Gwoli przypomnienia

Ponad dwa lata temu w styczniu 2016 przedrukowałem artykuł z Angory autorstwa Marka Borowskiego. Dotyczył on planów zmiany konstytucji przez obecnie rządzących. Przymierzali się oni do tego już podczas pierwszej tury swojego sprawowania władzy. Z różnych względów nie udało im się wprowadzić owych planów w życie. Pozostały jednak ślady ich zamierzeń, które niestety zaczynają się powoli realizować. Jeszcze dwa lata temu wydawało się to wszystko mało prawdopodobne i wręcz niemożliwe. Dziś już nie ma żadnych złudzeń dokąd to wszystko zmierza. Sposób sprawowania władzy oparty na tanich kłamstwach i przekupstwie uboższych, będących pod wpływem kleru, dał im wreszcie zwycięstwo umożliwiające przeprowadzenie zmian zmierzających do utrzymania kontroli nad państwem. I tak co wydawało się baśnią z kręgu tysiąca i jednej nocy powoli staje się coraz bardziej realne. Jeśli zatem ktokolwiek liczy na Trybunał Stanu dla obecnie rządzących to odsyłam tych wszystkich do artykułu Marka Borowskiego. Postanowiłem go zatem przypomnieć bo już wkrótce pawłowiczowe media narodowe w poczuciu głębokiego „patriotyzmu” wprowadzą cenzurę na ich zdaniem „antypolskie”, czytaj antypisowskie, publikacje.

PiS – owska konstytucja

Czy uda nam się zatrzymać tą rozpędzoną maszynę nienawiści i pogardy? Zaczynam mieć watpliwości.

Prawda o szkodnikach.

Zwykle wracając z Cuenki, mając przed sobą zniechęcające pięć kilometrów wspinaczki, staram się odwrócić swoją uwagę od tego co przede mną. Pokonanie tej odległości zajmuje mi mniej więcej godzinę w zależności od „tonażu” zakupów. Jest to jednak najlepszy czas na udanie się w krainę rożnego rodzaju przemyśleń. Często są one związane z czymś co niedawno przeczytałem, czasami z moją obecna sytuacją, a czasami z planami na przyszłość. Nie jestem napewno pierwszym, który odkrył, że to bardzo pomaga wykonać coś, co nie sprawia nam wielkiej przyjemności. W dniu dzisiejszym w trakcie drogi powrotnej do domu opanowała moje „myślenice”, zupełnie niespodziewanie, niedawna wypowiedź mojego ulubionego ministra, zwanego również Szogunem lub Hetmanem Koronnym, specjalisty od bezbronności, nie mylić z obronnością, albo wynalazcy komedii pisrealnej, jak kto woli, na temat Lecha Wałęsy. Ów kosmita smoleński, kolejny przydomek jaki wpadł mi właśnie do głowy, oskarżył byłego prezydenta o bycie największym szkodnikiem w historii tzw wolnej Polski. Facetowi, którego cały cywilizowany świat kojarzy z obaleniem poprzedniego systemu, można zapewne wiele zarzucić. Nie był i nie jest to osobowość kryształowa. Popełnił on wiele błędów, których teraz już się nie da naprawić. Ma również zbyt wygórowane mniemanie o sobie, co często denerwuje i zniechęca do niego, biorąc pod uwagę jego ograniczony zakres wiedzy na tematy różne, w tym i politykę. Przypisywanie mu własnoręcznego zlikwidowania PRL-u jest niewątpliwie dużym nadużyciem i brakiem szacunku dla milionów członków Solidarności. Nie mniej jednak to on stał na jej czele, bo tak się złożyło, że znalazł się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Wielu ludzi mogło pokierować tym ruchem tylko jakoś niewielu miało tzw „jaja” wypychając Wałęsę przed szereg. Dawno temu oglądałem niemiecki film poświęcony Annie Walentynowicz. Sporo scen z jej życia prywatnego każe mi sądzić, że powstał on na podstawie rozmów z nią. Zgodnie z tym filmem to właśnie ona popchnęła Wałęsę, dzięki czemu zaczął być postrzegany jako lider. Nasz najsławniejszy elektryk w historii nie miał zbytnich oporów do przejęcia przywództwa. Tak zrodził się jego mit. Ile i czy można było wyciągnąć więcej od ustępujących i posiadających wciąż władzę ówczesnych członków socjalistycznego rządu, nie wiem. Antoni Macierewicz zdaje się zapominać, że gdy kształtowała się nowa władza a wszystkim trząsł i o wszystkim decydował właśnie Lech Wałęsa, on i ta cała aktualna sitwa, mieniąca się największymi patriotami, lizała tylną cześć jego ciała nie mając sobie ani jemu nic do zarzucenia. Przylgnęli do niego jak zgłodniały pies do suki, wyczuwając okazje dla siebie. Kiedy wypowiada się na temat tamtych czasów mieszkaniec Belwederu i bredzi te swoje bzdury, mogę mu to jeszcze wybaczyć, bo jakby nie było on w tamtych czasach gonił po szkolnym korytarzu ciągnąc dziewczyny za warkocze i nie bardzo wiedział ani co się dzieje, ani o co w tym wszystkim chodzi. Swoją wiedzę wyssał z macierewiczowsko-kaczystowskich bajek na dobranoc i z lektury nawiedzonego IPN-em Cenckiewicza, czy jakoś tam. Stąd trudno mu mieć za złe brak obiektywnej wiedzy. Jak twierdzi Wałęsa, od wszelkich Macierewiczów i Kaczyńskich tamtych czasów nie mógł się opędzić. Stąd moje pytanie do tych obłudników; jeśli szef Solidarności był aż tak złym człowiekiem a wy pchaliście się do jego stołu to kim wy jesteście? Z całą świadomością gwarantuje, że gdyby jeden z was chciał stanąć na czele tamtej Solidarności, to wszyscy by pouciekali do domu i z przewrotu wyszłyby nici. Szogunowi dzisiaj nie podoba się Wałęsa i doskwiera mu jego mit. Pracuje zatem i robi co może aby ten mit obalić. Już wkrótce ogłosi, że na czele zrywu robotników stał sam pan Misiewicz. Trzeba będzie tylko popracować nad jego metryką.