Orzeł i kondor

Tradycyjnie przy pracach domowo-ogrodniczych do pomocy angażuje kogoś z lokalnych ludzi. Szukają oni często zajęcia, tak więc ze znalezieniem ochotnika nie mam większego problemu. Przyzwyczaiłem się jednak do Don Jose czy Pepe jak go to powszechnie nazywają, stąd czasami wolę poczekać jak jest on wolny niż zatrudniać kogoś na siłę. Nigdy nie jest tak, że coś musi być zrobione natychmiast. Nigdy też nie jest tak, że nie będzie nas w domu przez dłuższy okres. Czekam zatem na Don Pepe ze swoimi projektami czy pracami na zewnątrz. To prosty człowiek, który całe życie pracował fizycznie. Nie wiem jaka jest jego sytuacja finansowa i zbyt słabo znam tutejszy system emerytalny, dość jednak powiedzieć, że teraz na parę lat przed siedemdziesiątką Don Pepe ciągle dorabia sobie na dorywczych pracach. Patrzę na niego z podziwem gdy miesza beton czy dźwiga ciężkie kamienie. On jednak to lubi, przynajmniej takie odnoszę wrażenie, bo gdy nikt go nie zatrudnia, sam sobie wynajduje zajęcie naprawiając naszą sponiewieraną majowymi opadami drogę. Nie sądzę aby swoim życiu był poza Ekwadorem. Kiedy więc pracuje dla mnie stara się dowiedzieć jak najwiecej na temat Polonii, jak nazywają tutaj Polskę, zadając mi pytania na temat pogody, zarobków, wielkości kraju, ilości ludzi itd, itp. Mają łamaną hiszpańszczyzną staram się mu przybliżyć nasz kraj. Wiele z moich opowiadań wywołuje w nim zdziwienie, jak choćby możliwość temperatury poniżej zera.

Jako kibic sportowy mam trochę koszulek piłkarskich. Właśnie w związku z mistrzostwami świata w Rosji postanowiłem się wystroić w jedną taką identyfikującą mnie jako kibica naszej narodowej reprezentacji. Na piersiach mam zatem orła a na boku pionowy napis Polska. Nie mogło obyć się zatem bez pytań. Co bardziej zagorzali i starsi kibice pamiętają wiele nazwisk z kadry Orłów Górskiego. Dzisiejsi fanatycy futbolu identyfikują nas przede wszystkim z Lewandowskim. Don Pepe nie zna ani jego ani nikogo z naszych brązowych medalistów z mistrzostw świata w Niemczech. Zainteresował go natomiast orzeł na mojej koszulce. Chciał wiedzieć co to za ptaszysko. Próbowałem mu wyjaśnić w miarę swoich skromnych możliwości sens i znaczenie orła w naszej historii. Nie znałem jednak hiszpańskiego określenia dla tego ptaka. – Kondor, podpowiedział mi mój rozmówca, widząc na mojej twarzy zakłopotanie. Gdym nawet znalazł hiszpańską nazwę orła na tłumaczu Google, podejrzewam, że i tak niewiele by mu to powiedziało. -Prawie jak kondor, tylko dwa razy większy, odrzekłem więc, nie będąc do końca przekonanym czy nie przesadziłem zbytnio. Tak czy siak Polska jest większa od Ekwadoru, zatem i nasze ptaszysko musi być odpowiednio większe od symbolu Ameryki Południowej, starałem się uspokoić swoje sumienie. Mój rozmówca tylko pokiwał z uznaniem głową. Nie miał więcej pytań. Widać rozmiar orła zrobił na nim spore wrażenie.

Reklamy

Disneyland nad Wisłokiem.

W Rzeszowie wkrótce zdecyduje się przyszłość symbolu miasta, Pomnika Czynu Rewolucyjnego. Stoi na swoim miejscu z górą czterdzieści lat nikomu nie przeszkadzając aż do dzisiaj. Impulsywnym Pieniaczom Namiestnika naszego kraju źle się on jednak kojarzy. Na jego cegłach wypatrzyli czyjeś plamy krwi, najprawdopodobniej kogoś wyklętego, stąd domagają się jego rozbiórki i usunięcia.  Czy im się to uda, ano zobaczymy. Podobno mają już nawet plan zagospodarowania ewentualnej pustki spowodowanej odejściem w niepamięć nieszczęsnego pomnika. Ma w jego miejsce powstać wielka statua….Kaczora Donalda, a Rzeszów przemianują na Disneyland nad Wisłokiem.  To przecież powinno nas zbliżyć do naszego wielkiego brata, a sam postument mógłby się odnosić do naszego władcy i amerykańskiego prezydenta. Trwają podobno pertraktacje na ten temat z właścicielami wizerunku uroczego kaczora. Z Białego Domu dochodzą jednak słuchy, że jego mieszkaniec nie jest zbytnio zachwycony pomysłem. Kojarzenie go z mądrzejszym od niego bohaterem filmu animowanego, nie bardzo mu się podoba. Zachwyca go oczywiście, że chcemy kupić coś przestarzałego, jedynie te imienne podobieństwa nie są mu na rękę. Jego ego jest podobnie wielkie jak i naszego władcy stąd mogą się pojawić niejakie problemy z wprowadzeniem w życie genialnego pomysłu Inspektorów Pozytywnie Nastawionych do tej idei. Donald Waszyngtoński, który nie chce być porównywany do disneyowej maskotki, na szczęście dla sympatycznego kaczora, zaproponował aby ograniczyć postument do kaczego kupra. Disneyland nad Wisłokiem otrzymałby zatem w miejsce popularnej „Wielkiej Cipy”, Kaczy Kuper, co pozwoliłoby utrzymać podobny charakter nowego symbolu miasta. Pomnik oczywiście otrzymałby odpowiednią nazwę, na przykład Braciom Amerykanom w Podzięce, albo coś w tym stylu. Z nieoficjalnych źródeł udało mi się rownież dowiedzieć, że Donald Waszyngtoński miał zażartować, że taki postument doskonale charakteryzuje jego stosunek do naszego kraju. Ku jego uciesze „ mały brat” tego nie chce widzieć. 

Obudziłem się mocno spocony z pompą, która omal nie wyskoczyła mi z piersi, na szczęście to był tylko sen. Głupota polityków w naszym kraju już dawno przekroczyła granice groteski i absurdu, stąd pomyślałem, że podzielę się moim snem z innymi.