Wody wulkaniczne

Okolice Cuenki bogate są w wody wulkaniczne. Niby żadna Etna albo inny Wezuwiusz tutaj się nie znajdują. Widać woda owa znalazła jakieś podziemne kanały albo coś w tym sensie bo mamy jej tutaj w nadmiarze.

Jak woda wulkaniczna to i oczywiście miejsca, w których można z niej skorzystać. Na rzut kamieniem od miasta znajduje się miejscowość zwana Baños czyli łaźnie. Nazwa pochodzi właśnie od różnego rodzaju przybytków, do których wykorzystywana jest wulkaniczna woda pełna rożnego rodzaju minerałów. Co my tu nie mamy, łaźnie tureckie, baseny o różnej temperaturze wody, błotne kąpiele, no i atrakcja która powoduje u mnie palpitacje pompy to brodzik z gorącą i zimną wodą. Wchodzi człowiek na pięć minut do ciepłej wody w granicach czterdziestu stopni i tak mu się robi miło i przyjemnie. Po przepisowych pięciu minutach chlup do zimnicy, szlag wie ile to cholerstwo ma stopni, zimne jednak i nieprzyjemne jak całe biuro polityczne PiSu. Trzeba wytrzymać dwie minuty po czym można wrócić do ciepłoty sąsiedniego baseniku. I tak cztery razy. Ten pierwszy skok do zimnicy wywołał we mnie chęć jak najszybszej ucieczki. Tylko jak to zrobić skoro te pare osób patrzy na człowieka co wywołuje we mnie nadnormalną chęć udowodnienia żem przecie nie kiep jakiś. Odkryłem przy okazji, że samo włażenie do tego oziębiacza jest najgorszym momentem. Potem nie należy się ruszać. Każdy ruch przypomina, że woda ma w sobie szpilki.

Tego samego typu atrakcje oczekują użytkowników łaźni tureckiej. Tu siedzi się w parze, która pompowana jest przez otwory w ścianie. W owych zagłębieniach rozkładane są gałęzie eukaliptusa co daje odpowiedni zapach. Aby jednak to miało sens należy od czasu do czasu wziąć zimny prysznic. Absurd jakiś. No ale znowu wszyscy biorą jak mnie się od tego wykręcić. No fajnie było nie powiem. No i jeszcze przecież wmawiają, że takie zimno, ciepło ma pozytywnej wpływ na układ odpornościowy. Planuje nie popuścić z setki zatem odporność szczególnie na ludzką głupotę będzie mi okrutnie potrzebna.

Na zewnątrz znajdują się dwa baseny o rożnej temperaturze wody. Większość czasu spędziłem w tym cieplejszym.

Najważniejsze jednak było błotko. Ponoć ma właściwości upiększające. Pokryłem zatem nim wszystko na swoim ciele co się dało i z niecierpliwoscią oczekuje pożądanych efektów. Tak czy śmak połknąłem bakcyla i w piątek będzie poprawka.

Najpierw basen na zewnątrz

Potem zimno, ciepło

Salon urody czyli błotko

Wyprawa na Chimborazo

Nasze dzieciaki sprawiły nam niewyobrażalną niespodziankę pojawiając bez uprzedzenia na progu naszego domu. Z zadowoleniem wysłuchiwaliśmy ich opinii na temat naszego domu i okolicy, w której mieszkamy. Okazało się, że od dawna już planowali wszyscy tę wizytę chcąc uświetnić w ten sposób urodziny mamy. Postanowiliśmy z żona pokazać im coś co chcieliby zobaczyć. Wybór padł na Chimborazo. Wyboru dokonała córka a ponieważ nie było kontrkandydatur pozostaliśmy przy Chimborazo. 

Parę słów tytułem wstępu na temat samej góry. Jest to najwyższy szczyt Ekwadoru i nieczynny wulkan. Ostatni wybuch miał miejsce w okolicach 550 roku naszej ery. Okazuje się, że Chimborazo to najwyższy punkt na kuli ziemskiej mierzony od centrum naszej planety. Chociaż oczywiście Mount Everest jest najwyższym szczytem mierzonym od poziomu morza to jednak od centrum czyli środka naszej planety do szczytu Chimborazo jest ponad dwa kilometry dalej niż do szczytu Mount Everest. Sam tego oczywiście nie wiedziałem a uświadomiła nam to nasza przewodniczka. Od wysokości nieco ponad pięć tysięcy metrów góra zaczyna powoli być pokryta lodem a jej szczyt na wysokości 6268 metrów nad poziom morza jest kompletnie zlodowaciały. Lodowiec Chimborazo to zaopatrzenie w wodę dla okolicznej ludności co negatywnie wpływa na jego wielkość. Póki co jednak wciąż jest w tym celu wykorzystywany. Okolice wulkanu to rezerwat przyrody, w którym hodowana jest typowo andyjską fauna z alpakami, lamami i wikuniami na czele. Wełna z wikunii to najdroższa wełna na świecie i praktycznie nieosiągalna w Ekwadorze. Zwierzęta te są tutaj pod ścisła ochroną i rzeczywiście przy alpakach wyglądają wręcz jak ród szlachetny. 
Chimborazo znajduje się niemal 300 kilometrów od Cuenki, zatem aby zobaczyć w miarę dużo musieliśmy wyjechać z domu około trzeciej nad ranem by w okolicach południa dotrzeć na miejsce. Jak już wspomniałem okolica wulkanu to park narodowy i każdy zwiedzający musi się zarejestrować przed wejściem. Chociaż przewodnik nie jest obowiązkowy to jednak przy wjeździe strażnicy starają siė namówić każdego do jego użycia. Przewodnikami są najcześciej okoliczni mieszkańcy, dla których każdy grosz się liczy. Zdecydowaliśmy się zatem wziąć jednego z nich bardziej kierując się chęcią pomocy niż konkretną potrzebą. Maria Inga okazała się być naszym przewodnikiem i zabawiała nas swoimi opowiadami i wiadomościami na temat samej góry jak i życia okolicznej ludności. Chociaż nie mówiła po angielsku to nie miało to dla nas znaczenia bo nasza córka biegle włada hiszpańskim i okazała się doskonałym tłumaczem. Do wysokości 4600 nad poziomem morza dojeżdża się samochodem. Tam ostatnia szansa napicia się czegoś ciepłego i spożycia czegokolwiek. Następny punkt znajduje się na wysokości 5000 metrów i trzeba do niego pokonać nieco ponad kilometr. Niby wydaje się mało. Na tej jednak wysokości zaczyna brakować trochę tlenu  i oddychanie staje się kłopotliwe a maszerowania pod górkę coraz bardziej uciążliwe. Dotarliśmy jednak niemal w komplecie, jedynie narzeczona starszego syna musiała odpuścić. Niestety dały o sobie znać papierosy, z których nałogiem dziewczyna walczy jak narazie bezskutecznie. Z tej wysokości można iść dalej o kolejne sto metrów wyżej aby zobaczyć jeziorko polodowcowe. Zrezygnowałem jednak z dalszego wspinania. W moim odczuciu zobaczyłem wszystko co chciałem. Zdecydowanie nie nadaję się na alpinistę. Góra bez wątpienia zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Biorąc jednak pod uwagę zmęczenie, wysiłek oraz kłopoty z oddychaniem, podpisuję się pod pieśnią Budki Suflera, w której pada pytanie: ” Góry wysokie co im z wami walczyć karze…”.
I nie ma takiej odpowiedzi na to pytanie, którą mógłbym albo polubić, albo zrozumieć.