Zakurzone ciało.

Czy można być oryginalnym w swoim komentarzu, po takim meczu? Czy można napisać coś czego ktoś nie napisał? Osobiście nie sądzę. Wiadra pomyj zapewne wyleją się dziś i jutro na naszą reprezentacje. Nikt, w najgorszych snach, nie wyobrażał sobie takiego scenariusza. Przed zakończeniem potyczek grupowych możemy się pakować, nie mając najmniejszych szans na wyjście z grupy. Dwa lata temu ci sami zawodnicy zachwycali na boiskach Francji. Nie pojmuję zatem komentarza kapitana naszej drużyny, że to było wszystko na co nas aktualnie stać. Nagle zapomnieliśmy jak się gra w piłkę nożną? Nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem gwiazdy Lewandowskiego. Nie ujmując nic z jego osiągnięć, drażni mnie u niego wyjątkowy brak skromności. W tym aspekcie Robert Lewandowski przypomina mi Ronaldo, którego ego nie ma sobie równych. Niestety jeśli chodzi o umiejętności to monachijska gwiazda jeszcze wiele musi się uczyć od Portugalczyka. Ten zdobył już cztery bramki na mistrzostwach, z których dwie padły po wykreowanych przez siebie samego sytuacjach. Nasz kapitan, oceniając nasz występ powinien zacząć od siebie, nic szczególnego bowiem nie pokazał. To nie był ten sam zawodnik, który podczas mistrzostw Europy podrywał kolegów do walki. Tym razem zniżył się do ich poziomu. Dwa lata temu nasi piłkarze byli kupowani niemal na pniu, przez najlepsze kluby Europy. Czy po tych mistrzostwach ktoś będzie chciał nasze gwiazdy z Paryża, Monachium czy Neapolu. Mam poważne watpliwości.

Niemal każde rano zaczynam od prysznica. To taki rytuał, który pozwala mi na powrócenie ze świata snów do świata dnia bardziej rześkim i z otwartymi szeroko oczami. Nie inaczej było dzisiaj. Po meczu naszych gwiazd poczułem jednak nieodpartą ochotę zmycia z siebie pyłu, napewno nie gwiezdnego, niesmaku jaki opanował moje ciało. I choć nie czułem się brudnym to spływająca po mnie woda okazała się balsamem dla mej „przykurzonej” skóry.

Gorzej z duszą. Ona będzie potrzebowała czasu na zapomnienie.

Reklamy

Jedziemy do Rosji

Jedziemy do Rosji na Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Zadecydował o tym niedzielny mecz z Czarnogórą. Tradycyjnie nie obeszło się bez nerwów w końcówce, spowodowanych przestojem naszych piłkarzy w drugiej połowie. W sukurs przyszedł Robert Lewandowski, który samodzielnie zdobył bramkę, która okazała się na wagę zwycięstwa. Prawdziwi kibice oglądali mecz więc nie ma się co nad nim rozwodzić. Nonszalancja naszych zawodników w drugich czterdziestu pięciu minutach dała się nie tylko kibicom we znaki ale rownież i kapitanowi naszej reprezentacji, który nie krył swojego niezadowolenia w pomeczowych wywiadach. Jego frustrację mogliśmy wszyscy zobaczyć po zdobyciu bramki przez niego, co uzewnętrzniło się kopnięciem jednego z elementów dekoracyjnych poza boiskiem. Jego złość niewątpliwie była uzasadniona, bo sposób gry naszej drużyny po zdobyciu prowadzenia był nie do zaakceptowania, a co gorsze to nie była kwestia tylko tego spotkania. Oddaliśmy inicjatywę Czarnogórcom, dokładnie tak samo jak to zrobiliśmy w poprzednich meczach, może poza spotkaniem z Armenią, chociaż i w tym meczu początek drugiej połowy odbywał się pod dyktando Ormian. Robert Lewandowski ma racje piętnując to zjawisko. Nie wiem jednak czy sposób jaki wybrał, czyli przed kamerami i w rozmowie z reporterami jest najlepszy. Dużo się mówi o jedności i spójności naszej reprezentacji. Świadczyły o tym chociażby koszulki z napisem wspierającym Milika. Wyglądało to budująco. Robert trochę zburzył ten sielankowy obraz dając do zrozumienia, że nie każdy powinien być w tej kadrze, i że sporo jej brakuje, abyśmy mogli być uważani za mocną drużynę. Szczerze mówiąc, nie ujmując zasług pana Roberta, jego uwagi nie przypadły mi do gustu. Po pierwsze obawiam się, że mogą negatywnie wpłynąć na klimat w drużynie, po drugie wreszcie, takie pranie brudów powinno mieć miejsce w szatni. Domyślam się, że trener Nawalka mocno liczy się z opinią naszego najlepszego zawodnika i zresztą słusznie, to on jednak w końcowym efekcie powinien mieć ostateczne słowo przy ocenie przydatności zawodników do gry w drużynie. Robert Lewandowski pobił właśnie rekord Włodzimierza Lubańskiego pod względem ilości zdobytych bramek w reprezentacji i zapewne podbije ten rekord do granic trudnych do osiągnięcia. Będąc graczem pan Włodzimierz rownież był i kapitanem, i najlepszym piłkarzem zespołu. Nie pamietam jednak aby pozostali zawodnicy mogli to odczuć. Pod tym względem chyba jeszcze sporo Robert Lewandowski musi się uczyć. A skoro już porównuję to chyba warto byłoby aby ocena drużyny należała do trenera tak jak to było za czasów Kazimierza Górskiego. Cieszmy się jednak z awansu bo uczestnictwo drużyny narodowej w mistrzostwach świata to marzenie każdego kibica.

Bardzo ważne zwycięstwo

Od falstartu w Kazachstanie zanotowaliśmy cztery kolejne zwycięstwa i zdecydowanie prowadzimy w naszej grupie eliminacyjnej. Trzeba jednak przyznać, że poza meczem z Rumunią każde spotkanie to jedna wielka nerwówka. Szczęście niewątpliwie nam sprzyja i oby nam w dalszym ciągu tak dopisywało. Napewno w każdym rozegranym do tej pory meczu mieliśmy przewagę, którą za każdym razem dokumentowaliśmy strzelonymi bramkami. Niestety po objęciu prowadzenia nigdy nie potrafiliśmy udokumentować tego kolejnymi golami, może poza spotkaniem z Danią. Jednak nawet w tym meczu pozwoliliśmy sobie na strzelenie dwóch goli powodując, że końcówka była bardzo nerwowa. W dzisiejszym meczu dominowaliśmy bezwzględnie. Kontrolowaliśmy przebieg spotkania nie dając wiele miejsca Czarnogórcom na rozgrywanie swoich akcji. Wspaniały gol Lewandowskiego z rzutu wolnego był w pierwszej połowie najniższym wymiarem kary. Spokojnie mogliśmy prowadzić różnicą dwóch bramek. Początek drugiej połowy też nie wskazywał na nerwową końcówkę. Mieliśmy kolejne zaprzepaszczone sytuacje pod bramka na zdobycie następnych bramek. I nagle ni stąd ni zowąd przypadkowa bramka Czarnogóry i mecz zdawał się nam wymykać spod kontroli. Przeciwnicy ruszyli bowiem do ataku i gdyby po rzucie rożnym zostawiony zapełnienie samemu sobie ich napastnik nie spudłował fatalnie to mogliśmy przegrywać. Szczęście nam jednak dopisało tak jak w spotkaniu z Armenią, w którym w ostatniej minucie powinniśmy przegrywać ale ich kontra i sam na sam z bramkarzem skończyła się fatalnym strzałem Armeńczyka a w chwilę potem rzut wolny wykonywany przez Błaszczykowskiego, Robert Lewandowski zamienił na zwycięską bramkę. Mój słowacki sąsiad ma powiedzenie, które bardzo mi się podoba; nie dasz, dostaniesz. Czarnogóra nie wykorzystała swojej szansy na objęcie prowadzenia i została ukarana. Łukasz Piszczek zachował się jak rasowy atakujący ze spokojem przerzucając piłkę nad wybiegającym bramkarzem nie mając na to ani aż tak wiele miejsca ani czasu. Po pierwszej rundzie spotkań prowadzimy zdecydowanie w tabeli z przewagą aż sześciu punktów. W rewanżach trzy mecze rozegramy na własnym boisku a dwa na wyjezdzie i zdawać by się mogło, że tylko jakieś nieszczęście może mam odebrać wygranie grupy. Osobiście nie widzę takiej możliwości, chociaż w sporcie wszystko jest możliwe. Cieszy bardzo ta wygrana w Czarnogórze. Zwycięzców się nie sądzi czego i ja nie zmierzam tego czynić. Chciałbym jednak oglądać więcej takich meczów jak z Rumunią, bez nerwów w końcówce. 

Głupie faule, głupie bramki

„Masakra”, „gdybym wiedział to bym nie oglądał” takie komentarze padały w pociągu, którym wracałem do domu. Mecz oglądałem u znajomego wraz z paroma kolegami. Przed meczem postanowiliśmy dla zabawy wytypować końcowy wynik. Wszyscy zasugerowaliśmy się pogromem Armenii w meczu z Rumunami, który gospodarze przegrali 5:0. Mając to na uwadze sądziliśmy, że grając przed własną publicznością przynajmniej powtórzymy wynik Rumunów. Toteż nasze typy były bardzo optymistyczne. Rzeczywistość okazała się brutalna. Przy odrobinie szczęścia Ormianie mogli nawet wygrać gdyby udało im się wykorzystać świetną kontrę tuż przed zakończeniem meczu. Niewykorzystanie tej sytuacji zemściło się na nich srogo bo w następnej akcji Lewandowski rzutem na taśmę zapewnił nam zwycięstwo. Nasza drużyna zbiera dziś zasłużone cięgi od wszelkiej maści komentatorów i dziennikarzy sportowych. Zagraliśmy słabo sądząc, że przeciwnik będzie stał biernie na murawie prosząc o najmniejszy wymiar kary. Jeśli do tego dołożymy, że przez godzinę graliśmy w liczebnej przewadze to obraz tego spotkanie będzie wyglądał jeszcze bardziej niekorzystnie dla naszej drużyny. Nie zgadzam się do końca ze wszystkimi ocenami naszych zawodników. Dla mnie najbardziej zawodzi Krychowiak i Rybus, który głupim faulem sprokurował sytuacje po, której Ormianie strzelili nam gola. Nie mam aż tyle żalu do Teodorczyka, pomimo zaprzepaszczonych kilku sytuacji, Milik tez ostatnio zawodził ze swoją skutecznością. Napewno Łukasz nie zagrał świetnego meczu tyle, że trener kadry rzadko kiedy dawał mu pograć, stąd może żal mi trochę Teodorczyka bo chyba nie do końca zasłużył na tak surową krytykę. Mnie najbardziej aktualnie razi sposób w jaki tracimy bramki. W trzech meczach strzelono nam pięć goli. Za spotkanie z Kazachstanem winą obarczono Salamona. Z Danią i Armenią juz nie grał a my dalej traciliśmy głupie bramki. Wszystkie one padły po dośrodkowaniach po ziemi, które niewiadomo czego zaczynają nam sprawiać olbrzymie kłopoty.  Tracimy gole w sytuacjach gdy wszystkim się wydaje, że mecz jest już pod naszą kontrolą. Następuje jakieś głupie rozluźnienie i już po chwili mamy do czynienia z katastrofalnymi błędami. Tak było z Kazachstanem, tak było z Danią i nie inaczej było z Armenią. Głupi faul, dośrodkowanie, zamieszanie, nieporozumienie pomiędzy naszymi obrońcami, którzy nie potrafili upilnować ormiańskiego napastnika i kolejna śmiechu warta strata gola. Obrona na mistrzostwach Europy wyglądała na solidną formacje ale kompletnie się rozregulowała. Póki co nasza kadra przez błędy w obronie straciła tylko punkty w Kazachstanie, jednak jeżeli ta sytuacja nie ulegnie poprawie to juz za miesiąc w meczu z Rumunią na wyjeździe możemy nie mieć żadnych powodów do radości. Obym się mylił. Nasza lekkomyślność w obronie to w moim odczuciu aktualnie największa bolączka naszej kadry. Pozostaje jednak optymistą i wierze w dobry występ i wynik naszej reprezentacji w Bukareszcie.

Pierwsze koty za płoty

Coraz bardziej doceniam miejsce swojego zamieszkania. Oczywiście nie mam porównania z Polską czy Stanami Zjednoczonymi w kwestii, o której chce pisać ale z doświadczenia wiem, że to co oferuje tutejsza telewizja w zakresie bezpośrednich transmisji sportowych nie da się porównać. Dzięki tutejszej miłości do piłki nożnej mogłem oglądać bezpośrednią transmisje z Kazachstanu. W tym samym czasie grała rownież Dania, Anglia, San Marino z Azerbejdżanem. Wszystkie mecze były transmitowane na żywo. To samo zresztą było z meczami, które rozpoczeły się pózniej. Spędziłem zatem trochę czasu przed telewizorem koncentrując się oczywiście na występie naszej reprezentacji. Zaczęliśmy spokojnie i wyglądało wszystko na to, że mecz będzie do wygrania. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do nas i gdyby nie fatalna seria Milika powinnismy prowadzić conajmniej trzema bramkami. Milik po raz kolejny doprowadził mnie do białej gorączki. Piłkarz tej klasy powinien przynajmniej jedną ze swoich stuprocentowych sytuacji wykorzystać. Miał trzy i nie wykorzystał żadnej. Zemściło się to na naszej drużynie w drugiej połowie. Wyszliśmy chyba lekko zbyt pewni siebie licząc na kolejne bramki. Tymczasem stało się odwrotnie, nie udało nam się już umieścić piłki w bramce, tracąc przy okazji dwie bramki i pewne zwycięstwo. Szkoda bo mecz był napewno do wygrania. Straciliśmy dwa gole niemal w identyczny sposób po dośrodkowaniu po ziemi nasi obrońcy dali się dwukrotnie zaskoczyć. Drużyna, która chce być uważana za dobry zespół nie powinna sobie pozwolić na takie wpadki. Pokazali to jeszcze raz Niemcy i Anglicy, którzy grając na wyjazdach z lepszymi od Kazachstanu drużynami wygrali swoje mecze. Niepokoi mnie rownież brak zimnej krwi u paru naszych zawodników. Robert Lewandowski napewno zdaje sobie sprawę, że będzie prowokowany przez przeciwników w każdym meczu. Jego żółta kartka to nic innego jak brak spokoju. Następna kartka i trzeba będzie pauzować. To samo dotyczy Kamila Glika. Jego zachowanie nie można nazwać inaczej niż chamskie i dobrze, że skończyło się na żółtej kartce bo na dobrą sprawę mógł dostać czerwony kartonik. Gra na czas niszczy piłkę nożną, niestety nikt nie znalazł metody jak z tym walczyć. Zaleganie na boisku po wyimaginowanych faulach to grzech wszystkich zawodników. Jak ciężko był faulowany Kazach, sam pokazał podrywając się na równe nogi po brzydkim zachowaniu Glika. I w tym przypadku górę wzięły złe emocje i następna kartka to wykluczenie z meczu. Tak nie grają piłkarze, którzy uważają siebie za czołowych na swoich pozycjach. No cóż pierwsze koty za płoty. Do następnego spotkania ponad miesiąc i miejmy nadzieje, że trener Nawałka wyciągnie właściwe wnioski. Po pierwszej kolejce nasza grupa wyglada bardzo wyrównanie. Co prawda Dania wygrała swój mecz z Armenią ale zaledwie jednym golem grając przecież przed własną publicznością. Rumuni też nic nadzwyczajnego nie pokazali. Zasadniczo ostatnie dziesięć minut meczu warte było oglądania. Gospodarze powinni wygrać ten mecz jednak nie wykorzystali rzutu karnego w ostatniej minucie doliczonego czasu. Wykonujący karnego piłkarz Rumunii nie trafił nawet na bramkę. Jesteśmy w tej grupie zdecydowanie najlepszym zespołem przynajmniej na papierze ale jeśli nie zaczniemy grać tak jak nas na to stać to moze być gorąco. Osobiście mam nadzieje, ze mecz z Kazachstanem to wypadek przy pracy  i w następnych meczach będziemy już przeżywać wspaniałe zwycięstwa biało czerwonych, czego życzę sobie i wszystkim kibicom kopanej. 

Co ważniejsze: kontrakt czy mistrzostwa?

Robert Lewandowski to definitywnie jeden z najlepszych piłkarzy nie tylko Europy ale pewnie i świata. Król strzelców ligi niemieckiej, strzelec niezapomnianych pięciu bramek w dziesięć minut. Odkąd został kapitanem reprezentacji Polski, ta rownież jakby grała o wiele lepiej i stała się, może jeszcze nie postrachem europejskich boisk ale napewno drużyną, z którą trzeba sie liczyć. Ma zatem Robert sporo osiągnieć i należy mu się za to szacunek. Swoją grą w Borussi Dortmund zapewnił sobie lukratywny i zasłużony kontrakt z Bayernem. I tu rownież stał sie wyróżniajacym zawodnikiem chociaż Bayern to drużyna naszpikowana gwiazdami. Niestety z powodów dla mnie niezrozumiałych wygląda na to, że albo Robert albo jego agent stracili poczucie zdrowego rozsądku. Wielkimi krokami zbliżają się mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Robert Lewandowski może stać sie ich największą gwiazdą bo przecież Messi grać nie będzie. Obawiam się jednak, że tak się nie stanie. Nie dlatego, że Robertowi czegoś brakuje w sensie sportowym ale z powodów pozasportowych. Media  nie tylko w Polsce ale i w Niemczech niemal każdego dnia donoszą coś na temat możliwego transferu Roberta do Madrytu. Naszego zawodnika wciąż obowiązuje kontrakt z Bayernem, jednak nie wyglada na to, że uda sie go skończyć zgodnie z jego zapisami. Lewandowski wraz ze swoim agentem postrzegani są już u naszych sąsiadów jako osoby chciwe. Moim zdaniem zasłużyli sobie na to swoim zachowaniem. Mało mnie interesuje gdzie i za ile Robert będzie grał w przyszłym sezonie. Martwi mnie jednak, że całe to zamieszanie może mieć negatywny wpływ na postawę naszego zawodnika podczas mistrzostw Europy. Jemu i całej naszej drużynie potrzebny jest w tej chwili spokój aby mogli prawidłowo przygotować nie tylko fizycznie ale i psychicznie do zbliżających sie mistrzostw. Robert i jego postawa na boisku jest zdecydowanie kluczem do sukcesu naszej drużyny. Nie mam watpliwości, że nasz kapitan zrobi wszystko aby wyprowadzić naszą drużynę z grupy. Nie mam watpliwości rownież, że fizycznie i kondycyjnie nasz zawodnik będzie przygotowany do tych mistrzostw w sposob należyty. Obawiam się o sferę mentalną. Niekończące się pytania na temat transferu nie mogą pozostać bez wpływu. Rozumiem, że sport to dzisiaj biznes i nikt w nim nie ma litości. Liczą sie tylko pieniądze. Kraj i jego reprezentowanie to sprawa drugorzędna do własnej kariery. Nie posądzam Roberta o brak szacunku do reprezentowania naszego kraju i wierze, że udowodni to swoją postawą na boiskach Francji. Nie mam jednak watpliwości, że jego agent to człowiek o wątpliwych zasadach, dla ktorego mało ważny jest aspekt gry Roberta w reprezentacji, z tego pan agent nie ma dochodu. Na chciwości agenta traci wizerunek samego zainteresowanego. Dobrze byłoby aby Robert zdał sobie z tego sprawę. Wszystkim kibicom kopanej życzę przy okazji, wielkich emocji piłkarskich i aby nasza drużyna stała sie najwiekszą niespodzianką turnieju.

Gdy emocje opadną.

Siedzimy z żoną właśnie na lotnisku w Quito. A ponieważ mamy chwilę czasu na samolot pomyślałem sobie, ze wykorzystam ten czas na parę słów na temat ostatniego meczu Polski z Irlandią. Miałem możliwość oglądać go na żywo ponieważ cała Ameryka Południowa to jedno wielkie boisko piłkarskie i jeśli można cokolwiek z tego sportu transmitować to przynajmniej w Ekwadorze nikt nie zamierza nie skorzystać z takiej okazji. Wszystkie mecze eliminacyjne do mistrzostw Europy, które odbyły sie w ubiegłym tygodniu były transmitowane bezpośrednio. Wiele meczów odbywało sie w tym czasie ale to nie było żadną przeszkodą ponieważ podstawa oferta DirectTv zawiera w sobie chyba z sześć stacji sportowych. Dzięki temu można było oglądać wszystkie mecze na żywo. Nie myśle aby tego typu oferta była dostępna w Polsce. Ale do rzeczy. Słyniemy z tego, ze na temat piłki nożnej i polityki w Polsce jest tyle samo różnorodnych opinii ile mamy obywateli. Pewnie coś w tym jest. Mecz nie był jakimś specjalnym widowiskiem przynajmniej w moim odczuciu. Nie mam watpliwości, ze remis jest dużym sukcesem zwłaszcza jeśli zdamy sobie sprawę, ze stworzyliśmy tak naprawdę tylko jedną sytuację podbramkową, którą udało nam sie zamienić na bramkę. Był to chyba najgorszy występ reprezentacji w tych eliminacjach pod wodzą Nawalki. Irlandczycy zdecydowanie zasłużyli na conajmniej remis jeśli nawet nie na wygrana. Trzeba jednak przyznać, ze równie dobrze mogli przegrać gdyż rzeczywiście, co było widać na każdej powtórce nasz bramkarz był faulowany w momencie kiedy sędzia nic nie zauważył i przyznał Irlandii rzut rożny. Bez niego mogła nigdy nie paść bramka. Mówią, ze szczęście sprzyja lepszym, kierując sie tym powiedzmy sobie że musieliśmy być lepsi bo czego jak czego ale na brak szczęścia w tym meczu narzekać nie mogliśmy. Dwa słupki uratowały nas przed strata bramki. Wbrew pozorą nie obrona była naszym największym mankamentem ale linia pomocy. Nie mamy w tej chwili nikogo w tej linii, kto byłby w stanie utrzymać piłkę i zwolnić bądź przyspieszyć tempo gry. Nie jestem wcale przekonany, że gwiazda z Sewilii nadaje sie do tej roli. Pomoc zawiodła na całej linii. Wydaje mi sie rownież, że właśnie z tego powodu nie byliśmy w stanie stworzyć żadnej sytuacji podbramkowej licząc na jakieś cudowne ocalenie. Brak lidera był widoczny na każdym kroku. Oddaliśmy podobnie jak w meczu za Szkocja za darmo ponad połowę boiska. Wszyscy wrócili się na naszą połowę przez co nawet szybki atak nie mógł się zawiązać bo nikogo nie było z przodu. Dziwić sie należy, że nasz trener czekał ze zmianami do ostatniej chwili. Mila już wielokrotnie udowadnil, ze może zmienić losy spotkania ale napewno się to niestanie w ciągu pięciu minut. Szkoda, że nie dostał szansy pograć dłużej. Nie wiem jakie ma plany Nawałka z linią pomocy. Wszyscy domagają sie powrotu Błaszczykowskiego. Ale tu znowu mamy do czynienia z partykularnymi interesami zawodników. Nie da się ukryć, że pod wodzą Lewandowskiego jako kapitana polska reprezentacja spisuje się o wiele lepiej. Szkoda, ze pan Jakub tego nie widzi. Obaj zawodnicy powinni zdać sobie sprawę, że nigdy nie będą więksi niż sport, który reprezentują. Swoją głupią arogancją ośmieszają siebie samych i w pośredni sposób wływają negatywnie na kształtowanie opinii na temat naszej drużyny. Nigdy nie miałem respektu do zawodnika, który swoje prywatne ja stawia ponad sport, który reprezentuje i ponad dobro drużyny a w tym wypadku reprezentacji narodowej. Obaj panowie powinni wstydzić się, że doszło do takiej sytuacji. Każdy z kibiców marzy o drużynie narodowej, która nawiąże do czasów Kazimierza Górskiego i wydawać by się mogło, że są po temu przesłanki. Tymbardziej należy się dziwić, że nasze gwiazdy nie potrafią sie dogadać. No cóż jedyne co można im dzisiaj powiedzieć to to, że za parę lat po skończeniu ich kariery nikt prawdopodobnie nie będzie ich dobrze wspominał jako reprezentantów kraju lecz jako marnych dorobkiewiczów z zachodnich klubów. Ja wciąż potrafię do dzisiaj wymienić cała jedenastkę, która pod wodza pana Kazimierza sprawiła nam tyle radości ponad czterdzieści lat temu. Czy ktoś będzie pamiętał za czterdzieści lat o Lewandowskich i Blaszczykowskich jeśli nie przestaną myślec przede wszystkim o sobie? Nie sądzę.
No i proszę rozpoczęło sie przyjmowanie na samolot. A zatem do następnego razu.