Jest jeszcze gorzej

Dziś pozwolę sobie przypomnieć mój tekst ze stycznia 2017 roku ‚Granice Absurdu”. Właśnie go przeczytałem i mam wrażenie, że nic się nie zmieniło. Wręcz odwrotnie, jest jeszcze gorzej.

Mam wrażenie, że litery „p” i „s” to chyba dwie od, których zaczyna się najwiecej polskich wyrazów. Literka „i” aczkolwiek mniej popularna w kontekście ilości wyrazów się od niej zaczynających, jako spójnik jest w naszym języku niezastąpiona co da się zauważyć w poniższym tekście.

Rządzi nami „prezes i spółka”  i nie wolno tego mylić z prawem i sprawiedliwością bo akurat oba te rzeczowniki „pan i służba” jego mają w „poważaniu i się” nimi najmniej przejmują. „Potężnemu i surowemu” władcy z Żoliborza udało się „przekonać i skłócić” swoich zwolenników z resztą „Polski i społeczeństwa”. Ten wszechwładny pan zwaśnił rownież wszelkie grupy zawodowe. Nowa prezes TK nijaka „Przyłębska i sędziowie” powołani niezgodnie z prawem, nad konstytucję przekładają edykty wydane na Żoliborzu. Chłopiec na „posyłki i sekretarka” naszego króla ukrywający się pod pseudonimami prezydent i marszałkini owe edykty „podpisują i stanowią” prawem.  Nasz „Parlament i Senat” w których większość stanowią „posłańcy i sługusy” „pierwszego i samowładnego” wszelkie „poprawki i sprostowania” do edyktów królewskich wymyślone przez „posłów i senatorów” opozycji, tylko „przegląda i skierowuje” na okoliczny śmietnik. Nie mają się czego bać bo „prokuratorzy i sędziowie” wymiaru sprawiedliwości wymieniani są na tych co się „podporządkują i samodzielnie” bez „przymusu i solidarnie” edykty królewskie za prawo uważać będą.  Nie inaczej dzieje się w wojsku. Tu rządzą „piloci i spadochroniarze”, których zadaniem jest „podporządkować i spacyfikować” tych, których żoliborski władca „posortował i sklasyfikował” jako nieprzydatnych do życia w królestwie. Tym celom służy też „policja i strażacy”, którzy mają „polać i spałować” tych, których nie dopadli „piloci i spadochroniarze”. Głównymi zadaniami wszystkich ministerstw jest skoncentrowanie się nad „pomnikami i Smoleńskiem”, pozostawiając „Polskę i społeczeństwo” na drugim planie.  W telewizji rządzi „pół-terier i sfora” zajmując się przede wszystkim „plotkami i skandalami” dotyczącymi „posortowanych i sklasyfikowanych” co ma się nazywać „patriotyczną i społeczną” misją telewizji. Czy ktoś pamięta aferę podsłuchową z knajpy Sowa i Przyjaciele? Nie ma juz tego lokalu, zmienił swoją nazwę na „Przyjaciele i Sowa” żeby było wiadomo kto może „podsłuchiwać i sprzedawać” nagrania z tej działalności.  A czy wiedzieliście, że na ulicy rządzą „prostytutki i sutenerzy”? Ich głównym zadaniem jest walka z „pedalstwem i samogwałtem”, tak podłych dewiacji szczególnie wsród „panów i singli”. Ponieważ „prezes i sekretarka” należą do tej grupy, dlatego walka na tym odcinku będzie „powszechna i skoordynowana” pod nadzorem „posłów i senatorów” jedynie „prawej i słusznej” orientacji „partnerskiej i seksualnej”. Przeczytałem gdzieś na internecie, źe narybek partyjny ma się organizować jako „plemniki i sperma” głównego ideologa. Ile w tym prawdy – nie mam pojęcia. Czytając codzienne doniesienia mam wrażenie, że granice absurdu już dawno zostały przekroczone.

Post i Scriptum.

Po napisaniu tego tekstu uzmysłowiłem sobie, że nasze elity interesuje tylko walka o „pozycje i stanowiska” . Ta walka składa się z „porażek i sukcesów”, od pierwszych dostaje się bólu głowy od drugich jej zawrotu czyli nie ma miejsca na normalność.

https://widzianezekwadoru.wordpress.com/2017/01/26/granice-absurdu/

Na gorąco.

Emocje powoli opadają. Niedziele mamy za sobą. Początkowe wyniki nie napawały optymizmem. Opozycja po raz kolejny okazała się słaba, skłócona i co gorsza bez wizji, która mogłaby porwać zaczadzone pisowskimi obietnicami uboższe warstwy społeczeństwa. Lud od dawna mało interesowały pisowskie afery i przekręty. Nie mogę uwolnić się od myśli, źe jednak Donald Tuski, być może osobowość w polityce zagranicznej, kompletnie zbagatelizował masy. Do tych odwołał się Kaczyński i udało mu się je przekupić. Zasadniczo było to dość łatwe, bo z pomocą przyszedł toruński watażka. Reszta to już historia.

Nie jestem oczywiście zadowolony z ostatecznego wyniku wyborów ale w moim przekonaniu, w aktualnej sytuacji, gdy opozycja nie prezentuje żadnej jedności, wyrwanie Senatu z łapek Jarosława należy uznać za niespodziankę i spory sukces. Cieszy mnie to również z tego powodu, że zawsze Karczewskiego uważałem za wyjątkowego błazna, hipokrytę i człowieka bez honoru. Mam nadzieje, że zgodnie z tym co radził lekarzom rezydentom teraz on pójdzie precz pracować dla idei. Nie bardzo to widzę ale warto mu przypomnieć jego słowa pełne szacunku skierowane do młodych lekarzy.

Na okoliczność stracenia większości w jednej z izb, pewnie zostało przesunięte ostatnie posiedzenie Sejmu i Senatu. Zapewne będą chcieli na tych posiedzeniach przepchnąć jakieś podłe prawo. Będą jednak musieli się nad tym zastanowić żeby Sejmowi nim nie związać rąk. Najchętniej by odwołali Senat, tylko czy to możliwe. Prawdę mówiąc wiele rzeczy przed dojściem PiS-u do władzy wydawało się mało prawdopodobne a jednak okazało się możliwe. Senat też można przepędzić i dać władze strażnikowi żyrandola albo powołać jakieś inne ciało pomiędzy Sejmem a długoPiSem. Nie mam złudzeń, że lud i masy palcem w bucie nie ruszą gdyby naczelnikowi wpadł taki pomysł do głowy.

Wybory jeszcze raz udowodniły jak bardzo głębokie są podziały między nami. Praktycznie nie istnieje żadna płaszczyzna porozumienia. Jak tak dalej pójdzie to w kolejnym etapie możemy się pozabijać.

W przyszłym roku walka o Belweder. Chyba najwyższy czas postawić na wspólnego kandydata na prezydenta by przegonić obecnego „konstytucjonalistę”. Czas na zmiany w przywództwie opozycji i wyłonienie wspólnego kandydata, który mógłby stawić czoło Dudzie. Wielu myśli, że Kidawa-Blońska byłaby lepszym prezydentem niż premierem. Skoro już zaistniała w świadomości ludzi to chyba warto to wykorzystać i budować jej rozpoznawalność i wizerunek póki nie jest za późno.

Ucieszyła mnie bardzo wiadomość o klęsce szanownego tatusia prezydenta. Chyba dotarło do niego, że Adrian nie jest aż tak popularny jak może mu się wydawało. Jakoś mało komu udaje się wyjechać na plecach prezydenta.

Póki co mam nadzieje, że obejdzie się bez niespodzianek na przełożonych sesjach Sejmu i Senatu.

O sytuacji w Ekwadorze w następnym wpisie.

Powrót do przeszłości.

Karczemny marszałek Senatu, swoim zachowaniem przypominający kogoś o takim sposobie bycia, chyba nie bez powodu nosi nazwisko Karczewski. Ów czcigodny jegomość, zapewne z własnej inicjatywy, będzie próbował naprawić to co zepsuli partyjni koledzy zasiadający w ławach sejmowych. Owi naprawiacze kraju pod zbawiennym przewodnictwem rownież Stanisława z Komisji Sprawiedliwości po dogłębnej analizie wszystkich poprawek do Ustawy o Sądzie Najwyższym, których było ponad tysiąc, jeszcze tego samego dnia każdą z nich odrzucili. W swojej niewątpliwej gorliwości dla dobra kraju i w przeświadczeniu o swoich jedynie słusznych poglądach, nie zadali sobie nawet trudu aby zapoznać się z tym co odręcznie napisał wszechwładca kraju. Człowiek to jednak już wiekowy i zaczyna mieć problemy pamięciowe. Krótko mówiąc w swoim królewskim edykcie niezbyt ściśle przedstawił to co miał na myśli w jednym punkcie by zmienić to w innym. Święta komisja pod przewodnictwem pana, o równie świętym nazwisku, Piotrowicza nie wychwyciła tych uchybień, bo król jest przecież nieomylny. I tak bubel przegłosowali potęgą swoich nieomylnych posłów, bo ci pod przywódctwem posłanki o kolejnym świętym nazwisku Piotrowicz, bardziej już byli myślami przy rozdziale więziennych zesłań dla całej opozycji. Z tą jednak pomyłką pierwszy obywatel kraju ową ustawę może nie podpisać, co zdarza mu się rzadko, bo króla boi się bardziej niż diabeł święconej wody. Aby temu zapobiec marszałek Senatu ma zamiar, z potrzeby przypodobania się carowi, znowelizować ustawę tak aby ta nie stanowiła problemów przy jej podpisaniu przez prezydenta. Do tej pory nowelizacje były dokonywane przez Sejm, tyle że ten jest już na wakacjach a wszechwładca nie ma czasu i chce już, natychmiast, choćby od jutra zsyłać i wsadzać do więzień tzw: „stare upiory bolszewickie”, „ubeckie wdowy”, „oczadzonych” i „pożytecznych idiotów”. Oj będzie nam potrzeba nowych miejsc odosobnienia i to w dużej ilości. Jeśli zatem owa ustawa zostanie znowelizowana i podpisana przez strażnika żyrandola, nie mylić z konstytucją, to historia zatoczy koło. Oto bowiem dwudziestego drugiego lipca dawno temu powstał PRL zwany Polską Rzeczypospolitą Ludową, dzisiaj powstanie jego spadkobierca o identycznym skrócie. Powrót do przeszłości, idea prezesa, stanie się faktem a nowy PRL po rozwinięciu przyjmie nazwę Pisowska Przeczypospolita Ludowa. Niech się swieci dwudziesty drugi lipca. 

Seks i frustracja

Seks i jego wpływ na zdrowie psychiczne i fizyczne człowieka to temat wcale nie nowy, no może poza kilkoma krajami, gdzie to jest wciąż temat tabu. W naszym kraju w okresie przewodniej siły narodu, jej materialistyczna ideologia dziwnym trafem pokrywała się ze sposobem postrzegania tej sfery życia ludzkiego z religią i rozmowy na ten temat nie były miłe widziane. Coraz więcej jednak badań naukowych udowadnia, że brak seksu wpływa bardziej destrukcyjnie na homo sapiens niż daje jakiekolwiek korzyści. Dziwnym trafem specjalistami w tej materii są rownież wyznawcy celibatu z wyboru lub z powodu powołania. Oni rownież mają wiele do powiedzenia na ten temat. Gdy nie coraz głośniejsze przypadki molestowania nieletnich to może i warto byłoby ich posłuchać. Ten jednak fakt mocno ich dyskryminuje w stawianiu tez na ten temat. W numerze 44 „Angory” z trzydziestego października ubiegłego roku w artykule „Kara za obcowanie z kurą” opisano przypadek dwudziestosześciolatka, który zgwałcił kurę, za co został skazany na dziesięć miesięcy kicia w zawieszeniu. Nie wiem i nie bardzo mogę sobie ten stosunek wyobrazić, kura jednak przypłaciła go życiem a samo zdarzenie świadczy, że seks jest w naszej naturze i czasami jego brak doprowadza do dewiacji, a czasami do zaburzeń psychicznych i rożnego rodzaju chorób. Ponieważ nie jestem specjalistą w rzeczonej dziedzinie postanowiłem się podeprzeć wypowiedziami seksuologów w tej sprawie, których nie brakuje na internecie.  Oto co udało mi się znaleźć:

Niezaspokojone potrzeby seksualne skutkują zwykle frustracją, gorszym samopoczuciem, złością, zdenerwowaniem, czasami spadkiem samooceny (czujemy się odrzuceni, samotni, nieatrakcyjni), rozdrażnieniem, irytacją, niekiedy bezsennością, brakiem apetytu czy migrenami. Jeśli chodzi o mężczyzn, brak seksu zazwyczaj skutkuje u nich konsekwencjami emocjonalnymi, np. lękiem przed tym, jak sobie poradzą w czasie intymnych zbliżeń, niepewnością, obawą co do ich umiejętności seksualnych. Warto na ten temat porozmawiać z seksuologiem. Hamowanie, czy tłumienie popędu seksualnego, który jest naszą naturalną, biologiczną potrzebą, w sferze psychicznej może powodować napięcie, stres, czy obniżony nastrój. Co jednak, kiedy na horyzoncie nie pojawia się nikt, z kim można tworzyć związek. A nie każdy chce wchodzić w przelotne romanse. Rozwiązaniem  sytuacji może być masturbacja jako zdrowa i normalna alternatywa, która pozwala osiągnąć podobny efekt fizjologiczny, co stosunek, choć nie ma takiej wartości emocjonalnej jak bliski kontakt z partnerem/partnerką.  O ile niemal każdy mężczyzna opanowuje tę sztukę już w okresie dorastania, to część kobiet nie umie tego robić, nie sprawia im to satysfakcji. Warto próbować, można skorzystać z porad w internecie albo udać się do seksuologa. Jeśli rozmowa na ten temat ze specjalistą mężczyzną jest krępująca, można wybrać seksuolożkę. Z pewnością nie uzna tego za błahy problem. Nie bez powodu mówi się o sfrustrowanych starych pannach. Rzeczywiście, niektóre samotne, czy nie mające satysfakcji seksualnej osoby, reagują zawiścią wobec młodych, okazujących sobie pożądanie ludzi, albo swoje niezadowolenie z życia odbijają sobie na innych, zwłaszcza gdy mają nad nimi władzę. Mogą działać destrukcyjnie, być wprost agresywne lub bardziej pokrętnie – zwalczać przejawy seksualności innych (np. dewotki, działacze propagujący czystość moralną, zwalczający edukację seksualną młodzieży, itd…). Bo co tu ukrywać – dla większości ludzi seks jest jednym z tych obszarów w życiu, który sprawia, że czują się kochani, upragnieni, dowartościowani i usatysfakcjonowani, nie mówiąc o rozładowaniu emocji, które ma miejsce przy orgazmie. Nadmiar codziennego stresu i frustracji nie mających nic wspólnego z seksem, jeśli nie jest ich zbyt dużo, jeśli u ich podstawy nie leżą głębokie problemy natury psychicznej, lecz są to zwyczajne życiowe utarczki, dobry seks i orgazm może od nich uwolnić, tak jak uwalnia od napięcia seksualnego”.

Stopień sfrustrowania naszych posłów i senatorów, w kontekście powyższego, każe mi sądzić, że jest coś na rzeczy. Jeśli do tego dołożymy, że lider partii i najbardziej opiniotwórcza parlamentarzystka, to zatwardziali singliści, tfu-poświęcili swoje życie dobru ojczyzny, to wnioski narzucają się same. Sfrustrowany biznesmen z Torunia, notabene rownież zwolennik celibatu, chce więcej reklam w swojej telewizji od tej dobrej zmiany, mogą być nawet podpaski i prezerwatywy, byle podbudować kiepski budżet radiostacji. To nic, że jego słuchacze z tego już wyrośli, liczy się kasa. Nie twierdzę, że brak erotyzmu w życiu prywatnym dotknął dotknął tylko singlistów, czego najlepszym przykładem jest twórca teorii spiskowych, sądzę jednak, że o czym mówią seksuolodzy powyżej, mocno daje się we znaki naszym wybrańcom. Chociaż w ich stanie zaleca się masturbacje, na tym etapie to chyba i na to jest już za późno.

Ku Klux Klan po polsku

Nikomu nie trzeba mowić co się kryje za skrótem KKK. Sławne Ku Kłux Klan powstało w wigilie 1865 roku w mieście o jakże swojskiej nazwie, Pułaski w stanie Tenessee. Jak podaje Wikipedia „Jej członkowie zakładali białe ubrania, symbolizujące dusze poległych Konfederatów, choć zdaniem innych szata i kaptur mają nawiązywać do strojów wykorzystywanych w trakcie hiszpańskich Pastas i procesji. Od samego początku Ku Klux Klan przybrał charakter organizacji klanowej, a zadecydowało o tym pochodzenie narodowe kilku jego założycieli. Co najmniej dwóch z nich wywodziło się z tradycji celtyckiej, w której były silne struktury klanowe. Rozwój Ku Klux Klanu ułatwiło upodobanie Amerykanów z Południa do tajnych organizacji, fascynacja masonerią i wiara we własne posłannictwo dziejowe”. Ku Kłux Klan był oczywiście organizacja rasistowską. Rasizm w pojęciu sprzed lat to przeszłość i juz dzisiaj nie ma takiego zastosowania aczkolwiek wciąż istnieje i wciąż są ludzie, którzy są jego wyznawcami. Na polskim gruncie pojęcie to do pewnego stopnia odżyło po przemówieniu sortującym Polaków na lepszych i gorszych a wygłoszonym przez Jarosława Kaczyńskiego. Politycy polscy lubią się wzorować i czerpać z przykładów amerykańskich. Kochają oni Stany Zjednoczone chociaż bez większej wzajemności. Zatem pan Jarosław wierząc we własne posłannictwo dziejowe najpierw nas przesortował i potem dobrał sobie współpracowników, którzy odpowiadaliby jego ideologii. Nie mam tu wcale na myśli prezydenta czy premierowej. Gdyby się dobrze zastanowić to większość decyzji zapada w Sejmie i w Senacie. Prezydent podpisuje a premierowa publikuje. To zatem marszałkowie Sejmu i Senatu są najbliższymi współpracownikami prezesa. Panowie Kuchciński i Karczewski  tez głęboko wierzą we własne posłannictwo dziejowe obrzydzając życie opozycji w każdy dostępny im sposób. Nie jestem pewien ale chyba się jeszcze nie zdarzyło aby uwagi opozycji były wzięte pod uwagę i na ogół wszystko idzie pod głosowanie w niezmienionej formie. Trzej panowie K kochają swoje funkcje i wcale im nie przeszkadza, że oni sami nie są kochani. Nimi przecież kieruje posłannictwo dziejowe.

Od ale jaja do żartu czyli grudniowe wydarzenia z przymrużeniem oka

Grudzień oczywiście stał pod znakiem walki opozycji z partią rządząca. Walka ta na niewiele się zadała jako, że w obu izbach rządzący maja przygniatająca przewagę i nie muszą koniecznie liczyć się z tym co ma opozycja do powiedzenia. Większość bohaterów grudnia to oczywiście członkowie rządzącej partii ale nie może być inaczej skoro pełno ich wszędzie.

Szczyt ale jaja – uczestniczka miesięcznicy smoleńskiej niestety nieznana. Starsza pani z koleżankami zaatakowały dziennikarza TVP zmuszając go do ucieczki. Bohaterki tego zajścia są pilnie poszukiwane przez organizatorów KSW Gala. Planują oni na najbliższym przedstawieniu z Pudzianowskim, przed jego walką dodać starcie seniorów, które polegałoby na okładaniu się torebkami. Panie proszone o pilny kontakt z organizatorami najbliższej gali KSW.

Szczyt błogosławieństwa – łono i piersi matki prezydenta. Pewna pani w pewnym mieście gdzieś w kraju naszym domaga się błogosławienia powyższych części ciała matki naszego pierwszego obywatela. Proponuje tej pani zgłoszenie się do jej parafii w celu zorganizowania wycieczki do Rzymu z napisem santo subito.
Szczyt codzienności – obrady sejmu. Jeszcze przed ich rozpoczęciem wiadomo jaki będzie ich przebieg. Najpierw koalicja rządząca wychodzi z inicjatywa ustawodawczą potem opozycja argumentuje obrzucając ową inicjatywę brzydkimi słowami. Marszałek drzemie w tym czasie a jeśli jest zbyt głośno to zbudzony ze snu i mocno wkurwiony nakłada na pierwszego lepszego z opozycji mandat. On nie musi słuchać tego cyrku bo wynik głosowania zna jeszcze zanim do niego dojdzie.
Szczyt donosicielstwa – Antoni Macierewicz. Miesiąc bez pana Antoniego to stracony miesiąc. Pan Antoni nie może się wyzwolić z czasów słusznie minionych kiedy donoszenie było modne. Szef MON tym razem najpierw spacyfikował w nocy jakaś jednostkę NATO, przegonił polskiego dowódcę a potem doniósł na niego do prokuratury, tak na wszelki wypadek żeby mieć czyste ręce.
Szczyt efektywności – posłowie koalicji. Tempo z jakim pracuje koalicja rządząca przy wprowadzaniu nowych ustaw jest oszałamiające i można je tylko porównać do sławnych czynów społecznych podczas, których osiągało się po dwieście procent normy jeśli nie więcej. Jak to się mówi co nagle to po diable i tak wtedy jak i teraz ten pośpiech kreował i kreuje buble tyle tylko, że te prawne ciężej naprawić. A swoją drogą ciekawe ilu z tych posłów wiem za czym głosuje.
Szczyt fałszu – Kornel Morawiecki. Pan marszałek senior raczył był stwierdzić, że czasami trzeba złamać prawo dla dobra ogółu. Zasłużony opozycjonista w walce z PRL-em zapomniał, że tą właśnie maksymą kierowała się władza socjalistyczna i wtedy to było „be”. Co innego dzisiaj kiedy syn jest wicepremierem to natychmiast zmienia się punkt widzenia. Tak trzymać panie Kornelu, święte słowa zaiste, prezes został usprawiedliwiony.
Szczyt gniewu – Tadeusz Rydzyk. Ojciec dyrektor rozgniewał się na kancelarie pana prezydenta i nikt nie wiedział dokładnie za co.  Podobno chodziło o brak miejsca w samolocie lecącym do Paryża na szczyt klimatyczny na czym telewizja Trwam zna się jak mało kto. Chodzą rownież słuchy, że ojcu dyrektorowi poszło o list jaki wysłał do niego pan prezydent. W tytule owego dokumentu użyto słów typu magnificencji, ojcze założycielu, eminencjo a pominięto ojcze święty a to juz traci brakiem szacunku.
Szczyt humoru – Lech Wałęsa. Pan Lech z sobie tylko specyficzna swadą dał do zrozumienia rządzącym, ż póki co jest cierpliwy i się przypatruje temu co oni wyprawiają. Jeśli jednak przekroczą granicę, dokładnie nie wiadomo jaką, to on jest gotów ponownie stanąć na czele, też dokładnie nie wiadomo czego. Mam nadzieje, że nasz były prezydent nie zamierza znowu przeskakiwać przez płot bo tym razem to się może złe skończyć, po prostu nie ta waga.
Szczyt ignorancji – Beata Kempa. Pani szefowa kancelarii premiera zdecydowała się wstrzymać publikacje wyroku Trybunału Konstytucyjnego żeby jak stwierdziła upewnić się, że wyrok ten nie narusza żadnego prawa. Wynika mi z tego, że pani Beata zna się lepiej na prawie niż jakiś tam sędzia konstytucyjny. I oto właśnie chodziło prezesowi. Nie będzie już zachodzić potrzeba zwracania się z czymkolwiek do trybunału wystarczy już tylko do pani Kempy a trybunał się rozwiąże i basta.
Szczyt jądra zdarzeń – Stanisław Karczewski. Strach przed prezesem pomieszał wszystkim członkom jego partii kompletnie w głowach. Marszałek senatu na wiadomość o zaatakowaniu dziennikarza przez dziarską uczestniczkę miesięcznicy smoleńskiej zamiast ja skrytykować to skrytykował reportera TVP i zarzucił mu brak odpowiedzialności mieszając się w jądro zdarzeń. Panie Stanisławie to była tylko mało istotna miesięcznica co ma pan do powiedzenia reporterom wojennym jeżeli wg pana ta wasza miesięcznica kreująca tyle nienawiści to jakieś „jądro zdarzeń”.
 Szczyt kim pani jest – Beata Szydło. Gdyby nie orędzie wygłoszone przez panią Beatę to pewnie nikt by nie wiedział kim owa pani jest. Kompletnie niewidoczna, odsunięta od władzy przez prezesa stara się udawać, że ma coś do powiedzenia. Dobrze, że opozycja robi ferment i można się na nich wyżyć bo jeśli chodzi o reformy, ustawy i inne zmiany w prawie to szefowa kancelarii też zresztą Beata wie więcej niż pani premier.
Szczyt lenistwa – Trybunał Konstytucyjny. Dostało się tym tłustym kotom z trybunału od ministra odpowiedzialnego za sprawiedliwość. Nic te gamonie w tym trybunale nie robią w porównaniu z takim na ten przykład niemieckim trybunałem z którego niemieccy sędziowie nie wychodzą do domu bo nie maja na to czasu. Prawie dziewiętnaście spraw dziennie czyli mniej więcej godzina i piętnaście minut na sprawę. Rekord świata. A nasze darmozjady nic tylko włóczą się po jakiś Chinach. Z drugiej strony Trybunał wydał decyzje na temat zaprzysiężenia sędziów a rząd i tak miał to w dupie zatem nie ma się z czym spieszyć.
Szczyt łgarstwa – Zbigniew Ziobro. Pan minister sprawiedliwości odezwał się i jak to w jego przypadku zwykle bywa zrobił z siebie idiotę. Chciał wmówić niemieckiemu trybunałowi jakaś nadprzyrodzoną wydajność a tymczasem jego orzecznictwo z wydajnością niewiele wspólnego miało. Ale wieść w kraj poszła, że niby w naszym trybunale to same lenie zasiadają. Póki co mamy jeszcze niezależne media i sprawa łgarstwa pana ministra wyszła na jaw. Ale i to wkrótce się skończy i kłamstwo stanie się prawdą.
Szczyt miłości – Stanisław Pięta. Pan poseł Pięta to prawdziwa stokrotka miesiąca. Z miłości do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pan poseł zaproponował wszystkim pracownikom administracji państwowej chcących pomóc tejże orkiestrze urlop z pracy. I może byłby to wyraz miłości gdyby nie fakt, ze ów proponowany urlop miał być dożywotni. Pan Pięta nie ma zbyt wiele do zaoferowania oprócz tradycyjnej miłości, której uczy wszystkich swoich poddanych prezes. Pięta to część nogi i zdaje się, że tam się przeniósł rozum pana posła.
Szczyt niedopuszczalności – Izabela Kloc. Oburzyła się pani posłanka na media, że obrzucają obelgami rząd co w demokratycznym państwie nie powinno być dopuszczalne. Pani Kloc nie chce pojąć, że media nie obrzucają obelgami rzadu tylko krytykują to co krytykuje coraz większa część Polaków a więc arogancję, nepotyzm brak szacunku dla myślących inaczej. Pani Izabelo proszę przestać się obawiać prezesa i spojrzeć w lustro i przy okazji wsłuchać się w głos tych co niekoniecznie podzielają pani poglądy.
Szczyt opamiętania – Paweł Kukiz. Przejrzał na oczy wreszcie lider swojego ugrupowania. Oliwił pan Paweł cztery litery prezesa aż dostrzegł, że prezes ma tę jego oliwę właśnie w czterech literach. Podkurwiło to z lekka pana Pawła i porównał ugrupowanie prezesowi do partii komunistycznej zarzucając mu wszystkie wady tych formacji. Panie Paweł cieszy mnie to bardzo żeś pan to dostrzegł co widzi nawet przeciętny obserwator sceny politycznej bo to juz najwyższy czas. Jak to mówią; lepiej późno niż wcale.
Szczyt prędkości – Edmund Janniger. Gwiazda doradcy ministra Macierewicza zgasła szybciej niż na dobre rozbłysła. Podobno pan Edmund nie wytrzymał fali negatywnej krytyki jaka się na niego zwaliła i wziął ja sobie do serca. Trzeba było panie doradco pogadać ze swoim mentorem, tyle krytyki i główna ile wylewają na jego łeb, można by się załamać ale pan Antoni ma to po prostu w dupie, nic sobie z tego nie robi a wręcz odwrotnie im bardziej go krytykują tym mądrzejsze rzeczy przychodzą mu do głowy. Jemu naprawdę przydał by się jakikolwiek doradca.
Szczyt rugowania – Krystyna Pawłowicz. Błyszczy gwiazda ugrupowania prezesa czystym i nieskazitelnym światłem. Jeszcze dobrze nie ucichły echa ustawy medialnej a pani Krystyna juz miała wytypowanych dziennikarzy to zwolnienia bo jak zdarzyła zauważyć pani Kloc w demokratycznym społeczeństwie nie jest dopuszczalne krytykowanie demokratycznie wybranego rządu. Pani Krystyna nigdy nie przepadała za pluralizmem ale jak to mówią ryba cuchnie od głowy czyli guru partyjnego.
Szczyt sortowania – Jarosław Kaczyński. Prezes wreszcie wziął się do jakieś pracy i postanowił otworzyć sortownie śmieci czytaj ludzi. Naród wkrótce będzie musiał przejść przez ową sortownie w celu zdiagnozowania genu zdrady. Ci którzy na swoje szczęście czy nieszczęście będą ów gen posiadać zostaną zakwalifikowania do niższej warstwy ludzi całkiem jak w apartheidzie. Najlepiej na tej idei prezesa wyszli ci, którym wpadł do głowy nadruk na koszulka T – shirt. Okazało się, że zapotrzebowanie na koszulki z napisem „jestem gorszym sportem” przekroczyło możliwości produkcyjne. Dużo pracy czeka pana Jarosława , oj dużo.
Szczyt ślepoty – Andrzej Duda. Nie do końca byłem przekonany gdzie umieścić pana prezydenta ale ponieważ w moim poczcie prezydentów dorobił się on przydomku Nietoperz więc ślepota wydała mi się najlepszą kategorią. Pan Duda nic kompletnie nie widzi za dnia. Wszystko co mu każą podpisuje późną nocą. Jego wzrok jest już tak kiepski, że nawet zaprzysiągł sędziów trybunału niemal nad ranem. Jak tak dalej pójdzie to będziemy musieli zmienić naszym biologiczny do rytmu pierwszego obywatela naszego kraju i spać w dzień a pracować w nocy, ale co się nie robi dla dobra kraju.
Szczyt tępoty – Waldemar Bonkowski. Pan senator z Pomorza tak się przejął znieważonymi wypowiedzią pani Tokarczuk mieszkańcami Nowej Rudy, że sam zaapelował do władz miasta o odebranie jej honorowego obywatelstwa tegoż grodu. Mnie rownież nie podobały się sformułowania pani Olgi. Żyjemy jednak w społeczeństwie wielokulturowym i najwyższy czas pogodzić się z faktem, że musimy się wzajemnie tolerować. Judzenie do karania kogoś tylko dlatego, że postrzega świat inaczej graniczy z tępotą. Swoją drogą co to dokładnie oznacza polityka historyczna? Panie Bonkowski może właśnie nadszedł czas żeby skończyć z tym upolitycznianiem wszystkiego.
Szczyt uznania – Wojciech Łuszczykiewicz. Członek grupy Video złajał panią posłankę Pawłowicz za jej poglądy na temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i bardzo słusznie. Wpis pana Wojciecha na fejsie zrobił na wielu spore wrażenie i chciałoby się rzec, że trafił w samo sedno. Pani Krystyna tyle mówi na temat wiary i Boga, że mozna by sadzić, że mamy do czynienia z chodzącym dobrem. Nic bardziej mylnego. Ma rację pan Wojciech pani Krystyna o Bogu wie niewiele jeżeli w ogóle cokolwiek.
Szczyt wieczorową porą – senat. Senatorowie tak się przejęli pracą i tempem jaki narzucił sejm, że kompletnie zapomnieli o swoich domach. Jak tylko sejm coś uchwali i nieważne o której godzinie chwile potem już senat jest gotowy na wzięcie nowego prawa pod swoje obrady. Niestety schemat jego posiedzeń przypomina to co dzieje się w sejmie. Opozycja krytykuje, koalicja niby słucha, bo nie wypada  nie słuchać potem ma miejsce „demokratyczne” głosowanie i ustawa została przyjęta bez poprawek ku chwale prezesa.
Szczyt zawodu – wydział prawa UJ. Zarumienili się profesorowie najstarszej polskiej uczelni Uniwersytetu Jagiellońskiego i wezwali prezydenta aby zaprzestał łamać prawo. Prezydent bardzo się tym przejął i postanowił każdego dnia coś złamać. Jego już mało w tej chwili interesuje zdanie profesorów z jego uniwerku. Jego już mało interesuje czyjekolwiek zdanie z wyjątkiem jednej osoby i to wcale nie jest jego żona. Morda w kubeł panowie profesorowie, wkrótce was wysortują
Szczyt żartu – losowanie grup me w piłce nożnej. Polska reprezentacja w piłce nożnej awansowała do finałów mistrzostw Europy we Francji. W grupie musieliśmy stoczyć ciężkie mecze z Niemcami raz wygrywając, raz przegrywając. I kogo wylosowaliśmy w rozgrywkach grupowych na finałach we Francji? Znowu Niemców. Miejmy nadzieje, że nie powtórzy się  sytuacja z mistrzostw świata w piłce ręcznej, do których zakwalifikowaliśmy się eliminując Niemców. Ci jednak dostali dziką kartę i właśnie nich trafiliśmy w grach grupowych i tam niestety już szczęście nam nie dopisało. Ale jak to mówił nasz trener wszechczasów Kazimierz Górski piłka jest okrągła a bramki są dwie. Trzymam kciuki za naszych w czerwcu i oby dokopali Niemcom.
Szczyt szczytów – posłowie i senatorowie partii rządzącej. Ja rozumiem dyscyplinę partyjną i wiem kto wygrał wybory. Niestety nie bardzo rozumiem pośpiech z jakim zostają podejmowane wszystkie decyzje. Nawet w Stanach podczas ważnych głosowań często dochodzi do wyłamania pojedynczych polityków z linii całej partii. Czyżby w partii rządzącej naprawdę była taka jednomyślność czy to tylko zwykła bojaźń przed prezesem? Mam poważne obawy, że w tym całym cyrku jaki stworzyli nam rządzący niewielu z nich wie o co tak naprawdę chodzi. Wie tylko on jeden nieomylny.

Czas obłędu.

Czy ktoś jeszcze pamięta „Czas zabijania” czy w wersji oryginalnej „Time to kill”? Bardzo dobry film z 1996 roku z Sandrą Bullock, Matthew McConaughey i Samuelem L. Jacksonem w rolach głównych. Matthew  McConaughey gra role prawnika i przyszło mu bronić czarnoskórego ojca, którego nieletnia córka została pobita i zgwałcona przez dwójkę białych mężczyzn. Samuel L. Jackson, grający ojca owej nieletniej dziewczyny dokonuje samosądu i zabija obu podsadnych na terenie sądu. To właśnie jego ma bronić adwokat grany przez McConaughey. Film niewątpliwe warty obejrzenia. Akcja trzyma w napięciu, świetne role głównych bohaterów grane przez uznanych aktorów i ciekawa historia, która na pewno ma odniesienie do amerykańskiej rzeczywistości to tylko pare elementów tego filmu, które wywarły na mnie wrażenie i sprawiły, że film ów mam w swojej kolekcji DVD. Mocno utkwiło mi w pamięci końcowe przemówienie obrońcy, zakończone w sposób zgoła nieoczekiwany. Tą właśnie mowę postanowiłem wykorzystać do mojego artykułu.

W pewnej knajpie spotykało się dość często sporo znajomych. Upodobali sobie owe miejsce bo i jadłospis im odpowiadał i fakt, że zawsze mieli na swojej potrzeby salkę, w której nikomu nie rzucali się w oczy. Ceny wyżerki nie grały roli ponieważ bractwo owe to byli urzędnicy państwowi i wspaniałomyślnie owe spotkania postanowili scedować na koszt podatnika. Ludzie przy kielichu zwykle gawędzą o wszystkim co im ślina na jęzor przyniesie nie omijając spraw zawodowych. Tak się jednak złożyło, że w tym przypadku sprawy zawodowe miały rownież odniesienie do spraw państwa jako, że jak już wspomniałem goście mieli powiązania z władzą bądź sami ową władze reprezentowali. Nie przewidzieli jednak, że w tym uroczym miejscu czają się na nich kelnerzy z mikrofonami i nagrywają ich rozmowy. Kelner to zawód niskopłatny, chłopaki postanowili zatem dorobić sobie na boku i owe nagrania spieniężyć, a że trafiła się gazeta chętna kupić owe nagrania to jak postanowili tak i zrobili. Tu trzeba stwierdzić, że owe nagrania odbywały się bez wiedzy i przyzwolenia naszych urzędników. Pismo jednak niewiele sobie tym zawracało głowę i owe knajpiane rozmówki opublikowało. Radość w narodzie była wielka bo wreszcie ludzie poznać mogli język wielkiej polityki. Jeszcze bardziej ucieszyła się opozycja bo mogli wreszcie otworzyć oczy społeczeństwa na jego wybrańców. Władza próbowała rożnych sztuczek, łącznie z pacyfikacją redakcji czasopisma, jednak pod naporem braci dziennikarskiej, która zjednoczyła się w walce o wolność słowa, sprawujący władze musieli pogodzić się z dotkliwą porażką. Wydarzenia te stały się pożywką opozycji w walce wyborczej a knajpianych kumpli kosztowały ich stanowiska. Opozycja ostatecznie wygrała wybory i pomna owych wydarzeń postanowiła znowelizować prawo medialne. Kiedy poprzednia władza próbowała wywrzeć presję na media, dzisiejsi włodarze a ówczesna opozycja wrzask podnieśli na zamach na wolność słowa. Dzisiaj to oni jednak sprawują władze i  będąc pod ostrzałem mediów i to nie z powodu podsłuchanych nielegalnie rozmów ale z powodu wprowadzania reform i praw bez należytego przygotowania, wrzask podnoszą oskarżając dziennikarzy o stronniczość i inne działania zmierzające do podjudzania społeczeństwa. Nie popełnią zatem błędów swoich poprzedników pacyfikując redakcje niechętnych im czasopism, po prostu zmienią prawo medialne, które da im daleko większe możliwości niż jakiś głupi nalot na redakcje obrzydliwego piśmidła. Tak już zrobili z Trybunałem Konstytucyjnym, służbą cywilną, policją kolej na pismaków.
Matthew McConaughey broniąc czarnoskórego przed białą ławą przysięgłych w swojej mowie końcowej przedstawił hipotetyczna sytuację, która doprowadziła do słusznego uniewinnienia oskarżonego. Biały prokurator, biała ława przysięgłych, biały sędzia i czarny oskarżony. Zwyciężył zdrowy rozsądek. Sytuacja ta jako żywo przypomina to co się dzieje w polskiej polityce. Samozwańczy władca absolutny wywiera presje na swój dwór nie patrząc na dobro ogółu, kierując się jedynie sobie zrozumiałymi prawami a reszta jego służby bije tylko brawo w obawie przed zemstą obłędu. Czy znajdzie się ktoś w tym tłumie kto powie dość i wskrzesi pojęcie zdrowego rozsądku? Czas pokaże.