O byciu dziadkiem.

No i doczekaliśmy się wnuka a raczej wnuczki. My w wieku naszych dzieci mieliśmy już naszą rodzinkę skompletowaną. Dzisiaj jednak wszystko odbywa się inaczej. Kariery i pieniądze zdominowały młodych ludzi oczekiwania stąd pewnie wystrzegają się albo odkładają założenie rodziny na dalszą bliżej nieokreśloną przyszłość. Specjalnie nie spieszyło mi się do zostania dziadkiem bo to jakoś kojarzy mi się z facetem z laską, a ja wciąż jeszcze mam parę pomysłów do spełnienia i miejsc do zobaczenia. Z drugiej jednak strony biorąc pod uwagę wiek moich dzieciaków nie da się ukryć, że dla nich już nadszedł czas konkretnych rodzinnych decyzji. Tak czy inaczej Bartek chyba doszedł do tego samego wniosku. Nie mogliśmy oczywiście odmówić sobie bycia przy jego rodzinie w tym trochę dla mnie ciekawym momencie. Cecylia miała powitać ten świat dwa dni po naszym przyjeździe, jednak zdecydowała się przyspieszyć swoje narodziny o całe cztery dni. Przyjechaliśmy zatem do Bartka dwa dni tyle, że po fakcie. Nie miało to większego znaczenia bo prawdopodobnie rachunek szpitalowi się nie zgadzał i przetrzymali nasza wnuczkę następne cztery dni co spowodowało, że gdy wreszcie puszczono ją do domu, my już byliśmy na miejscu. Sam nie spodziewałem się efektu jaki na mnie wywarła. Dla każdego rodzica jego potomek jest zapewne najpiękniejszy i nie ma się co temu dziwić. Starając się być obiektywnym w tym względzie nie mogłem się pozbyć jednak uczucia, że mała Cecylia wygląda zdumiewająco uroczo. No cóż od momentu kiedy trzymałem noworodka upłynęło sporo czasu, stąd zapewne odrobina niepewności a potem swoistego zauroczenia. Stanęły mi przed oczami jako żywe obrazy z narodzin naszej córki i chcąc nie chcąc zaczęły się nasuwać porównania. Zasadniczo to nie ma żadnego porównania z tym co teraz i tym co było wtedy. Ilość podarków od znajomych dla małej Cecylii doprowadziła do sytuacji, że wiele z nich okazało się duplikatami. Patrzyłem na tą kolekcje rzeczy wszelakich w przekonaniu, że wiele z nich nigdy nie zostanie użytych bo mała wyrośnie. Czy ktoś jeszcze dzisiaj pamięta pieluchy do wielorazowego użytku z tetry, oprócz mojego pokolenia? Chyba nie. Mi natomiast do głowy by nie przyszło, że wymyślą kiedyś kołyskę z muzyką uspakajająco-relaksującą. I tylko dzieci się nie zmieniły, pozostając kompletnie bezbronne, zdane na rodziców i ich działanie. Hm, gdy tak myślę o tym to babcie chyba też się nie zmieniły. Patrząc na Luśkę widziałem jej mamę. Pewnie tak powinno być, przynajmniej jeśli chodzi o nasze tradycje wywiezione z Polski. A ja? Udało mi się mieć bobasa pare razy na rękach i nie będę ukrywał, że było to uczucie z pogranicza science fiction. Moja niechęć do bycia dziadkiem, wynikająca bardziej ze znaczenia tego słowa, które określa kogoś juz mocno wiekowego, została oto mocno zweryfikowana. Wystarczyło wziąć Cecylię na ręce.

Wyklęty czy przeklęty? Sprawdź swoje papiery

Czytam, czytam i nie wierzę. Oto pierwszy obywatel naszego pięknego kraju w swojej wypowiedzi na temat żołnierzy wyklętych stwierdził, że nie ma jego zgody na rząd, jak on to nazwał, dusz przez postkomunistów. Swoim kwiecistym językiem miłości zaznaczył, że mało go obchodzą dokonania PRL- u bo w nim rządzili zdrajcy i zbrodniarze. Nasz pan prezydent podobnie jak formacja, z której pochodzi już tu na ziemi chcą odgrywać bogów i decydować kto jest wyklęty a kto przeklęty czyli jak zauważył nasz wpływowy polityk, zdrajcą i zbrodniarzem. Nie mam zamiaru gmerać w przeszłości rodziny pan prezydenta bo z dużym prawdopodobieństwem można by się w niej doszukać współpracy z rządami peerelowskimi. Nikt nie ma tego nikomu za złe bo takie były czasy. Każda współpraca była oczywiście inna i ta, która krzywdziła innego człowieka poprzez doniesienia na niego niewątpliwie powinna być piętnowana. Historia naszego kraju jest pełna wzlotów i upadków, powodów do dumy i wstydu. Tak chyba jest z każdym krajem. W innych państwach potrafią jednak zaakceptować ją taką jaka ona jest i iść do przodu. Inaczej u nas, żyjemy przeszłością, rozliczanie jej to dla politycznej elity naszego kraju jest jak śniadanie, obiad i kolacja czyli nie ma dnia aby myślec o przyszłości. Czytam te słowa naszego zniewolonego przez prezesa prezydenta i dochodzę do wniosku, źe to chyba właśnie ta jego relacja z naszym guru od wszystkiego pozwala mu mówić z taką światłością o czymś lub kimś sterowanym przez coś lub kogoś. Martwi a nawet bardzo martwi fakt, ze o ile prezes reprezentuje określony sposób myślenia wynikający z jego partyjnej ideologii o tyle prezydent jako głowa państwa nie powinien wpisywać się w to partyjne postrzegania naszego kraju. Powinien on stać ponad podziałami i szukać pojednania. A tymczasem w swoich słowach – „Bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce zwłaszcza po 1989 roku w mediach i innych wpływowych instytucjach, fundacjach, zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie aktywnie walczyli z Żołnierzami Wyklętymi w ramach utrwalania ustroju komunistycznego, czyli krótko mówiąc byli zdrajcami – dzisiaj byśmy tak powiedzieli wprost, ja w każdym razie bym tak powiedział ” namawia do dalszej eskalacji nienawiści i to juz nie tylko przeciwko urzędnikom peerelowskim ale rownież ich dzieciom i wnukom. Do, którego, pokolenia zamierzamy ścigać rodziny Jaruzelskich, Gierków czy Gomułków? A może najlepiej ich wyrżnąć tak jak Polaków na Wołyniu? Głowa państwa powinna jako pierwsza skończyć z tym językiem miast podsycać nienawiść. Nie chce przypominać panu prezydentowi, że nasz ambasador w Berlinie tez nie ma czystych rąk. Wynika jednak, że jedne są czystsze inne brudniejsze i nie przez to co zrobili w przeszłości tylko dzięki temu komu służą dzisiaj.