Komu kura jajo zniesie?

Rozwaliłem się na fotelu na tarasie nastawiony kontemplacyjne. Pogoda rewelacyjna, drugie pokolenie w domu zatem za trzecim pokoleniem nie musimy wodzić oczami. Cecylia jest niezmordowana w poszukiwaniu nowych przygód. Interesuje ją oczywiście i przede wszystkim to co nie jest dla niej karma dla psów czyli nowy wynalazek do jedzenia, mycie zabawek w kiblu, wszystkie wtyczki w kontaktach, no koniec świata. Zostaliśmy przed tym ostrzeżeni i póki co nie zdążyła nas czymś zaskoczyć. Trzeba jednak być cały czas z oczami wokół głowy.

Nie dzisiaj jednak. Niedziela spokój mistrza, drugie pokolenie przejęło nadzór. Na zewnątrz piękności słoneczne i można oddać się łowieniu ryb, czyli w moim języku myśleniu o niczym. Zgarnąłem jednak urządzenie zwane komputerem i usiadłszy w cieniu parasola świdruje sytuacje na krajowym podwórku. Mamy dzisiaj wybory na nowych milionerów jak zawiadamia Wirtualna Polska. Pięć lat w Parlamencie Europejskim to ponoć zarobek rzędu czterech melonów oczywiście nie na czysto. Jak podaje jednak WP można więcej a nasi eurodeputowani są w tym względzie studnią pomysłów. W końcu ciężka praca musi zostać należycie wynagrodzona.

Wybierzemy pięćdziesięciu dwóch nowych przeświadczonych o swojej pożyteczności, w sumie jednak nierobów, żeby mogli się dorobić, nie garba oczywiście ale niezłej sumki na koncie. Będą z pełnym poświeceniem kontynuować prace na kształtem banana i ogórka, zastanawiać się co zrobić z tym cholernym ślimakiem, jak go przerobić żeby z niego wyszła jednak ryba. Pracy będzie fura.

Sale obrad zapewne będą świecić pustkami, za to kolejka do kasy w dni wypłat będzie jak za mięsem w czasach słusznie minionych.

Biją się zatem o te przywileje w całej Europie. Do przeciętnego Kowalskiego też dotarło, że dobrze byłoby iść na te wybory niech zarabia przynajmniej swój człowiek. Nikt oczywiście nie daje się nabrać na zatroskane przyszłością Europy miny tej nawiedzonej gawiedzi.

Patrzę osobiście z ciekawością na tę gonitwę Arabów czystej krwi. Nie mam pojęcia jak to się skończy ale widać, że strona rządowa może mieć problem. Frekwencja jest dwukrotnie wyższa co może świadczyć, że w rodakach rozbudziła się potrzeba zajęcia stanowiska po stronie lepszych lub gorszych. Wszystkie portale jak jeden mąż prześcigają się w doniesieniach z tego doniosłego momentu w naszej historii. Na Wirtualnej Polsce pokazują zdjęcia każdej z ważniejszych osób oddających swój głos. Trachnięto więc fotę Tuskowi, Kaczyńskiemu, Duda, Szydło, Kopacz, Trzaskowskiemu, Kuchcińskiemu, Wałęsie. Pod każdym obrazkiem umożliwiono komentowanie. Skorzystali z tego przede wszystkim miłośnicy polemiki wszelkiej, gotowi do wymiany zdań najlepiej z karabinem w ręku. W tym bezkrytycznym wyzywaniu polityków najbardziej dostało się Tuskowi. Ponad sto komentarzy, z których najłagodniejszy brzmiał: złodziej emerytur. Do Kopacz ktoś koniecznie chciał strzelać, Duda z żoną to Bezjajec z Niemową, Kaczyński czyli Napoleon z Żoliborza, który bez ochrony się nie rusza. To tylko namiastka skromna twórczości przeciwników konkretnego polityka. Co mnie zastanowiło to niechęć do Tuska. Obawiam się, że pod względem ilości wrogów jego pozycji może zagrozić tylko sam prezes. Nie wróży to specjalnie dobrze byłemu premierowi przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. No ale jeśli nie on to kto może stawić czoła szarańczy Kaczyńskiego?

A na zewnątrz pogoda zniewala i wręcz domaga się nicnierobienia. Kury też odmówiły kooperacji w sprawie jaj. Nawet czereda psów z niechęcią rusza zadami i woli z łapami do góry oddać się słodkiemu lenistwu. Im dobrze, polityka im lata koło…….

Reklamy

Psia rodzinka

Żona mojego starszego syna, zreszta jak i on sam, to wielbiciele psów. Kochają te swoje czworonogi miłością niemal ślepą. Dawno temu sami mieliśmy my dwa psy, które stały się członkami naszej rodziny. Kiedy zaczęły chorować by w końcu opuścić ten świat ból z tym związany był zbyt wielki aby pokusić się o kolejnego milusińskiego. Gdy jednak nasz syn się usamodzielnił pies był niemal pierwszym zakupem. Zawsze lubiliśmy duże rasy w związku z czym i on z tego powodu preferował dużego czworonoga. Padło ponownie na wodołaza, z którymi mieliśmy bardzo dobre doświadczenie. To ten sam rodzaj co bernardyn i mniej więcej tej samej wielkości. Biało czarna odmiana tej rasy nazywa się lancier i jest trochę mniejsza od standardowego wodołaza. To bardzo łagodne psy, pomimo swojego rozmiaru kompletnie niegroźne. Gdy Bartek poznał się z Tarą okazało się, że i ona ma psa. Gdy zamieszkali razem były juz dwa czworonogi ale żeby mieć coś wspólnego zafundowali sobie kolejnego pieska. Mieli już dwa samce, oba sporych rozmiarów. Padło zatem na suczkę z ochronki tym razem o wiele mniejszą od obu psów, które już posiadali. Wkomponowała się ona jednak doskonale pomiędzy dwóch panów i stała się ulubienicą swojego państwa. Na tym jednak nie koniec. Postanowili bowiem, że nadszedł czas aby Savage, który był oryginalnym psem Bartka, miał kolesia swojej rasy. Zdawał się być trochę samotny i aby mu umilić resztę życia kupili mu przyjaciela, rownież wodołaza. Ten jednak był ciemnobrązowy. Savage to po angielsku dziki, żeby jeszcze bardziej podkreślić jedność obu psów nowy nabytek został nazwany z polska Dzikusem. I tak rodzina urosła do rozmiaru czterech czworonogów. Przyszedł czas na kupno domu. Znaleźli posesje, która spełniała ich marzenia ze względu na wielkość prawie dwuhektarowej działki. Marzeniem Bartka było posiadanie psa typu pitbul, który byłby odstraszaczem dla wszelkiej maści nieproszonych gości. Wkrótce wiec po kupnie domu rodzina rozrosła się do pięciu psiaków. W tym samym czasie syn zdecydował się na hodowle kurcząt a pitbula zadaniem miała być ich ochrona. Tak młody samczyk dorobił się imienia Kura. Gdy przyjechaliśmy w odwiedziny i uzmysłowiliśmy synowi, że kura to samica było już za późno. Ostatni nabytek wkomponował się w swoje otoczenie wręcz doskonale. Wszystkie psy porozumiewają się miedzy sobą wręcz wzorowo. Nie ma żadnego współzawodnictwa czy robienia sobie na złość. Właściciele by zreszta na to nie pozwoli. To chyba jedyne ograniczenie, żadnego skakania sobie do oczów, poza tym pełna swoboda i bezgraniczna miłość. Przed naszym aktualnym przyjazdem, synowa wyraziła zgodę na tymczasową opiekę nad kolejnym psem z rasy wodołazów, którego dotychczasowi właściciele z jakichś powodów musieli się pozbyć. Znaleziono dla niej, bo to jest samica, już nawet nowy dom. Kiedy jednak zjawili się perspektywiczni właściciele rozmiar psa przekroczył ich oczekiwania i bardzo szybko wycofali się z transakcji. Podobno są już kolejni zainteresowani. Póki co syn wraz z żoną i swoimi kuzynami z Polski zwiedza południe stanów a my hodujemy kury, kaczki i pilnujemy psów. I tu muszę przyznać, że te psiaki w ilości sześć wcale nam nie ograniczają czasu i, co może być wręcz nieprawdopodobnym stwierdzeniem, są prawie niewidoczne pod względem zachowania, trzeba tylko uważać żeby na któregoś nie nadepnąć.