Dobre wychowanie i żółwiowy słup

Ponownie sięgnąłem do mądrości i śmieszności z anglojęzycznych blogów. Te dwa dowcipy przypadły mi bardzo do gustu.

W trakcie jednej z lekcji w szkole, nauczyciel zapragnął nauczyć swoich uczniów jak się powinni zachować w określonej sytuacji.

Pytanie, na które mieli odpowiedzieć uczniowie brzmiało:

Jeżeli jesteś na randce połączonej z obiadem z piękną dziewczyną i nagle zachciało ci się iść do toalety, jakbyś jej to powiedział?

Pierwszym uczniem do odpowiedzi był Michał

-Poczekaj chwileczkę, muszę iść się wysilać – odpowiedział Michał.

-To nie byłoby ani sympatyczne, ani miłe – zestrofowała Michała nauczycielka

-A co ty byś powiedział, Ryszard?

-Wybacz proszę, ale naprawdę muszę iść do toalety. Zaraz wracam – odpowiedział Ryszard.

-Zdecydowanie lepiej. Przy obiedzie nie jest jednak wskazane używanie słowa toaleta – odpowiedziała nauczycielka.

-Jasiu, może ty zechcesz nam zaproponować swoje wytłumaczenie.

-Ja bym powiedział: Kochanie, czy możesz mi wybaczyć na moment? Muszę się przywitać z moim serdecznym przyjacielem, którego pragnąłbym ci przedstawić zaraz po obiedzie.

Doktor został wezwany do siedemdziesieciopięcioletniego rolnika, który rozciął sobie rękę na bramie w trakcie zagarniania bydła do zagrody. W trakcie zszywania rany postanowił uciąć sobie pogawędkę z rannym. Wkrótce rozmawa, jak to zwykle bywa przeszła na temat polityków i ich roli jako naszych przywódców.

-Według mnie – rzekł rolnik – większość polityków to żółwiowe słupy.

-Co to takiego te żółwiowe słupy – zapytał mocno zdziwiony lekarz.

-Kiedy jedziesz wiejską drogą i widzisz przy niej słup ogrodzeniowy a na nim balansującego żółwia, to to się nazywa żółwiowy słup.

Patrząc na lekarza, spostrzegł, że ten dalej nic nie rozumie.

-Zdaje sobie pan chyba sprawę, że ten żółw nie wylazł tam samodzielnie, ta wysokość to nie jego miejsce, na tym słupie on nawet nie wie co ma robić, został wyniesiony na wysokość, na której nie ma pojęcia jak ma się zachować, bo tu nie należy.

Wtedy człowiek zadaje sobie pytanie: co to za skończony idiota go tam położył.

Znowu trochę humoru

Zwyczaj opalania się na plaży pochodzi z epoki brązu.

   ***

Jednym z nałogów szlacheckich w XVIII wieku było pijaństwo,

    któremu Krasicki poświęcił wiele czasu i wysiłku.

   ***

Dziadek był kawalerzystą, bo nie mógł znaleźć panny.

   ***

Wiersze, które pisała Konopnicka, przedstawiały obraz nędzy i rozpaczy.

   ***

Bogurodzica była napisana w języku polskim po łacinie.

   ***

Już przed ślubem Jagna miała liczne upadki moralne.

   ***

Straszne były te krzyżackie mordy.

   ***

Dzieci nie miały od dawna w ustach bochenka chleba.

   ***

Andrzej nie miał taty, więc zajmował się nim ojciec.

   ***

Bił swoją żonę, z którą miał dzieci przy pomocy sznurka.

   ***

Kolumb zobaczył u nagich Indian wisiorki ze szczerego złota.

   ***

Kochali się do utraty tchu, lecz bez wzajemności.

   ***

Chorym mówił miłe słówka, pocieszał ich tak, że nikt nie tracił nadziei, że umrze.

   ***

Lekarz przed operacją myje ręce i pielęgniarki.

   ***

Gramatycznie rzecz biorąc, dziewczyna ma inną końcówkę niż chłopiec.

   ***

Bakterie, które rozmnażają się przez kichanie, prowadzą tryb życia koczowniczy.

   ***

U żaby kończyny przednie są dłuższe niż krótsze.

   ***

Kijanka różni się od żaby tym, że nie jest do niej podobna.

   ***

Jeż i jaskółka to zwierzęta, które pomagają rolnikowi w zjadaniu robaków.

   ***

Potrzeby fizjologiczne u chorych w szpitalu załatwia salowa.

***

Była to wyspa położona z dala od morza.

   ***

Azja jest największym kontynentem na Ziemi, a nawet na świecie.

   ***

Okres baroku charakteryzował się tym, że wszystkie rzeźby były tłuste.

   ***

Gioconda z uśmiechem spoglądała na Leonarda, który ją wymalował po twarzy.

   ***

Michał Anioł rzeźbił ludzi nago.

Na dobry miesiąca początek.

Angora na swoich łamach ma rubrykę zwaną humor z zeszytów.

W numerze 42 z 21 października ubiegłego roku ten humor był wyjątkowo zabawny. Oto parę uczniowskich przejęzyczeń.

 

Przed ganek zajechała golaska, z której wysiedli podróżni.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Pegazowi zanikły skrzydła w drodze ewolucji i stad mamy konie.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Sierotka Marysia służyła do spełniania życzeń gospodarza, a na swoje potrzeby miała tylko psa.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Cezary zupełnie sam wraz z tłumem ruszył na Belweder.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

U pasa Gerwazego wisiał kaktus.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Po bitwie na Polu Grunwaldzkim, zostało więcej nieboszczyków niż przyszło.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Po meczu Górnika z Legią najlepiej grała orkiestra strażacka.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Cel uświęca sierotki.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Rycerze urządzali teleturnieje

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Matejko namalował „Kościuszkę po Grunwaldem”.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Chłopi zrozumieli, że wielką kupą mogą wystraszyć żandarmów.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Miłość jest cnotą, której ofiarą padają przeważnie młodzi ludzie.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Chłopi maja dostatek, bo zjadają swoje jajka.

 

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Kompozytor miał dużo pracy, ale dzieci mu przeszkadzały, więc je dalej dalej tworzył po nocach.

 

 

Humor z zeszytów. Angora nr. 42, 21 października 2018.

Rzecz o czytaniu.

Odkąd pamietam, czytanie książek nie wzbudzało we mnie zachwytu. Lektura kojarzyła mi się z czymś nieuzasadnionym. Kombinowałem zatem jak mogłem z tym czytaniem. W którymś momencie powaliła mnie grypa. Tak się złożyło, że wszelkie przeziębienia przechodziłem z reguły dość ciężko co powodowało konieczność ich odleżenia w łóżku. Nudy na pudy. Ktoś podsunął mi książkę z serii przygód Tomka. No i zaczęło się czytanie. Wszystkie Tomki, Winnetou i inne indiańskie wydania pochłaniałem bez pamięci. Nie ograniczałem się tylko do światła dziennego często używając latarki pod pierzyną. Potem przyszła fascynacja kryminałami i tygrysami, jeśli jeszcze ktoś je pamięta.

Lektury jednak to coś innego. Naszym narodowym atrybutem, może nie tylko naszym, jest konsekwentne odmawianie robienia czego pod przymusem. Lektura właśnie do tej kategorii się zaliczała, stąd moja niechęć. Dodatkowo zawsze przerażały mnie te tłuste tomy a ilości kartek do przeczytania były ponad moje możliwości przeznaczenia wolnego czasu na coś takiego. Okoliczności jednak sprawiły, że nie było innego wyjścia bo przecież jakoś trzeba było zaliczyć lekcje z języka ojczystego. Ciężko było ale udało mi się wreszcie przeczytać cała Trylogię, Pana Tadeusza, Quo Vadis i jeszcze pare innych wydań, które powinnismy znać wszyscy. Szczerze mówiąc najgorsze są zawsze pierwsze strony bo gdy akcja się rozwinie nawet przydługie opisy nie są w stanie oderwać od czytania.

Na moim etapie życia mam teraz więcej czasu. Zdecydowałem się go oddać czytaniu. Nie na siłę jadnak, tylko dla przyjemności. I tak wpadła w moje ręce książka na temat życia Ryszarda Kapuścińskiego. Słabo znam jego twórczość i mało byłem świadomy jego osiągnieć i sławy. Nazwisko coś tam mi mówiło ale nie do końca. Nie wiem kto ją kupił, napewno nie ja, dość powiedzieć, że przeglądając rodzinne zasoby literackie postanowiłem wziąć ją do Ekwadoru, ot tak na wszelki wypadek. Wraz z tą pozycja wyemigrowały rownież inne książki. Powoli to wszystko wchłonąłem a książkę o Kapuścińskim odkładałem na pózniej. Znowu zdecydowała o tym jej grubość. Prawie sześćset stron to dość sporo. Tyle samo mieliśmy ostatnio deszczu. Chcąc nie chcąc, wziąłem się za jej czytanie. Prawie kończę ale już mogę powiedzieć, że to był dobry wybór. Nie znam się na literaturze ale doszedłem do wniosku, że czytając o kimś, sprawia mi przyjemność fakt, że oto moje życiowe przemyślenia są niemal kopią tego o czym mówi bohater. Oczywiście nie w każdym punkcie ale powiedzmy sobie, że w większości. Sięgnę zatem po jego pozycje bo zaciekawiła mnie jego postać. Coś więcej, jego dość skomplikowany życiorys potwierdził to, że nie należy krytykować ludzi w oderwaniu od czasów, w których żyli, co u nas jest dość powszechne.

Edukacyjne przemyślenia

Jak bardzo chęć zniszczenia wszystkiego co ma w sobie posmak PRL-u owładnęła elity III RP widzimy na codzień. Bez względu na sens czy jego brak co się wiązało z tamtym okresem należało usunąć poczynając od zmian ulic a kończąc na konstytucji. O ile zmiana tej ostatnie była uzasadnione to już na przykład zmiana systemu edukacji skończyła się kompletnym fiaskiem. System ośmioklasowej podstawówki z czteroletnimi szkołami średnimi powodował konieczność zmiany otoczenia jedynie raz.  Mial tylko te jedna wadę, że był komunistyczny. Na siłę wprowadzono gimnazja, które miały szkolnictwo zmienić oczywiście na lepsze. Jakie są tego efekty, widzimy doskonale dzisiaj. Sfrustrowane dzieciaki, przemoc i agresja w szkołach gimnazjalnych to niemal standard. Na domiar złego szereg reform, które dają wiele praw uczniom spowodował, że dzisiejsza szkoła i pozycja nauczyciela staczają się po równi pochyłej. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem znęcania się na dziećmi czy kimkolwiek lub czymkolwiek. Mam jednak wrażenie, że w dzisiejszych czasach zwykła dyscyplina jest traktowana jak zła metoda wychowawcza. Brak tejże w dzisiejszych szkołach i niemożliwość jej wyegzekwowania to w moim odczuciu jeden z głównych powodów uczniowskiej agresji. W moich czasach też nie byliśmy złoci i dawaliśmy zdrowo nauczycielom w kość. Znaliśmy jednak granice, których nie można było przekroczyć. Nauczyciele też byli różni, jednak to ich słowo w końcowym rozliczeniu było najważniejsze, zwłaszcza jeśli każdy z nich miał problem z tym samym uczniem. Pisząc to, nie kieruje się żadną nostalgią za czasami minionymi lecz bardziej niepokojem o kierunek, w którym zmierzamy. Brak współpracy na linii nauczyciel – rodzice, ci ostatni pracujący często do późnych godzin, otaczające nas zakłamanie i hipokryzja w każdej dziedzinie życia a szczególnie w polityce, cwaniacy, którym powodzi się lepiej niż tym co uczciwie pracują przy nadmiarze praw chroniących młodego obywatela to wszystko spowodowało kryzys wartości edukacji jako czegoś ważnego samego w sobie. Dzieciaki to doskonali obserwatorzy. Świat jaki ich otacza nie zachęca do specjalnego dbania o edukacje. Wszechobecna agresja w środkach masowego przekazu i w życiu  codziennym nie może i nie pozostaje bez wpływu na sposób w jaki go postrzegają. Normy współżycia społecznego oparte na wykorzystywaniu wpływów, znajomosci to tylko utwierdza w nich przekonanie, źe szkoła to tylko mało ważny przystanek. Wyścig szczurów to znak dzisiejszych czasów. W nim wygrywa ten mocniejszy, cwańszy rzadko ten co ma wiedzę i przygotowanie. Czy można się dziwić uczennicom odkładającym koleżanki skoro ze wszystkich stron udowadnia im się, że władza to wynik posiadania muskułów a nie wykształcenia? W ramach dobrej zmiany chcą wrócić do ośmioklasowej podstawówki i czteroletniej szkoły średniej. Nie ma na to zgody środowisk nauczycielskich bo ta zmiana spowoduje zmniejszenie ilości stanowisk w ich zawodzie. Nie mnie zabierać głos w tej sprawie. Obawiam się jednak, że reforma niewiele zmieni w podejściu młodzieży do nauki jeśli świat ich otaczający dalej do niej będzie zniechęcał.