Prawo żyrandola

Żałosny w poglądach

O prawie i sądach

Jest ten co je łamie

Zwłaszcza, że kłamie

Te smutne wywody

Są laniem wody

I mózgu praniem

Do głupich wołaniem

Lecz ich ubywa

Bo kłamstwo przegrywa

Zawsze i wszędzie

Tak było i będzie

Czy więc wypada

Te bzdury gadać

Gdy każdy to widzi

I z Ciebie szydzi?

Czas już zrozumieć,

Że trzeba umieć

Do błędów się przyznać

I ludziom to wyznać

Bo w fałszu brnięcie

To jak na przyjęcie

Iść bez zaproszenia

Bez dumy cienia

Z tych dwóch wyrazów

Powiem odrazu,

Że w cieniu stoisz,

Którego się go boisz

A dumę masz mroczną

Też mało widoczną

Gdzieś się zgubiła

Gdy dzieckiem była

Co zatem zostało?

Powagi masz mało

Respektu nie więcej

Niż w ręce dziecięcej

Z szacunku dla siebie

Nie daj po glebie

By cię czołgano

Bo złą to zmianą

Smutna to rola

Strzec żyrandola

Być impotentem

Miast prezydentem

Bez szacunku do samego siebie.

Jesli ktoś wierzył lub choćby miał nadzieję na przebudzenie prezydenta i postawienie się prezesowi, to spotkała go chyba niezbyt miła niespodzianka. Po zawetowaniu oryginalnych ustaw o SN i KRS, niektórzy sądzili, że oto Andrzej Duda staje się samodzielnym politykiem. Nic z tych rzeczy. Prezydent „wszystkich” Polaków nie jest nawet strażnikiem belwederskiego żyrandola, lecz zwykłym szarym szeregowym wartownikiem interesów kasty żandarma z Żoliborza. Próba tłumaczenia przyczyn jego decyzji w oświadczeniu to żenujące wmawianie ludziom kolejnych kłamstw, które być może przemawiają do słuchaczy TVP lecz do nawet przeciętnie inteligentnego wyborcy już nie. Co ciekawe w owym oświadczeniu pan Prezydent używa słów „nie rozumiem” w odniesieniu do zarzutów krytykujących nowe prawo. Nie rozumie on rownież decyzji Unii wstrzynającej postępowanie przeciw Polsce. Nie dociera do Andrzeja Dudy krytyka autorytetów prawa, włącznie z jego profesorami z UJ. Poniżany i ośmieszany przez prezesa od samego początku swojej prezydentury staje się coraz większym pośmiewiskiem nie tylko w Polsce ale i poza granicami naszego kraju. On tego jednak nie rozumie. W hierarchii władzy jego wpływ na kluczowe ministerstwa jest powszechnie znany. Drwią z niego Waszczykowski, Macierewicz, Ziobro i nowy filar intelektualny naszego rządu Suski. Andrzej Duda jest szóstym prezydentem od czasu ponownego wprowadzenia tego urzędu i napewno najgorszym. Żaden z jego poprzedników nie był, bo by sobie na to nie pozwolił, tak przedmiotowo traktowany przez obóz, z którego się wywodził. Można wiele każdemu z jego poprzedników zarzucić, nie można jednak żadnemu z nich wytknąć braku szacunku do samego siebie, co zdaje się powinno być podstawą każdego zdrowo myślącego człowieka. Sposób w jaki jest traktowany i do tego jego bierna postawa dowodzą już nie tylko o jego braku respektu dla siebie samego ale rownież i dla urzędu, który piastuje. Czyż można się zatem dziwić, że tak mało rozumie? Czyż można się dziwić, że jest wyśmiewany skoro dał się zredukować do roli dlugoPiSu prezesa? Wszyscy popełniamy błędy i pomyłki. Sztuką jest się do nich przyznać i wyciągnąć wnioski. Bezkrytyczne w nich trwanie zwykliśmy nazywać głupotą.

Smutny dzień

To smutny dzień nie tylko dla polskiej ale i dla światowej kinematografii. Andrzej Wajda zakończył wczoraj dziewiątego października swoją ziemską wędrówkę, która trwała dziewięćdziesiąt lat. Wielki reżyser, z którym identyfikuje się kilka pokoleń aktorów, twórców filmów ale i rownież kinomanów. Pozostawił po sobie mnóstwo niezapomnianych filmów, które wywarły piętno na postrzeganiu polskiego kina na całym świecie. Występowały u niego największe gwiazdy naszych scen: Łomnicki, Englert, Komorowska, Jędrusik, Tyszkiewicz, Łapicki, Zapasiewicz, Janczar, Mikulski, Karewicz, Gliński, Linda, Seweryn, Janda, Pszoniak, Olbrychski, Opania, Nehrebecka, Dykiel, Pieczka czy z młodszego pokolenia Grochowska, Więckiewicz, Chyra, Ostaszewska, Cielecka, Stenka, Żmijewski. To tylko niektóre nazwiska bo nie sposób wyliczyć wszystkich. Andrzej Wajda to historia polskiego kina, jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk na świecie reprezentujących naszą  kinematografię. Fakt przyznania mu Oscara za całokształt świadczy dobitnie o jego wielkości  i respekcie jakim cieszyła się jego twórczość poza granicami naszego kraju. Andrzej Wajda był znamienitym Polakiem. Nie mnie oceniać jakim był człowiekiem bo od tego jest nasz stworzyciel. Nie mnie oceniać jego dorobek bo od tego są krytycy filmowi. Pewny jednak jestem, że pan Andrzej rozsławił nasz kraj poza jego granicami tak jak mało kto. Nie dziwią mnie zatem kondolencje napływającego z całego świata. Nie dziwią mnie artykuły na jego temat w prasie zagranicznej podsumowujące życie naszego reżysera. Andrzej Wajda nie był zwykłym obywatelem naszego kraju. Ludzie jego pokroju rozsławiają swoje kraje poza ich granicami, kreując zainteresowanie swoim państwem. Pan Andrzej to jedna z naszych ikon i takim już pozostanie. Smutny zatem był ten wczorajszy dzień bo odszedł wielki Polak. Smutniejszy jednak jest brak jakiegokolwiek słowa ze strony naszych władz. Ogólnikowe wpisy z kancelarii prezydenta i od ministra kultury każą mi sądzić, że zmarły nie należał do ich faworytów. Mało mnie interesuje czy poglądy Andrzeja Wajdy odpowiadały naszym rządzącym. Mało mnie interesują bieżące kłopoty rządu. Aby wychowywać młodych ludzi w szacunku do kraju, trzeba wznieść się ponad głupie uprzedzenia i ten szacunek pokazać kiedy istnieje ewidentna tego potrzeba. Nie sądzę aby pan Andrzej gdzieś tam z góry specjalnie się tym przejmował. Mnie jednak smutno, podwójnie smutno.

Wizyta w kraju i refleksje po powrocie

Zbliża się powoli miesiąc odkąd wyjechaliśmy z Polski. Postanowiłem chwile odczekać zanim podzielę się moimi refleksjami z pobytu w kraju. Miesiąc to spory odcinek czasu, sądzę zatem, że wszystko się już we mnie ugruntowało a i emocje trochę opadły i dystans do wszystkiego bardziej się zobiektywizował. Polska się zmienia, zaprzeczyć temu byłoby bardzo trudno. Nie chcę jednak pisać na temat zmian a bardziej na temat tego co mnie najbardziej denerwuje. Myślałem początkowo o ustaleniu pewnej kolejności chronologicznej rzeczy wkurzających mnie, porzuciłem jednak ten pomysł. Kolejność zatem jest kompletnie przypadkowo.

Zacznę zatem od kompletnego braku obiektywizmu w stosunku do PRL. Zanim jednak rozwinę ten wątek muszę powiedzieć, że to wlasnie poprzedni system spowodował moja rozłąkę z krajem. Nie zależnie od tego stać mnie na dostrzeżenie w nim pewnych plusów, bo przecież nie wszystko było aż tak ohydne jak to przedstawiają nawiedzeni walczący o wolność. Ta nagonka i upodlanie ludzi, którzy budowali w tym okresie Polskę jest bardziej niż prymitywna. Nie jestem w stanie zrozumieć skąd się bierze ta bezgraniczna nienawiść IPN i temu podobnych instytucji do tego okresu naszej historii. Nie był to napewno okres najlepszy ale na zawsze pozostanie częścią naszej historii i wypadałoby o tym pamietać i odnieść się do niego i do ludzi w nim żyjących chociaż z minimalną dozą szacunku. Tymczasem to tylko opozycja i wyklęci zdają się zdobywać powszechne uznanie. Polityka to jedna wielka ohyda. Dzisiejsi politycy w obronie swojej władzy i wpływów niewiele różnią się w swoim zaślepieniu o słuszności ich racji od tych z poprzedniego systemu. Nelson Mandela po zdobyciu władzy w RPA nie robił żadnych lustracji, nie przeglądał akt, nie szukał haków. Ten mądry człowiek uznał, że dobro państwa wymaga współpracy wszystkich. Rozliczył przestępców ale nie zniszczył struktur państwa. Może by tak wyciągnąć z tego jakieś wnioski.

Żyjąc z góra dwadzieścia pięć lat w USA sporo się napatrzyłem i sporo zrozumiałem jeśli chodzi o ich styl życia. Amerykanizowanie Polski i wzorowanie się na rozwiązaniach zza wielkiego stawu uważam, za przedsięwzięcie wyjątkowo chybione. Powiem więcej, jeśli chodzi o historie to Amerykanie nie mają żadnej w porównaniu z naszym krajem. Co ma historia do tego? Ano historia kształtuje przyzwyczajenia kulturowe, nawyki, poczucie humoru, styl bycia można by mnożyć. Bezkrytyczne adaptowanie rozwiązań zza oceanu to brak wizji i szacunku dla naszej własnej kultury. To lizusostwo i wazeliniarstwo w stosunku do kraju, którego nawet nie stać na zniesienie wiz dla narodu, który przyczynił się do zdobycia ich niepodległości to prymitywizm nie mieszczący się w moich kategoriach rozumowania.

Mój pobyt w Polsce spowodowany był koniecznością opieki nad członkiem rodziny. Dzięki temu miałem możliwość przyjrzeć się naszej służbie zdrowia. Nie pozostaje mi nic innego jak prosić stwórcę mojego aby nie pozwolił mi na koniec życia korzystać z dobrodziejstw tych którzy czelność mają nazywać się lekarzami w naszym kraju. Korzystałem juz z opieki lekarskiej i w Ekwadorze, i w Stanach. Bezczelność z jaką nasi medycy domagają się gratyfikacji jest chyba nigdzie indziej nie spotykana. Są to oczywiście moje spostrzeżenia wynikające ze sposobu w jaki traktowano matkę mojej żony. Ludzie starsi traktowani są bez chociażby minimum empatii ze strony personelu. Stosując alternatywne metody leczenia osiągnęliśmy daleko lepsze efekty od szpitala, który twierdził, że miejsce teściowej jest juz w innym wymiarze. Jest to smutna generalizacja, która napewno nie dotyczy wszystkich lekarzy. Dodam jeszcze tylko na koniec, że wielu z tych lekarzy, którzy stanęli na drodze mojej teściowej to bardziej księgowi niż niosący pomoc wyznawcy Hipokratesa.
To co zrobiono z polskim szkolnictwem na przestrzeni ostatnich dwudziestu pięciu lat jest tylko potwierdzeniem ślepej nienawiści do minionego systemu. Ośmioklasowa szkoła podstawowa, liceum, technikum, szkoły zawodowe i wyższe uczelnie to zdało egzamin i funkcjonowało bardzo dobrze. Tylko, że….korzenie miało nie takie jak potrzeba. Zrujnowano kompletnie i dokładnie do gruntu cały system i program i stworzono coś w czym nikt albo prawie nikt nie może się odnaleźć. I zgodnie z zapowiedzią prezesa będziemy wracali do poprzednich rozwiązań . Trzeba było dwadzieścia pięć lat, żeby to zrozumieć. Tylko czy na to pozwolą bracia zza wielkiej wody, których tak chętnie słuchamy.
Tolerancja, o której tak chętnie się mówi w naszym kraju to puste słowo bez żadnego pokrycia. Dzięki staraniom polityków udało im się podzielić nas na tyle kategorii, że prawie już nikt nie wie kim jest. Patrioci i zdrajcy, katolicy i niewierzący, mordercy i pro life, złodzieje i ludzie pracy, rząd i opozycja, prezydent i premier, związkowcy i pracodawcy, platformersi i pisowcy i sam wszechmogący Bóg by się tego wszystkiego nie doliczył. Wszyscy chcą dobrze dla Polski tyle, że po swojemu i tylko po swojemu. Każda z tych opcji toleruje tylko swoje poglądy inne uważając za nic nie warte. Bez porozumienia i kompromisów niczego im się nie uda zbudować ale będą próbować choćby do ostatniej kropli krwi bo durna wiara w swoje racje odebrała wszystkim zdolność trzeźwego myślenia. Nie będę tu już wspominał destrukcyjnej roli kościoła w tym zakresie, który miast nieść ukojenie duszy upolitycznia się coraz bardziej. Chciałbym wierzyć, że uda się to zmienić. Póki co nie widać nawet światełka w tunelu.
Są to moje prywatne spostrzeżenia, kogoś ktoś nie żyje tu na codzień ale spędził wystarczajaco dużo czasu aby wyrobić sobie jakiś pogląd. Domyślam siė, że będą rożne opinie na tematy przeze mnie tu poruszone. Z chęcią ich zatem wysłucham.