Pogoda dla Bogaczy i House of Cards

Czy ktoś oglądał „House of Cards” z Kevinem Spacey w roli głównej? Czy ktoś pamięta „Pogodę dla Bogaczy” z Nickiem Nolty i Peterem Straussem w rolach głównych. Ten drugi serial nakręcony niemal pięćdziesiąt lat temu już wtedy przewidywał w jakim kierunku będzie szła tak zwana demokracja w wydaniu amerykańskim. Nijaki Charles Estep, kanalia spod ciemnej gwiazdy, jednocześnie posiadacz wielkiej fortuny, manipiluje politykami według własnego widzi mi się. W jego kieszeni siedzą najbardziej wpływowi politycy kongresu i senatu. Rudi Jordasch, chociaż doprowadza do upadku Charlsa sam płaci najwyższa cenę za swoją walkę. Kto tego nie oglądał, serdecznie polecam. Sa w tym serialu, jak w każdej innej produkcji inne wątki trzymające widza w napięciu. Dla mnie jednak z perspektywy czasu jest wręcz czymś nieprawdopodobnym, że już wtedy przewidziano kto tak naprawdę sprawuje władze. To wcale nie demokratycznie wybrani przedstawiciele narodu, lecz wielki kapitał który porusza się po budynkach rządowych jak po własnej stajni a przedstawicieli władzy traktuje jak szmaty na sprzedaż. Bo i są to w większości szmaty bez twarzy i honoru dla których władza to nie reprezentacja wyborców ale zawód który ma im zapewnić dostatnie życie nawet kosztem ich wyborców. „House of Cards” zrobił na mnie podobne wrażenie jak ” Pogoda dla Bogaczy” chociaż w swojej wypowiedzi jest o wiele dalej idący. Kevin Spacey przygotowując się do tego serialu spędził sporo czasu w Washyngtonie obserwując polityków i sposób w jaki sprawują władze. To co powiedział w jednym z wywiadów sportretował w sposób wręcz doskonały. Otóż powiedział, że w swoim zacietrzewieniu politycy są tak przekonani do swoich racji, nawet jeśli te nie maja żadnego uzasadnienia, że jest to aż przerażajace. Frank Underwood walcząc o władze nie ma żadnych hamulców dzięki czemu zostaje prezydentem. Jak to się ma do realiów dzisiejszej polityki. Kompania wyborcza to olbrzymie kwoty, które ktoś musi wyłożyć. Kwoty te często pochodzą od wpływowych darczyńców, którzy w zamian oczekują, że ich postulaty będą brane pod uwagę. Politycy bez datków od wielkiego kapitału maja marne szanse na zaistnienie. Wmawia nam się, że mamy wpływ na to kogo wybieramy, tyle że w każdych wyborach powtarzają się te same nazwiska. Jeśli już pojawi się ktoś nowy to jego szanse na zaistnienie bez poparcia kapitału są minimalne. Władza dzisiaj nie reprezentuje nas ani nikogo poza wielkim kapitałem. Prawo jest konstruowane na zamowienie tegoż. Politycy to marionetki udające, że mają coś do powiedzenia. Rzucą od czasu do czasu jakiś ochłap spragnionemu ludowi, poświęcą raz na jakiś czas skompromitowanego swojego człowieka, niech naród myśli, że do wszystkich stosuje się to samo prawo. W Stanach od lat próbują pozbawić przywilei emerytalnych skazanych prawomocnym wyrokiem polityków tyle że ani kongres ani senat nie mogą tego przegłosować. Przecież każdy z tych oszołomów ma coś na sumieniu. Prawo jest konstruowane przez władze i jej ma służyć nawet jeśli nie ma nic wspólnego z dobrem całego społeczeństwa. Tak było, jest i będzie. Proszę mi zatem nie wmawiać, ze prawo z okresu PRL-u miało charakter przestępczy i reprezentowało organizacje o charakterze przestępczym. Dzisiejsi politycy, podobnie jak ci sprzed ponad dwudziestu pięciu lat są rownież ponad prawem a ich konstrukcje prawne z demokratyczną przykrywką niewiele różnią się  od tych w kapeluszu demokracji ludowej z tym, że pieniądze są inne. Szkoda tylko, że za wzór wybraliśmy sobie wuja Sama.

Oscary, Oscary i po Oscarach

Ostatnia niedziela lutego to tradycyjne Oscary. Po raz kolejny do miana najlepszego filmu zagranicznego kandydowała produkcja z naszego kraju. Ida okazała sie najlepszym filmem nieamerykańskim. Hollywood kojarzy nam sie wszystkim z produkcja najlepszych filmów. Nie zawsze są one najlepsze jednak tradycja i prestiż jaki został zbudowany przez lata zrobił swoje. Być mianowanym do Oscara to jak wygrać los na loterii a wygrać jego to jak złapać Pana Boga za rękę. Amerykanie umia dbać o to aby to co robią było zawsze z górnej polki. Lata temu kiedy jeszcze nie było kamer cyfrowych Hollywood należał do Włochów a ścisłej mówiąc mafia włoska miała wiele tam do powiedzenia. Nie przypadkowo Mario Puzzo w Ojcu Chrzestnym pisze na temat wpływów tej organizacji w Hollywood. Czasy sie zmieniły i to nie tylko w zakresie technologii nagrywania filmów. Dziś w Hollywood rządzi inna nacja. Mark Wahlberg w jednej z poprzednich edycji Oscarow w krótkim skeczu dał do zrozumienia kto decyduje w Hollywood. Oglądałem „W ciemnościach” Agnieszki Holland, „Katyń” Andrzeja Wajdy oraz „Idę” Pawła Pawlikowskiego. Nie jestem krytykiem filmowym ale jako zagorzały kinoman muszę powiedzieć ze „Ida” zrobiła na mnie najmniejsze wrażenie. „Katyń” film, którego tematyki nie trzeba nikomu przedstawiać, nie miał większych szans na Oscara, brak jakiegokolwiek hołdu w kierunku decydentów Oscara. „W ciemnościach” aczkolwiek traktuje i odnosi sie do horroru narodu hebrajskiego to jednak bardziej pokazuje człowieka, który prześladowanym pomagał w czasie drugiej wojny światowej. Co innego „Ida”. Na pierwszym planie jest dramat narodu żydowskiego przedstawiony poprzez historie życia zakonnicy, która dowiaduje sie o swoim pochodzeniu. Jak by tego było mało, poznaje tez prawdę o swoich rodzicach, którzy zostali podstępnie zamordowani i pochowani niewiedziec gdzie a mordercy przejęli ich gospodarstwo i prowadzą sobie spokojne życie. Z jakiegoś powodu uwiebiamy to taplanie sie w tym szambie naszych grzechów narodowych. Nie jest moja intencja kwestionowanie horroru okresu wojny i czasów zaraz powojennych ale jakoś niewiedzę produkcji rosyjskiej na temat Katynia czy choćby ukraińskiej poświęconej tak zwanej „czystce etnicznej” na Wołyniu. Gdzie podział sie film wyprodukowany w Izraelu na temat metod stosowanych wobec narodu palestyńskiego, które to metody minister spraw zagranicznych Stanów Zjednoczonych John Kerry określił jako te stosowany w okresie apartheidu. Siedemdziesiąt lat po wojnie jakoś niewiedzę produkcji niemieckiej bijącej sie w piersi za zbrodnie hitlerowskie. A my produkujemy „Idę” a po zdobyciu prze nią Oscara wrzeszczymy na pierwszych stronach jak bardzo wszyscy Polacy są dumńi z tego osiągnięcia. Wypowiadanie sie w imieniu całego narodu przypomina mi czasy, które tak chętnie krytykujemy. A swoją droga po obejrzeniu „Idy”, „Pokłosia” czy choćby „Listy Schindlera” wcale mnie nie dziwi, ze kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych myli niemieckie obozy zagłady z polskimi obozami koncentracyjnymi. Alez sie wtedy cały nasz naród oburza. Tylko czy jest o co?

Ukraina, Europa, Stany Zjednoczone.

Ciekawą opinie na temat kryzysu na Ukrainie i zestrzelenia malezyjskiego samolotu przedstawił  ostatnio Ron Paul, kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych podczas ostatniej elekcji. Otóż stwierdził on, ze Unia Europejska oraz USA są bardziej odpowiedzialne za to co dzieje się na Ukrainie niż Rosja. Jego motywacja bardzo mnie przekonuje. Tak Unia Europejska jak i USA były po stronie bojowników Majdanu, gdy ci wystąpili przeciw sprawującemu władzę Janukowyczowi. Nie podobał się wtedy nikomu pro – rosyjski prezydent Ukrainy. Wywieranie presji i podgrzewanie nastrojów spowodowały ucieczkę Janukowycza z Ukrainy. Tylko czy to cokolwiek zmieniło. Ukraina z tego co widać jest i była podzielona na wschodnią cześć, bardziej pro – rosyjską i na cześć zachodnią pro – europejską. Odebranie władzy Janukowyczowi doprowadziło tylko to uaktywnienia się pro – rosyjskiego wschodu. Nikt o tym nie myślał popierając Majdan, wysyłając swoich emisariuszy bo najważniejsze to dokopać Rosji. I mamy to co mamy. Sytuacja pogarsza się z dnia na dzien. Wschód chce do Rosji ale im nie wolno, jedyny kierunek to Europa. Ron Paul słusznie obwinia Unie Europejska oraz Stany Zjednoczone za tragedie malezyjskiego samolotu.  To ich polityka doprowadziła do podziału Ukrainy. To dzięki ich podgrzewaniu anty – rosyjskich nastrojów szykuje nam się coraz większy konflikt. Nawet jeśli coraz to sroższe sankcje przeciw Rosji spowodują wreszcie, ze Putin zacznie się wycofywać ze swojego poparcia dla separatystów to przecież oni nie złożą broni. Jest duże prawdopodobieństwo, ze będą wałczyć do upadłego tak zresztą jak na Majdanie chociaż to już inni ludzie. W konsekwencji coraz więcej ofiar, coraz więcej niewinnych ludzi skazanych na życie w zagrożeniu. Załóżmy jednak, ze armia ukraińska wreszcie zwycięży i przegoni wszystkich separatystów, czy aby na pewno ludzie którzy tam mieszkają zaakceptują rząd w Kijowie jako ich. Mam poważne wątpliwości. Ron Paul znany jest ze swoich poglądów, według których mieszanie się w wewnętrzne sprawy innych państw nie jest najlepszym pomysłem. Stany Zjednoczone są chyba tego najlepszym przykładem. Uwikłane w konflikty niemal wszędzie gdzie tylko to jest możliwe niczego się nie nauczyły. Niechęć do Stanów na całym świecie osiągnęła chyba najwyższy pułap w historii. Dziwić się zatem należy, ze Unia Europejska w dalszym ciągu ulega opiniom amerykańskich przywódców. Mamy przecież wystarczająco dużo problemów wewnątrz Unii, z możliwością wystąpienia z niej niektórych krajów,  żeby mieszać się w wewnętrzne sprawy kraju, który nie jest nawet jej częścią. Stanom oczywiście jest bardzo na rękę każdy konflikt, byle gdzie i byle o co, najważniejsze żeby jak najdalej od ich granic. Ukraina podobnie jak Polska będzie potrzebować dozbrojenia a gdzie najlepiej się w nie zaopatrzyć? Pytanie chyba retoryczne. Gdy Stany po raz pierwszy zaatakowały Irak za prezydentury Busha seniora w obronie Kuwejtu, wyzwoliły Kuwejt i wróciły do domu. Bush senior wiedział, ze Hussain to bydle ale tez wiedział ze to bydle trzymało sunitów, szyitów i kurdów na tyle krótko, ze kraj egzystował. Bush junior wykrył u Hussaina powiązania z diabłem wiec go usunął. Dzisiaj Irak stoi na krawędzi rozpadu. Może i Janukowycz to bydle ale była jedna Ukraina. Nikt o tym nie pomyślał bo ważniejsze są jakieś partykularne interesy. Prawie trzysta niewinnych ludzi przypłaciło to życiem. Ma racje Ron Paul, czas aby Unia i Stany spojrzały na swoje ręce.

New Jersey

New Jersey to jeden z najmniejszych stanów w USA ale równocześnie jeden z najbogatszych i najdroższych. Stan jest położony pomiędzy dwoma metropoliami amerykańskimi. Na północy po drugiej stronie rzeki Delaware znajduje się Philadelphia, na południu po drugiej stronie rzeki Hudson znajduje się Nowy Jork a zasadniczo Manhattan, serce Nowego Jorku. Dzięki temu położeniu i bliskości do obu miast wiele ludzi pracujących w tych metropoliach wybrało sobie New Jersey jako swoje miejsce zamieszkania. Dzięki silnie rozbudowanym drogom, z czego Stany są znane na świecie, z New Jersey można łatwo dostać się do kolejnych znanych miast jak choćby Washington, Baltimore czy Boston zaledwie w kilka godzin. Przez północne  New Jersey przebiega międzystanowa droga numer 80. Jest to najdłuższa droga w Stanach biegnie od Nowego Jorku na wschodzie aż do San Francisco na zachodzie. Popularna osiemdziesiątka przebiega na swej drodze przez Chicago i Denver, żeby wymienić bardziej znane inne miasta. Każdy stan w USA ma swoja oboczną nazwę a ta dla New Jersey brzmi Garden State czyli stan ogrodowy. Stan znany jest z olbrzymiej ilości parków, rożnego rodzaju ścieżek dla spacerowiczów, biegaczy czy nawet jeśli ktoś lubi się trochę powspinać na łonie natury tez jest to możliwe. Popularna droga numer osiemdziesiąt za zachodzie po opuszczeniu New Jersey wkracza do Pensylwanii. Ta cześć stanu to prawdopodobnie jedno z najładniejszych miejsc. Droga przecina bowiem Appalachy dzięki czemu po obu jej stronach mamy piękne góry a droga wije się miedzy nimi przez około 10 kilometrów po stronie New Jersey i następne 10 do 15 kilometrów w Pensylwanii. Właśnie w tym miejscu na granicy obu stanów znajduje się bardzo wiele ścieżek spacerowych a niektóre z nich wymagają malej wspinaczki. Jest to niewątpliwie jedno z najbardziej popularnych miejsc dla okolicznych mieszkańców. Trasy umożliwiają aktywny odpoczynek ale dookoła znajdują się tez wydzielone miejsca do grillowania a znajdująca się nieopodal rzeka Delaware umożliwia ochłodzenie się. Ta cześć New Jersey jest mi znana najlepiej ponieważ mieszkałem z rodzina raptem 5 minut od osiemdziesiątki 30 mil na wschód od Pensylwanii i 45 mil na zachód od Manhattanu. Stolicą stanu jest Trenton położone w centralnej części, zaś najbardziej znanymi miastami są Newark, jersey City, Atlantic City oraz Camden. Sława tego ostatniego wynika przede wszystkim z faktu, ze w plebiscycie na najniebezpieczniejsze miasta Stanów Camden już wygrał parokrotnie. Na szczęście dla mnie Camden jest położone na południu stanu bliżej Philadelphii czyli około trzech do czterech godzin jazdy samochodem. Atlantic City to znane na całym świecie miejsce hazardu a Newark to przede wszystkim lotnisko oraz dla wszystkich ubiegających się o stały pobyt w Stanach lub obywatelstwo, siedziba biur imigracyjnych, których nikt nie lubi. Jersey City znane jest natomiast z tunelu Holland, który łączy miasto z Manhattanem. Stan ma wiele do zaoferowania ale trzeba być przygotowanym na wysokie koszty utrzymania, ale o tym następnym razem.

Globalizacja

Globalizacja w swoich założeniach to był naprawdę bardzo dobry pomyśl. Postępujące dysproporcje miedzy krajami wysoko uprzemysłowionymi a reszta świata miały zostać zlikwidowane albo chociaż pomniejszone poprzez zachęcanie do inwestowania w tych krajach. Miało to poprawić nie tylko sytuacje gospodarcza tych krajów ale również wpłynąć na polepszenie warunków życia ich mieszkańców. Fantastyczny pomyśl, tylko przyklasnąć. Zmieniono zatem prawa podatkowe, wprowadzono ułatwienia dla inwestorów. Wszystko po to aby przeciw działać biedzie w krajach ubogich. Tak cały ten program został sprzedany szerokiej publiczności czyli mieszkańcom krojów rozwiniętych. Praktyka jak to często w życiu bywa okazała się inna. W Stanach przeniesiono wiele zakładów produkcyjnych gdzieś do krajów Ameryki Łacińskiej czy do Azji zamykając istniejące zakłady. Tam gdzie je przeniesiono wcale nie chodziło o pomoc. Bardziej inwestorzy zainteresowani byli tanią siłą roboczą, ubogim prawem pracy czy brakiem związków zawodowych.  Niska płaca minimalna to było właśnie to co wszystkim się podobało najbardziej. Udało się więc za jednym zamachem osiągnąć wszystko tylko nie to co obiecano. W Stanach coraz więcej przedsiębiorstw zamykano i przenoszono je gdzieś w świat. Ludzie tracili prace ale firmy miały się dobrze. Przecież w dalszym ciągu mogły sprzedawać swoje produkty tutaj w Stanach bo właśnie po to zniesiono niektóre bariery celne. Koszty siły roboczej zostały obniżone. Najgorsze albo raczej najlepsze w tym wszystkim było to, ze towary były sprzedawane po cenach amerykańskich. Pracownicy zatrudniani gdzieś tam w świecie na ogol zarabiali minimalne place na danym rynku, które nawet nie wystarczały na godne życie. Jest wiele zdjęć na Internecie pokazujących warunki w jakich ci ludzie pracowali. Praktycznie nie opuszczali zakładów pracy. Ceny detaliczne wcale jednak nie zostały pomniejszone. Okazało się zatem, ze głownie chodziło o powiększenie zysków a nie o jakąś tam pomoc dla krajów rozwijających się. Tradycyjnie to co miało służyć wielu ludziom przyniosło korzyści garstce spryciarzy. W Stanach pozamykano wiele przedsiębiorstw produkcyjnych. W ślad za zakładami przemysłowymi poszły również inne dziedziny życia jak chociażby obsługa klienta, programowanie oraz wiele innych zawodów związanych z komputerami. Doszło do paradoksów szczególnie w zakresie obsługi klienta. Szukając jakiejkolwiek telefonicznej pomocy związanej z obsługą jakiegoś urządzenia , ludzie byli przełączani i musieli rozmawiać z kimś kto ledwie co mówił po angielsku. Miałem przyjemność rozmawiać z kimś w sprawie mojego komputera. Osoba z która rozmawiałem znajdowała się gdzieś w Indiach. Problem z hindusami jest taki, ze oni maja bardzo silny akcent, który jest bardzo trudny do zrozumienia.  Rozmowa nasza nadawała się do kabaretu. On mówił o jednym a mnie chodziło o cos zupełnie innego. Musiałem go poprosić o kogoś innego ale efekt był ten sam. Pogadaliśmy sobie chwile on mi o pietruszce, ja mu o gruszce żeby wreszcie dojść do wniosku, ze to wina oprogramowania a w ogóle to mamy chyba złe polaczenie.  I tak właśnie wyglądała globalizacja po amerykańsku, wiele ludzi do dzisiaj nie mogą się po niej pozbierać.

Nie daj się zaczadzić

Kontaminacja czyli jak to mówili Pawlak z Kargulem zaczadzenie to najbardziej niebezpieczna choroba w polityce, nie tylko polskiej. Zaczadzenie rzuca się najpierw na głowę i przejawia się jako kompletny braku poczucia realiów i rzeczywistości. Zaczadzić się można z wielu przyczyn ale najpopularniejszy jest nadmiar władzy. Większość z nas pamięta zaczadzonych urzędników z okresu PRL, którym dano jakąś władze a sprawiali wrażenie jakby od nich zależała przyszłość całego kraju. Mali ludzie na nic nieznaczących stanowiskach, którzy koniecznie chcieli udowodnić ze jest inaczej. Było to urągające inteligencji przeciętnego klienta ale dało się z tym żyć bo tak naprawdę władza tych ludzi nie wykraczała poza teren miejsca pracy. Czasy się zmieniły i zaczadzenie przybrało inne rozmiary dzisiaj. Jest ono wszechobecne, szczególnie na samej górze władzy. Nie mam pojęcia co ci goście wąchają ale substancja musi być bardzo niebezpieczna. Na pewno nie jest to marycha, bo ona podobno wprowadza w dobry nastrój a wszyscy wtedy są naszymi przyjaciółmi. A jak się popatrzeć na nasze elity to dobry nastrój maja tylko wtedy jak im rośnie, słupek poparcia ma się rozumieć a opozycji ten słupek opada albo lepiej powiedzieć spada. No ogarnia ich wtedy najwyższy stopień zaczadzenia. Włóczą się po knajpach plota od rzeczy i na dodatek dają się nagrywać jakby nie wiedzieli, ze na to tylko czeka opozycja. Teraz ich słupki walą w górę a ich samych wkrótce ogarnie zaczadzenie. I tak w kółko Macieju. Jak już jednemu się wydaje, ze zdobył władzę absolutna zaraz się nią zaczadzi na co ten drugi nawiedzony tylko czeka. Niestety ta góra, zaczadzona władzą w przypływie dobrego nastroju pragnie się podzielić swoim zaczadzeniem ze swoimi ludźmi w terenie tak zwanymi wyborcami. Cały czas chodzi o te słupki, które raz rosną raz opadają. Jak gdzieś rosną znaczy się wyborca zaczadzony porządnie, jak znowu spadają znaczy się należy doczadzić. Podobnie pracuje opozycja tam doczadzic , tu wystarczy. Osiągnęli w tym zaczadzaniu prawdziwe mistrzostwo. Udało im się podzielić kraj na dwie strefy wpływów a nas zaczadzić niechęcią do siebie nawzajem.  Brak porozumienia zaczadzonych wyborców to młyn na wodę dla nawiedzonych  (wyższy stopień zaczadzenia) polityków. Mogą sobie teraz bezkarnie prowadzić to swoje debilne wojenki ku uciesze zaczadzonej gawiedzi, która stać będzie po stronie swoich nawiedzonych polityków do krwi ostatniej. Pamiętam jak w trakcie pobytu w Stanach  ktoś mi opowiadał historie o polskiej parafii która miała powstać przy istniejącym kościele. Potrzebny był również ktoś do rady kościelnej. W okolicy istniały dwie grupy naszych rodaków i obie chciały mieć swojego przedstawiciela w radzie. Zaczadziali na władzę nie bardzo chcieli słuchać slow klechy, ze zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Efekt był taki, ze choć ksiądz został parafia nigdy nie powstała. Życzę powodzenia w zaczadzaniu.

Teoria kospiracyjna

Tak naprawdę kryzys w Stanach rozpoczął się już w 1989 roku. Dlaczego akurat w tym roku? Ano jest to rok, w którym rozpadł się były Układ Warszawski czyli system wrogich państw zagrażających demokracji. Sam rozpad systemu to przecież powinien być sukces tyle, że za jednym zamachem zniknął z mapy naturalny wróg Stanów. W czasach zimnej wojny wydatki na zbrojenia można było w jakiś sposób uargumentować potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa. Można było produkować na potrzeby NATO ile wlazło, zawsze przecież były jakieś manewry, ćwiczenia  a tam, hulaj dusza piekła niema . I tak się kręciło, aż tu nagle, nie ma wroga. Na dodatek to co zostało po wrogiej armii radzieckiej dostało się w łapy jakiejś starej nomenklatury rosyjskiej i zalało rynek handlu bronią. Firmom produkującym na potrzeby wojska w stanach strach spojrzał w oczy. No koniecznie jakiegoś wroga nam znaleźć. I wcale nie chodziło tu o jakieś miejscowe niesnaski jak na ten przykład rozpad Jugosławii, bo tam zapotrzebowanie na broń małe a i niechęć do Ameryki duża. Rynek mudżahedinów afrykańskich to tez nie ta wielkość i jakość. Jak wroga znaleźć nie można to trzeba go sobie stworzyć. W Stanach jest wiele teorii na temat września 2001, których by nawet sam Antoni Macierewicz  nie był w stanie ogarnąć a znając jego miłość  do braci Rosjan, na pewno by się dopatrzył ich udziału w tym spisku przeciw demokracji. W Stanach mają jednak swoją agencję, która nazywa się CIA (skrót od Cisi I Ambitni) no i im tam wyszło, że to terroryści arabscy (którym wcześniej Stany sprzedawały broń) są winni tym paskudnym aktom terroru. George W. junior, prezydent ówczesny,  dla pewności nakazał badania DNA dwóm podejrzanym i wyszło mu z nich, że jeden z nich niejaki Osama Bin Laden to wyjątkowo okrutny człowiek i przywódca organizacji zwanej Al  Qaida. Osama chciał podobno kupić Biały Dom razem z senatem i kongresem a potem wprowadzić szariat w Stanach ale niedogadali się co do ceny. To z lekka wkurzyło onego Bin Ladena i zaczął knować przeciwko Ameryce. Jeszcze gorsze wyniki badań DNA wyszły u drugiego z podejrzanych niejakiego Saddama Husseina. Wyszło bowiem, że ten ma powiązania z piekłem (George W. nazwał go diabłem). Po tych odkryciach słupki poparcia dla Georga W. wyskoczyły do samego nieba. Na to tylko czekał ten obrońca jedynie słusznej amerykańskiej recepty na życie. Terror i piekło mają to do siebie, że są wszędzie tak więc wrogów nam już nie zabraknie, zysków dla wybrańców wszystkich prezydentów również.  A że giną niewinni ludzie, toż świat przecież przeludniony to i korzyść dla świata z tych wojenek niewątpliwa. Ot i cała prawda o 11 września 2001 roku, a dla naszych polityków – naprawdę nie ma się na kim wzorować.

Ziemia obiecana

Kiedy w 1989 dotarłem do Stanów Zjednoczonych nigdy wtedy nie przypuszczałem, że po 25 latach pobytu będę się znowu przeprowadzał. w 1989 to był inny kraj. U władzy był George Bush senior a kraj był w bardzo dobrej kondycji ekonomicznej. Pracy nie brakowało i dla tych co mówili po angielsku i dla tych którzy mieli z nim problemy. Dolar miał wartość a minimalna płaca pozwalała nawet na odłożenie paru dolarów na tzw. zachcianki. Nikt wtedy nawet nie przypuszczał, ze kraj powoli zmierza ku kryzysowi. Kiedy w latach 30-tych Stany przechodziły przez wielki kryzys udało im się zdeterminować co go spowodowało i jak przeciwdziałać kryzysom w przyszłości. Wprowadzono szereg praw ograniczających szczególnie monopolistyczne zapędy wielkich korporacji w szczególności w sektorze bankowym. Dzięki temu większość korporacji i banków mogła prowadzić działalność na terenie jednego konkretnego stanu. To spowodowało, ze w każdym stanie operowały inne banki, inne kompanie telefoniczne, inne kompanie dostarczające energie. Istniały oczywiście ponadstanowe korporacje ale ich działalność była marginalna ze względu na utrudnienia prawne. Prezydent Reagan pod wpływem silnego lobby zaczął powoli te ograniczenia prawne likwidować. Zaczęły pomału pojawiać się coraz większe i prężniejsze korporacje ponadstanowe. Tendencje te zostały podtrzymane przez następnych prezydentów. Dodatkowo coraz większą popularność zdobywała globalizacja. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych o sile Stanów Zjednoczonych decydowała mocna klasa średnia. Nie wiem jakie powinny być idealne proporcje pomiędzy najbogatszą warstwą, klasą średnią a najuboższymi wiem jednak ze zachwianie tych proporcji w Stanach doprowadziło do kryzysu. Całkowita likwidacja ograniczeń monopolistycznych wraz z globalizacją doprowadziły do zaniknięcia małych przedsiębiorstw co oczywiście przełożyło się  na katastrofę dla średniej klasy. Dzisiaj w Stanach istnieją cztery główne banki dyktujące warunki. Żaden z banków, które istniały w stanie New Jersey w latach osiemdziesiątych już dzisiaj nie istnieje. Miało się to przełożyć na tańsza obsługę ale to była tylko propaganda. Konkurencja została praktycznie zminimalizowana a małe banki zostały wchłonięte przez ponadstanowe molochy. Tak stało się w praktycznie każdej dziedzinie gospodarki. Międzynarodowe korporacje rządzą dzisiaj w Stanach. Większość zakładów, które miały swoje fabryki produkcyjne w Stanach wyniosła się gdzieś indziej w świat w poszukiwaniu tańszej siły roboczej. Najbardziej uderzyło to w średnia klasę. Proporcje zostały zachwiane, większość średniej klasy została zepchnięta w dół. Wiele zawodów zniknęło z mapy profesji w stanach ze względu na globalizacje. Wiele osób dziwi się z powodu wyboru Obamy na prezydenta. Najuboższe warstwy zawsze głosowały na partie demokratyczną.  Republikanie na rządów Busha juniora dokończyli dzieła zniszczenia klasy średniej, która zawsze była pro-republikańska. Dzisiaj większość z tej klasy bardziej utożsamia się z demokratami bo partia w którą wierzyli odebrała im wiarę w lepsze jutro.

Dlaczego

Na początek krótkie wyjaśnienie. Dlaczego widziane z Ekwadoru? Przeżyłem w Polsce 30 lat. W 1987 wyemigrowalem do USA. teraz jestem znowu w trakcie przeprowadzki tym razem do Ekwadoru. Dlaczego tam? Odpowiedz jest prosta i Polska, i Stany nie są dla mnie ekonomicznie zbyt przyjazne. Ekwador natomiast ma wiele do zaoferowania, zycie codzienne jest napewno tańsze. Drugim powodem dla takiej a nie innej nazwy to jest rownież to, ze podczas moich rozmów, ze znajomymi często słyszę ” co ty wiesz, ty tutaj nie mieszkasz ” . Prawda nie mieszkam choć ostatnio sporo tu przebywam. Zatem moje odczucia to przemyslenia kogoś z zewnątrz ale emocjonalnie związanego z Polska. Z chęcią będę sie dzielił z każdym zainteresowanym informacjami na temat życia w Stanach i Ekwadorze.

Tyle tytułem wstepu