Huragany i wulkany

Osobiście myśle, że Donek z Ameryki od dawna kombinował, jak tu wykręcić się z tego lotu do kraju nad Wisłą. W sumie mu się nie dziwie. Po co spotykać mu się ze strażnikiem żyrandola, który nawiasem mówiąc przy każdym spotkaniu z jakimś liderem świata robi z siebie człowieka o ograniczonych horyzontach, zachowując się jakby pełnił wobec każdego z nich funkcje wasala. Zero dumy z zajmowanego stanowiska, kompletny brak wyczucia. Według mnie nasz pierwszy obywatel w oczach światowych mocarstw zdegradował funkcje prezydenta do poziomu chłopca na posyłki.

Wie o tym również Amerykaniec. Ma przecież swoje służby. Dla niego zatem spotkanie z Belwederczykiem to kompletna strata czasu. Nie może oczywiście spotkać się z tym, który podejmuje ostateczne decyzje w naszym kraju bo to byłaby ujma dla jego stanowiska. U nas rządzi zwykły poseł, który w strukturach władzy w kraju jest nikim.

No gdyby obowiązywała konstytucja z czasów systemu słusznie minionego z zapisem o kierowniczej roli partii w państwie, to wtedy Donek mógłby bez przeszkód zaszczycić swoją łapą prezesa. Tak jednak nie jest.

Mieszkaniec Białego Domu ma w poważaniu Fort Trump, zresztą on na żadnych fortach się nie zna. Trzeba było od początku zaoferować mu w każdym mieście wojewódzkim Kasyno Donek, o to byłaby inna rozmowa. Jakiś fort mu oferują i to jeszcze w podtekście przeciwko gościowi, który pomógł mu wygrać wybory. Zero z tego zysku a i Władimir Wladimirowicz mocno się temu sprzeciwia.

Donek ma już pare zdjęć z naszym pierwszym obywatelem w pozycji na stojąco jak również gdy nasz w ukłonie podpisuje jakiś dokument podczas gdy on siedzi. Przydałoby się jeszcze na klęczkach ale czy warto po to lecieć aż do Warszawy? Nie było zatem większego sensu aby poniewierać się osiem godzin na spotkanie z nikim.

Na szczęście zbliża się huragan do wybrzeży Florydy. Ten huragan jest kategorii dziesiątej w pięciostopniowej skali. Jak, ten huragan oczywiście, zobaczy twarz Donka zasłaniającego osobiście swoją piersią stanowe wybrzeże, musowo się przestraszy i zmieni kurs. Z bólem serca zatem właściciel kasyn zmuszony był odmówić wizyty w naszym kraju. Ale żeby prawda o jego stosunku do mas nie wyszła na jaw, wysyła swojego zastępcę. Dobre i to. Znając bowiem propagandę rządzącej u nas partii, jutro już zapewne ukaże się seria artykułów i publikacji w TVP, że w Stanach zasadniczo więcej do powiedzenia ma zastępca prezydenta. Masy i tak tego nie łapią.

A swoją drogą czy Adrian będzie miał na tyle jaj aby odesłać amerykańskiego vice do swojego vice czyli niejakiej Witek. Na dobrą sprawę przy tej fali upałów mógłby oddzwonić do Donka i powiedzieć mu, źe on również nie będzie dostępny z uwagi na pertraktacje ze słońcem.

Kolejne pytanie jakie mam do wszystkich to, czy ktokolwiek sądzi, że Trump odważyłby się zrobić to samo Putinowi?

Jakiegoś pecha mają pisowscy prezydenci z tymi Amerykańcami. Najpierw jakiś pierd…ny wulkan wziął się i wybuchł uniemożliwiając Obamie przylot na pogrzeb a teraz ten kure..ki huragan.

Radosna wizyta.

Śmiech na sali,

Rząd się chwali

Z Ameryki gościem.

Choć o słusznym wzroście

Jest ów zaproszony,

To jego genomy

Figla mu splatały

Rozum całkiem odebrały.

Wszystko mu się myli,

Może w każdej chwili

Stracić panowanie,

Nawet przed śniadaniem,

Jeśli się nie wyspał,

Albo nie skorzystał

Najpierw z toalety

Zaglądając do gazety

Żeby się dowiedzieć

Gdzie dzisiaj pojedzie.

Wczoraj jeszcze wiedział

Bo mu to powiedział…

Też już nie pamięta

Kim była ta zrzęda

Nie wiedząc o niczym

Ciagle tylko krzyczy

Chcąc być bardzo ważnym.

Kto jednak rozważny

Trzyma się z daleka

Od tego człowieka.

Ponoć zna się na pieniądzach,

Do nich go rozpiera żądza.

Swe milion dostał w spadku

Od rodziców oraz dziadków

Sam niewiele zdziałał

Choć rzeczami, wieloma się parał.

Cześciej nawet bankrutował,

Tak to jednak kombinował,

Że płacili za to wszystko inni

A najczęściej podatnicy, niczego nie winni.

Od pół roku Ameryką rządzi

Wielu ludziom zda się sądzić,

Że nie dotrwa do końca kadencji

Bo wywalą jego z rezydencji

Zwanej Białym Domem.

Z podkulonym więc ogonem

W ślady pewnego Snowdena pójdzie

I do brata w Rosji pewnie szybko ujdzie.

Nic to, u nas bardzo jest kochany,

Rząd nasz jak i on, zda się mocno być naćpany

Przeto z dumy piersi wszyscy mocno wypinają

Nie mając pojęcia, że się ośmieszają.

Amerykańskie uzależnienie.

Podczas gdy w naszym kraju zapanowała wsród rządzących euforia związana z wizytą prezydenta wolnego świata, w Wielkiej Brytanii głowią się jak wymigać się z zaproszenia pana Trumpa do ich ojczyzny. Nie cieszy się on tam zbyt wielką popularnością w związku ze sposobem w jaki potraktował premier tego kraju oraz Majora Londynu. Najchętniej cofnęli by zaproszenie, na co nie chce  zgodzić się królowa. Najprawdopodobniej dojdzie do wizyty ale już dzisiaj można założyć, że będzie ona miała charakter bardziej kurtuazyjny niż jakikolwiek inny. Donald Trump traci rownież popularność we własnym kraju uwikłany w coraz to większą ilość konfliktów, które sam sprowokował swoją nadpobudliwością. Sprawa odwołania szefa FBI zaczyna nabierać tempa i jakie może mieć konsekwencje trudno dzisiaj przewidzieć. Przesłuchiwany przez specjalną senacką komisje James Comey potwierdza, że prezydent wywierał na niego naciski i podpowiadał co powinien zrobić z niewygodnym dla niego śledztwem dotyczącym powiązań z Rosją jego współpracowników. Zgodnie z badaniami opinii publicznej w USA więcej ludzi dzisiaj jest za odwołaniem prezydenta z jego stanowiska niż tych, których sympatią wciąż się cieszy, a to dopiero piąty miesiąc sprawowania przez niego władzy. Nie zjednał sobie rownież przyjaciół wycofując się z porozumień paryskich dotyczących emisji gazów cieplarnianych. O ile jest to zrozumiałe, że Europa poczuła się oszukana jego decyzją o tyle fakt, że niektóre stany USA zdecydowała się wbrew decyzji prezydenta przestrzegać zapisy paryskie świadczy o coraz bardziej malejącej jego popularności we własnym kraju. Przyjeżdża zatem do nas polityk, z którym niewielu chce rozmawiać a jeżeli już muszą to tylko z powodu kraju, który reprezentuje. My natomiast pękamy z dumy, ze pojawi się u nas zanim odwiedzi Francje i Niemcy. Uzależnienie naszych władz od amerykańskiego „powietrza” budzi niesmak i zdziwienie. Ślepa wiara w dobro płynące z naszego służalczego stosunku do Ameryki nie podniesie naszego wizerunku ani na świecie, ani tym bardziej w Europie. W Portoryko zakończyło się właśnie referendum na temat przyłączenia tego kraju do Stanów. Większość opowiedziała się za, upatrując w byciu kolejnym stanem USA więcej korzyści niż strat. Oby się nie przeliczyli. Podobny stan umysłu reprezentują nasze władze, które w świecie coraz bardziej zdominowanym przez antyamerykański sentyment nie przestają patrzeć w tamtą stronę niemal ze ślepa pobożnością. Zachowując się jak poddani Wuja Sama tak też będziemy traktowani. Póki co piejmy z radości, że będziemy gościć tzw lidera wolnego świata. To nic, że on tyle ma wspólnego z wolnym światem co Putin z demokratyczną Rosja. W celu podniesienia doniosłości tej wizyty proponuje Apel Smoleński w trakcie uroczystości powitalnych. Czy on coś z tego zrozumie? Wątpię.  

Kolejna wizyta

Właśnie dobiegł końca mój pobyt w ojczyźnie. Jak każdego roku spędziłem tutaj trochę czasu poruszając się między domami rodziców i teściowej. Rownież i w tym roku nie zabrakło spotkań ze znajomymi, których kwintesencją były okrągłe urodziny bardzo bliskiego kolegi. Dzięki temu udało nam się spotkać większą paczką a, że przy okazji odbył się mecz Polaków z Duńczykami to i emocje zdecydowanie były większe. Wszyscy znamy się długo albo jeszcze dłużej nie musimy więc niczego udawać, ot jesteśmy tacy jacy jesteśmy ze wszystkimi naszymi plusami i minusami. Chociaż kalendarz pracuje nad nami to jednak kolejne jego kartki traktujemy bardziej jako cyfry, które są bez wpływu na nasze samopoczucie. Większość z naszej grupy mieszka w kraju, to jednak nie ma większego znaczenia bo świat się dzisiaj bardzo zmienił a przede wszystkim skurczył. Jerzy, którego urodziny właśnie świętowaliśmy podpadli nam niemiłosiernie bo przewidywał zwycięstwo Danii. Potem się jednak okazało, że zrobił to wiedząc, że gdy typuje pesymistycznie to Polska na ogół wygrywa a gdy jest optymistą to mecz zamienia się w wizytę u dentysty. To rownież znalazło swoje potwierdzenie w meczu z Armenią. Będę więc namawiał kolegę Jurka do bycia pesymistą w zbliżającym się meczu z Rumunią.

Dobrze jest spotkać się z ludźmi, którzy w jakiś tam sposób zapisali się w naszej pamięci po jej pozytywnej stronie. Wcale nie ograniczaliśmy się do wspomnień a powiedziałbym wręcz przeciwnie celebrowaliśmy dzień dzisiejszy, on też może być kolorowy. Wcześniej spotkaliśmy się na rzeszowskim rynku przy kuflu piwa podczas dni bluesa. Pogoda była paskudna ale gdy na scenę wyszła Małgorzata Ostrowska i przeniosła nas w czasy szklanej pogody jakby niespodziewanie zrobiło się cieplej a może nawet gorąco. Zrobiło nam się niebiesko i to wcale nie od telewizorów. Och Małgocha śpiewaj, śpiewaj byle długo.                             

Dobrze było też odwiedzić rodziców. Im nie bardzo podobają się moje wybory w szczególności związane z moim aktualnym adresem, patrzą na to jednak ze zrozumieniem. Jeszcze parę lat temu każdy mój wyjazd był małą traumą dla nas wszystkich. To rownież się zmieniło bo przecież wrócę tu za rok. I tak już musi zostać bo każdy z nas ma prawo do swoich wyborów.                                      

Jestem fanatykiem kina i na obczyźnie brakuje mi naszej rodzimej produkcji. Moja siostra zna tą moją słabość. Miałem zatem możliwość dzięki niej obejrzenia Wołynia, Ostaniej rodziny i Krótkiej historii o morderstwie. Wołyń definitywnie zrobił na mnie największe wrażenie. Pewnie jednak nie dlatego, że wreszcie ktoś odważył się coś powiedzieć na ten temat ale dlatego, że rodzicielka mojej żony przeżyła to na własnej skórze. Inaczej jednak słyszeć a inaczej widzieć. Obraz to wielka siła. Opowieści teściowej nabrały zatem jak rzesz okropnego wizualnego kształtu. Ona sama żyje dzisiaj po udarze w innym świecie. Może to i lepiej.   

Sześć tygodni przeminęło szybciej niż się spodziewałem. Chociaż polityka niezłomnie próbowała zakłócić rytm mojej wizyty, starałem się jednak ją marginalizować. I na zakończenie mojej wizyty pomyślałem sobie: och jak byłoby dobrze gdyby wszystkich polityków udało usunąć się z naszej przestrzeni i wymazać tak jak nieudany rysunek. Wszystko byłoby prostsze i piękniejsze. Niestety mało to realne ale pomarzyć zawsze można.

Prezydenckie przygody na Manhattanie

Uśmiałem się z doniesień prasowych dotyczących wizyty naszego prezydenta w Stanach. Doprawdy szczerze sie uśmiałem. Nasz pierwszy obywatel mógł się przekonać, że Nowy Jork to nie jakaś wioseczka, w której najwięcej do powiedzenia ma miejscowy proboszcz. Nowy Jork to centrum amerykańskiej tzw demokracji i tu każdy mówi to co chce i do kogo chce. Być może dlatego po okolicach kręcił się rownież pierwszy policmajster RP nijaki pan Mariusz. Na niewiele się to jednak zdało. Polonusy dowiedziały się o planach prezydenta i urządziły mu całkiem niezłe przywitanie. Pan Mariusz będzie miał sporo materiału inwigilacyjnego. Oj dostało się panu prezydentowi, oj dostało. Mało mnie interesuje, ze grupa nie była liczna bo z drugiej strony nikogo nie było kto chciałby stanąć w obronie pary prezydenckiej. Zatem jakby na sprawę nie patrzyć wyszło na to, że nowojorskie polonusy szczególną miłością do prezydenta nie pałają. Szczerze mówiąc czuje się członkiem tej części Polonii amerykańskiej bo stan New Jersey to prawie jak Nowy Jork. Dodatkowo identyfikuje się z poglądami zaprezentowanymi przez manifestantów. Patrząc na krótkie video z tego incydentu zaprezentowane na Onecie i czytając doniesienia z wizyty prezydenta nie sposób nie kryć zażenowania. Video pokazuje samotną limuzynę bez żadnej obstawy. Ja rozumiem, że to nie jest wizyta oficjalna ale nieoficjalnie do Stanów przybył kiedyś King of Zamunda i został przyjęty z wszystkimi honorami. Wiem, wiem Zamunda  nie istnieje a Król to postać fikcyjna z filmu „Coming to America”. Tak czy śmak nasz prezydent nie cieszy się zbyt wielkim uznaniem w Białym Domu co było widać na video i co można wyczuć z doniesień prasowych. Nie będzie żadnego oficjalnego spotkania z prezydentem USA bo kto zawracałby sobie głowę spotkaniem z kimś kto w swoim kraju tak niewiele znaczy. Nawet premier Węgier nie traci czasu na spotkania z naszymi władzami tylko wali prosto do prezesa. Ot taka nowa specyfika naszego kraju. Właśnie dlatego nikt z liczących się polityków nie traktuje naszego prezydenta ani naszej premierowej poważnie bo czyż mozna?

Taka nasza uroda

Często zapraszamy znajomych z Cuenki aby nas odwiedzili. Większość z nich to tu poznani Amerykanie, którzy wyjechali ze Stanów w poszukiwaniu bardziej ekonomicznego stylu życia. Wielu z nich znalazło się w Ekwadorze bo miejsce to jest doskonałym punktem wypadowym w głąb Ameryki Południowej. Ekwador stał się interesujący dla Amerykanów odkąd zainteresowały się nim portale internetowe zajmujące się klasyfikowaniem państw pod względem warunków życia, szczególnie z punktu widzenia emerytów. Populacja obcokrajowów w Ekwadorze rośnie z roku na rok co oczywiście powoduje rownież wzrost cen nieruchomosci. Nas to jednak już nie dotyczy bo co mieliśmy wydać juz wydaliśmy, teraz chcemy zwolnienia i więcej czasu dla siebie. Odwiedzają nas zatem znajomi, większość z nich z ciekawości. Juz wspominałem, że nasz dom położony jest na przedgórzu Andów i dojazd do niego, aczkolwiek nie jest niemożliwy, to jednak daleko mu do autostrady. Droga jest wąska co powoduje, że mijanie jest tylko możliwe w paru miejscach. Nie ma jednak na całym odcinku jakichś niebezpiecznych serpentyn czy temu podobnych niespodzianek. Droga jest o charakterze bitej nawierzchni co powoduje, że ulewne deszcze często pogarszają jej stan. Pewnie dlatego mieszkanie w takiej okolicy jest nie dla każdego. I to właśnie powtarzam naszym gościom. Dokonaliśmy takiego a nie innego wyboru aby uciec od cywilizacji i pożyć trochę w zgodzie z naturą z dala od problemów codzienności wielkich miast. Lubimy tą ciszę, ten spokój i głos rzeki, która jest granicą naszej posesji. Zawsze jednak ciekawi nas opinia naszych gości na temat okolicy, w której zdecydowaliśmy się osiedlić. Zanim jednak odwiedzający nas wejdą w nasze progi muszą pokonać te pięć kilometrów delikatnie mówiąc byle jakiej drogi. To powoduje, że każdego pierwszy odruch jest wynikiem przeżyć na trasie dojazdowej. Najczęstszym określeniem naszego wyboru jest stwierdzenie, że jesteśmy szaleni, co oboje z żoną odbieramy jako komplement. Potem jednak następuje tyrada nieocenzurowanych określeń naszej drogi by zmienić się w swego rodzaju zachwyt po wejściu na posesje i do domu. Cisza, spokój, widoki powodują u większości zrozumienie czego właśnie to miejsce nas tak zauroczyło. Właśnie, u większości. Ostatniego weekendu odwiedzili nas znajomi ze Stanów, którzy spędzają parę tygodni w Ekwadorze i gdy się dowiedzieli, że już tu mieszkamy koniecznie chcieli się z nami spotkać. Ona Polka z urodzenia, on Ekwadorczyk. Mieszkają na stałe w Stanach ale jego ciągnie coraz bardziej do swojej ojczyzny. Umówiliśmy się zatem, że spotkam ich w hotelu i z tamtąd udamy się do nas na obiad. Nie będę tu wszystkiego opisywał ale te ostatnie pięć kilometrów na długo chyba pozostanie w mojej i ich pamięci. Moja krajanka kompletnie straciła kontrolę nad swoimi emocjami. Najgorsze jednak było to, że jej stan emocjonalny udzielał się i mnie, i jej mężowi, który dodatkowo był kierowcą. No cóż, nie wszystko da się przewidzieć. Moja krajanka okazała się być kimś dla kogo ani to miejsce, ani ten spokój nie prezentują tego co jest dla nas tak ważne. Gdy emocje trochę opadły, udało nam się jednak spędzić chociaż trochę czasu na spokojnej pogawędce. Jak to się mówi w naszym porzekadle: wszystko dobre co się dobrze kończy. Oni szcześliwie dotarli z powrotem do hotelu, a my w krainie ciszy kontemplujemy wartości, które są ważne dla nas. Bo taka nasza uroda, wszyscy różnimy się i chodzi o to aby tolerować i szanować innych styl i sposób życia. 

Wizyta w kraju i refleksje po powrocie

Zbliża się powoli miesiąc odkąd wyjechaliśmy z Polski. Postanowiłem chwile odczekać zanim podzielę się moimi refleksjami z pobytu w kraju. Miesiąc to spory odcinek czasu, sądzę zatem, że wszystko się już we mnie ugruntowało a i emocje trochę opadły i dystans do wszystkiego bardziej się zobiektywizował. Polska się zmienia, zaprzeczyć temu byłoby bardzo trudno. Nie chcę jednak pisać na temat zmian a bardziej na temat tego co mnie najbardziej denerwuje. Myślałem początkowo o ustaleniu pewnej kolejności chronologicznej rzeczy wkurzających mnie, porzuciłem jednak ten pomysł. Kolejność zatem jest kompletnie przypadkowo.

Zacznę zatem od kompletnego braku obiektywizmu w stosunku do PRL. Zanim jednak rozwinę ten wątek muszę powiedzieć, że to wlasnie poprzedni system spowodował moja rozłąkę z krajem. Nie zależnie od tego stać mnie na dostrzeżenie w nim pewnych plusów, bo przecież nie wszystko było aż tak ohydne jak to przedstawiają nawiedzeni walczący o wolność. Ta nagonka i upodlanie ludzi, którzy budowali w tym okresie Polskę jest bardziej niż prymitywna. Nie jestem w stanie zrozumieć skąd się bierze ta bezgraniczna nienawiść IPN i temu podobnych instytucji do tego okresu naszej historii. Nie był to napewno okres najlepszy ale na zawsze pozostanie częścią naszej historii i wypadałoby o tym pamietać i odnieść się do niego i do ludzi w nim żyjących chociaż z minimalną dozą szacunku. Tymczasem to tylko opozycja i wyklęci zdają się zdobywać powszechne uznanie. Polityka to jedna wielka ohyda. Dzisiejsi politycy w obronie swojej władzy i wpływów niewiele różnią się w swoim zaślepieniu o słuszności ich racji od tych z poprzedniego systemu. Nelson Mandela po zdobyciu władzy w RPA nie robił żadnych lustracji, nie przeglądał akt, nie szukał haków. Ten mądry człowiek uznał, że dobro państwa wymaga współpracy wszystkich. Rozliczył przestępców ale nie zniszczył struktur państwa. Może by tak wyciągnąć z tego jakieś wnioski.

Żyjąc z góra dwadzieścia pięć lat w USA sporo się napatrzyłem i sporo zrozumiałem jeśli chodzi o ich styl życia. Amerykanizowanie Polski i wzorowanie się na rozwiązaniach zza wielkiego stawu uważam, za przedsięwzięcie wyjątkowo chybione. Powiem więcej, jeśli chodzi o historie to Amerykanie nie mają żadnej w porównaniu z naszym krajem. Co ma historia do tego? Ano historia kształtuje przyzwyczajenia kulturowe, nawyki, poczucie humoru, styl bycia można by mnożyć. Bezkrytyczne adaptowanie rozwiązań zza oceanu to brak wizji i szacunku dla naszej własnej kultury. To lizusostwo i wazeliniarstwo w stosunku do kraju, którego nawet nie stać na zniesienie wiz dla narodu, który przyczynił się do zdobycia ich niepodległości to prymitywizm nie mieszczący się w moich kategoriach rozumowania.

Mój pobyt w Polsce spowodowany był koniecznością opieki nad członkiem rodziny. Dzięki temu miałem możliwość przyjrzeć się naszej służbie zdrowia. Nie pozostaje mi nic innego jak prosić stwórcę mojego aby nie pozwolił mi na koniec życia korzystać z dobrodziejstw tych którzy czelność mają nazywać się lekarzami w naszym kraju. Korzystałem juz z opieki lekarskiej i w Ekwadorze, i w Stanach. Bezczelność z jaką nasi medycy domagają się gratyfikacji jest chyba nigdzie indziej nie spotykana. Są to oczywiście moje spostrzeżenia wynikające ze sposobu w jaki traktowano matkę mojej żony. Ludzie starsi traktowani są bez chociażby minimum empatii ze strony personelu. Stosując alternatywne metody leczenia osiągnęliśmy daleko lepsze efekty od szpitala, który twierdził, że miejsce teściowej jest juz w innym wymiarze. Jest to smutna generalizacja, która napewno nie dotyczy wszystkich lekarzy. Dodam jeszcze tylko na koniec, że wielu z tych lekarzy, którzy stanęli na drodze mojej teściowej to bardziej księgowi niż niosący pomoc wyznawcy Hipokratesa.
To co zrobiono z polskim szkolnictwem na przestrzeni ostatnich dwudziestu pięciu lat jest tylko potwierdzeniem ślepej nienawiści do minionego systemu. Ośmioklasowa szkoła podstawowa, liceum, technikum, szkoły zawodowe i wyższe uczelnie to zdało egzamin i funkcjonowało bardzo dobrze. Tylko, że….korzenie miało nie takie jak potrzeba. Zrujnowano kompletnie i dokładnie do gruntu cały system i program i stworzono coś w czym nikt albo prawie nikt nie może się odnaleźć. I zgodnie z zapowiedzią prezesa będziemy wracali do poprzednich rozwiązań . Trzeba było dwadzieścia pięć lat, żeby to zrozumieć. Tylko czy na to pozwolą bracia zza wielkiej wody, których tak chętnie słuchamy.
Tolerancja, o której tak chętnie się mówi w naszym kraju to puste słowo bez żadnego pokrycia. Dzięki staraniom polityków udało im się podzielić nas na tyle kategorii, że prawie już nikt nie wie kim jest. Patrioci i zdrajcy, katolicy i niewierzący, mordercy i pro life, złodzieje i ludzie pracy, rząd i opozycja, prezydent i premier, związkowcy i pracodawcy, platformersi i pisowcy i sam wszechmogący Bóg by się tego wszystkiego nie doliczył. Wszyscy chcą dobrze dla Polski tyle, że po swojemu i tylko po swojemu. Każda z tych opcji toleruje tylko swoje poglądy inne uważając za nic nie warte. Bez porozumienia i kompromisów niczego im się nie uda zbudować ale będą próbować choćby do ostatniej kropli krwi bo durna wiara w swoje racje odebrała wszystkim zdolność trzeźwego myślenia. Nie będę tu już wspominał destrukcyjnej roli kościoła w tym zakresie, który miast nieść ukojenie duszy upolitycznia się coraz bardziej. Chciałbym wierzyć, że uda się to zmienić. Póki co nie widać nawet światełka w tunelu.
Są to moje prywatne spostrzeżenia, kogoś ktoś nie żyje tu na codzień ale spędził wystarczajaco dużo czasu aby wyrobić sobie jakiś pogląd. Domyślam siė, że będą rożne opinie na tematy przeze mnie tu poruszone. Z chęcią ich zatem wysłucham.

Wizyty wieczorową porą i polityczne standardy

Dawno, dawno temu w pewnej knajpie spotkało się kilku przyjaciół. A, że byli już po pracy to pieprzyli sobie co im tam ślina na język przyniesie. Poruszyli sporo tematów ze swojego i nie tylko podwórka. Spotkanie jak zwykle w ich kręgu zakrapiane było alkoholem, który szanownych dyskutantów wyluzował do tego stopnia, że nawet nie spostrzegli jak minął im czas. Knajpa zrobiła na nich pozytywne wrażenie toteż postanowili ją zarekomendować swoim kolesiom. Coraz większe grono przyjaciół zaczęło odwiedzać ów przybytek ku zadowoleniu właściciela. Goście bowiem byli z tak zwanej górnej półki i z groszem się nie liczyli. Zadowolenie zatem było obopólne a panowie czuli się w gospodzie jak u siebie w domu. Z czasem, w trakcie swoich dyskusji, zaczęli nawet poruszać tematy dotyczące ich bezpośrednich obowiązków zawodowych i jak to zwykle przy alkoholu bywa pomysłów w tym zakresie mieli co niemiara. Ponieważ towarzycho owe silnie było powiązane z ośrodkami władzy w kraju to i o tejże władzy i jej rozdziale spokojnie sobie gawędzili puszczając wodze wszelkiej fantazji. Poruszając tematy zawodowe doszli więc do wniosku, że za owe spotkania powinien płacić pracodawca bo przecież już nie robili tego dla zabawy lecz gwoli spełniania obowiązków zawodowych. Jak postanowili tak i zrobili. I pewnie zabawa ta trwałaby w najlepsze kto wie jak długo gdyby nie oddani ich pracodawcom kelnerzy, którzy dla uciechy potraktowali owa knajpę jako studio Polskich Nagrań. Kelnerzy jednak też ludzie,miast oddać owe nagrania pracodawcom biesiadników wywąchali nietęgi interes na sprzedaży owych nagrań do rąk trzecich. I tak oto wybuchła słynna już afera podsłuchowa. Urzędnicy państwowi za nasze pieniądze kupczyli czym się dało i kim się dało. Afera owa okazała się gwoździem do trumny dla karier owych urzędasów i prawdę powiedziawszy słusznie. Parę dni temu prezydent naszego kraju złożył, niczym niegdysiejsi pierwsi sekretarze partii, niezapowiedzianą, gospodarczą wizytę prezesowi partii, która go na to stanowisko wyniosła. Prezydent nasz jako głowa państwa chroniony być musi, zatem i owi ochroniarze na koszt podatnika w celu ochrony prezydenta udać się musieli na ową niezaplanowaną przejażdżkę. Prezes niezwykł  bowiem rozmawiać w sprawach szczególnej wagi nigdzie indziej niż we własnym domu. Człowiek on wyjątkowo podejrzliwy, wierzy więc że dom jego to jedyne miejsce w tym kraju, które nie jest na podsłuchu. Dopilnował tego sam sprawując najwyższe funkcje w państwie. Chociaż nie znamy dokładnie tematu rozmowy to można jedynie przypuszczać, że napewno nie dotyczyła ona zdrowia prezesowego kota. I czy warto z tego robić jakaś aferę? Pewnie , że nie warto bo jak sam pan prezes powiedział każdy obywatel tego kraju ma prawo spotkać się z kim i gdzie chce. Co prawda prezydenta naszego kraju powinny obowiazywać inne standardy ale niech tam. Niestety pan prezes i jego znamienita partia ma problem ze spotkaniami wyżej opisanych biesiadników chociaż kierując się jego socjotechniką i oni prawo do spotkania się z kimkolwiek i gdziekolwiek mieć też powinni. Im rownież powinno przysługiwać prawo bezmyślnego paplania na tematy jakie tylko im wpadną do ich łepetyny. Osobiście mam problem z obydwoma przykładami bezkrytycznego postępowania. W obu przypadkach nastąpiło naruszenie ogólnie przyjętych norm zachowania. Denerwuje mnie zatem odgrażanie się pani kandydatki na premiera koniecznością powołania komisji sejmowej w celu wyjaśnienia afery podsłuchowej. Wszystko już zostało wyjaśnione, powiedziane a komisja sejmowa jest nam tak potrzebna jak piąte koło u wozu. Ale jeśli jest to tak ważne to z rozpędu pozwalajmy komisje w celu wyjaśnienia wizyty prezydenta u prezesa bo ja nie widzę między oboma przypadkami totalnej głupoty żadnej różnicy. Tyle, że w kręgach politycznych obowiązują podwójne standardy czyli co wolno nam to nie wolno im. Nawiasem mówiąc a może by tak pan prezydent wpadł do mnie na jakieś winko, prowadzić samochodu przecież nie będzie musiał.