darmowa.  Bo czym rzesz jest pięćset plus i temu podobne programy jak nie formą przekupstwa. Stopień sfrustrowania wypowiedziami premierowej najlepiej przedstawił ksiądz Wojciech Lemański:

„Do tej wypowiedzi traktowałem panią premier jako niezbyt zdolną, pozbawioną inwencji kobietę, którą prezes postawił na ważnym państwowym odcinku, który ją po wielokroć przerasta. Zdolna na swój sposób jest, to znaczy jest zdolna uzasadnić każde, najgłupsze nawet posunięcie swoich ministrów, którzy ostentacyjnie pokazują jej, że ta pani w tym rządzie nie ma nic do powiedzenia. Ale skoro zdecydowała się ta marionetka, która porażkę nazywa zwycięstwem, niedorajdę – geniuszem, tchórza spod Smoleńska – reformatorem polskiej armii, a niedouczonym prawnikom pozwala demontować polski system sądownictwa. Skoro ta osoba zdecydowała się tysiącom ludzi, którzy wyszli na ulice i place polskich miast i miasteczek by stanąć w obronie niezależności sądów – zdecydowała się publicznie napluć w twarz i oskarżyć nas o to, że protestowaliśmy wtedy za pieniądze i pod czyjeś dyktando. To powiem o tej nieporadnej, zakompleksionej i mijającej się z prawdą na każdym kroku kobiecie, słowami byłego marszałka Dorna – ’łże jak bura suka’”

Ostro, bardzo ostro. Nie jestem zwolennikiem mieszania się kościoła w politykę. Jeżeli jednak mało ważny w hierarchii kościoła redemptorysta się w niej mąci i nie spotyka go za to żadna krytyka ze strony władz zwierzchnich, to czego zwykły ksiądz nie miałby mieć tego samego prawa? Wracając jednak do wpisu kapłana na temat premierowej. Byłem ciekaw co takiego i do kogo powiedział Ludwik Dorn używając porównania do „burej suki”. Słowami tymi określił on ministra obrony narodowej Bogdana Klicha mówiąc co następuje: 

„Niewiele jest w stanie mnie zdziwić. Nie zdziwiłby mnie premier Donald Tusk, ani żaden z członków jego rządu, który kłamałby zręcznie. Zdziwił mnie jednak członek rządu, który dziś właśnie skłamał beznadziejnie głupio i w sposób łatwy do zdemaskowania. A to właśnie przydarzyło się dziś ministrowi obrony narodowej, p. Bogdanowi Klichowi na antenie radia RMF FM, który zełgał jak przysłowiowa bura suka. Przy całym moim krytycyzmie wobec p. Klicha odrzucam przypuszczenie, że nie wie on o tym, że nasze F-16 nie posiadają pełnych zdolności bojowych. Żenująca nieudolność tego kłamstwa świadczy zatem albo o zadufaniu i poczuciu całkowitej bezkarności p. Klicha, który sądzi, że zdemaskowanie jego kłamstw niczym mu politycznie nie zaszkodzi, albo też o jego pogardzie wobec obywateli, dziennikarzy i osób zainteresowanych wojskiem, których uznaje za niezdolnych do zdemaskowania jego kłamstwa”.

Wypowiedź ta miała miejsce w 2011 a Bogdan Klich podobno mijał się z prawdą na temat gotowości bojowej samolotów F-16. Słowa Ludwika Dorna o zadufaniu, bezkarności i pogardzie wobec obywateli zdają się być jak najbardziej aktualne. Osobiście burej suki ani w pierwszym, ani w drugim przypadku bym do tego nie mieszał. Niestety taki mamy dzisiaj poziom politycznej narracji i nie zanosi się żeby to uległo zmianie, zwłaszcza po zdradzieckich mordach i kanaliach.

Kaligula i konsulowie

Wygląda na to to, że mleko się rozlało. Wódz szczepu nadludzi Wielka Kopa pokazał swoją prawdziwą twarz. Prowokowany przez członków szczepów mniejszościowych wreszcie nie wytrzymał i dał się ponieść emocjom. Poszło o brata wielkiego wodza, który według niego został podstępnie zwabiony w zasadzkę, gdzie dokonano na nim wyroku. Wielka Kopa posądza o to Szczwanego Lisa, który sprawował władzę nad naszym terytorium, zanim on do niej doszedł. Niestety po wygraniu wyborów nie mógł on się dobrać do zdrajcy, bo ten czmychnął z podległych jemu terenów, przyjmując posadę Wielkiego Mędrca Bladych Twarzy. Wielka Kopa po objęciu nadzoru nad swoim szczepem, wszem i wobec ogłosił, że oto nadszedł czas fajki pokoju i pora zakopać wojenne tomahawki. Czas jednak pokazał, że on sam topora wojny zagrzebywać nie zamierzał, przygotowując się systematycznie i powoli do zadania śmiertelnego ciosu wszystkim miejscowym zwolennikom Szczwanego Lisa, do którego niestety on sam nie miał dostępu. Przestępczą działalność uciekiniera i zdrajcy miał odkryć i upublicznić zaufany wodzowi czarownik Rozjuszony Kret, znany z rycia i kopania pod innymi. Na niewiele jednak zdały się jego próby bo nie sposób było ukryć fakt, że choć nieświadomie, to jednak zasadzkę na brata sprowokował sam Wielka Kopa. Świadomość tego faktu od dawna zżera wielkiego wodza, toteż nerwy mu puściły kiedy jeden ze zwolenników Szczwanego Lisa odwoływał się do pamięci jego brata. Wywołany przed szereg naczelnik plemienia nadludzi nie bawił się w mowę pokoju, oskarżając podludzi o udział w zamachu na brata, zdradę państwa a ich zakłamane twarze porównał do bizonich mord. Blady strach padł nie tylko na elementy antyplemienne ale rownież na innych członków społeczności mniejszościowej, która w obawie przed wizją przeniesienia do krainy wiecznych łowów postanowiła pokazać wszystkim prawdziwą twarz Wielkiej Kopy. I gdyby to się działo w tamtych zamierzchłych czasach, niebo zapewne pokryłoby się sygnałami dymnymi zawiadamiającym lokalną społeczność o podłych planach Wielkiej Kopy. Dzisiaj jednak mamy telewizję dostępną każdemu i każdy mógł zobaczyć prezesa w akcji. Każdy też mógł usłyszeć co ma do powiedzenia złotousta panna Krysia z trzeciego rzędu, nie mylić z turnusem. Mamy rownież internet, na którym na temat wczorajszego wystąpienia pana możnowładcy wypowiada się wiele ludzi. Nie będę przytaczał postów na temat jego świadomości i poczytalności bo te i tak powtarzają się od wielu tygodni. Mi się bardzo podobał wpis pana Witolda Głowackiego, który porównał szefa partii i jej posłów do „Kaliguli w otoczeniu koni-konsulów”. Nic dodać, nic ująć.