Prawo żyrandola

Żałosny w poglądach

O prawie i sądach

Jest ten co je łamie

Zwłaszcza, że kłamie

Te smutne wywody

Są laniem wody

I mózgu praniem

Do głupich wołaniem

Lecz ich ubywa

Bo kłamstwo przegrywa

Zawsze i wszędzie

Tak było i będzie

Czy więc wypada

Te bzdury gadać

Gdy każdy to widzi

I z Ciebie szydzi?

Czas już zrozumieć,

Że trzeba umieć

Do błędów się przyznać

I ludziom to wyznać

Bo w fałszu brnięcie

To jak na przyjęcie

Iść bez zaproszenia

Bez dumy cienia

Z tych dwóch wyrazów

Powiem odrazu,

Że w cieniu stoisz,

Którego się go boisz

A dumę masz mroczną

Też mało widoczną

Gdzieś się zgubiła

Gdy dzieckiem była

Co zatem zostało?

Powagi masz mało

Respektu nie więcej

Niż w ręce dziecięcej

Z szacunku dla siebie

Nie daj po glebie

By cię czołgano

Bo złą to zmianą

Smutna to rola

Strzec żyrandola

Być impotentem

Miast prezydentem