Tramwaj, dom i zgadywanki

Cuenca już od ponad czterech lat to jeden wielki plac budowy. Gdy bodaj w 2013 roku ogłoszono śmiały plan konstrukcji linii tramwajowej, opinie były bardzo podzielone. Ciekawe, że turystom ta idea bardzo przypadła do gustu, w przeciwieństwie do miejscowych. Ci drudzy znając tutejsze realia pewnie wiedzieli od samego początku, że termin skończenia inwestycji to opowiastka wyssana z palca miejscowych polityków. Takiego doświadczenia nie mieli rzecz jasna ci, którzy się tutaj osiedlili w związku z czym ich wiedza na temat terminów oddania czegoś tam do użytku była oczywiście ograniczona. Cuenkanie rzeczywiście mieli racje. Planowany trzyletni okres zakończenia budowy przedłużył się juz o dwa lata i ma mieć miejsce w tym roku a konkretnie w listopadzie. Jak zwykle opóźnienia w tej części świata na ogół wynikają z gdzieś tam rozpływających się pieniędzy. Sądzę, że to nie tylko problem Ekwadoru bo państwowe pieniądze rzeczywiście mają wielu chętnych, niekoniecznie mających dobre chęci, stąd zapewne wstępne kalkulacje tego typu zamierzeń finansowanych przez państwo powinny być pewnie o kilkadziesiąt procent większe. W kolejce po nagrody stoją często nawet ci, którzy nie wiedzą nic ani na temat inwestycji, ani na jakikolwiek temat. Nieprawdaż pani premier? Nie inaczej sprawy miały się z cuenkańską linią tramwajową. Pieniędzy zabrakło jeszcze przed skończeniem połowy inwestycji. Podobno źle dokonano obliczeń, ale co bardziej światli mieszkańcy Cuenki wiedzą, że przeleciały one przez dziurawe kieszenie miejscowej władzy. Budowa zatem trwa i wyglada rzeczywiście na to, że w tym roku doczekamy się jej końca. Dwie główne ulice starego miasta powoli zaczynają wracać do użytku. Cieszy to szczególnie właścicieli wszelkiego rodzaju małych sklepików od restauracyjek począwszy a na pamiątkach skończywszy. Dla mnie największą udręką instalacji linii tramwajowej były ciagle zmieniające się trasy autobusów. Pozamykane ulice powodowały, że nigdy nie miałem pewności czy dojadę do celu, czy też pan kierowca będzie zmuszony gdzieś skręcić i już więcej nie wróci na trasę, którą powinien jechać. Ot taka nowa gra loteryjna: zgadnij gdzie jedziemy. To nawet było fajne bo poznałem nowe zakamarki miasta. Mniej mnie jednak to bawiło gdy wracałem do domu bo i tym razem autobus zatrzymywał się dość często w innym miejscu oferując mi kolejną zabawę, tym razem pod tytułem zgadnij gdzie się dzisiaj zatrzymuję. Wygląda jednak na to, że będę miał to już za sobą a miasto coraz bardziej zaczyna przypominać mi miejsce, które tak bardzo przypadło mi do gustu kiedyś tam, całkiem niedawno temu. I tylko moja „willa” zdaje się nie pojmować, że mam dość wszelkiego rodzaju zgadywanek szczególnie z zakresu „zgadnij co dzisiaj nie będzie działać”. Jak to jednak mówią, koło domu zawsze jest coś do zrobienia. Będę się musiał chyba z tym pogodzić.

Reklamy

Z autobusu na autobus czyli podróż do miasta

Komunikacja miejska to zapewne jeden z większych problemów Cuenki. Nie mam tu na myśli ilości linii autobusowych, bo tych jest pod dostatkiem. Tabor i jego wyposażenie pozostawia jednak wiele do życzenia. Średnia wieku autobusów, chyba się bardzo nie pomylę jeśli określę ją na ponad dwadzieścia lat. Jak to wszystko utrzymuje się na drogach jest dla mnie niepojęte. Poznaję tą ich komunikacje coraz lepiej bo jest to najefektywniejsza metoda przemieszczania się z miejsca na miejsce. Bilet kosztuje dwadzieścia pięć centów a emeryci i renciści mają pięćdziesiąt procent zniżki i za bilet płacą dwanaście centów. Bilet to dużo powiedziane, one tutaj nie funkcjonują. Płaci się za przejazd w autobusie, wrzucając do skrzyni przy kierowcy wymaganą ilość drobnych. Nie ma kontroli, nie ma konduktorów, kierowca jest sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Inną metodą płatności jest karta przypominająca kartę płatniczą. Doładowuje  się ją zgodnie z potrzebami a jej balans pomniejszają czytniki zamieszczone w autobusach. Bardzo wygodna metoda, z której osobiście ja korzystam, bo z odpowiednią ilością drobnych zawsze miałem kłopoty. Pozycja kierowcy jak już wspomniałem to rownież i kontrola płatności. Często się zdarza, że ktoś nie ma dwudziestu pięciu centów lecz ma tylko pół czy całego dolara. Kierowca nie wydaje mu reszty. Taki delikwent zgłasza, że wrzuca do skrzynki odpowiednio więcej a resztę odbiera sobie od wsiadających na kolejnych przystankach pasażerów, którzy płacą gotówką. W związku z tym wsiąść do autobusu można tylko przednimi drzwiami. Podejrzewam, że nie ma miejsca w mieście, do którego nie można by było się dostać autobusem. Linii jest rzeczywiście bardzo dużo i przecinają się w bardzo wielu miejscach. Tabor ma się powoli zmieniać, póki co większość jego przypomina nasze stare Sany, przy czym najgorsze jest to, że wszystkie poruszają się na ropę. Standardy dotyczące zanieczyszczeń komunikacji miejskiej nie dotyczą. Jeśli zatem w momencie ruszania autobusu ktoś się znajdzie w okolicach jego rury wydechowej to za jednym zamachem może wchłonąć taką ilość spalin, że cała paczka papierosów przy niej wygląda bardzo niewinnie. Prywatny pojazd z takim wydechem nie przechodzi inspekcji, jednak nie dotyczy to autobusów. Linia tramwajowa ma ograniczyć ich ilość w centrum, czy tak się jednak stanie, dzisiaj jeszcze niewiadomo, bo okazuje się, że kierowcy są bardzo dobrze tutaj zorganizowani i politycy trochę się ich boją. Bardzo ciekawym pomysłem są stacje przesiadkowe, które łączą peryferia i okolice poza miastem z jego centrum. Otóż zmieniając na nich autobus nie ponosi się kolejnej opłaty, czyli drugi przejazd jest darmowy. Ja właśnie jestem w takiej sytuacji, że muszę zmieniać autobus, jednak nie płacę ponownie jeśli to robię na stacji przesiadkowej a nie na normalnym przystanku. Słowo na ich temat. Wszystkie miejsca zatrzymania autobusu mają charakter znanego u nas przystanku na żądanie. Jeśli nikt na nim nie oczekuje a w autobusie nikt nie zgłosił zamiaru wysiadki to kierowca kontynuuje jazdę bez zatrzymywania. Mało tego, stojąc na przystanku jeśli nie wykonasz ruchu tak jak przy zatrzymywaniu taksówki, to kierowca uważa, że znalazłeś się na nim przypadkowo i oczywiście kontynuuje jazdę. Ot taka miejscowa tradycja, która może spowodować, że nasz autobus pojedzie sobie, chociaż chcieliśmy do niego wsiąść. Długo starałem się unikać tych niebieskich i czerwonych  potworów, miasto jest jednak zbyt duże aby nie korzystać z tego rodzaju usług, zatem przesiadłem się na nie, a ponieważ koszt jest naprawdę śmieszny to przy okazji poznaje Cuenkę.

Ekspresem przez zycie

Życie jest jak pociąg ekspresowy

Jeszcześ doń nie wsiadł a on już gotowy
By ruszyć i zabrać nas w drogę
Relacje z której zdamy przed Bogiem
Wszyscy ruszamy ze stacji Poczęcie
Już koła się kręcą, lecz pociąg jakby zawzięcie
Wciąż nie mógł nabrać prędkości
A nam tak spieszno jest do Młodości
Och jak rzesz przeklęcie wolno kręcą się koła
Przed nami jeszcze Żłobek, Przedszkole i Szkoła,
Koledzy i Koleżanki oraz Podwórko
Wspólne Zabawy i Szałas pod Chmurką
To wszystko fajnie, lecz nam w głowie kino
I film od lat szesnastu, który nam minął
Bo maszynista jakiś dziwnie złośliwy
Nie chce przyspieszyć i ciągle się dziwi
Dokąd tak bardzo my się spieszymy
Przecież dojechać i tak zdążymy.
Gdy wreszcie dotarliśmy do Młodości
Ogarnął nas wszystkich wybuch radości.
Już tempo pociągu nam nie przeszkadza
Jak jeden mąż każdy się zgadza
Na krótki postój by się rozglądnąć
A może nawet „cygarem” zaciągnąć
Bo stacja Młodość to doświadczenia
Bez, których nie ma naszego istnienia.
Lecz co to, pociąg zatrzymać się nie zamierza 
I już do stacji Matura zmierza
To ważny przystanek na naszej drodze
Pomyłka na nim kosztować może nas srodze
I choć kontakt z podróżującymi wciąż utrzymamy
Na chwilę się jednak porozsiadamy
Od stacji Matura juz dwa biegną tory
Nie pojedynczy jak do tej pory
Do stacji Studia zmierzają jedni
Dla innych, ich chleb powszedni
W miasteczku Praca się ulokował
By tam jego smaku mogli skosztować
Wkrótce na stacji Praca też się zjawili
Ci co przystanek Studia zwiedzili
I znowu wszyscy po jednym torze
Przez góry, doliny, pustynie i morze
W kierunku kolejnych stacji zmierzamy
A gdy znajdziemy Miłość się zatrzymamy
I chociaż przystanek to dla nas ważny
Nasz pociąg jak ktoś niepoważny
Wciąż kręci do przodu kołami
Przystanek Rodzina już jest przed nami
A zaraz za nią to stacja Dzieci
I coraz szybciej życie nam leci
Bo maszynista wszystko na opak robić się zdaje
Miast ująć gazu to go dodaje
Szybko minęły postoje Wakacje, Awanse, Przyjaźnie
I coraz bardziej i bardziej wyraźnie
Pociąg rozpędza się wbrew naszej woli
Emerytura, Wnuki, Choroby i Wszystko mnie Boli
Jak wszystkie przystanki ostatnie
I te minęliśmy szybko oraz bezwładnie
Jakbyśmy nad życiem tracili kontrolę
Dostając się w czyjąś niewolę
I pędzi ten ekspres na kark złamany
Już nie ma taty juz nie ma mamy
I juz w wagonach jakby mniej ludzi
To ktoś zasypia, to ktoś się zbudzi
By swój testament spisać ostatni
Bo juz do końca życiowej matni
Przystanków nam pozostało niewiele
Wciąż otaczają nas dzieci i przyjaciele
Jeszcze przystanki Zaduma i Bez Odpowiedzi Pytania
Jak choćby, czy wykonaliśmy swoje zadania?
Czasu na odpowiedzi nie mamy zbyt wiele
Bo oto stacja, która podróży naszej jest celem
Przez maszynistę została zapowiedziana
Dobiegły końca ziemskie wieczory i rana
Na stację Wieczność pociąg się wtacza
I widok przed nami inny się roztacza.
Ale o tym napiszę innym razem
Do rychłego zobaczenia. Tymczasem.