Wojna i wojenki

Osobiście wojny nie pamietam. Pamiętają ja natomiast moi rodzice. Z ich opowiadań o straconym dzieciństwie, wiecznym strachu, nieprzespanych nocach obraz wojny jawił mi się jak coś makabrycznego. Już jako uczeń szkoły podstawowej pamiętam olbrzymie zniszczenia mojego miasta. Widzę jak dziś kikut ratusza miejskiego znajdującego się w samym centrum miasta, który w pewnym momencie został zburzony za pomocą ładunków wybuchowych. Na tę okoliczności zapomniałem, że proces ten miał miejsce w trakcie zajęć klasowych, które niechcący opuściłem.

Jutro osiemdziesiąta rocznica początku tych pamiętnych dla wielu Polaków wydarzeń. Szczytem chamstwa i ignorancji zdają się być zdjęcia amerykańskiego Donka z pola golfowego po odwołaniu wizyty w naszym kraju, w trakcie której miał wziąć udział w obchodach rocznicowych. Specjalnie użyłem słowa „zdaje się”, bo czyż od prostaka można wymagać chwili refleksji?

Biorąc pod uwagę jego wcześniejszy impertynizm, brak ogłady i przeświadczenie o swojej racji, nie jestem zaskoczony jego postawą. Jestem przekonany, że gdyby ktoś go zapytał z czym mu się kojarzy data pierwszego września to ostatnią rzeczą jak by mu przyszła do głowy byłoby rozpoczęcie drugiej wojny światowej. Dla mieszkańców Stanów ta data niewiele mówi. To dla nich zwykły dzień jak każdy inny. Większe znaczenie ma tutaj pierwszy poniedziałek września czyli popularny Labor Day albo jak kto woli Dzień Pracy. Sam dzień też nie jest niczym specjalnym. Dla przeciętnego Amerykanina to po prostu koniec wakacji, które tradycyjnie zaczynaja się w Memorial Day czyli Dzień Pamięci, w ostatni poniedziałek maja.

Kiedyś dawno temu pracowałem dla małej prywatnej firmy w Stanach. Tak się złożyło, że w pewnym momencie zatrudnili dziewczynę, której rodziny korzenie były polskie. Niewiele umiała w naszym języku poza paroma słowami. Sam wiem jak cieżko było pilnować dzieciaki aby w domu mówiły po polsku, więc specjalnie mnie ona nie zaskoczyła swoim brakiem znajomosci naszego dialektu.

Pierwszy września w USA to normalny dzień roboczy. Postanowiłem moją rodaczkę wziąć na spytki. No i właśnie spytałem z czym jej się kojarzy ta data. Pierwsza odpowiedź to koniec wakacji, pózniej był koniec lata, zbliża się jesień. Ale z czym ci się kojarzy w kontekście Polski, wreszcie spytałem. Oczy, jak to się mówi osłupiały, kompletne zero jakichkolwiek skojarzeń.

Musiałem ją uświadomić. Przyjęła do wiadomości bez szczególnych emocji.

Patrząc na dzisiejsze zdjęcia amerykańskiego prezydenta, przyszła mi na myśl moja krajanka i jej totalna ignorancja. Tylko, że ona swoim brakiem wiedzy reprezentowała samą siebie. Mieszkaniec Białego Domu wydał jednoznaczne „oświadczenie” jaki jest jego i kraju, na którego czele stoi stosunek do nas i naszych rocznic.

Proponuje abyśmy wszyscy wyszli jutro na ulice i palili flagi Unii Europejskiej a w ich miejsce niech na masztach zawisną flagi Wuja Sama. To napewno Donka ucieszy, chociaż na poważne nas traktowanie bym nie liczył.

Czyż jednak mam prawo mu się dziwić skoro w kraju nad Wisłą wrze wojna o warszawskie odchody?

Serial, aktorzy, podobieństwa

Mam wyjątkową słabość do polskich seriali. Nie, nie tych aktualnych tasiemcowych. Do tych starych. Zapewne ma to uzasadnienie w tym, że tamte lata są mi dość bliskie a im człowiekowi więcej wiosen przybywa tym bardziej robi się sentymentalny. W swoich zbiorach mam większość kultowych produkcji. Nie będę ich wymieniał bo chyba łatwiej byłoby powiedzieć czego nie mam.

Nie miałem „Polskich Dróg”. Zrealizowano je pod koniec lat siedemdziesiątych. Niewiele pamiętałem z fabuły. Kiedy jednak podczas ostatniego pobytu w Polsce zobaczyłem go w Empiku nie miałem złudzeń, że oto nadejszła wiekopomna chwila aby dokonać zakupu.

Właśnie obejrzeliśmy ostatni odcinek. Lata siedemdziesiąte to era propagandy sukcesu i Edwarda Gierka. Nie mogło to pozostać bez wpływu na scenariusz. Serial pokazuje lata wojny oczywiście przez pryzmat zbliżających się zmian. Niektóre wydarzenia były oparte na historycznej prawdzie. Pokazano bowiem rozstrzelanie ludzi z łapanki w Palmirach czy proces wysiedlania mieszkańców zamojskich wiosek.

Bodaj trzynaście odcinków pokazuje realia życia w okresie okupacji. Nie mogło się oczywiście obejść bez pokazania skonfliktowanych ze sobą środowisk przedwojennej władzy z rodzącą się do życia klasą robotniczą. Jak to się skończyło wszyscy wiemy.

W ostatnim odcinku ma miejsce wymiana zdań pomiędzy dwoma bohaterami filmu. Brat jednego z nich jest na liście skazanych, znajomy drugiego z nich jest rownież na tej liście. Ma dojść do wykonania wyroku na konfidentce niemieckiej, która może spowodować odwet ze strony Niemców. Brat nie waha się poświecić swojego brata w przeciwieństwie do drugiego bohatera, który chciałby spróbować pomóc znajomemu. W dialogu pomiędzy nimi, jeden z nich mówi o upływie czasu. Stwierdza między innymi, że za trzydzieści, czterdzieści lat już niewielu będzie pamiętało kto kogo napadł, jakie były przyczyny, ile ludzi zginęło, kto był zły a kto dobry, a ocenę dobrą z historii będą oferować za określenie ilości ofiar z dopuszczalnym błędem do miliona osób. Prorocze słowa. II Wojna Światowa skończyła się niecałe siedemdziesiąt pięć lat temu. Niby dużo, niby mało. Pamięć o jej okrucieństwach zanika. Na całym świecie coraz cześciej mamy do czynienia z ruchami nacjonalistycznymi i neofaszystowskimi. Nawet w naszym kraju, który najbardziej został dotknięty zbrodniami wojennymi, da się to zauważyć. Czyżby rzeczywiście nasza pamięć była tak krótka?

Pisząc ten artykuł uzmysłowiłem sobie, że idea filmu Forrest Gump była bardzo podobna. Życie głównego bohatera pokazane jest w kontekście najważniejszych wydarzeń w historii Stanów Zjednoczonych tego okresu. Polskie Drogi, które powstały wcześniej, pokazują najważniejsze wydarzenia okresu wojennego ale w kontekście życia głównego bohatera. Tak się złożyło, ze był on w Krakowie gdy aresztowani profesorów. Był na Zamojszczyźnie gdy Niemcy ją pacyfikowali. Był obecny w tej samej grupie ludzi gdy aresztowano Grota czyli Stefana Roweckiego szefa AK. Był w Warszawie podczas łapanki, po której większość ludzi zginęła w Palmirach.

Kto wie, być może scenarzysta Forresta Gumpa, wzorował się na naszym serialu.

Na koniec słowo o aktorach. Sama śmietanka tamtych czasów. Zbigniew Zapasiewicz, Bronisław Pawlik, Wacław Kowalski, Leszek Herdegen, Ryszarda Hanin, Zofia Mrozowska, Beata Tyszkiewicz, Anna Neherbecka, Jadwiga Jankowska- Cieślak, Stanisław Mikulski, Jan Machulski, Jan Englert, Kazimierz Kaczor. W głównej roli wystąpił młodziutki Karol Strasburger.

Mało znam dzisiejsze gwiazdy. Tamtych jednak do tych dzisiejszych nie da się porównać. To był, moim zdaniem złoty wiek polskiego kina.

„Vice” czyli polityczny awanturnik.

Od paru tygodni przymierzałem się do obejrzenia „Vice” czyli historii o Dicku Cheney byłym wice-prezydencie USA. To przecież czasy, w których tam byłem czyli w jakiś sposób mam do tego swoje odniesienie.

Lubię filmy będące zapisem prawdziwych wydarzeń, szczególnie gdy dotyczą one wydarzeń wielkiej polityki. Ciekawy dla mnie jest proces podejmowania decyzji i przesłanki jakie do niego doprowadziły. Zatem ten film spełniał to co jest dla mnie ważne. Dawno temu obejrzałem „W” czyli opowieść o młodym Bushu. Teraz do tego doszedł „Vice” i możliwość porównania oceny tamtej prezydentury przez dwóch rożnych reżyserów. Bush Junior wywołuje w Stanach skrajne emocje. Wcale mnie to nie dziwi bo oba filmy potwierdzają, że był on kukłą w rękach swojego wice-prezydenta. To Dick Cheney zasadniczo podejmował kluczowe decyzje dotyczące polityki zagranicznej i to on stał za sławnym stwierdzeniem o broni masowego rażenia w Iraku.

Zwykle funkcja zastępcy prezydenta to typowo osoba na pokaz bez większego znaczenia w rządzeniu krajem. Tak jednak nie było za rządów Busha, to on był bardziej na pokaz a polecenia wydawał Cheney.

Młody przyszły wice-prezydent miał skłonności do alkoholu i bójek. Z tego powodu wyleciał z prestiżowej amerykańskiej uczelni Yale. Zmuszony był podjąć pracę w kompanii obsługującej linie wysokiego napięcia. Tutaj rownież dał się poznać jako awanturnik ze skłonnościami do czterdziestu procent. Kto wie jakby się skończyło jego życie gdyby nie jego małżonka. Postawiła mu ostre warunki i chłop musiał się zdecydować. Na nieszczęście dla Stanów.

Każdy ma swoją opinię. Z mojej perspektywy okres prezydentury Busha i Cheney’ego był najgorszym w trakcie mojego ponad dwudziestoletniego pobytu w Stanach.

Film jest bardzo dobrze zrobiony a jeśli chodzi o charakteryzację to byłem pod wielkim wrażenie. Christian Bale, który zgrał głównego bohatera wizualnie w rzeczywistości kompletnie odbiega od postury byłego wice-prezydenta. Został jednak przerobiony w sposób niesamowity. Być może jest on mniej znanym aktorem jednak ma już spore osiągnięcia i swoich sympatyków.

Cheney to wyjątkowo ciemna postać amerykańskiej polityki. Był moment, że demokraci podczas prezydentury Busha chcieli go usunąć ze stanowiska. Gdy jednak uświadomili sobie, że prezydentem zostałby Dick Cheney, szybko ten pomysł porzucili.

Warto zobaczyć „Vice” bo sporo w nim faktów i brudów, o których nie każdy pamięta. No i wreszcie po to aby po raz kolejny uświadomić sobie, że większość polityków to jednak pospolite kanalie.

Odciąłem się…

Moim lekarzem aktualnie jest ajurwedyk. Holiści wciąż do mnie przemawiają ale ten do, którego chadzałem zmienił miejsce zamieszkania. Cuenca okazała się dla niego zbyt chłodna. Przeniósł się zatem do Manty. Leży ona nad Pacyfikiem i jest tam zdecydowanie cieplej.

Trudno. Tak się jednak złożyło, że jedyna Polka, którą tutaj znamy, wżeniła się w rodzine lekarzy. I tak się zaczęła nasza przygoda z ajurwedą. Wszyscy skończyli studia medyczne, są więc z wykształcenia lekarzami. Postanowili jednak poszerzyć swoje horyzonty. Wyjechali więc na parę lat do Indii gdzie poznali właśnie ajurwedę pod nadzorem jednego z guru tej dyscypliny.

Po powrocie do Ekwadoru postanowili praktykować medycynę opierając się na swojej wiedzy oraz na tym czego dowiedzieli się na temat ajurwedy.

Uczęszczam do nich praktycznie raz w tygodniu. Celem nie jest żadne leczenie lecz przede wszystkim kontrola punktów energetycznych. Zanik przepływu energii może zwiastować zbliżające się problemy. Niezależnie od tego biorę dożylnie witaminę C jak również inne minerały wzmacniające system immunologiczny. Kiedyś przeraźliwie bałem się zastrzyków. Dzisiaj zjawiam się na moje sesje i zanim jeszcze pielęgniarka jest gotowa ja już dawno opuściłem swoje majtki. Bez przesady, do połowy tylko.

Moi ajurwedycy raz do roku wyjeżdżają do Indii na spotkanie ze swoim guru. Właśnie na początku lutego wyjechał mój lekarz. Opiekę nade mną przejęła jego żona. Nie narzekam. Nieobecność miała potrwać cztery tygodnie. Moja ostatnia wizyta miała już się odbyć z nim. Nic z tego. Okazało się, że popełnił jakąś wizową pomyłkę i nie był w stanie opuścić Indii. Opowiadała mi to jego żona. Przetrzymali go w tych Indiach ponad dziesięć dni, zanim wreszcie udało mu się uzyskać pozwolenie na wyjazd. Mogło być gorzej bo ponoć Indie z Pakistanem szykują się do jakieś wojenki wymachując do siebie swoim orężem na granicy. Na szczęście dla Daniela, mojego ajurwedyka skończyło się wszystko dobrze, chociaż nie obyło się bez nerwów.

Myślałem o tym wracając, moją autostradą pomiędzy drzewami, do domu, jak to czasami człowiekowi los spłata figla. Opowiadam o tym mojej lepszej połowie, o problemach Daniela i o tym, że ponoć Indie z Pakistanem rozsiały wici i gotują się do wzajemnej przepychanki. A moja pani na to: -to ty nic nie wiedziałeś o sytuacji na granicy gdzieś tam w Azji?

Kompletnie nic nie wiedziałem. Szczerą prawdę tu mówię. Odciąłem się od rzeczywistości. Jak to było w piosence Maanam:

Oprócz kawałka chleba,

Oprócz błękitu nieba,

Oprócz góry wysokiej,

Oprócz drogi szerokiej

Nic mi więcej nie potrzeba

Czerwone sukno.

Ubiegłoroczna „Angora” w kilku swoich numerach przedrukowywała fragmenty książki Roberta Krasowskiego pod tytułem „Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt. Historia polityczna III RP. Lata 2005-2010”. Autor, w moim przekonaniu, w miarę obiektywnie pokazuje sylwetki braci Kaczyński i Donalda Tuska, co widać szczególnie w kontekście obecnie trwającej wojny. Nie ulega watpliwości, że to co się stało w opisywanym czasie pomiędzy oboma politykami nigdy nie znajdzie pokojowego rozwiązania. Niestety w swoją prywatną, wzajemną niechęć uwikłali nie tylko swoje partie ale i całe społeczeństwo. Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu jest oczywiste, że rownież Donald Tusk nie jest bez winy za doprowadzenie do aktualnych wydarzeń. Zarówno on jak i jego przeciwnicy cierpieli i mam wrażenie, że cierpią dalej na przerost ambicji i dla zniszczenia siebie nawzajem gotowi są poświecić cały kraj. Z książki wynika, że w tamtych latach była szansa na współpracę obu partii, której nie chciał przed wszystkim obecny przewodniczący RE. Kulisy rozgrywek pomiędzy zwaśnionymi stronami wydają się być przedstawione dość rzetelnie. Kaczyńscy w końcowym efekcie ponieśli klęskę, której Tusk nie potrafił wykorzystać, zniechęcając swoją polityką do siebie tą cześć społeczeństwa , która dzisiaj stoi murem za Jarosławem. Chociaż nie musiał, bo bracia sami sobie rzucali kłody pod nogi, to jednak swoim zachowaniem ignorował ich obu poniżając na każdym kroku. Już wtedy było wiadome, że jakiekolwiek porozumienie nie było możliwe, a co gorsze jak pokazuje dzień dzisiejszy, taka opcja nawet nie wchodzi w aktualnie w grę. Smoleńsk oczywiście przepełnił czarę goryczy, która przerodziła się w ślepą nienawiść i chęć zemsty w umyśle Jarosława Kaczyńskiego. Dziś zatem kiedy on w kraju rozdaje karty, otoczony ślepą służbą, nie zamierza poprzestać na słowach. Mając poparcie dużej części wyborców, którzy w swojej nienawiści do Tuska są równie ślepi, będzie parł do jego zniszczenia za wszelką cenę. Śledzę to co się aktualnie dzieje z przerażeniem. Gdzieś, w tym całym systemie zwanym demokracją,  popełniono błąd zezwalając jednej opcji politycznej na bezceremonialne decydowanie o całym kraju. System wyborczy nie powinien zezwalać i umożliwiać konkretnej partii posiadania większości w parlamencie, zmuszając w ten sposób adwersarzy do współpracy i szukania kompromisów dla dobra, co oni tak dumnie nazywają, ojczyzny. Ktoś, kiedyś nie pomyślał, że władza może dostać się w ręce chorych egocentryków, bez skrupułów, wyzutych  z uczuć, dla których słowo kraj znaczy tyle samo co dla Bogusława Radziwiłła, czyli czerwone sukno. Oto jak nasze zalety opisał w Potopie Henryk Sienkiewicz, słowami powyższego szlachcica skierowanymi do Kmicica:

Jest, panie kawalerze, zwyczaj w tym kraju, iż gdy kto kona, to mu krewni w ostatniej chwili poduszkę spod głowy wyszarpują, ażeby się zaś dłużej nie męczył. Ja i książę wojewoda wileński postanowiliśmy tę właśnie przysługę oddać Rzyczypospolitej. Ale że siła drapieżników czyha na spadek i wszystkiego zagarnąć nie zdołamy, przeto chcemy, aby choć część, i to nie lada jaka, dla nas przypadła. Jako krewni, mamy do tego prawo” i dalej „Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które każdy ciągnie”.

Nie inaczej jest dzisiaj. Ciągną więc każdy w swoją stronę ku uciesze tych, którzy nic z tego nie mają, ale samo patrzenie sprawia im przyjemność, nie widzieć dlaczego.

Rzecz o lekarzach bez granic

Podejmując decyzje o zakupie filmu zwykle sprawdzam jego obsadę. Zakładam, że utytułowani aktorzy raczej będą stronić od szmirowatych scenariuszy. Na ogół to się sprawdza, chociaż nie zawsze. Decydując się na zakup „The Last Face” kierowałem się występującą w nim Charlize Theron, która należy do tych kilku aktorów, których filmy chętnie oglądam. Nie wiem ile historia ma wspólnego z aktualnymi wydarzeniami, niemniej jednak ruch i organizacja pod nazwą Lekarze bez Granic jest bardzo dobrze znany. Warunki w jakich ci ludzie pracują i ich oddanie, nie sposób opisać. Każdego dnia są oni narażeni na poniesienie najwyższej ofiary jaką jest ich własne życie. Ilość konfliktów na kontynencie afrykańskim trudno jest ogarnąć i jednocześnie trudno pojąć ich genezę. Ludzie giną każdego dnia, konwoje pomocy humanitarnej są napadane, obozy z uchodźcami atakowane. W tych warunkach właśnie pracują lekarze bez granic. Wszechobecna bieda i życie w warunkach, które urągają naszym czasom to chyba jedno z przesłań tego filmu. Oczywiście bez romansu, który ma miejsce pomiędzy ponętną Theron i jednym z lekarzy film nie byłby ciekawy. To ta cześć filmu, w której mamy do czynienia z tak zwanymi momentami. Nie ona jednak stanowi o jego sile. Patrząc na to wszystko z mojego fotela przed telewizorem zastanawia mnie jak to się dzieje, że nie ma żadnej kontroli nad sprzedażą broni do tych miejsc, w których jej posiadanie daje niemal nieograniczoną władzę. Pozwala kilku barbarzyńcom terroryzować całe połacie kraju a żyjącą w okolicach ludność traktować gorzej niż niewolników. Tysiące ludzi ucieka przed garstką uzbrojonych bandytów, których nic nie obowiązuje, którzy za pomocą terroru przejęli władze powodując niezliczoną ilość uchodźców. Wiele tego typu filmów stara się poruszyć świat do działania i do spojrzenia na te problemy ponad partykularnymi interesami. Efekty póki co zdają się być marne, o czym chociażby świadczy wciąż narastającym problem uchodźców w Europie. Wiele z tych katastrof i dramatów ludzkich można by rozwiązać na miejscu przy wsparciu i porozumieniu możnych tego świata. Ci jednak z większą pasją są zainteresowani kreowaniem wojen nich ich unikaniem, bo przecież chodzi o strefy wpływów a konflikty zbrojne to niczym paw, z kultowego utworu Dżemu, który znosi złote jaja. Końcowy apel filmu wart jest przytoczenia w całości, szczególnie dla krajów, których rządy, chowając się za swoimi tak zwanymi wartościami nie pojmują tragedii tych ludzi. Słowu uchodźca, z racji krajów, z których oni pochodzą doczepiono łatkę potencjalnego terrorysty. Tymczasem większość nich, to wykształceni i prości ludzie, którzy podobnie jak my mają marzenia. Jeden z moich ulubionych stand-up komików, nieżyjący już, George Carlin, w jednym ze swoich skeczów powiedział, że nic i nikt nie zagraża istnieniu ziemi tak jak ludzie. Trudno się z tym nie zgodzić.

I co teraz będzie ?

Czytanie prasy z poślizgiem kilkutygodniowym lub paromiesięcznym często powoduje, że artykuł napisany wcześnie albo się okrutnie minął z tym co nastąpiło po jego napisaniu, albo przewidywania w nim zamieszczone sprawdziły się, czego konsekwencje mogą być dość nieobliczalne. Oto co wyczytałem w Angorze z września ubiegłego roku:
Świat jest dziś bliżej katastrofy i krwawej wojny, niż był na przestrzeni minionych sześćdziesięciu lat – ostrzegają eksperci militarni i analitycy z rożnych krajów i ośrodków. – jak to bywało już w przeszłości – mówi Peter Singer, amerykański analityk specjalizujący się w zagadnieniach wojny XXI wieku – jest absolutnie możliwe, ze III wojna światowa rozpocznie się od byle incydentu lub przez przypadek. Najsilniej iskrzy na linii USA (NATO) – Rosja. Od aneksji Krymu pakt północnoatlantycki funkcjonuje na pułapie czujności i koncentracji nienotowanym od połowy lat osiemdziesiątych. Bombowce rosyjskie zbliżają się lub naruszają obszary powietrzne państw NATO, które w odpowiedzi na to podrywają myśliwce. W kwietniu dwa rosyjskie myśliwce zaszarżował w symulowanym ataku na amerykański niszczyciel rakietowy na Bałtyku. Siódmego września nad morzem Czarnym SU – 27 mknął na spotkanie zbliżającego się do granic powietrznych Rosji samolotu rozpoznawczego US Navy Posejdon P-8; minął go w odległości trzech metrów. Rosja inwestuje w rozbudowę i modernizację potencjału militarnego. Zachodni eksperci obawiają się, że wobec supertajnych, najnowszych okrętów podwodnych Rosji Zachód jest bezsilny. Putin zapowiedział, że w przypadku konfliktu może użyć taktycznej broni nuklearnej. Lecz Rosja – USA to tylko jeden z wirtualnych teatrów III wojny światowej. Chiny intensywnie rozbudowują siły zbrojne, pod koniec lat dwudziestych naszego wieku będą równie silne jak Ameryka, a w dziedzinie elektroniki militarnej zrównają się z nią za pięć lat. Chiny nie ukrywają intencji: ich lider Xe Jinping oświadczył, celem jego kraju jest zastąpienie USA w roli pierwszej potęgi militarnej świata. ” Wojna USA – Chiny jest nieunikniona” – pisze organ partii komunistycznej i siedemdziesiąt cztery procent chińczyków wierzy, ze taka wojna jest do wygrania. Może wybuchnąć przypadkiem: nie ma tygodnia by nie doszło do incydentów w rejonie Morza Południowochińskiego, gdzie Chińczycy budują sztuczne wyspy, bunkry i pasy startowe, a Amerykanie nie zamierzają uznawać faktów dokonanych. – Na przestrzeni dziejów wschodzące potęgi militarne testowały status quo – mówi profesor Harvardu Graham Allison. – od roku 1500 miało to miejsce piętnaście razy; w jedenastu przypadkach doprowadziło do wybuchu wojen. Gdziekolwiek spojrzeć, tli się zarzewie potencjalnej wojny. Koreański dyktator Kim Dzong Un przeprowadza próby rakiet balistycznych. Raport specjalistów z Harvard Kennedy School ostrzega: ” ryzyko zawładnięcia pakistańską bronią jądrową przez islamskich radykałów jest wysokie”. Nieustannie dochodzi do konfrontacji w Zatoce Perskiej: 10 września służby Iranu ostrzegły dwa amerykańskie samoloty rozpoznawcze, P-8 i EP-3 Eris, które leciały milę od wód terytorialnych tego kraju, że jeśli nie zmienią kursu, zostaną zestrzelone. Amerykanie zignorowali ostrzeżenie. – zasadniczo nikt z nas nie wie, co się może zdarzyć, lecz znajdujemy się w bardziej niebezpiecznej, chaotycznej i nieprzewidywalnej rzeczywistości niż kiedykolwiek wcześniej w okresie mego półwiecza służby – konstatuje brytyjski admirał Lord West. Jego zdaniem Brexit pogłębił zagrożenie Europy. – kawałek Europy się odłączył, a kiedy w Europie panuje chaos, dwukrotnie w przeszłości doprowadzało to do ogromnej liczby ofiar. Jest jeszcze jedno wielkie niebezpieczeństwo, które amerykańscy wyborcy mogą zafundować światu. Na imię mu Trump, jego wygrana i jego prezydentura. To osobnik niezrównoważony psychicznie. Zapalczywy, szybko tracący panowanie nad sobą, który na krytykę i atak odpowiada w dwójnasób agresywnie. – Cechy jego osobowości w sposób niemal nieuchronny prowadzą nas ku III wojnie światowej – twierdzi Stephen Dinan, szef ugrupowania analitycznego Shift Network. George Friedman, założyciel firmy Stratfor, zajmującej się geopolitycznymi prognozami, ostrzega: – przygotowujmy się do wojny. Nigdy dotąd nie było stulecia bez wojny światowej. Ktoś twierdzi, że wiek XXI będzie pierwszym? Chętnie się założę. 
 
Niestety scenariusz z wyborami w Stanach sprawdził się choć jeszcze we wrześniu ubiegłego roku wydawał się mało prawdopodobny. Po niemal pół roku od objęcia urzędu charakterystyka Donalda Trumpa zawarta w artykule potwierdza się, zwłaszcza w kwestii panowania nad sobą i swoimi emocjami. Nie wyglada na to aby to się zmieniło. Nie wyglada rownież na to aby mógł zostać odwołany przed upływem swojej kadencji. Czy zatem mamy ostatnie lata spokoju? Pozostaje mi tylko wierzyć, że jednak w głównej tezie, czyli zbliżającej się wojnie, autor tekstu jednak się mylił. 
 
Dzisiejszy świat to beczka prochu. Kto zapali lont?
Angora nr. 39 ( 1371 ) 25 września 2016.    

Dobra zmiana czy prywatna wojna?

Od dawna Polska nie miała tak złej prasy. Odkąd do władzy doszła partia wielkiego małego człowieka zmiany jakie wprowadza budzą zdziwienie jak świat długi i szeroki. Swoista nomenklatura stanowisk, usuwaniem wszystkich, z którymi władzy nie po drodze, od spółek z udziałem skarbu państwa po stadniny koni, rozdawanie stanowisk bez uwzględnienia kwalifikacji to wszystko, chociaż wciąż kompromitujące, nie miało bezpośredniego wpływu na nasz wizerunek poza granicami kraju. Prezes z uporem maniaka wmawia wszystkim, że wszystko co robi ma służyć dobrej zmianie i bronić naszej suwerenności. Nie chce się przyznać, że nie chodzi mu ani o dobro kraju, ani o nasz wizerunek byle tylko wyrównać swoje prywatne rachunki. Jego mściwość już dawno przeszła granice zdrowego rozsądku. Dla podbudowania własnego autorytetu w prymitywny sposób gra na najniższych uczuciach ludu, który jest przeświadczony o  miłości prezesa do niego. Nic bardziej mylnego. Wielki Wódz od dawna załatwia prywatne porachunki, rzucając biednym od czasu do czasu jakiś ochłap w postaci nie swoich pieniędzy. Te wydaje się łatwo i można za nie kupić zadowolenie i przyzwolenie do prowadzenia własnej wojny. Korzysta zatem z tego niszcząc kolejne autorytety, które kiedyś miały czelność stanąć mu na drodze. Wałęsa, Rzepliński, Tusk to ofiary jego choroby maniakalnej. W normalnych warunkach żadnemu z nich nie dorasta osiągnięciami tylko, że taki stan rzeczy już dawno przestał funkcjonować w naszym kraju. Chorzy na wielkość pod płaszczykiem nierówności społecznych, korzystając z przyzwolenia ludu, załatwiają swoje prywatne porachunkami z przeszłości. Ostatnia odsłona tej kompromitującej dobrej zmiany to rozliczenie się z Donaldem Tuskiem, który już od dawna wodzowi stoi kością w gardle. Nie jestem zwolennikiem byłego premiera bo to co mamy dzisiaj to w wielkiej mierze zasługa jego zadufania w sobie. Jest mi obojętne czy uda mu się utrzymać jego pozycję w Unii Europejskiej. Byłoby jednak lepiej gdyby głównym jego przeciwnikiem nie był rząd kraju, z którego pochodzi. Tak jednak nie jest. Wystawienie przez nasze władze polskiego kontrkandydata, który z racji braku doświadczenia w pełnieniu odpowiedzialnych funkcji nie ma szans na wybór jest tylko potwierdzeniem, że tu chodzi o prywatę prezesa a nie jakieś wyimaginowane przez jego poddanych z rządu dobra dla demokracji w Polsce. Wojna polsko-polska trwa zatem w najlepsze i nie widać jej końca. Nieco ponad trzydzieści lat temu nasz kraj był na ustach całego świata dając przykład w walce z systemem autorytarnym. Solidarność zapoczątkowała rozpad bloku socjalistycznego i stała się symbolem walki o wolność. Z tego wizerunku nie pozostało już wiele, jeśli cokolwiek.

Pociąg do Wałbrzycha czyli fura złota.

Od paru dni polska prasa oraz inne media informują o pociągu pełnym złota, który utknął gdzieś w okolicach Wałbrzycha. Ma to niby być zaginiony transport kolejowy, który Niemcy ukryli gdzieś pod koniec drugiej wojny światowej. Informacja ta rozogniła do czerwoności okoliczną i nie tylko, ludność i kto żyw penetruje wszystkie możliwe tory w okolicach miasta bo a nuż uda sie wpaść na ślad tego bajkowego bogactwa. Media uspakajają i proszą o zaprzestanie tej gorączki złota ale to tylko pewnie jeszcze bardziej podgrzewa nastroje i napewno poszukiwacze nie poddadzą się tak szybko. Chociaż podobno pociąg został zlokalizowany i toczą się pertraktacje pomiędzy znalazcami a chyba skarbem państwa o prawdopodobną nagrodę, znalezienie pociągu wraz z jego zawartością oficjalnie nie zostało potwierdzone. Nie przeszkadza to jednak już niektórym w wyciągniu rąk po jego zawartość. Upomnieli się Rosjanie, że na pokładzie owego pociągu mogą znajdować sie skarby zagrabione przez hitlerowców z terytorium byłego Zwiazku Radzieckiego, upomniała się rownież Światowa Organizacja Żydów. Nie będę ukrywał, że męczy mnie to ciagłe domaganie się od Polski zwrotu czegoś z tytułu drugiej wojny światowej. My jej nie wywołaliśmy zgodnie z tym czego mnie uczono, chociaż pewnie IPN noże mieć na ten temat inne informacje, których jednak nie znam, póki co jednak z pretensjami za druga wojnę proszę do Niemców. Ktoś powie, przecież PRL pozbawił majątku i znacjonalizował to co było do znacjonalizowania w zniszczonej Polsce trzeba to zatem oddać. Juz odpowiadam, z pretensjami proszę do Niemców, gdyby nie wywołali drugiej wojny pewnie nie byłoby PRL-u. Oddaliśmy juz wystarczajaco i psu na budę się to zdało. Im wiecej oddajemy tym więcen od nas żądają i już doszło do takiego pomieszania w niektórych tępych łepetynach, jak na przykład szef FBI, że wręcz Polska zaczyna być oskarżana o niemal wywołanie ostaniej wojny. Najwyższy czas aby naszych pięciuset szescdIesięciu jeden wspaniałych pokazało, że wystarczy tej manipulacji. Czterystu sześćdziesięciu posłów, stu senatorów i pan prezydent powinni wreszcie zamknąć te drzwi raz na zawsze. Parę lat temu tygodnik Angora na swojej okładce umieścił dwóch mieszkańców Izraela stojących przed Pałacem Kultury. Jeden do drugiego mówi, patrz za kilka lat to będzie nasze. Zawrzało we wszystkich diasporach i organizacjach żydowskich. Potwierdza to tylko, że wszyscy jesteśmy już tym zmęczeni i czas z tym skończyć. Polska jak żaden inny kraj ucierpiała na skutek drugiej wojny światowej i jakoś nikt nie garnie się do pokrycia kosztów odbudowy naszego kraju z pożogi wojennej. Jakoś nikt nie mówi o odszkodowaniach za mienie zagrabione na wschodzie. Czas chyba najwyższy aby nasz kraj został rownież uznany za państwo poszkodowane a nie jak to wyglada dzisiaj, po części współwinne bo jak tak dalej pójdzie to rzeczywiście ktoś się upomni o Pałac Kultury tyle, że to byłoby chyba panom z IPN na rękę.