Ewakuacja czyli powrót do domu.

Opuszczamy dzisiaj Trumpolandie. Sześć tygodni poza domem to na tyle duże, źe chce się wracać. Trzy tygodnie z tego spędziłem w Kaczystanie. Zastanawiam się zatem gdzie było bardziej normalnie.

Nie da się ukryć, źe oba kraje przechodzą swego rodzaju kryzys polityczny. To chyba jednak znak naszych czasów. Mężów stanu wszędzie jak na lekarstwo, za to karierowiczów wysyp taki jak za najlepszych czasów grzybów w lesie. Polityk stał się synonimem zła, oszustwa, hipokryzji, podwójnych standardów, kłamstwa odwołującego się do naszych najniższych instynktów. Dzisiejszy polityk dla władzy nie cofnie się przed niczym a ostatnią rzeczą, którą się kieruje jest dobro ogólne. Partykularyzm i oportunizm to kolejne cechy dzisiejszych ludzi kierujących krajami.

W tym kontekście Polska pewnie niewiele różni się od wielu innych krajów, w tym Stanów Zjednoczonych. To co najbardziej mnie uderzyło to swego histeryczna nienawiść obozów przeciwnych w kraju nad Wisłą. Daleki jestem od stwierdzenia, że w Stanach tego nie ma, jednak nie na taką skalę. Być może wynika to z tego, źe USA są hegemonem na swoim kontynencie a w Europie Polska mające wewnętrzne problemy polityczne uwikłana jest również w te zwanymi europejskimi.

Stany żyją oczywiście innymi, dla nich ważnymi, wydarzeniami na arenie międzynarodowej. W Europie swego już dokonali, osłabiając Unię. Teraz, zwłaszcza, że zbliża się rok wyborczy, bankrut z Białego Domu przypomniał sobie o pokojowej roli i misji jego kraju. Martwi go zatem niemożebnie Iran i Korea Północna. Tam widzi spore możliwości zdobycia poparcia w przyszłym roku. Grozi zatem swoim paluchem w tamte strony a wtajemniczeni podejrzewają, źe sprawa wojny w Iranie jest przesądzona. Co gorsza nasze oszołomy, z chęcią poprą amerykańskie starania o wprowadzenie ich stylu życia na całym świecie. Nasz najbardziej znany jasnowidz twierdzi, że będzie wojna…ano zobaczymy.

Opuszczam zatem Trumpolandie bez większego żalu. Chociaż, jak każdy rodzic, trochę ciężko ewakuować się tak daleko od swojego przychówka. Z drugiej strony, póki pary nie brakuje, tak jest lepiej dla każdego. Mamy po prostu inny styl życia.

Dwie przesiadki czekają nas jutro w drodze do Leninchiny. Skoro nazywam Polskę Kaczystanem a Stany, Trumpolandią to postanowiłem wymyślić coś równie śmiesznego dla mojego aktualnego miejsca zamieszkania. Rządzi tam Lenin Moreno, aktualnie również niezbyt lubiany. Postawił on w swojej polityce zagranicznej na Chiny, które coraz bardziej rozpychają się na całym kontynencie. Być może przyjdzie mi uczyć się nie tylko hiszpańskiego ale również jakiejś odmiany chińskiego. Póki co nie mam zamiaru się tym przyjmować, hiszpański wciąż jest dla mnie priorytetem.

W domu natomiast czeka mnie walka, jak wleźć w spodnie, które ze mnie spadały jeszcze sześć tygodni temu a teraz cisną mnie w pasie.

Reklamy

Dobra piosenka o niedobrych ludziach.

Domyślam się, że sprofanowałem ten utwór. Ale nich tam skoro już sobie go po swojemu przetłumaczyłem

Wiem, wiem nie jest to modlitwa

Wiem, wiem rządzi nami sitwa

Wiem, wiem na jej czele stoi

Wiem, wiem człowiek co się boi

Wiem, wiem czego nie rozumie

Wiem, wiem chowa się za tłumem

Wiem, wiem swoich małych ludzi

Wiem, wiem po co ma się trudzić

Władzę mają same trutnie

Okłamując nas okrutnie

Cechą dla nich wspólną jest głupota

Jak nie kretyn to znowu idiota

Prześcigają się w swojej tępocie

Aby w tyłek wleźć pewnej miernocie

Która chce być wielkim wodzem

Niszcząc wszystko na swej drodze

Wiem, wiem Jaro rządzi w kraju

Wiem, wiem Rysiek jest na haju

Wiem, wiem Krycha je na sesjach

Wiem, wiem żarcie to jest jej obsesja

Wiem, wiem marszałków jest dwoje

Wiem, wiem obaj to opoje

Wiem, wiem Tosiek pali skręty

Wiem, wiem przez co jest nadęty

Władzę mają same trutnie

Okłamując nas okrutnie

Cechą dla nich wspólną jest głupota

Jak nie kretyn to znowu idiota

Prześcigają się w swojej tępocie

Aby w tyłek wleźć pewnej miernocie

Która chce być wielkim wodzem

Niszcząc wszystko na swej drodze

Wiem, wiem Witold świat odkrywa

Wiem, wiem w San Escobar bywa

Wiem, wiem u nas wykpiwany

Wiem, wiem tam jest dobrze znany

Wiem, wiem Janek rządzi w lesie

Wiem, wiem czasem coś przyniesie

Wiem, wiem przyszedł raz z kopertą

Wiem, wiem i stał się legendą

Władzę mają same trutnie

Okłamując nas okrutnie

Cechą dla nich wspólną jest głupota

Jak nie kretyn to znowu idiota

Prześcigają się w swojej tępocie

Aby w tyłek wleźć pewnej miernocie

Która chce być wielkim wodzem

Niszcząc wszystko na swej drodze

Wiem, wiem sądy nie istnieją

Wiem, wiem ludzie z kraju wieją

Wiem, wiem bezprawie kraj toczy

Wiem, wiem otwierają oczy

Wiem, wiem od gór aż po morze

Wiem, wiem Bóg nam więc pomoże

Wiem, wiem bowiem Jarku w niebie

Wiem, wiem dość już mają Ciebie.

Dlaczego psy szczekają?

Kto obecnie rządzącym najbardziej leży na żołądku, stoi w gardle, jest kamieniem w prezesa bucie? Idę o zakład, że po ostatnich wydarzeniach na stu zapytanych wszyscy zgodnie odpowiedzą – Jerzy Owsiak.

Nigdy głębiej się nie zastanawiałem nad powodem tej nagonki na prezesa WOŚP. Drażni ich, bo coś robi. Znaleźli więc Przystanek Woodstock jako powód tej ich niechęci. Nigdy tam nie byli, nic nie widzieli, jednak wiedzą wszystko. Raz jakiś nadgorliwy policjant usłyszał „kurwa” ze sceny wykrzyknięte przez Jurka i to wystarczyło żeby mu wytoczyć sprawę. Na przystanku często zatrzymują się księża, którzy nigdy nie powiedzieli nic złego o imprezie a wręcz odwrotnie, czuli wspaniałą atmosferę.

Dla cnotliwych i bogobojnych wyznawców Radia Maryja, impreza ocieka seksem. W narkotycznym uniesieniu każdy śpi z każdym, chodzą na golasa i jeden Pan Bóg wie do jakich jeszcze bezeceństw tam dochodzi. Najwięcej o tym wiedzą pewna posłanka, biegła w sprawach seksualnych i ojciec dyrektor specjalista od palenia, też dokładnie niewiadomo czego ale na narkotykach się zna jak nikt inny.

Zarzucili więc WOŚP jakieś powiązania finansowe z Przystankiem i uczepili się ich niczym łysy grzebienia. Nic nie szkodzi, że kontrole nic nie znalazły, skoro toruński pyszałek miał sen znaczy się prawda to jest.

Od momentu obalenia poprzedniego systemu jeszcze żaden rząd nie miał takich sukcesów na polu niszczenia autorytetów. Gnoją, plują, rzucają oszczerstwa bez względu na to czy mają, czy nie mają dowodów. Skompromitowali się pluciem na Donalda Tuska podczas jego ponownego wyboru. Plują na Wałęsę, choć już nawet nie zachodzi potrzeba bo każdy ma już na temat byłego prezydenta wyrobione zdanie. Żadne teczki i dodatkowe dokumenty prawdziwe czy nie, nic już nie zmienią. Tym poniżaniem Wałęsy odnieśli odwrotny skutek, bo jego popularność teraz wzrasta miast maleć. Sponiewierali Rzeplińskiego i wszystkich innych sędziów Trybunału. To samo zrobili z prezes Sądu Najwyższego. Oczernianie autorytetów wychodzi im równie dobrze jak Pietrzakowi ośmieszanie PZPR-owskiej nomenklatury. Szkoda, że pan Jan nie dostrzega żadnych paraleli miedzy tym z czego szydził a tym czego obecnie broni.

Na placu pozostał już tylko Owsiak. Próbują, szukają, knują, podkopują. Nie lubią gościa. Koniec, kropka.

Kiedyś przechodziłem koło ujadającej po drugiej stronie płotu małej suni. Szczekała w obronie swojego terytorium. Ponoć psy tak mają. Szczekają bardziej ze strachu w nadziei, że odgonią intruza.

Otóż to. To ujadanie władzy to zwykły strach. Owsiak to wciąż autorytet, który jak zechciałby „zaszczekać” mógłby pociągnąć całe rzesze ludzi. Narazie tylko się broni. Gdyby jednak zechciał przejść do ataku to swoją pozycją mógłby całkiem realnie zagrozić tym wszystkim przywiązanym do swoich stołków.

Jerzy Owsiak póki co nie jest zainteresowany polityką. Gdyby jednak wpadł mu taki pomysł do głowy to wtedy…..To ich przeraża, powoduje brak snu, doprowadza to całe kółko wzajemnej adoracji do trwogi. Nie mają innego planu. Odmawiają mu wszystkiego o co poprosi w nadziei, że go zajadą i zniechęcą. Omal im się to udało.

Jurek jednak odszczeknął i wyglada, że nie zamierza przestać.

Polityczna zasada.

Za górami, za lasami

Rządził goryl zwierzętami

Przed nim niedźwiedź tu królował

Lecz na władzę zachorował

Ona oczy jemu zaślepiła

I w efekcie go zgubiła

Bo zapomniał o mieszkańcach

Co na dżungli krańcach

Radzić sobie nie umieli

Choć niektórzy bardzo chcieli

Większość tego towarzystwa

Dla wygody i z lenistwa

Pod drzewami tylko narzekała

I do pracy iść nie chciała

Goryl dobrze o tym wiedział

Na tym samym drzewie siedział

Swoje małpy wciąż poganiał

I od pracy sam się wzbraniał

Przyrzekł zatem przy niedzieli

Wszystkim tym co zmiany chcieli,

Że jak tylko władze on uzyska

Kapać forsą będą z pyska

Ci o których niedźwiedź nie pamiętał

Bo on bestia był przeklęta

Goryl rownież wiedział doskonale

Że po swojej stronie ma szakale,

Że się sępom cieżko żyje,

I że hieny żrą pomyje

Lisom się poluje coraz trudniej

I kojotom jest paskudnie

Wezwał zatem kruki na spotkanie

Chcąc pogadać z nimi o swym planie

I uzyskać ich poparcie.

Zachęcone lepszym żarciem

Całe chmary ich zleciały

I swą pomoc obiecały

Rozleciały się po dżungli więc ptaszyska

Propagując zmiany bazyliszka.

Goryl sprytnym się okazał politykiem

Choć na wodzie i patykiem

Opisywał wszystkie swoje cele,

Których było bardzo wiele.

Niedźwiedź o tym nic nie wiedział

Bo on w swojej norze siedział

Zapadając w sen zimowy

Nie zawracał sobie głowy

Popularności swojej spadkiem

Swej głupoty płynąc statkiem.

I tak goryl stał się absolutem

W dupę kopnął misia butem

Krukom oddał sprawy wiary

Żarciem wypełniając gary

Mu oddanym i posłusznym

Boć on władca wielkoduszny

Swoim małpom oddał przywileje

Sam rechocze i się śmieje

Z miśka żalów i rozpaczy,

Taki jego czar jest kaczy.

W polityce ważna zda się być zasada

O maluczkich zapominać nie wypada

Choćby hieny, choćby sępy

Jeśli nie wiesz toś jest tępy.

Nieekwadorskie problemy…

Życie w kraju, który z emocjonalnego punktu widzenia jest mi obojętny uważam za niewątpliwy plus decyzji o przeprowadzce do Ekwadoru. Nie czuję się w jakiś szczególny sposób związany z tym krajem, poza oczywiście faktem bycia jego mieszkańcem. Stąd zapewne, w przeciwieństwie do Ekwadorczyków, polityka i politycy mało mnie interesują. Domyślam się z rozmów z moimi znajomymi, że i tutaj, jak na całym świecie, te tematy wywołują sporo kontrowersji i dzielą ludzi. Nie widzę tego aż w takim stopniu jak w naszym kraju, co oczywiście nie oznacza, że jest tutaj lepiej tym zakresie. Nie ulega jednak watpliwości, że jak wszędzie tak i tutaj politycy mają gęby pełne frazesów i wyjątkowo krótką pamięć, która ich zawodzi zaraz po wyborach. Ten „zawód” jednak tak ma. To tylko tak na marginesie. Sytuacja tutaj i nie tylko w tym kraju bo w większości państw Ameryki Południowej pod jednym względem zda się być podobna do problemu Europy. Uchodźcy, bo o nich mowa, to coraz częściej temat wielu rozmów pomiędzy politykami. Wenezuela rozpada się na naszych oczach. Już tysiące jej mieszkańców każdego dnia przekracza jej granice szukając dla siebie miejsca do życia. Kraje Ameryki Południowej to nie bogata Europa Zachodnia. Maja one swoje problemy ekonomiczne, z których rozwiązaniem walczą każdego dnia. W przeciwieństw do uchodźców w Europie, Wenezuelczycy nie trafiają do żadnych obozów przejściowych. Gdyby rynki pracy innych krajów były w stanie wchłonąć uciekinierów to i problemu z nimi by nie było. Tak jednak nie jest. Masy napływających Wenezuelczyków, zalewa wszystkie kraje kontynentu.

Po śmierci Hugo Chaveza, władzę po nim objął jego partyjny zastępca Nicolas Maduro. Od początku jego rządów kraj zaczął się staczać jak po równi pochyłej. Mając w rękach całą władzę, nie liczy się z nikim ani niczym. Po przegraniu wyborów parlamentarnych, pował swoją izbę a legalnie wybranych reprezentantów nie uznaje. Protesty i ofiary w ludziach to już niemal codzienność. Z przestępców stworzył rządowe oddziały paramilitarne, które ślepo wykonują jego polecenia. Przepłacone wojsko też stoi po jego stronie. Rządzi zatem według własnego upodobania wmawiając co bardziej naiwnym o istnieniu imperialistycznych sił wywrotowych, które rownież obwinia za narastający kryzys. Uciekają zatem obywatele Wenezueli gdzie się da i gdzie jest to tylko możliwe. Ponad sto tysięcy przybywa ich już w Ekwadorze. Zaczyna to powodować coraz więcej problemów bo z braku środków do życia wielu z nich stacza się w ciemną strony mocy zasilając środowiska przestępcze. Cuenca rownież jest na to narażona bo to w końcu trzecie co do wielkości miasto Ekwadoru. Póki co zdarzają się drobne kradzieże i mam nadzieję, źe na tym się skończy.

Wenezuela w swoim czasie była bardzo popularnym turystycznym. Wielu Amerykanów, z którymi rozmawiałem, zachwalał tamtejsze plaże, ludzi, ceny i bezpieczeństwo. Wystarczyło oddać władzę jednej nieodpowiedzialnej osobie by zniszczyła wszystko. Kolejny przykład jak bardzo władza zmienia ludzi.

Gwoli przypomnienia

Ponad dwa lata temu w styczniu 2016 przedrukowałem artykuł z Angory autorstwa Marka Borowskiego. Dotyczył on planów zmiany konstytucji przez obecnie rządzących. Przymierzali się oni do tego już podczas pierwszej tury swojego sprawowania władzy. Z różnych względów nie udało im się wprowadzić owych planów w życie. Pozostały jednak ślady ich zamierzeń, które niestety zaczynają się powoli realizować. Jeszcze dwa lata temu wydawało się to wszystko mało prawdopodobne i wręcz niemożliwe. Dziś już nie ma żadnych złudzeń dokąd to wszystko zmierza. Sposób sprawowania władzy oparty na tanich kłamstwach i przekupstwie uboższych, będących pod wpływem kleru, dał im wreszcie zwycięstwo umożliwiające przeprowadzenie zmian zmierzających do utrzymania kontroli nad państwem. I tak co wydawało się baśnią z kręgu tysiąca i jednej nocy powoli staje się coraz bardziej realne. Jeśli zatem ktokolwiek liczy na Trybunał Stanu dla obecnie rządzących to odsyłam tych wszystkich do artykułu Marka Borowskiego. Postanowiłem go zatem przypomnieć bo już wkrótce pawłowiczowe media narodowe w poczuciu głębokiego „patriotyzmu” wprowadzą cenzurę na ich zdaniem „antypolskie”, czytaj antypisowskie, publikacje.

PiS – owska konstytucja

Czy uda nam się zatrzymać tą rozpędzoną maszynę nienawiści i pogardy? Zaczynam mieć watpliwości.

Nowy premier, stara władza

Jeśli ktoś wierzy lub chociaż ma nadzieję, że wraz z odejściem byle jakiej, kompletnie nie pasującej do zajmowanego stanowiska, zaściankowej byłej już pani premier, coś się zmieni, to sądzę, że warto poczekać do ogłoszenia składu Rady Ministrów. Trochę nawet współczuje pani Beacie. Niedość, że ona sama nie nadawała się do pełnienia powierzonej sobie funkcji, to na dodatek otoczono ją bandą w większości kiepskich nieudaczników. Jeszcze wtedy, gdy wręczono jej na papierze, skład zespołu oliwiarzy majestatu żoliborskiego, na którego czele miała stanąć, mogła grzecznie podziękować za współpracę, spakować manatki i wypalić na San Escobar. O przepraszam, to miejsce pan Witold odkrył znacznie pózniej. Zamiast tego postąpiła w myśl powiedzenia „zadzieram kiecę i lecę”. Otrzymała zatem, to na co sobie zasłużyła, czyli prezesowego kopniaka w czułe miejsce. Przynajmniej zdążyła , jak to powiedział pan poseł  Stefan Niesiołowski, wyasfaltować drogę do swojej zagrody ku uciesze sąsiadów i okolicznych mieszkańców. W moim przekonaniu główną przyczyną wyrzucenia premierowej z zajmowanego stanowiska był jej spadek popularności w ankietach. Właśnie dlatego szanowny władca nie chce stanąć na czele rządu, bo gdyby tak się stało to notowania całej partii poszłyby na pysk. Stąd też nowa gwiazda w osobie pana Morawieckiego. Nie daje on najmniejszych szans w ankietach pozostałym członkom rządzącej partii. Czytam dzisiaj na Onecie, że jednym z powodów dla, których nasz watażka tak sobie ceni nowego premiera jest jego wojujący antykomunizm. W kolejnym artykule zaś stoi jak byk, że to Biuro Polityczne prezesowej partii desygnowało pana Mateusza do objęcia funkcji premiera. Skojarzenia nasuwają się same, zwłaszcza, że prezes niczym pierwszy sekretarz i tak będzie najważniejszą osobą w państwie. Zaczynajac ten artykuł jeszcze nie wiedziałem, że nasz nowy na świeczniku jeszcze przed objęciem władzy w pierwszej kolejności pojedzie wyspowiadać się do Torunia, tfu na psa urok, pojedzie udzielić wywiadu wielebnemu ojcu dyrektorowi. Jak to zwał, tak to zwal, najważniejszą jednak wiadomością z tego spotkania na szczycie jest to, że pan Mateusz nie przewiduje większych zmian w rządzie. Taka wypowiedz tylko potwierdza, że to nie on będzie decydował kto obejmie, które ministerstwo. Ta decyzja należy oczywiście do ….Biura Politycznego przewodniej siły narodu.

Jadą wozy luksusowe.

Jadą wozy luksusowe kolumnami

Przepełnione w środku są vipami

Którzy na pokładzie mają swoje wróżki

Co im snują opowieści do poduszki

O tym ile mają jeszcze do zrobienia

Aby spełnić wszystkie królewskie marzenia

 

Bo królowi zda się wiecznie mało, nigdy dość

Władza dlań jest najważniejsza, niczym dla psa kość

Tylko taka, żeby on stał na uboczu

Bo po prawdzie strach przed ludźmi bije z jego oczów

 

Jadą wozy luksusowe kolumnami

Chciałby prezes zabrać się wraz z wami

Ale pełne obaw ma swe spodnie

Schował się więc za głupszymi, bo tak mu wygodniej

Niech się inni narażają i oddają jemu hołd

Za to zgodził się wypłacać im państwowy żołd

 

Bo królowi zda się wiecznie mało, nigdy dość

Władza dlań jest najważniejsza, niczym dla psa kość

Tylko taka, żeby on stał na uboczu

Bo po prawdzie strach przed ludźmi bije z jego oczów

 

Już był prawie gotów z nimi na wycieczkę

Gdy jego poddany z granatu wyciągnął  zawleczkę

Teraz miast po kraju jeździć wraz z kotami

Znowu nie wie co ma zrobić z krnąbrnymi sędziami

Także prezydentem co śmiał mu postawić weto

On wraz z jego doradcami odpowiadać będą za to przeto

 

Bo królowi zda się wiecznie mało, nigdy dość

Władza dlań jest najważniejsza, niczym dla psa kość

Tylko taka, żeby on stał na uboczu

Bo po prawdzie strach przed ludźmi bije z jego oczów

 

Będzie więc próbował skonfliktować wszystkich ludzi

Bo ze snu o swej potędze nie chce się obudzić

Jeśli zatem chcemy aby w kraju było jak w piosence, kolorowo

Przeciw chorej władzy trzeba stanąć z podniesioną głową

Tylko wtedy rownież u nas będzie błękit oraz fiolet

Jeśli wspólnie podzielimy nasze dole i niedole

 

I niech król nie myśli, że on zrobić może nam na złość

Zamiast władzy od nas dostać może tylko kość

I niech o nią, ze swą świtą walczy razem z psami

Miast podniecać się swoimi o potędze snami.

 

 

Na motywach „Jadą wozy Kolorowe”

Trochę smutno, trochę śmiesznie

Smutno-śmieszny Panie prezydencie

Dawno temu stojąc na zakręcie
Wybrałeś drogę konfliktów pełną
Boś osobą nie jest samodzielną
W służbieś tylko jest jednego pana
Co on każe, Ty i Twoja dama
Bez namysłu stanowicie prawem
Upatrując sobie dobrą w tym zabawę
Tak się poniżyłeś w tych usługach
Że już bredni Twoich nikt nie słucha 
Chciałeś wojska być zwierzchnikiem
Myśląc, że coś zrobisz krzykiem
Ministrowi o tym przypomniałeś groźnie.
Więcej on respektu szkolnej woźnej
Oddać gotów, niż dać Tobie rządzić sobą
Bo uważa, żeś niesprawną jest osobą.
On zapewne przed prezesem rownież klęka
Jest dla niego jednak więcej, niźli bękart.
Skoro z wojskiem nie za bardzo wyszło
Chyba wtedy Ci do głowy przyszło,
Że się zajmiesz dyplomacją zagraniczną
Bo jest rzeczą przecież skandaliczną
Że niewielu zna Twe imię w ambasadach
Przecież to groteska i tak nie wypada
I tym razem pan minister ryknął śmiechem
Niemal zakrztuszając własnym się oddechem
Znowu zatem Twej pozycji wielka siła
Na niewiele zdała się i niczego nie zmieniła.
Pomyślałeś sobie, zajmiesz się sądami
Bo minister straszy wszystkich w nich zmianami
Które czkawką mogą odbić się w przyszłości
Lecz pan prokurator tylko się rozzłościł 
Trybunału spytał, kto ma jego zdaniem rację, 
A ten zgodnie wyśmiał Twoje dywagacje
Bo nie po to prezes w nim ma swoich ludzi, 
Żeby pan roztropek teraz mu marudził
On już dawno sprecyzował jaka będzie Twoja rola
Podpisujesz co Ci każą i pilnujesz żyrandola.
Przytrafiła Ci się zatem wielka fucha
Zbijasz krocie, chociaż Ciebie nikt nie słucha  
I nie ważne, że przepięto Tobie taką oto metkę
Żeś pan z funkcji Prezydenta, zrobił marionetkę.

Prawo i stróże prawa

Czy pamiętacie jeszcze samochody marki Warszawa z nadrukiem MO? Taki skrót od Milicja Obywatelska, który wraz z pojawieniem się Fiatów zlikwidowano i zastąpiono go prostszym i łatwiejszym do zapamiętania napisem Milicja. Nazwa tej jednostki utrzymała się do odzyskania tak zwanej niepodległości by wraz z upadającym systemem zastąpić ją o wiele dumniejszym i poważniejszym określeniem Policja. Milicja bowiem była zła bo reprezentowała złe prawo, narzucone nam przez sprawujących w owym czasie komunistów. Po transformacji wycięto w pień milicjantów i zaczęto budować nową, lepszą i dobrą Policję. Już sama nazwa zbliżała nas do cywilizowanego zachodu i napawała do dumy, oto mamy wreszcie funkcjonariuszy , którzy będą gwarantem przestrzegania demokratycznego prawa. Gdzieś w tym zachłyśnięciu się wiarą w potęgę demokracji i jej sprawiedliwość uciekło nam pare ponadsystemowych prawd, które powoli zaczynają do nas docierać. Jaka jest bowiem różnica, poza nazwą oczywiście, miedzy Milicją a Policją? Otóż żadna bo wymuszanie przestrzegania prawa narzuconego nam przez sprawujących władze wymagało od jednostek milicji i wymaga od policjantów podporządkowania się tej władzy. Fałszem było i jest, że obie siły porządkowe zostały powołane dla naszego bezpieczeństwa. Czy ktoś może sobie wyobrazić, że obecna Policja w przypadku zamieszek antyrządowych stanęłaby po stronie demonstrantów? Trzeba być naiwnym żeby móc w to uwierzyć. Nie po to władza rozdaje im przywileje pracownicze. Absurd tej sytuacji polega na tym, że to my naszymi podatkami utrzymujemy stróżów prawa, pracodawcą jest jednak władza i to jej mają oni być podporządkowani. Nie oszukujmy się zatem, bez względu na nazwę, Milicja, Policja, Żandarmeria czy inni Karabinierzy, ich zadaniem jest ochrona sprawujących władze. Ludziom może się nie podobać kiedysiejsza Milicja, prawda jest jednak taka, że wymuszanie obowiązującego prawa nie zawsze jest popularne szczególnie przez prześladowaną opozycje. Nawet jeśli prawo było lub jest złe, to nikt nie oczekiwał od dawnego milicjanta i nikt nie oczekuje od dzisiejszego policjanta jego krytyki a wręcz przeciwnie ślepego jego wykonywania. Do aparatu wymuszania prawa trafiają różni ludzi. Niektórzy naoglądali się amerykańskich produkcji i wydaje im się, że będą gonić przestępców, przy okazji zaspokajać swoje potrzeby bycia kimś ważnym. Niestety to bajka. Dzisiejszy świat przestępczy często jest lepiej uzbrojony niż nasi stróże prawa. Giną zatem niepotrzebnie bo coraz więcej polityków i ich zwierzchników jest z tym światem powiązanych. Jak wyglada zatem przestrzeganie prawa przez władze? Oto marszałek Senatu odsunął wicemarszałka izby pochodzącego z opozycji od prawa prowadzenia posiedzeń bo ten podjął decyzje niezgodną z jego oczekiwaniami. Na pytania czy tak było wolno, odpowiedział beztrosko, żeby pokazano przepis, że tak nie wolno. Krótko mówiąc ja stanowię prawo i ja decyduje co wolno a czego zabraniam. Marszałek Sejmu zdecydował się przenieść obrady nad budżetem do innego pomieszczenia gdzie wraz z większością pochodząca z jego partii przyjął rzeczona ustawę bez posłów opozycji. Jemu tez tak wolno bo on jest ponad prawem. Szefowa rządu określiła działania opozycji jako próbę zamachu stanu i nie dopatrzyła się zamachu na demokracje. Narzekamy na brutalność policji i słusznie. Zdominowała ona jednak wszystkie aspekty naszego życia. Agresja i brutalność to dzisiaj chleb powszedni. Nie da się ukryć, że policja często nadużywa swoich uprawnień, w wielu przypadkach bronią też swojego zdrowia i życia. Czyż można się dziwić, że w takich sytuacjach niektórzy się zapominają. Fala skądinąd słusznej krytyki i oburzenia spadła ostatnio na wrocławskich stróżów prawa. Spowodowanie śmierci kogokolwiek w okolicznościach, które nie wymuszały aż takiego użycia przymusu bezpośredniego zasługuje na zdecydowane potępienie. Dochodzenie w tej sprawie trwało ponad rok i gdyby nie nagranie z paralizatora, które przedostało się do mediów to pewnie trwało by dalej. Teraz dopiero przystąpiono do wyciągania konsekwencji wobec winnych i posypały się głowy. Ucierpi na tym zapewne wizerunek policji chociaż winni zostaną zapewne surowo ukarani. W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć  że mniej więcej w tym samym czasie córka gdańskiej radnej o jedynie słusznej przynależności partyjnej, dała się mocno we znaki jednostce policji z tego miasta. Została potraktowana tak jak sobie na to zasłużyła. Oburzył się na to jednak sam pan minister wytykając policjantom nadgorliwość w pracy. Nikt nie miał złudzeń, że agresywnej dziewczynie nic takiego się nie stało i dostało minimum tego co jej się należało, gdyby mamuśka nie reprezentowała wiadomej opcji. Osobiste zaangażowanie ministra w obronę córki partyjnej koleżanki z jednoczesnym zlekceważenie sytuacji na wrocławskim posterunku dobitnie pokazują gdzie leżą priorytety władzy. Żeby nie być posadzonym o skrajny antyPiSizm śmiem twierdzić, że istnieje duże prawdopodobieństwo identycznego zachowania ministra z innej opcji politycznej gdyby to jego koledze lub koleżance stróże prawa zrobili krzywdę. Stąd moja teza, o służebności organów wymuszania prawa wobec każdego rządu. We Wrocławiu poleciały głowy a pan minister nie ma sobie nic do zarzucenia. I słusznie przecież zakatowany nie był członkiem ugrupowania, do którego on należy.  Na koniec jeszcze jedno pytanie. Po co sprawującym władze wybrańcom narodu potrzebny jest immunitet? Ano po to by bez konsekwencji mogli świadomie łamać prawo i jeśli ich na tym złapie jakiś nadgorliwy policjant to z uśmiechem na ustach mogą mu pokazać środkowy palec. I nie ma w tym nic brutalnego ot taki nowoczesny gest Kozakiewicza. Z góry przepraszam naszego świetnego sportowca jeżeli go obraziłem.