W razie „W” prztrwamy

Nasz przysiołek, jeśli to można tak nazwać, liczy sobie sześć domostw. Pierwsi lokatorzy postanowili się tutaj wybudować mniej więcej sześć lat temu. Większość tych terenów stanowiła własność jednej rodziny. Z biegiem jednak czasu i rozwojem Cuenki zainteresowanie tą okolicą zaczęło wzrastać. Pierwotni właściciele podzieli ją na szereg  działek i zaczęli je sprzedawać. Prawo budowlane na terenach poza miastem praktycznie nie istnieje co pozwala na swobodne budowanie według własnego uznania i portfela. My jesteśmy ostatnią rodziną, która zdecydowała się osiedlić na tym terenie. Położenie bardzo nam odpowiadało ale przed wszystkim spokój i cisza przerywana jedynie szumem rzeki to było właśnie to czego szukaliśmy. Nie znaliśmy oczywiście motywów naszych sąsiadów, które spowodowały, że i oni się tutaj osiedlili. Zaczynamy jednak powoli ich poznawać dzięki czemu poznaliśmy ich powody. Okazuje się, że większość z nich uwierzyła w zbliżający się koniec świata. Jeden z naszych sąsiadów jest bardzo na bieżąco ze wszystkimi teoriami i jest przeświadczony o zbliżającym się Armageddonie. Nie znam teorii, która jego przekonuje dość jednak powiedzieć, że wybrał to miejsce bo zgodnie z mapami, które muszą być częścią tej przepowiedni ta okolica ma przetrwać. Sam kiedyś byłem pod wpływem kalendarza Majów, który głosił jakiś tam kataklizm 21 grudnia 2012 roku. Jednak do tego nie doszło zatem i mój stosunek do tego typu przepowiedni uległ zmianie. Nasze zauroczenie okolicą nie miało nic wspólnego z próbą przetrwania czegokolwiek. Jak się jednak okazało cztery rodziny osiedlając się tutaj kierowały się właśnie teoriami o zbliżającym się końcu świata. Zgodnie z owymi przypuszczeniami miał on już nastąpić, co się oczywiście po raz kolejny nie sprawdziło. Zdruzgotana takim obrotem sprawy jedna z rodzin wróciła już do Cuenki bo mieszkając tutaj i jednocześnie pracując to było dla nich zbyt uciążliwe. My na szczęście dojeżdżać codziennie nie musimy a dwa razy w tygodniu wypady do miasta nie stanowią większego problemu. Nasza oaza spokoju okazało się zatem, że ma jeszcze jeden dodatkowy walor w przypadku końca świata my tutaj przetrwamy zgodnie z wiedzą naszego sąsiada. No i jak tu się nie cieszyć z takiego wyboru. Prawdę mówiąc gdybyśmy się zdecydowali wrócić do Polski też chyba byśmy przetrwali bo z tego co słyszę wiele teorii mówiących o zniszczeniu Europy wskazuje nasz kraj jako miejsce, które ni zginie. Osobiście bardzo lubię te futurystyczne przepowiednie zwłaszcza jeśli wiem, że moje miejsce da sobie radę.