E – Lybra czyli technologia w służbie zdrowia

Już od dawna kierując się potrzebą utrzymania się w jak najlepszej kondycji oboje z żoną zwróciliśmy się w kierunku medycyny niekonwencjonalnej. Patrząc na naszych rodziców łykających coraz to więcej pastylek i tabletek, które na jedno pomagają psując przy okazji coś innego chcielibyśmy stać możliwie długo z dalaod tej kwadratury koła. Poznaliśmy w Ekwadorze wiele osób, które maja podobne do naszego podejście do ochrony swojego zdrowia i dzięki nim poznaliśmy rownież sporo alternatywnych metod. Witaminy i suplementy podtrzymujące prawidłowe funkcjonowanie organizmu to dzisiaj bardzo dochodowy interes. Oboje z żoną sami zażywamy, niektóre z nich bo w dzisiejszych czasach tempo życia jest tak olbrzymie, źe wielu z nas jest skazanych na jedzenie na szybko bez zwracania uwagi na to co jemy. Dzisiejsza żywność jest pozbawiona witamin, przetworzona i wyjałowiona z prawie wszystkiego. Jej zadaniem jest tylko wypełnienie żołądków bez zapewnienia jakichkolwiek wartości odżywczych. To od nas tylko zależy znalezienie dobrego źrodła żywności. Toteż  coraz większą popularnością cieszą się sklepy z żywnością organiczną. W Ekwadorze mamy specjalne miejsca gdzie można kupić tylko taką właśnie żywność i chociaż jest ona droższa to chętnych nie brakuje. Dla nas samych jest to główne zródło zaopatrzenia. Nie chroni nas to oczywiście przed wszystkimi niedomaganiami ale zapewnia ich przechodzenie w znacznie łagodniejszy sposób. Technologia coraz cześciej też wkracza w aspekty naszego zdrowia. W Polsce są juz bardzo popularne aparaty Mora czy Volla, których zadaniem jest zbalansowanie energetyczne naszego organizmu. Sam próbowałem tych rozwiązania i muszę przyznać, że zrobiły one na mnie wrażenie pozytywne. Szukałem podobnych rozwiązań w Ekwadorze i w ten sposób dowiedziałem się o urządzeniu zwanym E – Lybra. Biorąc pod uwagę, że moje zdrowie trochę szwankuje a tradycyjna medycyna nie bardzo z moimi problemami może sobie poradzić postanowiłem zainteresować się innymi metodami leczenia. E – Lybra to urządzenie, które zostało stworzone w Wielkiej Brytanii. Niestety do tej pory nie ma nikogo w Polsce kto używałby go do leczenia czy chociażby diagnostyki. E – Lybra to nie jest czarodziejska różdżka, która za pomocą dotknięcia natychmiast nas wyleczy. Pozwala nam jednak uświadomić sobie gdzie mamy problem z naszym zdrowiem. Jak to urządzenie działa? Otóż jego program powstał dzięki wiedzy i odkryciom dr. Huldy Clark. Nie jestem lekarzem czy fizykiem, żeby wchodzić w detale jej wynalazku zatem mogę jedynie w skrócie opisać tylko to co rozumiem. Otóż organy wewnątrz naszego ciała rezonują z odpowiednią częstotliwością. Odstępstwo od tego podstawowego prawa świadczy o tym, że nasz organ ma jakieś kłopoty. E-Lybra jest w stanie określić czy nasze organy rezonują zgodnie z częstotliwością z jaką powinny to robić. Jeżeli tak się nie dzieje to urządzenie to pozwoli nam zdać sobie sprawę z tego faktu. W zależności od stopnia odstępstwa E – Lybra może sama spowodować przywrócenie prawidłowego funkcjonowania określonego organu a jeżeli odstępstwo jest zbyt duże pozwoli nam na podjęcie decyzji w sprawie leczenia chorego organu. Czasami wystarczą witaminy czy suplementy innym razem konieczna jest pomoc lekarza. Wielokrotnie testowaliśmy to urządzenie, bo jest ono na wyposażeniu naszego, praktykującego nietradycyjną medycynę lekarza, i za każdym razem diagnoza była dokładnie taka jaką otrzymaliśmy od lekarza medycyny tradycyjnej. Możliwości tego urządzenia wykraczają o wiele dalej i szczególnie w przypadkach, w których targają nami emocje to urządzenie pozwala na określenie tychże, co z kolei pozwala nam na zdanie sobie sprawy z problemu i jego akceptacji. Wiele chorób ma podłoże psychologiczne i żadne lekarstwa na nie, nie pomogą. Znając jednak problem i wiedząc co leży u jego podłoża, pozwala nam uświadomić sobie o jego istnieniu i stosując różne metody koncentracji możemy z nim walczyć. Jestem z natury sceptykiem i nie łatwo mnie do czegoś przekonać. E – Lybra przekonała mnie jednak do siebie i dlatego zdecydowałem się o tym napisać.

Wizyta w kraju i refleksje po powrocie

Zbliża się powoli miesiąc odkąd wyjechaliśmy z Polski. Postanowiłem chwile odczekać zanim podzielę się moimi refleksjami z pobytu w kraju. Miesiąc to spory odcinek czasu, sądzę zatem, że wszystko się już we mnie ugruntowało a i emocje trochę opadły i dystans do wszystkiego bardziej się zobiektywizował. Polska się zmienia, zaprzeczyć temu byłoby bardzo trudno. Nie chcę jednak pisać na temat zmian a bardziej na temat tego co mnie najbardziej denerwuje. Myślałem początkowo o ustaleniu pewnej kolejności chronologicznej rzeczy wkurzających mnie, porzuciłem jednak ten pomysł. Kolejność zatem jest kompletnie przypadkowo.

Zacznę zatem od kompletnego braku obiektywizmu w stosunku do PRL. Zanim jednak rozwinę ten wątek muszę powiedzieć, że to wlasnie poprzedni system spowodował moja rozłąkę z krajem. Nie zależnie od tego stać mnie na dostrzeżenie w nim pewnych plusów, bo przecież nie wszystko było aż tak ohydne jak to przedstawiają nawiedzeni walczący o wolność. Ta nagonka i upodlanie ludzi, którzy budowali w tym okresie Polskę jest bardziej niż prymitywna. Nie jestem w stanie zrozumieć skąd się bierze ta bezgraniczna nienawiść IPN i temu podobnych instytucji do tego okresu naszej historii. Nie był to napewno okres najlepszy ale na zawsze pozostanie częścią naszej historii i wypadałoby o tym pamietać i odnieść się do niego i do ludzi w nim żyjących chociaż z minimalną dozą szacunku. Tymczasem to tylko opozycja i wyklęci zdają się zdobywać powszechne uznanie. Polityka to jedna wielka ohyda. Dzisiejsi politycy w obronie swojej władzy i wpływów niewiele różnią się w swoim zaślepieniu o słuszności ich racji od tych z poprzedniego systemu. Nelson Mandela po zdobyciu władzy w RPA nie robił żadnych lustracji, nie przeglądał akt, nie szukał haków. Ten mądry człowiek uznał, że dobro państwa wymaga współpracy wszystkich. Rozliczył przestępców ale nie zniszczył struktur państwa. Może by tak wyciągnąć z tego jakieś wnioski.

Żyjąc z góra dwadzieścia pięć lat w USA sporo się napatrzyłem i sporo zrozumiałem jeśli chodzi o ich styl życia. Amerykanizowanie Polski i wzorowanie się na rozwiązaniach zza wielkiego stawu uważam, za przedsięwzięcie wyjątkowo chybione. Powiem więcej, jeśli chodzi o historie to Amerykanie nie mają żadnej w porównaniu z naszym krajem. Co ma historia do tego? Ano historia kształtuje przyzwyczajenia kulturowe, nawyki, poczucie humoru, styl bycia można by mnożyć. Bezkrytyczne adaptowanie rozwiązań zza oceanu to brak wizji i szacunku dla naszej własnej kultury. To lizusostwo i wazeliniarstwo w stosunku do kraju, którego nawet nie stać na zniesienie wiz dla narodu, który przyczynił się do zdobycia ich niepodległości to prymitywizm nie mieszczący się w moich kategoriach rozumowania.

Mój pobyt w Polsce spowodowany był koniecznością opieki nad członkiem rodziny. Dzięki temu miałem możliwość przyjrzeć się naszej służbie zdrowia. Nie pozostaje mi nic innego jak prosić stwórcę mojego aby nie pozwolił mi na koniec życia korzystać z dobrodziejstw tych którzy czelność mają nazywać się lekarzami w naszym kraju. Korzystałem juz z opieki lekarskiej i w Ekwadorze, i w Stanach. Bezczelność z jaką nasi medycy domagają się gratyfikacji jest chyba nigdzie indziej nie spotykana. Są to oczywiście moje spostrzeżenia wynikające ze sposobu w jaki traktowano matkę mojej żony. Ludzie starsi traktowani są bez chociażby minimum empatii ze strony personelu. Stosując alternatywne metody leczenia osiągnęliśmy daleko lepsze efekty od szpitala, który twierdził, że miejsce teściowej jest juz w innym wymiarze. Jest to smutna generalizacja, która napewno nie dotyczy wszystkich lekarzy. Dodam jeszcze tylko na koniec, że wielu z tych lekarzy, którzy stanęli na drodze mojej teściowej to bardziej księgowi niż niosący pomoc wyznawcy Hipokratesa.
To co zrobiono z polskim szkolnictwem na przestrzeni ostatnich dwudziestu pięciu lat jest tylko potwierdzeniem ślepej nienawiści do minionego systemu. Ośmioklasowa szkoła podstawowa, liceum, technikum, szkoły zawodowe i wyższe uczelnie to zdało egzamin i funkcjonowało bardzo dobrze. Tylko, że….korzenie miało nie takie jak potrzeba. Zrujnowano kompletnie i dokładnie do gruntu cały system i program i stworzono coś w czym nikt albo prawie nikt nie może się odnaleźć. I zgodnie z zapowiedzią prezesa będziemy wracali do poprzednich rozwiązań . Trzeba było dwadzieścia pięć lat, żeby to zrozumieć. Tylko czy na to pozwolą bracia zza wielkiej wody, których tak chętnie słuchamy.
Tolerancja, o której tak chętnie się mówi w naszym kraju to puste słowo bez żadnego pokrycia. Dzięki staraniom polityków udało im się podzielić nas na tyle kategorii, że prawie już nikt nie wie kim jest. Patrioci i zdrajcy, katolicy i niewierzący, mordercy i pro life, złodzieje i ludzie pracy, rząd i opozycja, prezydent i premier, związkowcy i pracodawcy, platformersi i pisowcy i sam wszechmogący Bóg by się tego wszystkiego nie doliczył. Wszyscy chcą dobrze dla Polski tyle, że po swojemu i tylko po swojemu. Każda z tych opcji toleruje tylko swoje poglądy inne uważając za nic nie warte. Bez porozumienia i kompromisów niczego im się nie uda zbudować ale będą próbować choćby do ostatniej kropli krwi bo durna wiara w swoje racje odebrała wszystkim zdolność trzeźwego myślenia. Nie będę tu już wspominał destrukcyjnej roli kościoła w tym zakresie, który miast nieść ukojenie duszy upolitycznia się coraz bardziej. Chciałbym wierzyć, że uda się to zmienić. Póki co nie widać nawet światełka w tunelu.
Są to moje prywatne spostrzeżenia, kogoś ktoś nie żyje tu na codzień ale spędził wystarczajaco dużo czasu aby wyrobić sobie jakiś pogląd. Domyślam siė, że będą rożne opinie na tematy przeze mnie tu poruszone. Z chęcią ich zatem wysłucham.