Ślepa przyjaźń

Zastanawia mnie ostatnio czy jest na świecie drugi taki kraj jak Polska? Położony tak jak my. Skłócony wewnętrznie, niezrozumiały na zewnątrz. Kierowany przez ludzi bez wizji, którzy zawiązują nic nieznaczące przymierza.

Przejrzałem historie naszych wojen. Z kim myśmy się nie bili. Prowadziliśmy wojny z Prusami, Czechami, Rosją, Litwą, Mołdawią, Ukrainą. Najechali na nas Mongołowie, Tatarzy, Szwedzi, Niemcy, Rosja. Nasze granice zmieniały się częściej niż kobiety zmieniają bieliznę. Aż wreszcie całkiem zniknęliśmy z mapy.

Z kimkolwiek zawiązywaliśmy przymierza, odwracały się one przeciw nam. Ściągnęliśmy Krzyżaków, których przegoniono z Węgier i wkrótce stali się naszymi wrogami. Daliśmy im łupnia, co z tego, kiedy nie dokończyliśmy dzieła.

Ostatni nasz król rozdał nasze ziemie pomiędzy sąsiadów. Ponad sto lat nie istnieliśmy. Powróciliśmy na mapy w 1918 roku. Zaraz uwikłaliśmy się w wojnę z Rosją bolszewicką. Po drugiej stronie granicy rósł w siłę kolejny wróg. Anglia i Francja miały nam pomóc w przypadku agresji. Niewiele z tego wynikło. To my pomagaliśmy Anglikom w walce o Wielką Brytanię. Wystawiono nam za to rachunek za paliwo samolotowe.

Nikt nas nie słuchał na konferencjach pokojowych po II wojnie światowej i sprzedano nas naszemu wschodniemu bratu. Znowu zmienili nam granice za zgodą naszych sprzymierzeńców. Szczęście w nieszczęściu, nie staliśmy się kolejną republiką naszego zachłannego brata. Nasi sojusznicy jedynie co nam dali to Radio Ameryka i Wolna Europa, chyba w nadziei, że kiedyś się zbuntujemy i wrócimy na łono demokracji.

Jakby przewidzieli scenariusz przyszłości. Zbuntowaliśmy się we właściwym czasie i we właściwym momencie. Staliśmy się ponownie krajem wolnym. Historia jednak jak zwykle lubi się powtarzać. Zwycięstwo zawsze ma wielu ojców i wiele rąk chętnych do rządzenia. Zmieniały się te łapy na stanowiskach kierowniczych z szybkością samolotu odrzutowego. Inne idee, inne wizje, ciągłe kłótnie i znowu podzielono kraj i skłócono ludzi. Staliśmy się częścią Europy, tyle, że ona powoli ma nas dość. Znowu skłóceni wewnątrz i z sąsiadami, nie jesteśmy dla nikogo wiarygodnym partnerem.

Nasi politycy wpatrzeni jak w obrazek w Stany Zjednoczone ponownie zapomnieli o naszych priorytetach. Stosunek naszego Wielkiego Brata do nas nie ma nic wspólnego z partnerstwem. Stany traktują nas jak wasala i to tępego. Jeśli komuś marzy się bezwizowy wjazd za wielką wodę to chyba żyje w krainie czarów i hektarów. Aktualny włodarz kraju nad Potomakiem stawia nam same żądania. Włazimy mu bez wazeliny między pośladki. Takich durniów nie można traktować poważnie. Odnosi się więc do nas jak do poddanych bez prawa głosu. Poleźliśmy i uwikłaliśmy się w wojny dla tych miłośników pokoju i demokracji na świecie. Bezkrytycznie wykonujemy wszystkie amerykańskie zachcianki bo ktoś ubzdurał sobie, że to będzie nasza racja stanu.

I co? Prezydent USA nakazał nam zwrot mienia sprzed II Wojny Światowej. Niech sobie wydaje te swoje bzdurne polecenia jeśli dotyczą jego kraju. Decydować jednak o naszych stosunkach z innym krajem to wyraz wyjątkowej pogardy dla nas. Osobiście oczekiwałbym podobnej uchwały naszego rządu i domagania się zwrotu zrabowanego mienia Indianom. Tylko do tego trzeba mieć jaja.

No i znowu zostaliśmy sami. Cała nadzieja w San Escobar.

O sługach

Przez tego cymbała

Urzędu chwała

Całkiem zmalała

 

W zamku gdzie mieszka

Na drzwiach jest wywieszka

To dom rzezimieszka

 

On jej nie rozumie

Płacze na sumie

Nic więcej nie umie

 

Jarkowi w podzięce

Całuje ręce

I nie chce nic więcej

 

Bo sługa on jego

Nie kraju naszego

Bez zdania swojego

Bez szacunku do samego siebie.

Jesli ktoś wierzył lub choćby miał nadzieję na przebudzenie prezydenta i postawienie się prezesowi, to spotkała go chyba niezbyt miła niespodzianka. Po zawetowaniu oryginalnych ustaw o SN i KRS, niektórzy sądzili, że oto Andrzej Duda staje się samodzielnym politykiem. Nic z tych rzeczy. Prezydent „wszystkich” Polaków nie jest nawet strażnikiem belwederskiego żyrandola, lecz zwykłym szarym szeregowym wartownikiem interesów kasty żandarma z Żoliborza. Próba tłumaczenia przyczyn jego decyzji w oświadczeniu to żenujące wmawianie ludziom kolejnych kłamstw, które być może przemawiają do słuchaczy TVP lecz do nawet przeciętnie inteligentnego wyborcy już nie. Co ciekawe w owym oświadczeniu pan Prezydent używa słów „nie rozumiem” w odniesieniu do zarzutów krytykujących nowe prawo. Nie rozumie on rownież decyzji Unii wstrzynającej postępowanie przeciw Polsce. Nie dociera do Andrzeja Dudy krytyka autorytetów prawa, włącznie z jego profesorami z UJ. Poniżany i ośmieszany przez prezesa od samego początku swojej prezydentury staje się coraz większym pośmiewiskiem nie tylko w Polsce ale i poza granicami naszego kraju. On tego jednak nie rozumie. W hierarchii władzy jego wpływ na kluczowe ministerstwa jest powszechnie znany. Drwią z niego Waszczykowski, Macierewicz, Ziobro i nowy filar intelektualny naszego rządu Suski. Andrzej Duda jest szóstym prezydentem od czasu ponownego wprowadzenia tego urzędu i napewno najgorszym. Żaden z jego poprzedników nie był, bo by sobie na to nie pozwolił, tak przedmiotowo traktowany przez obóz, z którego się wywodził. Można wiele każdemu z jego poprzedników zarzucić, nie można jednak żadnemu z nich wytknąć braku szacunku do samego siebie, co zdaje się powinno być podstawą każdego zdrowo myślącego człowieka. Sposób w jaki jest traktowany i do tego jego bierna postawa dowodzą już nie tylko o jego braku respektu dla siebie samego ale rownież i dla urzędu, który piastuje. Czyż można się zatem dziwić, że tak mało rozumie? Czyż można się dziwić, że jest wyśmiewany skoro dał się zredukować do roli dlugoPiSu prezesa? Wszyscy popełniamy błędy i pomyłki. Sztuką jest się do nich przyznać i wyciągnąć wnioski. Bezkrytyczne w nich trwanie zwykliśmy nazywać głupotą.