Jaka jest na dzień taki rada

Jaka jest na dzień taki rada

Gdy od rana do wieczora deszcz pada
Jak  nie stracić do wszystkiego smaku
I nie dostać depresji ataku
Gdy z nieba leje się woda 
I nawet okoliczna przyroda
Zdaje się być zniesmaczona
I choć odrobiny słońca spragniona
A ono przez chmury przebić się nie może
Pomóż mu choć trochę Panie Boże.
Bo zaczynam tracić zmysły
A po głowie takie chodzą mi pomysły 
Że aż jestem sobą przerażony
To chyba nie jest normalne – pytam żony
A ona tylko na mnie spojrzała
I serdecznie się roześmiała
Podnosząc krwi mojej ciśnienie
I wywołując we mnie zdziwienie
I tak do mnie moja kobieta rzecze
Odrobina deszczu jest potrzebna przecież
Ale to już tydzień pada
Sfrustrowany tak jej odpowiadam
Od jakiego tygodnia, zaledwie od godzin paru
Zamiast marudzić wziąłbyś się do garów
Ale tobie w głowie tylko są głupoty
A koło domu tyle jest roboty
Ale przecież pada – bronię się jak mogę
No to weź się za podłogę
Dawno już nie była myta
I brudniejsza od świńskiego jest koryta
I juz miałem zacząć swe włosy wyrywać z głowy
Prawie byłem z okna rzucić się gotowy
Gdy nagle przez szybę jakby coś zajaśniało
Jeszcze pomału, jeszcze nieśmiało
Jakby niepewne swego miejsca było na niebie
Słoneczko zrozumiało, że jestem w potrzebie
I choć chmury nie bardzo ustąpić chciały
Rumieńcem wstydu się jednak oblały
Bo to już nie tylko o mnie chodziło
Za słońcem wszystko co żywe tęskniło 
I rozstąpiły się wreszcie ciemne chmurzyska
I cała przyroda znów życiem tryska
Z naturą walczyć się nie da i nie wypada
Taka jest na deszczowy dzień moja rada
Nie szukaj rownież pomocy u swojej żony
Chyba, że pracy jesteś spragniony 
Reklamy

Machu Picchu – uwagi i rady

Aguas Callente to miejscowość u podnóża Machu Picchu. Znana jest też pod nazwą Machu Picchu Puebla. Bardzo długo nie wiedzieliśmy, że cechą charakterystyczną tej miejscowości jest brak dróg do niej dojazdowych. Miejscowość powstała na potrzeby turystów chętnych zobaczenia osady Inków. Dzisiaj liczy ponad sześć tysięcy mieszkańców i posiada ponad sto pięćdziesiąt hoteli. Aguas Callente znaczy gorące wody tyle, że nam nie udało się ich zlokalizować. To stąd większość turystów wyrusza w kierunku góry na, której usytuowana jest słynna wioska. Stąd wyruszają autobusy do bram wejściowych i tutaj wracają z turystami po skończonych odwiedzinach. Autobusy te to jedyny środek lokomocji i zostały tutaj sprowadzone na platformach kolejowych. Oprócz nich w mieście funkcjonuje tylko kolej, która dowozi towary i służy jako środek transportu miejscowej ludności. Kolej rownież dowozi tutaj turystów, którzy chcą zobaczyć Machu Picchu. Większość turystów przyjeżdża tutaj z Ollantaytambo bo tam kończy się ich szlak po Świętej Dolinie Inków. Wielu z nich przesypia właśnie w Ollantaytambo by następnego dnia rozpocząć podróż do Machu. Wielu jednak próbuje dostać się do Aguas Callente i tam przespać noc by następnego dnia możliwie jak najwcześniej dostać się do wykopalisk Inków. Tak czy inaczej aby wyprawa do Machu Picchu miała sens potrzebujemy dwóch dni, w przeciwnym wypadku zwiedzanie będzie miało charakter „po łebkach” i zmęczeni nim będziemy zawiedzeni. Dwudniowe zwiedzanie to oczywiście większe koszty bo niestety wszystko tutaj kosztuje, zjazd i wyjazd autobusem i wejściówka do środka parku to wszystko są jednodniowe opłaty. Chcąc jednak doświadczyć Machu Picchu w pełni, dwa dni to w moim przekonaniu minimum. Trzeba wszystko zaplanować w miarę dokładnie i przygotować się na wczesne wstawanie. Organizacja wyjazdów i zjazdów odbywa się na zasadzie kto pierwszy ten lepszy co niestety powoduje mnóstwo chaosu i kosztuje sporo nerwów. W Peru aktualnie panuje pora deszczowa, która może pokrzyżować wiele planów ale w porze suchej miejsce to z kolei jest o wiele bardziej „zaludnione” przez turystów. Pora deszczowa to tutejsze lato i słońce może nam spłatać wiele nieprzewidzianych figlów o czym przekonaliśmy się oboje z Alicją. Na tej wysokości przy chłodnym wietrze nawet nie jesteśmy świadomi, że słońce dobiera się do wszystkich nieosłoniętych części ciała. Nie trzeba nawet zbyt wiele czasu aby spiec się ponad wszelkie oczekiwania, co nam właśnie się udało. Do zwiedzania wioski potrzebny jest przewodnik. Nie jest to wymóg ale informacje jakich może nam dostarczyć nie zawsze są dostępne w pisanych przewodnikach. Chętnych do oprowadzania nie brakuje i wielu z nich zna język angielski. Nie wiem czy taka sama sytuacja ma miejsce w sezonie turystycznym, napewno jednak można wycieczkę na Machu Picchu przygotować sobie po przyjeździe do Peru w Cusco w jednej z niezliczonych ilości agencji turystycznych znajdujących się na każdej ulicy tego miasta. Miasto to jak i cała ta okolica żyje przede wszystkim z turystów i podejrzewam, że gdyby nagle Machu Picchu przestało istnieć ekonomia tej niezapomnianej krainy odczuła by ro bardzo dotkliwie. 

Otrzęsiny domu czyli czas zamieszkać.

Wiedzieliśmy, że budowa domu będzie odbywać się podczas naszej nieobecności. Zdaliśmy się zatem na Pedra wiedzę oraz znajomość terenu i okolic. Mieliśmy oczywiście określone wymagania związane chociażby z ilością światła, na którym bardzo nam zależało jednak większość decyzji, po konsultacjach z nami, podejmowaliśmy polegając na jego wiedzy. Na początku 2014 przyszło nam skonfrontować czy wszystko co zostało zrobione zgodne jest z naszymi oczekiwaniami. W styczniu tegoż roku zjechaliśmy na dłuższy pobyt, który rownież miał odpowiedzieć na wiele innych pytań. Byliśmy ciekawi jak się będziemy aklimatyzować, jak to się żyje na wysokości trzy tysiące metrów nad poziomem morza. Zdecydowaliśmy się spędzić dwa miesiące, podczas których liczyliśmy że przetestujemy siebie samych i nasz dom. Styczeń i luty to jedne z cieplejszych miesięcy w Ekwadorze, ku naszemu jednak zaskoczeniu wysokość robi swoje. W ciągu dnia nie można było narzekać na pogodę, noce jednak były dość chłodne a na to nie byliśmy zbytnio przygotowani. Dom stając pusty w naturalny sposób wychłodniał a będąc zbudowany z okolicznych skał potrzebował czasu aby się nagrzać. Dodatkowo ściany zewnętrzne maja pewnie około pół metra grubości co utrudnia jeszcze bardziej nagrzanie wnętrza za pomocą słońca. Wewnętrzna część od strony tarasu wykończona została za pomocą szyb, od podłogi aż do sufitu. Miało to nam dać duże ilości światła oraz dać możliwość słońcu nagrzania wnętrza. Okazało się jednak, że po tej stronie domu słońce nie dochodzi na tyle daleko aby wejść swoimi promieniami do środka domu. Tak więc światła mamy pod dostatkiem niestety brakuje ciepła. W trakcie konstrukcji domu pytaliśmy Pedra rownież o możliwość okien dachowych ale i tu jego rada była przeciwko takiej idei. Twierdził, że słońca będzie wystraczającą dużo, jako że jesteśmy na równiku wiec montaż i instalacja takich okien mija się z celem a i koszt byłby wysoki. Naszym błędem było niezasięgnięcie opinii sąsiadów, chociażby. Tak więc okazało się, że będzie zimniej niż zakładaliśmy a słońce, które miało nas dogrzać nie bardzo mogło to zrobić bo i nie było jak. Oczywiście nie mogliśmy tego wiedzieć ale Pedro napewno powinien był to przewidzieć. Na szczęście mieliśmy kominek w środku naszego dziennego pomieszczenia. I tu następna niespodzianka, której nie udało nam sie rozwiązać do dzisiaj. Kominek napewno swoim rozmiarze jest zbyt duży a otwór na przestrzał pewnie nie kreuje tego co nazywamy cugiem do góry. Utrzymanie ognia jest zatem dość kłopotliwe a dodatkowo wewnątrz domu odczuwalny jest zapach dymu. Inna sprawa, ze drzewo do palenia na ogół nie jest sezonowane a co zatem idzie nie jest kompletnie suche. I tak oto mieszkając na równiku, niemalże, okazało się że jest nam chłodno a źrodła ciepła na które liczyliśmy niestety nie zdają egzaminu. Mamy parę pomysłów ale jak zawsze wszystko potrzebuje czasu i nakładów finansowych. Tym razem jednak nie chcemy się zdać na kogokolwiek niebędąc na miejscu. Chcemy nadzorować i widzieć co i jak jest robione. Żal nam szczególnie, ze ulegliśmy w kwestii okien dachowych bo byłoby je oczywiście łatwiej zamontować w trakcie konstrukcji ale jak to mówią, mądry Polak po szkodzie.